Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Hej, wszyscy, to Bette Robinson. Na początku będzie pracowała z Leo i ze mną, więc starajcie się jej za bardzo nie dręczyć, okej?
Kiwanie głowami.
– Cześć – powiedziałam głosem, który zabrzmiał piskliwie.
– To Skye – zaczęła Elisa, wskazując na sprawiającą wrażenie nerwowej dziewczynę w dżinsach koloru ciemnego indygo, obcisłym czarnym T-shircie z długimi rękawami, skórzanym pasku szerokości ponad dwa cale z masywną klamrą wysadzaną kamieniami i w najcudowniejszych kowbojskich butach z ukośnym obcasem, jakie w życiu widziałam. Była wystarczająco ładna, żeby nosić swoją superchłopiącą krótką fryzurkę, która korzystnie podkreślała jej wciętą kobiecą sylwetkę. Znów chciałam tylko siedzieć i się na nią gapić, ale zdołałam wydusić „cześć”, a Skye odpowiedziała na moje powitanie enigmatycznym uśmiechem. – Skye pracuje teraz na rzecz toreb Kooba – oznajmiła Elisa, po czym skierowała palec wskazujący na następną osobę. – To Leo, druga osoba ze stażem oprócz mnie. A teraz i ciebie – dodała tonem, którego nie udało mi się zinterpretować.
– Cześć kochanie, miło cię poznać – odezwał się Leo, wstając, żeby pocałować mnie w policzek. – Zawsze z przyjemnością witam kolejną ładną buzię w biurze. – Odwrócił się do Elisy. – Przepraszam, kotku, ale muszę lecieć i spotkać się z tym facetem od dżinsów Diesla na późnym śniadaniu. Powiesz to Kelly? – Skinęła głową, a on przełożył pasek torby konduktorki przez pierś i pospiesznie ruszył do drzwi.
– Davide, przywitaj się z Bette – poleciła Elisa jedynemu pozostałemu przy stole facetowi. Ciemne oczy Davide'a zerknęły niepokojąco spod ciężkich rzęs i gęstych ciemnych loków. Przesunął palcami po włosach i popatrzył na mnie. Po kilku chwilach niezręcznej ciszy powiedział „Allo” i w jego głosie zabrzmiał niejasny akcent.
– Część, Davide – odezwałam się. – Skąd masz ten wspaniały akcent?
– Oryginalnie z Włoch, oczywiście – szybko odparła w jego imieniu Elisa. – Nie poznajesz?
W tym momencie uznałam, że między Elisą a Davide'em coś jest – wibracje między nimi wręcz krzyczały „para” i pogratulowałam sobie, że jestem dość uważna, by zdać sobie z tego sprawę. Ale zanim zdążyłam przestać zachwycać się własnym sprytem, Elisa opadła mu na kolana, owinęła ramiona wokół jego szyi jak mała dziewczynka, która obejmuje tatusia, po czym pocałowała go w usta w zupełnie niedziecięcy sposób.
– Eliso, poważnie, oszczędź nam tych biurowych manifestacji uczucia, dobrze? -jęknęła Skye, wywracając oczami. – Wystarczająco okropny jest fakt, że wszyscy musimy wyobrażać sobie, jak w czasie wolnym uprawiacie seks… nie urzeczywistniaj tego na naszych oczach, okej?
Elisa tylko westchnęła i wstała, ale najpierw Davide zdążył chwycić i ścisnąć jej lewą pierś. Spróbowałam wyobrazić sobie dwójkę pracowników UBS podczas podobnej interakcji w sali konferencyjnej i o mało nie roześmiałam się na głos.
– No więc – ciągnęła Elisa, jakby ta minisesja biurowej macanki nie miała miejsca – Skye, Leo i Davide zajmują wyższe stanowiska. Ta trójka tam… – wskazała trzy śliczne młode dziewczyny, dwie blondynki i brunetkę, które siedziały zgarbione nad laptopami – to dziewczyny od wykazów. Są odpowiedzialne za dostarczanie nam wszystkich informacji, których każdy z nas może chcieć czy potrzebować, żeby obsłużyć imprezą. Znasz takie powiedzenie, że na świecie jest tylko kilka osób, które warto znać? Cóż, one je znają.
– Mmm, rozumiem – wymamrotałam, chociaż nie miałam pojęcia, o czym ona mówi.
Trzy godziny później czułam się, jakbym pracowała trzy miesiące. Byłam świadkiem zebrania personelu, podczas którego wszyscy snuli się po sali wyluzowani, pijąc dietetyczną colę oraz wodę Fiji i rozmawiając o przyjęciu urządzanym na cześć nowej książki Candance Bushnell. Skye sprawdzała informacje na liście, podczas gdy różni ludzie uaktualniali jej wiedzę na temat miejsca, statusu zaproszeń, menu, sponsorów, przydziału fotografów i dostępu prasy. Kiedy skończyła, Kelly uciszyła wszystkich i kazała najstarszej stażem dziewczynie od wykazów odczytać najnowszą listę potwierdzonych informacji o przyjęciu zaproszeń, jakby to było Słowo Boże. Każde nazwisko wywoływało kiwnięcie, westchnienie, uśmiech, mruknięcie, potrząśnięcie głową albo przewracanie oczami, chociaż ja rozpoznałam tylko parę osób. Nicole Richie. Karenna Gore Schiff. Christina Ricci. Gisele Bundchen. Kate i Andy Spade. Bret Easton Ellis. Rande Gerber. Cała ekipa i obsada Seksu w wielkim mieście. Kiwnięcie, westchnienie, uśmiech, mruknięcie, potrząśnięcie, oczy. Trwało to przez niemal trzy godziny i kiedy skończyli rozważać zalety i zagrożenia związane z każdą konkretną osobą – co przyjęcie, a co za tym idzie relacje prasowe o nim mogą zyskać dzięki każdej z nich, albo, gorzej, co mogą stracić – byłam bardziej wyczerpana, niż gdybym właśnie odłożyła słuchawkę po rozmowie z panią Kaufman. O drugiej, kiedy Elisa zapytała, czy mam ochotę wyskoczyć z nią na kawę, szybko powiedziałam „tak”.
Po drodze zapaliłyśmy i dopadło mnie nagłe, przemożne pragnienie, żeby dzielić talerz falafela na ławce przez budynkiem UBS z Penelope. Elisa prowadziła coś w rodzaju nieustającego komentarza na temat polityki firmy, tego, kto naprawdę pociąga za sznurki (ona), a kto naprawdę by tego chciał (wszyscy inni). Przywołałam swoją cenną umiejętność prowadzenia rozmowy z każdym i zadawałam jej pytania, wyciszając odpowiedzi. Dopiero kiedy usiadłyśmy przy stoliku w rogu z naszymi kawami – Elisa wzięła bezkofeinową i czarną – usłyszałam, co powiedziała.
– O. Mój. Boże. Możesz, kurwa, na to spojrzeć? – syknęła.
Podążyłam za jej spojrzeniem i zobaczyłam wysoką chudą kobietę ubraną w nierozpoznawalne dżinsy i klasyczny czarny blezer. Miała nieco spłowiałe brązowe włosy i zupełnie przeciętne ciało. Wszystko w niej wydawało się mówić „przeciętna pod każdym względem”. Podniecenie Elisy zdawało się wskazywać, że kobieta jest kimś sławnym, ale dla mnie nie wyglądała znajomo.
– Co? Kto to jest? – zapytałam, nachylając się konspiracyjnie. Tak naprawdę mnie to nie obchodziło, ale uznałam, że powinno.
– Nie „kto”, „co”! – Elisa praktycznie krzyknęła, tyle że szeptem. Nie oderwała jeszcze oczu od kobiety.
– Co? – zapytałam, wciąż nie rozumiejąc.
– Jak to co? Żartujesz? Nie widzisz? Potrzebne ci okulary? – Myślałam, że się ze mnie wyśmiewa, ale sięgnęła do wielkiej torby i wyciągnęła takie w cienkich oprawkach. – Masz, załóż i sama zobacz.
Przyglądałam się, nie wiedząc, o co chodzi, dopóki Elisa nie nachyliła się bardziej i nie powiedziała:
– Spójrz. Na. Jej. Torbę. Tylko zobacz i powiedz, czy to nie jest najwspanialsza rzecz, jaką w życiu widziałaś.
Przesunęłam wzrok na dużą skórzaną torbę, którą kobieta trzymała w zgięciu łokcia, zamawiając kawę. Kiedy przyszedł moment płacenia, położyła ją na ladzie, przeszukała i wyciągnęła portfel, po czym umieściła z powrotem na ramieniu. Elisa głośno jęknęła. Dla mnie wyglądało to jak zwykła torba, tylko większa.
– Omójboże, nie zniosę tego, jest taka niesamowita. Krokodylowa birkin. Najrzadsza z nich wszystkich.
– Co takiego? – zapytałam. Przelotnie rozważyłam udawanie, że wiem, o czym mówi, ale o tej porze wydało mi się to zadaniem wymagającym zbyt wielkiego wysiłku.
Zerknęła, badając moją twarz, jakby dopiero w tej chwili przypomniała sobie, że tu jestem.