Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 195 196 197 198 199 200 201 202 203 ... 236
Перейти на страницу:

Może jej słowa były znaczące i wiele wyjaśniały, jednak Perrin nie do końca je zrozumiał. I wciąż nie miał pojęcia, w jakim celu Masuri potajemnie odwiedziła Masemę. Czy choćby podejrzewała, że on wie o tej wizycie? Jej twarz pozostawała maską uprzejmości. Kirklin z kolei miał znudzoną minę, odkąd znaleźli się za murami So Habor. Chociaż siedział sztywno wyprostowany na koniu, jego ciało zdawało się osobliwie zwisać, a on sam wyglądał na roztargnionego — jakby nie martwił się o nic na świecie i nie miał w głowie ani jednej myśli. Tyle że człowiek, który oceniłby Kirklina po pozorach, zdziwiłby się bardzo szybko i nieprzyjemnie.

Podczas gdy słońce wznosiło się coraz wyżej, mieszkańcy miasta pracowali mechanicznie, jakby chcieli się kompletnie zatracić w wykonywanym zadaniu i jakby się bali, że jeśli je przerwą, powrócą dręczące ich wspomnienia. Perrin nie miał ochoty w ogóle myśleć o So Habor, tym niemniej uważał, że dobrze postąpił. Powietrze za murami nadal wydawało się osobliwie przyćmione, mimo iż nad miastem nie wisiały żadne duże chmury.

W południe woźnice oczyścili ze śniegu kilka zagonów ziemi na zboczu wznoszącym się od rzeki i rozpalili tam niewielkie ogniska. Zaparzyli słabą herbatę z już dwukrotnie albo i trzykrotnie wykorzystanych liści. W So Habor nie było herbaty. Niektórzy spośród furmanów patrzyli na mosty głodnym wzrokiem osób, które planują wkroczenie do miasta i poszukanie czegoś do zjedzenia. Po chwili wszakże zerkali na oblepionych brudem mieszkańców metodycznie przesiewających kosze, a wtedy porzucali ten pomysł i wracali do dotychczasowych posiłków — owsianki z mielonymi żołędziami. Przynajmniej wiedzieli, że ta potrawa jest całkowicie czysta. Nieliczni przypatrywali się workom już załadowanym na wozy, jednak fasola wymagała wielogodzinnego moczenia, ziarno zaś trzeba by zemleć w dużych, ręcznych młynkach, które zostały w obozie. Wcześniej zresztą kucharze będą musieli wybrać większość wołków zbożowych pozostałych mimo przesiewu, w przeciwnym razie nie wytrzymają żołądki jedzących.

Perrin nie miał apetytu nawet na najczystszy chleb, popijał wszakże słabiutką herbatę z pogiętego cynowego pucharu. Wtedy odnalazł go Latian. Ten niski Cairhienianin w ciemnym, pasiastym kaftanie z pozoru nie przybył do niego, lecz przejechał powoli obok małego ogniska, przy którym stał Aybara i tutaj nagle ściągnął cugle, z marsową miną obserwując niewysokie wzniesienie. Nieoczekiwanie zeskoczył z siodła, po czym podniósł jedną z nóg swojego wałacha i marszcząc czoło, zagapił się na kopyto konia. Dwa razy oczywiście łypał w górę, sprawdzając, czy Perrin do niego podchodzi.

Aybara westchnął i oddał pogięty puchar kobiecie, od której go pożyczył. Kobieta była tęga, choć nieduża, siwiejąca i powoziła jednym z wozów. Przyjęła puchar, po czym uniosła skraj ciemnych spódnic i dygnęła, w końcu zaś uśmiechnęła się i potrząsnęła głową, patrząc na Latiana. Prawdopodobnie wykonałaby to zadanie dziesięć razy lepiej od tamtego. Z kolei kucający przy ogniu z rękoma zaciśniętymi na innym cynowym pucharze Neald roześmiał się tak głośno i mocno, że aż musiał wytrzeć łzy z oczu. Może zaczynał popadać w obłęd? Na Światłość, ależ radosne myśli mieli w tym miejscu ludzie!

Latian prostował się tak długo, aż w końcu Perrin ruszył ku niemu.

— Widzę cię, mój panie — rzucił mężczyzna Aybarze, po czym znów się pochylił i ponownie złapał przednią nogę swego konia.

Perrin uważał zachowanie Latiana za głupie. Nie chwyta się końskiej nogi w ten sposób, chyba że się chce skłonić rumaka do wierzgnięcia. W gruncie rzeczy jednakże nie spodziewał się po tym osobniku mądrego postępowania. Denerwował go już sam fakt, że Latian bez szczególnych rezultatów usiłował udawać Aiela, więc zwyczajem przedstawicieli tego narodu wiązał długie do ramion włosy w kitę na karku; teraz zaś w dodatku zabawiał się w szpiega. Perrin poklepał szyję wałacha, starając się uspokoić podenerwowane szarpaniem jego nogi zwierzę, a następnie przybrał na twarz wyraz zainteresowania i obejrzał kopyto, na którym nie dostrzegł nawet śladu jakichkolwiek problemów. No, może z wyjątkiem nieznacznego draśnięcia, które trzeba będzie wygładzić w przeciągu kilku najbliższych dni. Na myśl o narzędziach kowalskich aż zaświerzbiały go ręce. Odnosił wrażenie, że minęły lata, odkąd ostatnim razem zmieniał koniowi kopyto podczas pracy w kuźni.

— Pan Balwer przesyła informację, mój panie — oświadczył Latian cicho i ze spuszczoną głową. — Jego przyjaciel domokrążca jest niestety w podróży, spodziewają się go jednakże z powrotem nazajutrz albo pojutrze. Polecił, żebym cię, panie, spytał, czy możemy cię wtedy dogonić. — Zerkając pod końskim brzuchem na przesiewaczy za rzeką, dorzucił: — Chociaż trudno mi uwierzyć, że zdołasz do tego czasu wyjechać.

Perrin obrzucił niechętnym spojrzeniem przesiewających ziarno mieszkańców So Habor, potem rząd wozów czekających w kolejce na załadunek, w końcu kilka już obładowanych furmanek ze spuszczonymi, płóciennymi budami. Na jednej z nich znajdowała się także skóra do łatania butów, świece i inne zakupione od mieszkańców produkty. Nie nabyli wszakże oleju. Od tutejszych lamp olejowych bił zapach tak zjełczały jak od starego tłuszczu do smażenia.

Głowę Aybary uderzył nagle grad wątpliwości. Może Gaul i Panny Włóczni już wrócili z wiadomościami o Faile? Może nawet już ją widzieli? Oddałby wszystko za możliwość porozmawiania z człowiekiem, który spotkał jego żonę i potrafiłby go zapewnić, że Faile jest cała i zdrowa. Co się stanie, jeżeli Shaido nagle wyruszą?

— Powiedz Balwerowi, żeby nie czekał zbyt długo — mruknął. — Co do mnie, wyjeżdżam w ciągu godziny.

Dotrzymał słowa. Większość wozów i woźniców trzeba było zostawić, żeby następnego dnia sami wrócili do obozowiska. Miał ich pilnować Kireyin wraz ze swoimi żołnierzami w zielonych hełmach. Perrin wydał wszystkim zakaz przekraczania miejskich mostów. Ghealdanin o lodowatych oczach całkowicie się już chyba otrząsnął z wcześniejszego załamania, w każdym razie zapewnił Aybarę o własnej sprawności i gotowości. Istniała niestety możliwość, że wbrew rozkazom Perrina Kireyin wróci do So Habor — ot, choćby dla udowodnienia sobie samemu, że jest nieustraszony. Aybara nie zamierzał tracić czasu na próby wyperswadowania mężczyźnie tego pomysłu. Przede wszystkim musiał poszukać Seonid. Właściwie się nie schowała, tym niemniej dowiedziawszy się o jego odjeździe, zupełnie otwarcie zostawiła konia swoim Strażnikom i umykała mu piechotą, kryjąc się za wozami. Na szczęście bladolica Aes Sedai nie potrafiła ukryć przed nim swojego zapachu, a może po prostu go przed nim nie ukrywała, gdyż nie widziała takiej potrzeby. Była zaskoczona, kiedy Perrin tak szybko ją wyśledził i oburzona, że poprowadził ją przed Stayerem do jej konia.

Mimo to w niecałą godzinę później bardzo się już oddalili od So Habor. Perrinowi towarzyszyli ubrani w czerwone zbroje żołnierze ze Skrzydlatej Gwardii, którzy otaczali kręgiem Berelain, ludzie z Dwu Rzek, jadący wokół ośmiu w pełni załadowanych wozów toczących się za trzema pozostałymi sztandarami oraz dumny z siebie Neald, błyskający stale wielkim uśmiechem i usiłujący sobie przygadać Aes Sedai... Cóż, Aybara nie wiedział, co zrobi, jeśli ten mężczyzna naprawdę zacznie popadać w szaleństwo. Gdy tylko So Habor schowało się za wzgórzem, Perrin poczuł, że rozluźnia ramiona. Nawet sobie nie uświadamiał, jak strasznie był wcześniej spięty. Teraz tylko niecierpliwość skręcała mu żołądek. Nie pomagała mu nawet wyraźna sympatia Berelain.

Przez bramę Nealda przedostali się z zaśnieżonego pola na okoloną drzewami małą polanę, z której rozpoczęli Podróżowanie. Pokonali jednym krokiem cztery ligi, lecz Perrin nie czekał na przejazd wszystkich wozów. Wydało mu się, że słyszy poirytowane prychnięcie Pierwszej z Mayene, mimo to jednak uderzył obcasami boki Stayera i pogonił szybkim kłusem z powrotem do obozu. Może zresztą prychnęła nie Berelain, ale któraś z Aes Sedai, co było dużo bardziej prawdopodobne.

1 ... 195 196 197 198 199 200 201 202 203 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)