Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 102
Перейти на страницу:

– Ty naprawdę nie wiesz, prawda?

Pokręciłam głową.

Wzięła głęboki wdech, pociągnęła kawy dla wzmocnienia i położyła mi rękę na przedramieniu, jakby chciała zaznaczyć: „Teraz słuchaj uważnie, bo przekazuję ci jedyną informację, jaka kiedykolwiek będzie ci potrzebna”.

– Słyszałaś o Hermesie, prawda?

Skinęłam głową i zobaczyłam, że jej twarz zalewa fala ulgi.

– Jasne. Mój wujek cały czas nosi ich krawaty.

– Tak, cóż, znacznie ważniejsze niż krawaty są torby.

Pierwszym ogromnym przebojem była torba „Kelly”, nazwana tak na cześć Grace Kelly, kiedy zaczęła ją nosić. Ale naprawdę wielka – tysiąc razy bardziej prestiżowa – jest Birkin.

Spojrzała na mnie wyczekująco, więc mruknęłam:

– Mmm, wygląda uroczo. Bardzo ładna torba.

Elisa westchnęła.

– Z całą pewnością. Ta pewnie za jakieś dwadzieścia kawałków. Stanowczo jest tego warta.

Tak szybko wciągnęłam powietrze, że źle przełknęłam i się zakrztusiłam.

– Ile? Żartujesz. Niemożliwe! To torebka!

– To nie jest torebka, Bette, ale styl życia. Zapłaciłabym tyle w mgnieniu oka, gdybym tylko mogła taką dostać.

– Nie umiem sobie wyobrazić, że ludzie ustawiają się w kolejce, żeby wydać tyle na torbę- stwierdziłam. Co, dodam na swoją obronę, w tamtej chwili brzmiało w moich uszach całkowicie logicznie. Nie mogłam mieć pojęcia, jak głupio to zabrzmiało, ale na szczęście Elisa była przygotowana, żeby mnie o tym poinformować.

– Chryste, Bette, ty naprawdę nie masz pojęcia, co? Nie sądziłam, że został na tej planecie choć jeden człowiek, który przynajmniej nie znajduje się na liście oczekujących na „Birkin”. Zapisz się natychmiast i może – tylko może – dostaniesz torbę na czas, żeby któregoś dnia podarować ją swojej córce.

– Mojej córce? Dwadzieścia tysięcy dolarów za torbę? Żartujesz.

W tym momencie Elisa załamała się, sfrustrowana, i oparła głowę o stolik.

– Nie, nie, nie – jęknęła, jakby w ataku wielkiego bólu. – Po prostu nie rozumiesz. To nie jest zwyczajna torba. To styl życia. To oświadczenie. Podsumowuje, kim jesteś jako osoba. To sens życia.

Roześmiałam się z jej melodramatyczności. Podskoczyła na krześle i usiadła prosto.

– Miałam przyjaciółkę, która wpadła w straszną depresję, kiedy zmarła jej ukochana babcia i zerwał z nią chłopak, z którym była od trzech lat. Nie mogła jeść, nie mogła spać, nie mogła zwlec się z łóżka. Zwolnili ją, bo przestała się pokazywać w pracy. Wielkie wory pod oczami. Odmawiała widywania się ze wszystkimi. Nie odbierała telefonu. Kiedy wreszcie zjawiłam się u niej w mieszkaniu parę miesięcy później, wyznała mi, że rozważa samobójstwo.

– Okropne – mruknęłam, usiłując nadążyć za niespodziewaną zmianą tematu.

– Tak, to było okropne. Ale wiesz, co ją z tego wyrwało? Po drodze do jej mieszkania wstąpiłam do Hermesa, żeby dowiedzieć się o nowiny… Tak na wszelki wypadek. I wiesz co? Kiedy przyszłam, mogłam jej powiedzieć, że od „Birkin” dzieli ją zaledwie osiemnaście miesięcy. Możesz w to uwierzyć? Osiemnaście miesięcy!

– I co ona na to?

– A jak myślisz? Była zachwycona! Ostatnim razem, kiedy pytała, powiedzieli jej, że to trwa pięć lat, ale wyszkolili całą nową załogę rzemieślników i jej zamówienie miało być zrealizowane za półtora roku. Dokładnie w tej chwili poszła pod prysznic i zgodziła się wyjść ze mną na lunch. To było sześć miesięcy temu. Od tamtej pory odzyskała pracę i ma nowego chłopaka. Nie rozumiesz? Ta „Birkin” dała jej powód do życia! Po prostu nie możesz się zabić, kiedy jesteś tak blisko… nie ma takiej możliwości.

Teraz nadeszła moja kolej, żeby uważnie jej się przyjrzeć i sprawdzić, czy nie żartuje. Nie żartowała. W rzeczywistości Elisa wydawała się wręcz rozpromieniona opowiedzeniem tej historii, jakby zainspirowała ją do życia. Podziękowałam jej za wyedukowanie mnie w kwestii „Birkin” i zastanowiłam, w co dokładnie się wpakowałam. Bardzo się to różniło od bankowości inwestycyjnej i najwyraźniej musiałam się sporo nauczyć.

7

Była siódma trzydzieści czwartego dnia mojej pracy jako organizatorki imprez w Kelly & Company. Kiedy wracałam do domu, na stojaku na prasę w pobliżu mojego domu znajdował się tylko jeden egzemplarz „New York Daily News” z felietonem Willa. Czytałam „Wolą ludu” prawie co tydzień, odkąd nauczyłam się czytać, ale z jakiegoś powodu nigdy nie udało mi się zaprenumerować żadnej z gazet, która go drukowała. Oczywiście nigdy nie podniosłam w dyskusji tematu stopniowej zmiany tej rubryki w prywatną trybunę, z której Will wygłaszał swoje ekscentryczne perory na temat każdej społecznej „tragedii”, jaka spadła na jego ukochane miasto, ale trzymanie buzi na kłódką zaczynało być coraz trudniejsze.

– Bette! Świetny ten dzisiejszy felieton, jeśli pytasz mnie o zdanie! – ryknął pijackim głosem mój portier Seamus, otwierając drzwi budynku i powiewając egzemplarzem gazety. – Ten twój wujek za każdym razem trafia w sedno!

– Dobry? Jeszcze nie czytałam – powiedziałam roztargniona, idąc i mówiąc szybko, tak jak to robią ludzie, którzy rozpaczliwie starają się uniknąć rozmowy.

– Dobry? Fantastyczny! Nareszcie ktoś to rozumie! Każdy, kto żartuje z Hillary Clinton, jest moim przyjacielem! Myślałem, że byłem jedyną osobą w całym mieście, która głosowała na George'a W., ale twój wujek upewnia mnie, że nie.

– Mmm. Pewnie tak. – Zmierzałam w stronę windy, ale on nie przerywał.

– Są jakieś szanse, że wpadnie cię odwiedzić? Marzę o tym, żeby osobiście mu powiedzieć, jak bardzo…

– Z pewnością dam ci znać! – zawołałam, gdy drzwi windy wreszcie go wygłuszyły. Pokręciłam głową, wspominając jedyną wizytę wujka u mnie w domu i to, jak Seamus wychodził z siebie, kiedy rozpoznał nazwisko Willa. Przerażające było, że uosabia grupę jego docelowych czytelników.

Millington o mało się nie połamała, wijąc się w paroksyzmach radości, kiedy otworzyłam drzwi, podniecona nawet bardziej niż zwykle teraz, gdy znów pracowałam cały dzień. Biedna Millington. Nie będzie dziś spaceru, pomyślałam, rutynowo drapiąc ją po głowie i siadając, żeby przeczytać najnowszą tyradę Willa. Millington podreptała skorzystać ze swojej Wee-Wee Pad *, zdając sobie sprawę, że dziś też nie opuści mieszkania, a potem wskoczyła mi na pierś, żeby ze mną poczytać.

Właśnie w chwili, gdy rozsiadałam się ze swoim zbiorem menu na wynos, komórka zawibrowała na stoliku jak nakręcana zabawka. Telefon należał do firmy i, podobnie jak w przypadku! moich nowych kolegów, nie przestawał dzwonić. Ostatnie trzy wieczory spędziłam poza domem, uczestnicząc w imprezach urządzanych przez firmę, towarzysząc Kelly, gdy zajmowała i się wszystkim po kolei, od konsultacji z klientami po zwalnianie zbyt powolnych barmanów, sprawowanie roli gospodyni i organizowanie przepustek dla prasy. Godziny pracy były jeszcze bardziej wyczerpujące niż w banku – cały dzień pracy w firmie, a po nim noc poza domem – ale biuro tętniło obecnością młodych ładnych ludzi i skoro już musiałam poświęcać piętnaście godzin dziennie jednemu tematowi, uznałam, że być| może wolę didżejów albo koktajle na szampanie niż zróżnicowane portfele inwestycyjne. Przynajmniej mogłam się pochwalić imponującym tempem zdobywania wiedzy.

„Wiadomość odebrana” pojawiło się na kolorowym wyświetlaczu. SMS? Myślałam, że tak naprawdę takie wiadomości wysyłają do siebie tylko dzieciaki z liceum i ludzie głosujący w Idolu. Nigdy wcześniej nie dostałam SMS-a ani nie wysłałam. Po chwili wahania spojrzałam na wyświetlacz i nacisnęłam „odczytaj”.

вернуться

* Wee-Wee Pad – podkładka umożliwiająca psu załatwianie się w domu.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)