Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 193 194 195 196 197 198 199 200 201 ... 236
Перейти на страницу:

Nie istniał powód, ażeby wchodzić głębiej. Ciemność wypełniały jutowe worki ułożone w wysokich, pochyłych stosach na niskich, drewnianych podwyższeniach, dzięki czemu nie dotykały kamiennej podłogi. Kolejne rzędy stosów sięgały niemal sufitu, prawdopodobnie tak samo było piętro wyżej. Ziarno zajmujące ten magazyn wyżywiłoby zatem sporo osób przez dobre kilka tygodni. Perrin podszedł do najbliższego stosu, wyjął nóż zza pasa, przyłożył ostry czubek do jasnobrązowego worka i przebił się przez twardą jutę. Z worka wysypał się strumień jęczmienia. W łunie olśniewającego światła Annoury pojawiły się też ruchliwe, czarne plamki. Wołków zbożowych było niemal tak samo dużo jak ziaren. Teraz zapach robaków był ostrzejszy niż aromat jęczmienia. Wołki zbożowe! Aybara pożałował, że włoski na jego karku przestały się podnosić. Zimno powinno wystarczyć do zabicia robactwa.

Ten jeden worek stanowił dostateczny dowód, a nos Perrina znał woń wołków, tym niemniej mężczyzna podszedł do kolejnego stosu i rozciął następny worek, a potem jeszcze kilka. Z każdego sypała się dwubarwna kaskada jasnobrązowego jęczmienia i czarnych robaków.

Kupcy stali stłoczeni w wejściu, zasłaniając ciałami światło dzienne, jednak kula Annoury dokładnie ukazywała rysy ich twarzy. Na tych obliczach widniał niepokój. Mężczyźni i kobiety byli zaniepokojeni i zatroskani.

— Bylibyśmy najszczęśliwsi, gdybyśmy mogli przesiewać każdy sprzedawany worek — oświadczyła niepewnie pani Arnon. — Za lekki dodatek...

— Za pół ostatniej ceny, którą zaoferowałam — wtrąciła ostro Berelain. Marszcząc nos ze wstrętem, przegoniła wołki spomiędzy ziarna na podłodze. — Nigdy ich wszystkich nie wyłapiecie.

— A prosa w ogóle nie bierzemy — dodał ponuro Perrin. Jego ludzie naprawdę potrzebowali jedzenia, podobnie żołnierze, jednakże ziarna prosa były niewiele większe od wołków zbożowych. Przesiewanie ich nie miało zatem najmniejszego sensu. — Weźmiemy zamiast niego więcej fasoli. Którą także przesiejecie.

Nagle na ulicy ktoś wrzasnął. Na pewno nie kot czy szczur, lecz przerażony człowiek. Aybara nie zdawał sobie sprawy, że wyciągnął topór, aż odkrył w dłoni jego rękojeść. Z bronią w ręku przepchał się między przesłaniającymi wejście kupcami, którzy stłoczyli się tam, nerwowo oblizując usta. Nawet nie próbowali sprawdzić, kto wrzasnął.

Kireyin opierał się o ścianę magazynu po drugiej stronie ulicy. Jego lśniący hełm z białym pióropuszem leżał na chodniku obok pucharu. Miecz mężczyzny znieruchomiał w połowie wysuwania z pochwy, sam Kireyin natomiast wyglądał na zmrożonego i bezmyślnie się wpatrywał szeroko otwartymi oczyma w ścianę budynku, z którego Perrin właśnie wyszedł. Aybara dotknął ręki Ghealdanina, a ten aż podskoczył.

— To był człowiek — powiedział, choć niezdecydowanym tonem. — Był dokładnie tam. Przyjrzał mi się i... — Mężczyzna przetarł ręką twarz. Mimo zimnego poranka na jego czole błyszczał pot. — Przeszedł przez ścianę. Naprawdę! Musisz mi uwierzyć.

Ktoś jęknął, a Perrin pomyślał, że chyba jeden z kupców.

— Ja również widziałam tego człowieka — powiedziała stojąca za Aybarą Seonid i teraz Perrin się wzdrygnął.

Jego nos okazywał się w mieście kompletnie bezużyteczny!

Aes Sedai po raz ostatni rzuciła okiem na ścianę, którą wskazał Kireyin, po czym odeszła z jawną niechęcią. Jej Strażnicy byli wysokimi mężczyznami, górującymi nad nią, stali blisko siebie — na tyle jednak daleko, ażeby każdy z nich bez problemów mógł wyciągnąć z pochwy miecz.

Tyle że... Jeżeli Seonid mówiła poważnie, Perrin nie potrafił sobie wyobrazić istoty, z którą mieliby walczyć ci Strażnicy o surowych spojrzeniach.

— Tak niestety wygląda prawda, Lordzie Perrin — oświadczyła Seonid szorstko, gdy Aybara wyraził wątpliwość. Jej ton szybko stał się równie poważny jak jej twarz, a oczy tak intensywnie wwiercały się w Perrina, że ten aż zaczął się czuć nieswojo. — Umarli chodzą po So Habor. Lord Cowlin uciekł z miasta, przerażony przez ducha swojej żony. Podobno przyczyny jej śmierci pozostają do dziś niejasne. Niewielu jest w So Habor mężczyzn czy kobiet, którzy nie widzieli przynajmniej jednego umarłego, a sporo z nich spotkało więcej niż jednego. Niektórzy twierdzą, że po dotknięciu przez umarłego również się umiera. Nie potrafię tego zweryfikować, ale przecież można umrzeć ze strachu, więc zapewne niektórzy doświadczyli ataku serca. Nikt w tym mieście nie wychodzi z domu po zmroku ani nie wkracza niezapowiedziany do żadnego pomieszczenia. W byle cień czy dziwny kształt ludzie rzucają pierwszym przedmiotem, który znajdą pod ręką i czasami po takim wybuchu paniki odkrywają u swoich stóp zabitego męża, żonę czy sąsiada. Nie mamy tu, lordzie, do czynienia ani ze zbiorową histerią, ani z opowieściami, którymi straszy się dzieci. Nigdy nie słyszałam o podobnym przypadku, lecz ten tutaj to rzeczywistość! Musisz zostawić w mieście jedną z nas, może coś poradzimy.

Aybara powoli potrząsnął głową. Jeśli chciał uwolnić Faile, nie mógł sobie pozwolić na utratę nawet jednej Aes Sedai. Widząc jego reakcję, pani Arnon zaczęła płakać, choć nie zdążył się jeszcze odezwać.

— So Habor będzie musiało samo stawić czoło swoim zmarłym — powiedział.

Jednak lęk przed umarłymi nie wszystko wyjaśniał. Czyżby tutejszych ludzi tak bardzo przerażali chodzący ulicami umarli, że wszyscy zapominali o praniu? Wydawało się też nieprawdopodobne, że strach w identyczny sposób zawładnął wszystkimi mieszkańcami. W każdym razie przedstawiciele So Habor wyraźnie do niczego nie przywiązywali już wagi. A jak wytłumaczyć istnienie wołków zbożowych, żyjących tu mimo zimy, mimo lodowatego, zimowego chłodu? Oprócz chodzących ulicami duchów w tym mieście działo się coś jeszcze. I to znacznie gorszego! Instynkt i intuicja kazały Perrinowi zarządzić natychmiastowy odwrót. Powinni stąd uciekać — galopem i nie oglądając się za siebie. Bardzo żałował, że nie może wydać takiego rozkazu.

27

To, co trzeba zrobić

Na miejsce przesiewu wyznaczono zaśnieżony wschodni brzeg rzeki, gdzie nie było żadnej osłony przed ostrym, północnym wiatrem. Mężczyźni i kobiety ładowali worki z ziarnem na wozy zaprzężone w cztery konie lub ciągnione przez jednego konia furmanki, które przewoziły ziarno przez mosty; niektórzy pchali też worki na taczkach. Zazwyczaj to kupujący dostarczał własne wozy pod magazyny, w najgorszym razie ziarno i suszoną fasolę trzeba było zanieść jedynie na nabrzeże, Perrin wszakże nie zamierzał wysyłać swoich woźniców ani nikogo innego do So Habor. Zło, które opętało to miasto, mogło być zaraźliwe. W każdym razie woźnice i tak wyglądali na straszliwie zaniepokojonych i z marsowymi minami przyglądali się brudnym mieszkańcom, którzy w ogóle się nie odzywali, za to chichotali nerwowo, ilekroć napotkali czyjeś przypadkowe spojrzenie. Nie bardziej normalnie zachowywali się doglądający pracy kupcy o upaćkanych brudem twarzach. W rodzimym Cairhien woźniców kupcy byli czystymi, przyzwoitymi ludźmi (przynajmniej pozornie), którzy bardzo rzadko się wzdragali tylko dlatego, że kątem oka dostrzegli czyjś ruch. Woźniców wystarczająco denerwował widok kupców, zerkających podejrzliwie na każdego, kogo nie znali, i mieszkańców miasta, którzy ociągali się, przekraczając mosty w drodze powrotnej, gdyż z jawną niechęcią wracali do własnego miasta. Furmani zbierali się więc w małych grupkach — bladzi mężczyźni i kobiety w ciemnych strojach nie spuszczali rąk z rękojeści noży przy paskach i przyglądali się wyższym od nich tubylcom niczym morderczym szaleńcom.

1 ... 193 194 195 196 197 198 199 200 201 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)