Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
uchroniło ich to przed śmiercią. Nie, absolutnie w to nie wierzył.
Luna przełknęła ślinę i zamyśliła się na chwilę.
- Nie wiem, jak to ująć. Myślę, że chodziło mu o to, że niezależnie od tego, jacy
jesteśmy i co zrobiliśmy, wszystko w naszym życiu może się zmienić, jeżeli tylko
wpuścimy do swojego serca trochę ciepła. I nawet, jeżeli początkowo może się
wydawać, że wszystko wali nam się na głowę, to ostatecznie to ciepło utrzyma nas
przy życiu i może sprawić, że wszystko przybierze zupełnie inny obrót.
- Świetnie - powiedział gorzko Harry. - Może wyślę to w kartce świątecznej
Voldemortowi, to przemyśli swoje postępowanie i wejdzie na drogę światła.
Nie wiedział, że powiedział to tak głośno. Zorientował się dopiero, kiedy kilka najbliżej siedzących osób spojrzało na niego z wyrzutem i zaskoczeniem. Łącznie ze
Snape'em. Wspominanie o Voldemorcie podczas świątecznej kolacji nie było zbyt
subtelne.
- Przepraszam - wymamrotał Harry, ale Luna wcale nie wyglądała na poruszoną.
- Wiem, że mi nie wierzysz - powiedziała cicho. - Ale wiem też, że gdyby nie to
ciepło, nie byłoby nas tutaj, a Sam-Wiesz-Kto już dawno zapanowałby nad całym
światem. I nie byłoby ciebie. To nas spaja i umacnia, nawet, jeżeli ty tego nie widzisz.
- Widzę to... - szepnął, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. - Ale to ja mam
bliznę na czole i to ja kiedyś przed nim stanę i nie wiem, jak wtedy ciepło czy miłość
mogłyby mi pomóc. - Nie podobała mu się ta rozmowa. Nie chciał o tym mówić, nie
chciał o tym myśleć. Nie teraz, nie dzisiaj. - Przepraszam, czy możemy zmienić
temat?
Luna patrzyła na niego przez chwilę bez słowa, jakby się nad czymś zastanawiała,
po czym uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze. Ale jeśli kiedyś będziesz chciał pogadać, to nie ma sprawy. Tatuś często ze
mną rozmawiał, kiedy widział, że coś mnie gryzie i potem zawsze było mi lepiej.
Miałam wrażenie, jakby wiedział to nawet lepiej ode mnie. A ciebie ciągle coś gryzie,
Harry.
Skąd ona to, do diabła, mogła wiedzieć? Przecież nie miał chyba tego wypisanego
na twarzy? Nawet Hermiona, która była przecież cholernie spostrzegawcza, nigdy
mu tego nie powiedziała wprost.
Wbił wzrok w swoją pieczoną rybę i mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi.
- Harry! - gruchnął głośno Hagrid, siedzący kilka miejsc dalej po nauczycielskiej
stronie stołu.. - Jak tam impreza? Ja żem odpłynął w jakimś momencie i w ogóle nie
pamiętam, jak się to wszystko skończyło.
- Ee... - odparł Harry. Skąd mógł wiedzieć? Przecież sam nie pamiętał.
- Bardzo interesująco - odpowiedziała za niego Luna. - Harry próbował wdrapać się
na choinkę, ale go z niej ściągnęliśmy.
Harry poczuł na sobie twardy wzrok Severusa, lecz udawał, że go nie widzi.
- Hoho, naprawdę? Nieźle dałeś do wiwatu, Harry! Nie mówię, żem był gorszy, ale te
trunki Aberfotha nieźle kiszą mózg. Żebym nie widział, jak kiedyś ich próbujecie! -
pogroził swoim wielkim palcem, ale w niezwykle przyjazny sposób.
Harry zerknął na Tonks. Była niezdrowo zarumieniona. Chyba zdawała sobie sprawę
z tego, że trochę przesadziła, pozwalając, aby wszyscy się tak pospijali i wyglądało
na to, że gryzą ją jednak niewielkie wyrzuty sumienia, ale przecież lepiej, że zrobili to pod jej opieka, niż gdyby mieli spróbować takich atrakcji na własną rękę. Teraz Harry
przynajmniej był pewien, że już nigdy więcej nie sięgnie po alkohol. Miał
wystarczającą nauczkę.
Przeniósł wzrok na Severusa. Mężczyzna uśmiechał się szyderczo pod nosem, ale
nic nie mówił. Wyglądał tak, jakby nie mógł się doczekać, kiedy złoży dyrektorowi
raport i pogrąży Tonks. I cieszył się na samą myśl o tym.
Podniósł na chwilę głowę i napotkał wzrok Harry'ego. W jego oczach błysnął triumf.
Harry znał to spojrzenie, ale nic nie mógł na nie poradzić. Snape obiecał, że nie
powie o Tonks i... jednej z uczennic, lecz przecież mógł naprawdę zmieszać ją z
błotem za to, że okazała się "nieodpowiedzialną ignorantką". A Harry wiedział, że z pewnością to zrobi i że będzie miał rację.
Kiedy rozmowa zeszła z tematu imprezy, Tonks wyraźnie się ożywiła. Hagrid
zamęczał ich historyjkami o swoich kolejnych "milusińskich", a dyrektor wspominał
dawne czasy i opowiadał anegdotki z przeszłości, kiedy nie był jeszcze głową
Hogwartu. Każdy wydawał się być w niesamowicie dobrym nastroju. Harry zapomniał
o wcześniejszej rozmowie z Luną i z zaciekawieniem słuchał, jak Tonks opowiadała o
obławie na kilku niezwykle niebezpiecznych czarnoksiężników, którzy wykorzystywali
do swoich praktyk młode mugolskie kobiety. W pewnym momencie dyrektor musiał
się wtrącić i poprosił, aby z uwagi na to, że przy stole znajdują się dzieci, ograniczyła szczegółowe opisy owych praktyk. Wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko Mistrz Eliksirów
wyglądał przez cały czas tak, jakby połknął cytrynę. Jakby pragnął tylko stąd uciec. A
Harry chciał uciec razem z nim. Wiedział, że on znacznie skuteczniej potrafi go
rozbawić i poprawić mu humor. I chciał to zrobić jak najszybciej.
- Harry, podałbyś mi bułeczki? - zapytała Tonks, przerywając na chwilę kolejną
opowieść.
Harry wyciągnął rękę, ale Luna była szybsza. Zgarnęła koszyk z pieczywem i
uśmiechając się nieśmiało, podała go Tonks. Ich dłonie musnęły się na ułamek
sekundy i w tym momencie włosy Nimpfadory rozbłysły nieco jaśniej. Ktoś, kto nie
obserwowałby uważnie, nawet by tego nie dostrzegł, ale Harry się przyglądał. I nie
tylko on. Zobaczył, że Snape uśmiechnął się drwiąco i odwrócił głowę, muskając
Harry'ego wzrokiem.
"On wie!" - przebiegło przez głowę Gryfona.
No jasne, że wie, nie jest przecież ślepym ignorantem. Potrafi obserwować, a skoro
wiedział, kogo i pod jakim kątem ma obserwować, to bardzo szybko zauważył to,
czego nie dało się nie zauważyć.
Ciekawe, kiedy się domyślił. Musiał podejrzewać to już od dawna. Przecież Harry
przez cały wieczór widział spojrzenia, które obie panie rzucały sobie nawzajem. O
cholera! Czy to oznacza, że gdyby ktoś jego też tak uważnie obserwował i
zobaczyłby spojrzenia, jakimi obdarzał Snape'a, to czy też mógłby się domyślić?
Rozejrzał się nerwowo po siedzących przy stole osobach. Ale wszyscy tylko
rozmawiali ze sobą, jedli, wymieniali się uwagami na różne tematy albo chichotali.
Nikt się na niego nie gapił. Na całe szczęście. Wszyscy wydawali się niezwykle
wręcz ożywieni i zadowoleni. Wszyscy z wyjątkiem Severusa.
Snape zdawał się być całkowicie wyłączony i odosobniony. Ciemna, nieruchoma
plama pomiędzy kolorową, ożywioną i roześmianą materią. I to było może i nieco
dziwne, ale Harry czuł się tak samo. Marzył tylko o tym, żeby wszyscy zniknęli, żeby
to się już skończyło, żeby mógł znaleźć się w lochach i... być z nim.
Potrzebował jakiegoś kontaktu. Już teraz. Musiał zobaczyć ten błysk ożywienia w
czarnych oczach. Błysk, który, wydawało się, że tylko Harry potrafi wywołać.
Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, strącił but i bardzo powoli zaczął przesuwać
nogę. Błogosławił w tej chwili ten długi, całkowicie zakrywający nawet jego uda
świąteczny obrus, którym przykryty był cały stół.
Udając, że je swoją porcje ryby w cieście, powoli i ostrożnie przesuwał stopę,
spodziewając się w każdej chwili natrafić na...
Jest!