Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 194 195 196 197 198 199 200 201 202 ... 236
Перейти на страницу:

Perrin objeżdżał powoli teren, przypatrując się procesowi przesiewu, badając rząd oczekujących na załadunek wozów i furmanek, który ciągnął się w górę wzgórza i tam znikał mu z oczu. Obserwował też toczące się po mostach miejskie wozy, furmanki i taczki. Starał się być dobrze widoczny dla wszystkich i chociaż nie wiedział, dlaczego jego udawany spokój miałby łagodzić zdenerwowanie innych, rzeczywiście działał na nich uspokajająco. To między innymi dzięki jego obecności nikt przynajmniej nie uciekał, mimo iż woźnice popatrywali z ukosa na mieszkańców So Habor. I trzymali się od nich z dala. Być może w głowie niejednego Cairhienianina zaświtała myśl, że któraś z tutejszych osób jest martwa; najchętniej smagnęliby konie i od razu stąd uciekli, jednak tego nie robili. Spośród pozostałych większość oczywiście wolałaby nie pozostawać tu po zapadnięciu ciemności. Tego rodzaju przerażające opowieści nocą osobliwie się rozrastały. Mizerne słońce, niemal całkowicie ukryte za szarymi chmurami, miało wprawdzie do południowego szczytu jeszcze połowę drogi, tym niemniej coraz bardziej oczywisty stawał się fakt, że trzeba będzie spędzić na tym nabrzeżu noc. Może nawet więcej niż jedną. Perrin starał się ze złości nie zgrzytać zębami, aż od wysiłku rozbolała go szczęka i nawet Neald zaczął unikać jego nachmurzonych spojrzeń. Aybara na szczęście na nikogo nie warczał. Choć miał ochotę.

Przesiewanie okazało się procesem niezwykle żmudnym i czasochłonnym. Każdy worek trzeba było otworzyć, a jego zawartość opróżnić do wielkich płaskich koszy wiklinowych, po czym dwaj ludzie zaczynali podrzucać ziarno lub fasolę. Zimny wiatr przeganiał wołki zbożowe w prysznicu czarnych plamek, mężczyźni i kobiety zaś zwiększali siłę podmuchów, machając tkanymi, oburęcznymi wachlarzami. Strumień robaków zwiewało do rzeki, wkrótce jednak śnieg na jej brzegu został zadeptany, a szara breja pokryła martwe lub umierające z zimna owady wraz z warstwami owsa i jęczmienia wymieszanego z czerwoną fasolą. Zadeptaną warstwę stale pokrywała nowa. Ziarna, które pozostały w koszach, wydawały się jednak czystsze, jeśli nie zupełnie czyste, co można było zauważyć, gdy przesypywano je z powrotem w worki z grubej juty, uprzednio wywrócone na drugą stronę i zawzięcie przetrzepane rózgami przez dzieci starające się wytrząsnąć resztki robactwa. Napełnione na nowo i związane worki trafiały na wozy Cairhienian, stos pustych worków rósł wszakże w zawrotnym tempie.

Perrin opierał się na łęku siodła Stayera, próbując obliczyć, czy na jeden z jego wozów trafia ziarno choćby z dwóch pełnych wozów przybywających z magazynów, kiedy Berelain podjechała do niego na białej klaczy. Jedną ręką w czerwonej rękawiczce kobieta przytrzymywała sobie poły szkarłatnego płaszcza, chroniąc się przed wiatrem. Annoura zatrzymała swoją ciemną klacz kilka kroków dalej. Wiecznie młoda i gładka twarz Aes Sedai jak zwykle nie sugerowała żadnych emocji. Dzięki jej obecności Aybara i Pierwsza otrzymali więcej prywatności, jednakże Annoura znajdowała się na tyle blisko nich, że i bez użycia Mocy mogła dosłyszeć nawet głośniejszy szept. Mimo gładkich, obojętnych rysów wyglądała drapieżnie z powodu haczykowatego nosa, a głowa okolona zdobnymi w paciorki warkoczami przywodziła na myśl łeb jakiegoś dziwnego orła.

— Nie możesz uratować wszystkich — oświadczyła spokojnie Berelain. Z dala od smrodu miasta jej zapach był mocny i ostry. Perrin wyczuł w nim pośpiech, niepokój i gniew. — Czasami trzeba wybierać. Za So Habor odpowiedzialny jest Lord Cowlin, nie ty. Ich pan nie miał prawa opuścić własnych ludzi.

Czyli że Pierwsza z Mayene nie gniewała się na niego.

Aybara zmarszczył brwi. Czy Berelain sądziła, że on czuje się winny? W porównaniu z troską o życie Faile problemy So Habor nie miały dla niego szczególnego znaczenia. Tym niemniej Perrin zwrócił swego gniadosza i zapatrzył się za rzekę, na szare miejskie mury, zamiast na układające opróżnione worki dzieci o zapadniętych, pustych oczach. Człowiek robi tyle, ile może. I robi to, co musi.

— Annoura ma jakąś opinię na temat tutejszych zdarzeń? — spytał cicho opryskliwym tonem, lecz jakoś nie miał wątpliwości, że Aes Sedai go słyszy.

— Niewielkie mam pojęcie co do poglądów Annoury — odparła Berelain, nawet nie starając się obniżyć głosu. Nie dbała, czy ktoś ją podsłucha, wręcz pragnęła, by jej słowa usłyszano. — Nie jest obecnie tak rozmowna jak kiedyś. Nic nie możemy zrobić, gdyż to ona musi podjąć decyzję.

Nawet nie spojrzawszy na Aes Sedai, obróciła klacz i odjechała.

Annoura pozostała w miejscu i bez zmrużenia oka przypatrywała się twarzy Perrina.

— Tak, jesteś ta’veren — oświadczyła — ale nadal pozostajesz jedynie wątkiem we Wzorze, tak jak i ja. Sam Smok Odrodzony jest wszak tylko jednym z wątków, z których składa się Wzór. Nawet taki wątek jak ta’veren nie decyduje, w jaki sposób zostanie wpleciony we Wzór.

— Te wątki to ludzie — odrzekł jej Perrin znużonym głosem. — Może czasami ludzie nie chcą zostać wpleceni we Wzór, nawet jeśli tego nie mówią.

— I uważasz, że ich chęci czy niechęci coś zmieniają?

Nie poczekała na jego odpowiedź. Uniosła cugle, uderzyła obcasami swoją ciemnokasztanową klacz o smukłych pęcinach i galopem ruszyła za Berelain. Jej płaszcz powiewał za nią.

Nie była jedyną Aes Sedai, która pragnęła zamienić słowo z Perrinem.

— Nie — odpowiedział stanowczo, gdy wysłuchał Seonid. Poklepał kark Stayera, lecz to raczej on sam potrzebował uspokojenia. Miał ochotę znaleźć się jak najdalej od So Habor. — Powiedziałem „nie” i to jest moja ostateczna odpowiedź.

Blada, niewysoka kobieta wyprostowała się sztywno w siodle. Wyglądała teraz jak wyrzeźbiona z lodu figurka. Tylko jej ciemne oczy przypominały płonące węgle, a w jej zapachu tliła się nutka obrażonej furii, nad którą ledwie panowała. Seonid była łagodna niczym mleko z wodą — jak Mądre, choć nie była Mądrą. Ciemne oblicze stojącego za Aes Sedai Alharry wydawało się kamienne, a siwe smugi wśród falujących, czarnych włosów przypominały mróz. Policzki Wyntera ponad zakręconymi wąsami mężczyzny były czerwone. Strażnicy musieli akceptować wszystko, co zaszło między ich Aes Sedai i Mądrymi, Perrin jednak nie musiał... Wiatr smagał płaszczami Strażników, którzy ręce mieli wolne na wypadek, gdyby musieli użyć mieczy. Kolor marszczących się na wietrze płaszczy zmieniał się z szarego w brązowy, z niebieskiego w biały. W porównaniu z innymi widokami ten nie był najgorszy dla żołądka. Było wiele innych, gorszych.

— Jeśli będę musiał, wyślę po ciebie Edarrę — ostrzegł.

Twarz Seonid pozostała zimna, a oczy gorące, przez ciało kobiety wszakże przebiegło drżenie, aż zakołysał się mały biały klejnot, który miała zawieszony na czole. Na pewno się nie bała tego, co mogą jej uczynić Mądre, jeśli będzie musiała wrócić; raczej zadrżała z samej odczuwanej do Perrina urazy, od której zaczęła wydzielać zdecydowanie ostrzejszy zapach. Aybara powoli się przyzwyczajał do obrażania Aes Sedai. Wiedział, że nie postępuje w ten sposób mądrze, uważał jednak, że nie ma innego wyjścia.

— A ty? — spytał Masuri. — Również pragniesz pozostać w So Habor?

Ta szczupła kobieta była znana z tego, że zawsze odpowiadała wprost, a w rozmowie szybko przechodziła do rzeczy. Choć była Brązową, wydawała się raczej równie bezpośrednia jak Zielone. Tym razem wszakże odparła spokojnie:

— Po mnie także wysłałbyś Edarrę? Można służyć na wiele sposobów i nie zawsze możemy wybrać ten, który najbardziej nam się podoba.

1 ... 194 195 196 197 198 199 200 201 202 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)