Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Arganda, który stał obok Masemy sztywno wyprostowany, zaciskał palce na rękojeści miecza tak mocno, że aż mu się trzęsła ręka.
— Może ty zamierzasz zgubić swoją żonę, Aybara — wychrypiał — ja wszakże na pewno nie stracę mojej królowej!
— Trzeba to było zrobić — zapewnił Perrina Aram, tonem ni to przeprosin, ni to żądania. Stał po drugiej stronie Masemy, zaciskając poły zielonego płaszcza, jakby usiłował zająć czymś ręce, które ciągnęło do miecza na plecach. Oczy miał prawie tak rozpalone jak Masema. — Sam mnie uczyłeś, że człowiek robi to, co zrobić musi.
Aybara nakazał sobie w myślach rozplecenie pięści i otwarcie palców. Tak, istniała konieczność zrobienia pewnych rzeczy dla Faile.
Przez tłum przepchnęły się Berelain i trzy Aes Sedai. Pierwsza z Mayene nieznacznie zmarszczyła nos na widok mężczyzny rozciągniętego pomiędzy kołkami. Gdyby zaś oceniać siostry po ich minach, Aes Sedai równie dobrze mogłyby spoglądać na kawałek drewna. Były z nimi Edarra i Sulin, obie wyglądały na równie mało wzruszone. Niektórzy z ghealdańskich żołnierzy posłali dwóm kobietom Aiel spojrzenia z ukosa i wymienili szepty, natomiast ludzie Masemy — o znużonych, brudnych twarzach — przeszywali wzrokiem pełnym nienawiści zarówno kobiety Aiel, jak i Aes Sedai, jednak najgorzej zareagowali na widok trzech Strażników: niektórzy mężczyźni sami się usunęli, innych pociągnęli za sobą towarzysze. Są głupcy, którzy znają granice głupoty.
Masema utkwił w Berelain rozgorączkowane oczy, po czym spojrzał w dal, traktując Pierwszą jak powietrze. Istnieją głupcy, który nie znają żadnych granic.
Perrin pochylił się i rozwiązał materiał wokół ust przywiązanego do kołków mężczyzny, po czym wyciągnął mu spomiędzy zębów knebel. Ledwie zdołał uchronić dłoń przed ugryzieniem tak niebezpiecznym jak potencjalne chapnięcie Stayera.
Aiel natychmiast odrzucił w tył głowę i zaczął śpiewać głębokim, czystym głosem:
W połowie strofy rozległ się śmiech Masemy. Aybarze znów się zjeżyły wszystkie włoski na karku. Nigdy przedtem nie usłyszał śmiechu Proroka. A nie był to dźwięk przyjemny.
Nie miał ochoty stracić palca, więc wyciągnął z pętli przy pasie topór i ostrożnie przyłożył trzonek do podbródka Shaido, po czym go przycisnął, zamykając mężczyźnie usta. Z ogorzałej twarzy uniosły się na niego oczy koloru nieba. Nie było w nich strachu. Aiel uśmiechnął się.
— Nie proszę cię o zdradę twoich ludzi — oświadczył Perrin. Gardło natychmiast go zabolało od wysiłku przemawiania mocnym, pewnym głosem. — Wy, Shaido Aiel, schwytaliście pewne kobiety. Chcę się jedynie dowiedzieć, jak je odzyskać. Jedna z nich nosi imię Faile. Jest równie wysoka jak przedstawicielki waszej nacji, ma ciemne, nieco skośne oczy, wydatny nos i ładne usta. To piękna kobieta. Zapamiętałbyś ją, gdybyś ją zobaczył. Czy ją widziałeś?
Odsunął topór i wyprostował się.
Shaido gapił się na niego przez chwilę bez słowa, potem poderwał głowę i podjął śpiew, ani na moment nie spuszczając wzroku z Aybary. Piosenka okazała się wesoła, pełna swawolnych, tanecznych nut.
Skończywszy, opuścił głowę i zachichotał, nisko i głośno. Wyglądał na zadowolonego i zachowywał się jak ktoś, kto się wygodnie rozpiera na puchowym materacu.
— Jeśli... jeśli nie potrafisz tego zrobić — oświadczył desperacko Aram — zatem odejdź. Sam ich dopilnuję.
Co trzeba zrobić, to trzeba! Perrin rozejrzał się po otaczających go twarzach. Arganda patrzył teraz wrogo i spode łba, zarówno na niego, jak na jeńca. Masema wydzielał zapach obłędu, a przepełniała go pogarda i nienawiść. „Musisz mieć nerwy jak postronki i posiadać umiejętność zranienia nawet kamienia”. Edarra stała z rękoma założonymi na piersiach, a jej mina była równie niemożliwa do odczytania jak beznamiętne oblicza Aes Sedai. „Shaido świetnie umieją panować nad bólem. Skłonienie ich do mówienia zajmie dni”. Sulin, z blizną przecinającą policzek, nadal bladą na twardej skórze jej twarzy, spoglądała spokojnie przed siebie, pachniała zaś jednoznacznie zawziętością. „Ustępują powoli i powiedzą najmniej, jak tylko można”. W zapachu Berelain wyczuł konieczność kary. Była wszak władczynią, która skazywała ludzi na śmierć i nigdy z tego powodu nie przeżywała bezsennych nocy. Trzeba zrobić to, co konieczne. Mieć nerwy jak postronki i umieć zranić nawet kamień. Panowanie nad bólem... O Światłości, och Faile...
Topór wydawał się lekki jak piórko, kiedy Perrin unosił go w dłoni, a następnie opuszczał niczym młot na kowadło. W końcu ciężki topór odciął Shaido Aiel lewą dłoń.
Mężczyzna chrząknął z bólu, później szarpnął się konwulsyjnie, z warkotem, w końcu począł się wiercić, umyślnie rozpryskując tryskającą z przegubu krew, która ochlapała Aybarze twarz.
— Uzdrówcie go — polecił Perrin Aes Sedai, po czym zrobił kilka kroków wstecz. Nie próbował wytrzeć sobie twarzy, więc krew wsączała mu się w brodę. Czuł się pusty, wydrążony. Chyba nie zdoła już nigdy podnieść swojego topora, o ile nie będzie musiał walczyć o życie.
— Oszalałeś? — odburknęła gniewnie Masuri. — Nie potrafimy oddać człowiekowi odciętej ręki!
— Kazałem go wam Uzdrowić! — ryknął.
Seonid już się jednak ruszyła, unosząc spódnice. Posuwistym krokiem dotarła do nieszczęśnika i uklękła przy jego głowie. Mężczyzna gryzł zębami przegub pozbawionej dłoni ręki, nadaremnie starając się powstrzymać strumień krwi. W jego oczach wszakże, jak i w zapachu, nie było lęku. Po prostu Shaido się nie bał!
Seonid chwyciła głowę leżącego i nagle jego ciało znów się skręciło konwulsyjnie, a on sam zamachał dziko ramieniem. Ilość rozpryskującej się krwi zmalała, gdy mężczyzna wykonał nagły ruch, następnie zaś krew całkowicie zniknęła, a Shaido osunął się na ziemię z poszarzałą twarzą. Sekundę później jeniec podniósł niepewnie lewą rękę i popatrzył na gładką skórę pokrywającą teraz koniec kikuta. Jeśli była tam blizna, Perrin jej nie widział. Mężczyzna popatrzył na niego, obnażając zęby. Nadal nie wydzielał zapachu strachu. Seonid niespodziewanie także osunęła się na ziemię, jakby wyczerpała wszystkie siły. Alharra i Wynter zrobili krok ku niej, lecz odprawiła ich machnięciem dłoni, następnie zaś wstała sama, ciężko wzdychając.
— Powiedziano mi, że mogą minąć dni, a wy nadal nic nam nie zdradzicie — oznajmił Aybara. Własny głos zabrzmiał mu w uszach wręcz zbyt głośno. — Nie mam czasu sprawdzać, jak twardzi jesteście albo jacy odważni. Wiem, że jesteście dzielni i wytrzymali. Jednakże moja żona już zbyt długo pozostaje w waszych rękach. Zostaniecie zatem rozdzieleni i wypytamy was o kilka interesujących nas kobiet. Zapytamy, czy je widzieliście i gdzie to było. Nic więcej mnie nie ciekawi. Nie będzie gorących węgli ani innych tortur. Jedynie pytania. Tyle że... jeżeli któryś z was odmówi odpowiedzi lub jeżeli wasze odpowiedzi będą się za bardzo różnić, wówczas każdy z was straci jakąś część ciała. — Zaskoczyło go, że wbrew wcześniejszym obawom jednak może unieść topór. Ostrze było umazane krwią. — Człowiek posiada dwie dłonie i dwie stopy — podjął zimno. O Światłości, jego głos brzmiał wręcz lodowato. Perrin czuł się, jakby lód wsączał się w jego kości. — Dzięki nim otrzymacie cztery szanse na udzielenie odpowiedzi. A jeśli nie zadowoli mnie żadna z nich, nie zabiję was. Znajdę wioski, w których zostawię po jednym osobniku pozbawionym dłoni i stóp, miejsce, w którym będzie mógł żebrać, gdzie chłopcy może rzucą mu monetę... dzikiemu Aielowi bez rąk i nóg. Zastanówcie się wszyscy nad moją propozycją i zdecydujcie, czy warto nadal mnie pozbawiać widoku mojej żony.