Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 189 190 191 192 193 194 195 196 197 ... 508
Перейти на страницу:

ponownie na łóżku, aby się nie przewrócić. Przepełniała go radosna energia i

przyjemne podekscytowanie. Po tym, co się wczoraj wydarzyło, najbliższe dziesięć

dni przerwy świątecznej zapowiadało się jeszcze lepiej, niż wcześniej. Musi, musi

dopilnować, aby mieć jak najwięcej czasu, który będzie mógł spędzić z Severusem.

Choćby miał przez cały czas jedynie siedzieć w kącie i gapić się na niego. To

wystarczy.

Przepełniony energią zerwał się z łóżka i po kilku chwiejnych krokach, nie czekając

ani na Rona, ani na Nevil e'a, poszedł wziąć prysznic, po czym zbiegł na dół na

śniadanie. Severusa nie było. Och, a tak bardzo chciał go zobaczyć! Ale może to

dobrze, że go nie było. Nie potrafiłby się chyba powstrzymać, aby się do niego nie

uśmiechać, a to wydałoby się podejrzane.

Wszystko było dobrze, a przynajmniej jego przepełniony endorfinami umysł mu to

wmawiał, dopóki nie spojrzał na ociekające tłuszczem smażone kiełbaski i jajecznicę

na bekonie.

Nagle, nie wiedząc dlaczego, poczuł się bardzo, bardzo źle i ku zaskoczeniu kilkorga

uczniów, którzy tak jak on, przybyli na śniadanie wcześniej, wybiegł z Wielkiej Sali

kierując się prosto do najbliższej ubikacji. Po spędzeniu kwadransa nad jedną z

umywalek, przemył twarz wodą i poczłapał z powrotem. Ron i Hermiona siedzieli już

przy stole i także wyglądali na nieco chorych, ale nie przeszkadzało im to zajmować

się sobą i ledwie zwracać uwagę na otoczenie. Uśmiechali się do siebie, rumieniąc

się na przemian i szepcząc coś zawzięcie. Harry nawet nie starał się podsłuchiwać.

Sam był zbyt zajęty myśleniem o przytulającym go i dotykającym jego twarzy Snapie.

I patrzącym na niego w taki sposób, jakby chciał powiedzieć mu coś bardzo

ważnego, ale nie mógł tego z siebie wydusić.

Nie masz pojęcia...

O czym nie miał pojęcia? O czym nie mógł mieć pojęcia? Ta myśl nie dawała mu

spokoju.

Nie masz pojęcia...

Bał się w ogóle kończyć to zdanie. Próbował, ale wszystko wydawało się zbyt

trywialne, zbyt... nieprawdopodobne. Zniszczyłoby tylko wyzierającą z niego

tajemnicę, spłaszczyłoby przekaz i mogłoby odebrać tlącą się w sercu nadzieję. Nie

chciał myśleć o tym, jak mogłoby brzmieć zakończenie. Ponieważ mogłoby to być

coś, czego wcale nie chciałby usłyszeć... Ale z drugiej strony, nie potrafił przestać się nad tym zastanawiać. Ciekawość była silniejsza od strachu.

Jego sny na jawie przerwał błysk tęczowych włosów. Harry odwrócił głowę i zobaczył

wchodzącą do Wielkiej Sali Tonks. Jej czupryna mieniła się wszystkimi kolorami

tęczy. Uczniowie odwracali głowy i przyglądali się jej z pełnym zachwytu milczeniem.

Harry szybko poszukał wzrokiem Luny, ale przyjaciółka nie przyszła na śniadanie. To

było niezwykle wręcz dziwne. Chociaż w przypadku Luny to słowo nie wydawało się

zbyt adekwatne, zważywszy na to, że wszystko, co się z nią wiązało, było "dziwne".

A jednocześnie takie... prawdziwe.

Także to, co wczoraj wieczorem podejrzał w stojącej za Świńskim Łbem szopie. Jego

wyobraźnia została natychmiast zaatakowana obrazami Luny i Tonks w uścisku,

przytulonych do siebie, scałowujących wahanie ze swych ust, dotykających się i

robiących wszystkie te rzeczy... Wciąż zastanawiał się, czy to wydarzyło się

naprawdę, czy też była to tylko projekcja jego zamroczonego alkoholem umysłu. Ale

nie, to było zbyt realne... Wciąż miał w uszach dźwięk ciężkiego oddechu Luny i

podmuch wymieszanego z perfumami ciepłego powietrza, które uderzało go w twarz,

kiedy stał i zafascynowany przypatrywał się rozgrywającej się we wnętrzu szopy

scenie. Tak, to było absolutnie i niezaprzeczalnie prawdziwe.

Tak samo prawdziwe, jak uśmiechnięta, promieniująca radością kobieta - jego

nauczycielka - która usiadła właśnie przy stole nauczycielskim i jak gdyby nigdy nic

zaczęła konwersację z pozostałymi członkami grona pedagogicznego. To było takie

dziwne, znać tę tajemnicę. Czy Luna czuła się tak samo, kiedy patrzyła na Harry'ego

albo Snape'a? Co mogła sobie myśleć? A może nie myślała nic, może dla niej było to

po prostu absolutnie naturalne i akceptowała to, że Harry'emu może podobać się

ponad dwa razy starszy mężczyzna? Może widziała to, czego nie można było

zobaczyć gołym okiem? Może rozumiała więcej, niż przeciętny obserwator?

Dlaczego Hermiona, pomimo tego, że była przecież taka inteligentna, nie potrafiła

tego dostrzec i zrozumieć?

To było fascynujące i Harry nie potrafił znaleźć na to wyjaśnienia. Podejrzewał

jedynie, że Luna byłaby w stanie zaakceptować absolutnie wszystko, o ile nie

krzywdziłoby to jakiejś istoty. I to było w pewnym sensie... uspokajające. Że zawsze

będzie miał kogoś, z kim będzie mógł o wszystkim porozmawiać. Nie to, żeby miał

taki zamiar, albo żeby tego potrzebował. Ale miło było wiedzieć, że ktoś taki jest.

Prawda?

***

Przez cały ranek i część popołudnia nie miał nawet chwili dla siebie, ponieważ

pomagał Ronowi się pakować i musiał pogadać chwilę z każdym z wyjeżdżających

przyjaciół oraz pożegnać się z nimi. Ginny naśmiewała się z jego wczorajszych

wyczynów, a Neville rumienił się na każdą wzmiankę o Anastassy. Tuż przed

wyjazdem Harry podarował prezenty Ronowi, Hermionie i Ginny i przekazał

przyjacielowi paczkę dla całej rodziny Weasleyów. Ron niezwykle ucieszył się z

wielkiego kufra słodyczy z Miodowego Królestwa, a Hermiona, ku zazdrosnemu

spojrzeniu Rona, pocałowała go mocno w policzek, w podziękowaniu za nowy

komplet podręczników o starożytnych runach. Od Rona otrzymał książkę o

zaawansowanych technikach i zwodach dla szukających w Quidditchu (wcale go to

nie zaskoczyło) a od Hermiony nowe pióro z mieniącą się tęczowo lotką (zrobiło mu

się głupio, kiedy jego umysł podsunął mu jedno bardzo konkretne skojarzenie). Ginny

podarowała mu krawat w czarno-czerwone pasy, który w zależności od nastroju,

przybierał bardziej czerwoną albo bardziej czarną barwę. Całkowita depresja

oznaczała absolutną czerń. A czerwień...

- ...no cóż, to musisz sam odkryć - uśmiechnęła się szelmowsko na pożegnanie i

mrugnęła do niego, po czym pomachała mu i odbiegła do czekającego na nią z

bagażami Grega. Harry pożegnał się z przyjaciółmi, obiecując, że napisze zaraz po

świętach i pomachał im, kiedy znikali w czarnych powozach.

Zostały mu jeszcze dwa prezenty - dla Hagrida i dla Luny, ale nigdzie nie mógł

dostrzec przyjaciółki. Cóż, najwyżej wyśle go sową. Ale to trochę dziwne, że nie

przyszła się z nim pożegnać To było do niej niepodobne. Hagridowi zamierzał

wręczyć prezent, gdy odwiedzi go w czasie świąt. Obiecał, że to zrobi i nie miał

zamiaru złamać słowa.

Po kilkunastu kolejnych minutach, kiedy wszystkie powozy już odjechały, a w zamku

zapadła cisza, Harry odwrócił się i wszedł do holu głównego. Rozejrzał się po

opustoszałym zamku i wziął głęboki wdech, rozkoszując się panującym wokół

spokojem. Był sam. Nie licząc nauczycieli, paru uczniów, którzy, tak jak on, zostali na

święta, całego zastępu duchów i mnóstwa skrzatów domowych. No, prawie sam. I

miał cały czas tego świata (a dokładniej - dziesięć dni), aby spędzać go z

Severusem, u Severusa i pod Severusem. No i może na Severusie. Zachichotał pod

1 ... 189 190 191 192 193 194 195 196 197 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)