Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
tak zwlekać, aby półolbrzym nie pomyślał, że wcale nie ma na to ochoty i żeby się na
niego nie obraził.
Luna nie odzywała się wiele. Rozglądała się wokół nieco rozmarzonym wzrokiem i
powiedziała Harry'emu, że wygląda na bardzo radosnego i podekscytowanego.
Jakby na coś czekał.
To byłoby głupie udawać, że tak nie jest, bo wiedział, że jakąkolwiek wymówkę by nie
wymyślił, to Luna i tak nie uwierzyłaby mu. Ponieważ widziała prawdę. Dlatego po
prostu skinął głową i pozwolił, by jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Połamania przyrodzenia - odparła radośnie i Harry przez kilka minut miał poważne
problemy z oddychaniem po tym, jak zakrztusił się ziemniakiem. Dopiero dzięki
pomocy pani Pince, która podbiegła do niego i przy pomocy różdżki cisnęła w jego
plecy silne pole uderzeniowe, udało mu się złapać haust powietrza.
Luna patrzyła na niego wyraźnie przestraszona.
- Przepraszam, jeżeli powiedziałam coś nie tak, Harry. Kilka razy słyszałam, jak moi
dalecy mugolscy krewni życzyli sobie tego, kiedy na coś czekali. Tylko, że oni mówili
o nogach, ale chyba nikt nie chciałby połamać sobie nóg, bo to bardzo bolesne. A
potem, kiedy bawili się w zjeżdżanie po poręczy i najmłodszy z nich nagle zaczął
wrzeszczeć jak opętany i dziwnie piskliwym głosem powiedział mojej ciotce, że
"uszkodził sobie przyrodzenie", to pomyślałam, że to chyba jest nawet bardziej bolesne, niż złamanie obu nóg. No i tak samo trudno się po tym chodzi, ponieważ on
tylko leżał na podłodze i się wił. Więc pomyślałam, że lepiej jest życzyć właśnie tego.
Bo jak raz życzyłam połamania nóg mojej ciotce, kiedy miała jechać na jakieś
mugolskie zabiegi przeciw reumatyzomywomowi, czy jakoś tak, to strasznie zaczęła
na mnie krzyczeć - zakończyła Luna i odetchnęła głęboko, spoglądając na Harry'ego,
który odwdzięczył się nieco nerwowym uśmiechem i pomyślał sobie w duchu, że
Luna jest wspaniałą przyjaciółką, ale gdyby miał być z nią w związku, to chyba
musiałby codziennie zażywać eliksiry, które przynajmniej częściowo potrafiłyby stępić
jego poczucie rzeczywistości. Albo zacząłby się narkotyzować.
Patrząc na zerkające ukradkowo na siebie Lunę i Tonks, przypomniał sobie o czymś.
Snape powiedział, że złoży raport na Tonks. Ale wyglądało na to, że pomiędzy
Nimfadorą a dyrektorem wszystko było w najlepszym porządku. Dumbledore
pochwalił jej tęczowy kolor włosów i wyraził nadzieję, iż oznacza on tylko jedno - że
Tonks jest w Hogwarcie bardzo szczęśliwa. Nieco nerwowych spojrzeń pojawiło się
dopiero, kiedy zapytał o to, jak udała się impreza, ale wszyscy, którzy na niej byli,
łącznie z Harrym, zapewnili, że była naprawdę świetna i że nie mogą się doczekać
następnej.
Czy to oznaczało, że Snape zrezygnował? Nie, to nie w jego stylu. Może po prostu
postanowił zaczekać i zrobić to po świętach? Dla Harry'ego? Możliwe. Ta myśl
rozgrzała go i dokończył obiad z uśmiechem na twarzy i w bardzo dobrym humorze.
Po posiłku, nie oglądając się na nikogo i z nikim nie rozmawiając, wrócił szybko do
dormitorium. Był zbyt podekscytowany. Teraz myślał już tylko o świątecznej kolacji i o
tym, co wydarzy się po niej. A nie miał najmniejszych wątpliwości, że coś się
wydarzy.
Kiedy tylko rzucił się na łóżko, poczuł ciepło w kieszeni. Wyjął kamień, a jego serce
zaczęło bić nieco szybciej. Odczytał wiadomość:
Po kolacji, w moich komnatach.
Teraz serce Harry'ego przyspieszyło już tak, że przez kilkanaście minut miał problem
z uspokojeniem go. Był tak cholernie podekscytowany, że przez jakiś czas krążył
tylko po pomieszczeniu, nie wiedząc, co powinien teraz zrobić, w jakiej kolejności to
zrobić i czy w ogóle coś robić.
Po krótkim namyśle postanowił wdrożyć w życie swój "przebiegły" plan. Myślał o nim już wcześniej, lecz wciąż trochę się obawiał. Ale co tam, w końcu ma spędzić z
Severusem święta, musi więc wprowadzić nieco świątecznego nastroju w jego
mroczne komnaty! Wezwał Zgredka i poprosił go o dostarczenie kilku łańcuchów,
świecidełek i jakiejś małej choinki, bo chciał "udekorować jeszcze trochę swoje
dormitorium". Zgredek jak zwykle wykazał się przesadnym entuzjazmem i przyniósł
mu cały wór różnego rodzaju ozdób świątecznych. Harry spędził dobrych kilkanaście
minut na wybieraniu z niego jakichś odpowiednich kolorystycznie i nieprzesadnie
złoconych łańcuchów i girland. Skupił się raczej na zieleni i srebrze. No i czerwieni.
Musiał przecież wprowadzić nieco swojej osobowości. Wszystko zapakował do
mniejszego worka, po czym wykradł się z dormitorium w pelerynie niewidce i ukrył go
za posągiem wściekłego ghula, znajdującym się tuż przy schodach prowadzących do
lochów, po czym szybko wrócił na górę. Zabierze go, kiedy będzie szedł do Snape'a.
Do kolacji pozostało jeszcze kilka godzin. Skrajną głupotą byłoby rozpoczęcie
przygotowywania się do niej już teraz. Ale Harry w swoim obecnym stanie nie myślał
zbyt racjonalnie. Najpierw przekopał się przez swój kufer, wyciągając z niego nową,
czerwoną koszulę i czarny krawat. Były pogniecione, a więc rzucił na nie zaklęcie
wygładzające. Ze spodniami nie poszło mu już tak łatwo. Wiedział, jak zreperować
okulary, ale naprawa podartych i zakrwawionych spodni nie była już tak prosta i
spędził dobrych kilkanaście minut na wertowaniu podręcznika do zaklęć. Po jakimś
czasie, kiedy najpierw zabarwił spodnie na fioletowo, a następnie zmniejszył je i
zamienił w tekturowe, udało mu się je w końcu załatać i wyczyścić. Poszłoby
szybciej, gdyby nie to, że jedyne, o czym myślał, to Snape. Nie potrafił skupić się
nawet na tak prostej czynności jak zawiązanie krawatu. Po obowiązkowym prysznicu,
kiedy ubrał się w końcu i zmniejszył prezent dla Severusa tak, aby zmieścił mu się do
kieszeni i kiedy stanął przed lustrem, aby sprawdzić wyniki swoich zabiegów, zegar w
Pokoju Wspólnym wybił punkt osiemnastą.
O cholera! Kolacja zaczynała się godzinę wcześniej niż zwykle! Zupełnie o tym
zapomniał! Szybko przygładził włosy, a przynajmniej spróbował to zrobić, sprawdził,
czy niczego nie zapomniał, po czym, z bijącym szybko sercem, zszedł na dół do
głównego holu. Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, wszystkie miejsca przy stole były już
zajęte.
No pięknie. Przyszedł jako ostatni!
Ale kiedy podszedł bliżej, jego serce zabiło jeszcze mocniej. Jedyne wolne miejsce,
które pozostało, znajdowało się... tuż naprzeciw Mistrza Eliksirów. Przez chwilę, gdy
szedł wzdłuż długich stołów domów, nie potrafił uwierzyć w swoje szczęście, ale
potem napłynęło zrozumienie. Po prostu żaden z uczniów nie chciał siedzieć twarzą
w twarz ze swoim znienawidzonym nauczycielem. Nawet młodzi Ślizgoni woleli swoje
towarzystwo przy jednym z końców stołu. A kolejną niespodzianką było to, że tuż
obok wolnego miejsca... siedziała Luna, która odwróciła się do niego i uśmiechnęła.
Kiedy Harry podszedł jeszcze bliżej, nareszcie mógł przyjrzeć się Snape'owi.
Mężczyzna siedział z lekko pochyloną głową i skrzywioną, niezadowoloną miną.
To było dziwne, ale Harry poczuł nagły przypływ czułości na jego widok. Został
przecież wyrwany ze swoich ukochanych, chłodnych, mrocznych lochów i rzucony na
pastwę świecidełek, grających świąteczne piosenki stroików i ubranego w purpurę