W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
– Emma! Leżeć! Czeeeeść! – wykrzyknęła, na co pies wyrwał się jej i wsadził mi pysk pod spódnicę.
– Cmok, weźcie sobie drinka – powiedziała, witając się z Markiem, podczas gdy ja zmagałam się z psim łbem. Mark wyswobodził mnie, krzycząc: „Emma! Tutaj!” i rzucając patyk, który pies aportował, machając ogonem.
– Och, ona cię uwielbia, prawda, kochanie, prawda, prawda, prawda? – zagruchała Rebecca, pieszcząc łeb psa, jakby to było jej i Marka pierworodne dziecko. Rozdzwoniła się moja komórka. Spróbowałam ją zignorować.
– To chyba twoja, Bridget – powiedział Mark. Wyjęłam komórkę i włączyłam.
– O, cześć, kochanie. Wiesz, co?
– Mamo, po co dzwonisz do mnie na komórkę? – syknęłam, patrząc, jak Rebecca prowadzi gdzieś Marka.
– W przyszły piątek idziemy wszyscy na Miss Saigon! Una, Geoffrey, tatuś, ja i Wellington. On jeszcze nigdy nie był na musicalu. Kikuyu na Miss Saigon. Prawda, że to niesamowite? Mamy też bilety dla ciebie i dla Marka! aa Aaa! Te musicale! Ci dziwni ludzie stojący w rozkroku i wyrykujący przed siebie piosenki.
Zanim dotarłam do domu, Mark i Rebecca zniknęli i został mi tylko pies, który znowu wsadził mi łeb pod spódnicę.
16.00.
Właśnie wróciłam ze spaceru po „ogrodzie”. Rebecca ciągle wmanewrowywała mnie w rozmowy z różnymi ludźmi, a sama odciągała Marka od reszty. Skończyło się na tym, że wylądowałam na spacerze z jej siostrzeńcem – zahukanym sobowtórem Leonarda Di Caprio w płaszczu od Oxfama, na którego wszyscy mówili „chłopak Johnny’ego”.
– Znaczy się, tego, ja naprawdę mam własne imię – wymamrotał.
– Och, nie wygłuuuuupiaj się! – powiedziałam, udając Rebeccę. – Jakie? Przystanął zakłopotany.
– St. John.
– O! wyraziłam swoje współczucie. Roześmiał się i zaproponował mi papierosa.
– Lepiej nie – odparłam, ruchem głowy wskazując w stronę Marka.
– To twój facet czy ojciec? Zaprowadził mnie ze ścieżki do miniaturowego jeziorka i zapalił dla mnie papierosa. Było b. fajnie tak sobie palić i chichotać jak niegrzeczne dzieci.
– Lepiej wracajmy – powiedziałam w końcu, gasząc niedopałek papierosa. Inni stali całe mile dalej, więc musieliśmy biec: młodzi, szaleni i wolni jak z reklamy Calvina Kleina. Kiedy ich dogoniliśmy, Mark mnie objął.
– Co robiłaś? – spytał, wtulając twarz w moje włosy. – Paliłaś jak niegrzeczna uczennica?
– Ja od pięciu lat nie miałam papierosa w ustach! – zaszczebiotała Rebecca.
19.00.
Mmm. Mmm. Mark był strasznie napalony przed kolacją. Mmmmm. Północ. Rebecca uparła się, żeby przy kolacji posadzić mnie koło „chłopaka Johnny’ego” – „Wy się taaaaaak dogadujecie ze sobą!” – a sama usadowiła się koło Marka. Wyglądali razem idealnie w swych strojach wieczorowych. Wieczorowe stroje! Jak to powiedziała Jude, Rebecca zarządziła je tylko dlatego, że chciała się popisać swoją figurą w kreacji od Country Casuals i wieczorowej sukni jak z konkursu Miss świata. Raptem, zupełnie jakby czytała w moich myślach, zaproponowała:
– Może teraz przebierzemy się w kostiumy kąpielowe? – Po czym poszła się przebrać, a po paru minutach zjawiła się w świetnie skrojonym czarnym kostiumie kąpielowym, z nogami aż do żyrandola.
– Mark, możesz mi pomóc? – poprosiła. – Muszę zdjąć pokrowiec z basenu.
Mark z zatroskaniem przeniósł wzrok z niej na mnie.
– Oczywiście. Tak – powiedział niezręcznie i zniknął za nią.
– Będziesz pływała? – spytał ten smarkacz.
– No – zaczęłam – nie chciałabym, żebyś sobie pomyślał, że nie jestem zdecydowaną i zapaloną sportsmenką, ale jedenasta w nocy po pięciodaniowej kolacji to nie moja pora na pływanie. Gadaliśmy jeszcze chwilę, potem zauważyłam, że ostatni z naszych współbiesiadników opuszczają pokój.
– Pójdziemy napić się kawy? – zaproponowałam, wstając.
– Bridget. – Nagle, w pijanym widzie, rzucił się do przodu i zaczął się rwać do całowania. Wtedy otworzyły się drzwi. To byli Rebecca i Mark.
– Ups! Przepraszamy! – powiedziała Rebecca i zamknęła drzwi.
– Co ty sobie wyobrażasz? – syknęłam przerażona do smarkacza.
– Ale… Rebecca powiedziała, że jej mówiłaś, że bardzo ci się podobam i… i…
– I co?
– I że ty i Mark właśnie się rozstajecie.
Uchwyciłam się stołu, żeby nie upaść.
– Kto jej to powiedział?
– Powiedziała… – Był tak zmarnowany, że naprawdę mu współczułam. -…że Mark jej to powiedział.
23 lutego, niedziela
57 kg (prawdopodobnie), jedn. alkoholu 3 (od północy, a jest dopiero 7 rano), papierosy 100 000 (tak się czuję), kalorie 3275, pozytywne myśli O, faceci: niezwykle niepewna liczba.
Kiedy wróciłam do pokoju, Mark się kąpał, więc usiadłam w koszuli nocnej, opracowując plan obrony.
– To nie było to, co ci się wydaje – powiedziałam z niesamowitą oryginalnością, kiedy się wyłonił z łazienki.
– Nie? – odparł, trzymając whisky w ręce. Zaczął chodzić tam i z powrotem, jak to mają w zwyczaju adwokaci, odziany tylko w ręcznik. Było to wkurzające, ale niewiarygodnie seksowne. – Może coś ci utknęło w gardle? – spytał. – Może ten Sinjun [23] był nie leserem żyjącym z funduszu powierniczego, tylko chirurgiem laryngologiem, który usiłował wyjąć to własnym językiem?
– Nie – powiedziałam ostrożnie i z namysłem. – To też nie to.
– To może hiperwentylowałaś? Może ten Sinjun – przyswoiwszy przez swój przeżarty marihuaną mózg podstawowe zasady pierwszej pomocy, które pewnie wyczytał na plakacie w jednym z ośrodków odwykowych, w których się leczył w swym krótkim i poza tym ubogim w wydarzenia życiu – próbował uratować cię metodą usta usta? Albo wziął cię za wyborową porcję skuna i mógł się… Wybuchnęłam śmiechem. Wtedy on też się roześmiał, a potem zaczęliśmy się całować, jedno doprowadziło do drugiego i w końcu usnęliśmy w swoich objęciach. Rano obudziłam się cała w skowronkach, myśląc, że wszystko jest OK, ale kiedy się rozejrzałam, okazało się, że Mark już jest ubrany, i zrozumiałam, że nic nie jest ani trochę OK.
– Ja ci to wszystko wytłumaczę – zaczęłam, dramatycznie podrywając się do pozycji siedzącej. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie i znowu zaczęliśmy się śmiać. Mark jednak szybko spoważniał.
– No to tłumacz.
– Wszystko przez Rebeccę. St John powiedział, że Rebecca mu powiedziała, że ja jej powiedziałam, że on mi się podoba i…
– A ty uwierzyłaś w ten zdumiewający głuchy telefon?
– I że jej powiedziałeś, że my…
– Tak?
– Że się rozstajemy – dokończyłam. Mark usiadł i bardzo powoli zaczął pocierać palcami czoło.
– Powiedziałeś tak? – szepnęłam. – Powiedziałeś tak Rebecce?
– Nie – odezwał się w końcu. – Nie powiedziałem tego Rebecce, ale… Nie śmiałam na niego spojrzeć.
– Ale może powinniśmy… – zaczął. Pokój zawirował mi przed oczami. To właśnie jest najgorsze w chodzeniu z kimś. W jednej chwili ten ktoś jest ci bliższy niż ktokolwiek inny na świecie, a już w następnej mówi, że trzeba „odpocząć od siebie”, „poważnie porozmawiać” albo „może ty…”, i potem już nigdy go nie zobaczysz, i będziesz musiała przez następne pół roku wyobrażać sobie rozmowy, w których on cię błaga o powrót, i wybuchać płaczem na widok jego szczoteczki do zębów.
[23] Sinjun – bohater romansów Catherine Coulter.