Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 71
Перейти на страницу:

Cieszyłem się naprawdę, bo byłem dumny z Plutona. Allan i Leonid zapytali, kiedy polecimy na Orę. Wiera odpowiedziała, że przygotowania do wyprawy potrwają jeszcze około miesiąca, ale kapitanowie Gwiezdnych Pługów wylecą na Plutona wcześniej. Następnie przeprosiła, że nie może dłużej zostać, bo ma do załatwienia pilne sprawy.

— Czy mogę ci towarzyszyć, Wiero? — zapytał Romero.

— Tak, oczywiście — odpowiedziała. — Jak zawsze, Pawle.

Wolny czas na Ziemi Wiera spędzała z Romerem. Dawniej, kiedy byłem młodszy, bardzo mnie to denerwowało, ale z wiekiem pogodziłem się z tym, że Romero zaniedbuje dla niej przyjaciół.

16

Wiera, Romero i ja odlecieliśmy z Ziemi 15 sierpnia roku 563 wraz z ostatnią grupą. Zanim wsiedliśmy do międzyplanetarnego ekspresu, odbyliśmy przejażdżkę nad Ziemią. Ziemia była piękna. Zachwycałem się nią i Słońcem, bo wiedziałem, że rozstaję się z nimi na długo. Na trapie Wiera pomachała Ziemi ręką, ja zaś puściłem tylko oko do naszej staruszki.

W kabinie planetolotu wkrótce zapomniałem o Ziemi. W myślach byłem już na Plutonie.

Nie ma nic nudniejszego od rejsowych statków międzyplanetarnych, staroświeckich rakiet — rydwanów z napędem fotonowym. Nawet ich kształt — długie, niezgrabne cygaro — nie zmienił się od trzech wieków. W dodatku wloką się z prehistoryczną szybkością: droga na Księżyc zajmuje im pięć minut, do Marsa dobę, a na podróż do Plutona tracą cały tydzień. Żaden z tych „ekspresów” nie rozwija prędkości większej niż czterdzieści tysięcy kilometrów na sekundę, a na domiar złego nie na wszystkich statkach grawitatory dobrze działają, tak że czasami odczuwa się niewielkie przeciążenia. Jedynie z nieważkością dobrze sobie radzą, ale trudno to uważać za sukces, bo likwidacja nieważkości jest sprawą śmiesznie łatwą. Prosiłem Wierę, aby zamówiła międzyplanetarną torpedę z anihilatorami Taniewa, która osiąga Plutona w ciągu ośmiu godzin, ale odpowiedziała na to, że nie musimy się spieszyć i wszyscy się z nią zgodzili. Od dzieciństwa drażni mnie swoista doskonałość Wiery. Najważniejsze w jej słowach jest to, iż są to jej słowa. Te same myśli, lecz wypowiedziane przeze mnie, nie robią na słuchaczach żadnego wrażenia.

— W dawnych czasach sekretarze nie krzyczeli na swoich zwierzchników, Eli — skarciła mnie, kiedym jej powiedział, co myślę o jej decyzji.

— Powiesz mi jeszcze, że zwierzchnicy krzyczeli na swych sekretarzy, a ponieważ to będzie twoja myśl, nawet Romero uzna ją za prawdę.

Romero istotnie potwierdził. W starożytności szefowie nie patyczkowali się z podwładnymi — powiedział. — A pewien rosyjski car w rozmowie z ministrami nierzadko używał kija. Szczególnie dostawało się jego ulubieńcom, gdyż w owym czasie chłosta uchodziła za jedną z form zachęty. Używano wówczas powszechnie wyrażeń: „Przerzucić na odpowiedzialne stanowisko”, „Wlepić (lub wrzepić, historycy różnią się tu w opiniach) naganę”, „Uderzeniem miecza pasować na rycerza”. Wszystkie te sformułowania były synonimami awansu jednostki.

Nie sądzę jednak, aby rycerzy przy wyznaczaniu na odpowiedzialne stanowiska dosłownie gdzieś przerzucano lub rąbano mieczami. Nasi przodkowie uwielbiali hiperbole językowe. Moim zdaniem w opisanych przez Romera barbarzyńskich czynnościach kryją się typowe dla owej epoki obyczaje religijne i obrzędy magiczne.

— Weźmy chociażby tak rozpowszechniony wówczas termin jak „rzucono towar na sklepy” — wykrzyknąłem zapalając się do dyskusji. — Zwykły człowiek uzna za bezsens, aby wyprodukowane z trudem towary beztrosko rzucano, i to w dodatku na dach jakiegoś pomieszczenia. Ale życie społeczne owych czasów było pełne sprzeczności. Wiemy dziś, że zebranymi z trudem plonami kawy lub kukurydzy palono czasem pod kotłami parowymi lub topiono je w morzu, a buty zaraz po zejściu z taśmy kierowano na inną taśmę, gdzie krojono je na części. Jeśli nie zgodzicie się ze mną, że to wszystko robiono ze względów rytualnych, nie zaprzeczycie przynajmniej, że te dziwne terminy odzwierciedlały całkiem realne sytuacje? A w ogóle, moi złoci, logika nie była najmocniejszą stroną naszych przodków. Przeglądaliśmy kiedyś na Plutonie starożytny film. Okazuje się, że dawniej wszyscy ludzie cierpieli na wysięk z nosa, jak zdarza się to obecnie chorym. I wyobraźcie sobie, że zbierali tę bezużyteczną wydzielinę niczym największy skarb. Mało tego, niektórzy te uperfumowane i ozdobione w dodatku koronkami szmatki nosili w kieszeniach w ten sposób, aby koniuszek wystawał na zewnątrz… Nie ukrywali choroby, lecz chwalili się nią!

Romero patrzył na mnie ze zdumieniem. Odniosłem wrażenie, iż oryginalność moich poglądów pozbawiła go na moment daru mowy.

— Pańska wiedza historyczna jest wręcz zdumiewająca — powiedział niezmiernie uprzejmym tonem. A ponieważ tak śmiało przenika pan tajemnice przeszłości, sądzę, że nie powinno pana dziwić pokrzykiwanie przełożonego, choć zdrowy ludzki rozsądek uzna za naturalniejsze pokrzykiwanie podwładnych na szefów, gdyż przełożonym nie wypada wykorzystywać swojej przewagi, a czegóż ma się krępować podwładny?

Trochę racji w tym bez wątpienia było.

17

Za Uranem ekspresy rozpędzają się i nawet nasz wehikuł zdobył się na jedną dziesiątą szybkości światła. Pluton skrząc się w iluminatorach zmieniał się z ziarnka grochu w jabłko, a z jabłka w dużą piłkę, wokół niego śmigały malutkie sztuczne słońca. Na biegunach wznosiły się sztuczne protuberancje — wytwórnie pary wodnej i syntetycznej atmosfery ruszyły niedawno pełną mocą i produkowały teraz dziesięć milionów ton wody i dwa miliardy ton mieszanki azotowo-tlenowej na godzinę. Przytoczyłem te liczby Romerowi i Wierze z pamięci.

— Wody na razie brakuje, atmosfera zaś jest już porównywalna z ziemską, oddycha się jak u nas w górach — powiedziałem.

— Wydaje mi się, że najciekawszą rzeczą na Plutonie są te fabryki powietrza — powiedziała Wiera. — Od ich pracy zależy teraz powodzenie projektu przebudowy Plutona i organizacja stoczni galaktycznych.

Nie odezwałem się, byłem bowiem przekonany, że na Plutonie jest wiele rzeczy znacznie ciekawszych niż te ponure automatyczne fabryki przerabiające glebę planety na wodę i powietrze. Są niewątpliwie potrzebne, ale zachwycać się nimi?

Zawiadomiono nas, że przyjaciele na Plutonie chcą z nami mówić. Wkrótce na stereoekranie pojawił się Andre z Żanną, Lusin, Leonid, Olga i Allan. Mimo opóźnienia światła wyczuwalnego przy takiej odległości ich głosy docierały do nas stwarzając pełną iluzję bliskości.

— Hura, bracia! — wrzeszczał Allan. — Do góry ich!

— Lecicie — mówił jak zwykle urywkami zdań Lusin. — Pokazaliście się. Dobrze.

Wykrzykiwaliśmy w odpowiedzi powitania. Dzieliło nas jakieś półtora miliarda kilometrów.

W pobliżu Plutona Wierę zainteresowało skupisko gigantycznych brył krążące nad planetą. Jeden z głazów wyróżniał się spośród pozostałych niczym góra otoczona pagórkami.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)