Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 190 191 192 193 194 195 196 197 198 ... 508
Перейти на страницу:

nosem i ruszył w długą drogę do Pokoju Wspólnego. Miał resztę popołudnia dla

siebie, nie niepokojony przez nikogo, więc może zrobić to, co planował już od

wczoraj. Czyli "uzupełnić" prezent dla Snape'a o dźwięki i słowa. A żeby to zrobić, będzie potrzebował dużo skupienia, chociaż i tak wciąż się wahał i nie był pewien,

czy da radę. Ale skoro już się przed nim masturbował podczas jego urodzin, to nie

powinno to być takie trudne. Przynajmniej miał taką nadzieję.

***

Harry po raz dziesiąty już przybliżył ukrytą w dłoniach, błyszczącą figurkę do ust i

wyszeptał:

- Jęcz dla mnie.

Teraz już się tak nie rumienił, kiedy z figurki zaczęły dobiegać jego zduszone,

przeciągłe jęki i ciężkie, pełne przyjemności sapanie. Na początku, tuż po nagraniu,

kiedy po raz pierwszy to odsłuchał, miał wrażenie, że jego twarz jest tak czerwona, iż

niemal paruje. Dziwaczne było słuchanie swoich własnych jęków, które wydawał

podczas masturbacji. Dziwaczne, a jednocześnie całkiem... ekscytujące. Chyba już

zaczynał rozumieć, dlaczego Snape aż tak bardzo to lubił. A teraz zawsze będzie

mógł tego słuchać. I może nawet, może nawet... Nie, nie pomyśli o tym, o czym

chciał pomyśleć, bo zaczyna się coraz bardziej podniecać. Znowu.

Jęki i sapanie osiągnęły już najwyższy poziom, przeradzając się w ochrypłe

pokrzykiwania. Harry oblizał wargi, zamykając oczy i przypominając sobie dokładnie

to uczucie, kiedy już prawie, już prawie...

O tak, teraz. Długi, zachrypnięty krzyk. Tak jakby umierał z przyjemności i ostatkiem

tchu próbował przekazać światu, jak mu dobrze. Nawet nie wiedział, że tak brzmi...

Jego penis drgnął, ale Harry rozkazał mu leżeć spokojnie. Ponieważ teraz, teraz, po

tym ciężkim, urywanym sapaniu, po tym łapczywym łapaniu powietrza i ostatnich

rytmicznych pomrukach pulsującej przyjemności, teraz miało nadejść

najważniejsze...

Cichy, ochrypły, ale zadziwiająco dobrze słyszalny szept:

"Dobranoc, Severusie..."

Uśmiechnął się do siebie. Doskonała robota. Ha, Severus nawet się nie spodziewa...!

Harry wziął małe pudełeczko w zielono-srebrne płatki śniegu i ostrożnie ułożył figurkę

na znajdującej się w środku atłasowej poduszeczce. Zamknął je i przy pomocy magii

owinął srebrną wstążka. Sięgnął po leżącą obok kartkę z wygrawerowaną na niej

podobizną lwa i węża. Otworzył ją ostrożnie i zapatrzył się w znajdujący się w środku

tekst. Bardzo długo myślał nad tym, co napisać. Chyba nawet dłużej niż zajęła mu

masturbacja. Wszystko, co wymyślił, wydawało mu się albo zbyt sentymentalne, albo

zbyt ckliwe, albo po prostu głupie.

"Chce być z tobą", "Zawsze będziesz w moim sercu", "Nie potrafię bez ciebie żyć"...

Nie, nie i jeszcze raz nie! To wszystko było do niczego. Potrzebował czegoś,

czegoś... Potrzebował czegoś, co poczuje.

I w końcu, po godzinie czy dwóch intensywnego wpatrywania się w widniejących na

kartce lwa i węża, przenikających się wzajemnie, łączących ze sobą w jedność,

zatapiających w sobie... złapał pióro i nakreślił to, co spłynęło prosto z jego serca.

Severusie...

Nie mogę z tym walczyć, nie mogę od tego uciec, mogę jedynie spędzić swoje życie,

zatracając się w tobie. I wciąż potrzebuję więcej ciebie.

Na pamiątkę naszych pierwszych wspólnych Świąt,

Twój Harry

***

Kiedy obudził się następnego dnia, słońce stało już wysoko na niebie. Był tak

zmęczony poprzednią nieprzespaną nocą, że teraz, kiedy nie było nikogo, kto by go

obudził, spał tyle, ile tylko mógł. I przegapił śniadanie. Na szczęście zapewne któryś

ze skrzatów zostawił mu kilka tostów na stoliku nocnym obok łóżka. Jego poranny

nastrój był jeszcze lepszy niż wczoraj. Ponieważ dzisiejszy dzień był tym, na który tak

bardzo czekał. Dzisiaj... spędzi Wigilię ze Snape'em!

Zaraz po skonsumowaniu posiłku, przypomniał sobie o tym, że zaplanował napisać

list do Lupina. Miał teraz wystarczająco dużo czasu. Złapał pióro i pergamin i

nakreślił kilka typowych słów, że u niego wszystko w porządku, że dobrze się uczy, a

Dumbledore pilnuje go jak oka w głowie. I wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł.

Dyrektor pewnie zataja przed nim pewne fakty, ale może Lupin... może on powie mu

cokolwiek o tym, co dzieje się na zewnątrz? Jest przecież członkiem Zakonu

Feniksa. Na pewno wie więcej, niż to, co mówi mu Dumbledore. Pomyślał jeszcze

przez chwilę, po czym zdecydował się i zadał kilka pytań, które wydawały mu się

wystarczająco niewinne, aby Lupin nie pomyślał o tym, że Harry chce od niego

wyciągnąć jakieś tajne informacje. "Zastanawia mnie, jak radzisz sobie ze swoją

pracą dla Zakonu? Czy wszystko jest w porządku? Dochodzą do nas dziwne plotki.

Podobno Voldemort rośnie w siłę, wiesz coś o tym? Czy powinniśmy się

przygotowywać do konfrontacji?" i kilka w podobnym stylu, zręcznie wplatając je w

opisy swojego zwykłego życia w Hogwarcie.

Zadowolony z rezultatu zalakował kopertę i wybrał się do sowiarni. Hedwiga

niezwykle się ucieszyła z możliwości wyrwania się z zamku i wyfrunęła przez okno od

razu, kiedy tylko otrzymała kopertę, a Harry nie musiał zachęcać jej nawet obietnicą

sowich przysmaków.

Przez kilka godzin siedział w dormitorium, leniuchując i czytając książkę, którą

podarował mu Ron. Nikt go nie niepokoił. Nawet nie wiedział, ilu uczniów zostało na

święta w Hogwarcie i szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go to. Nareszcie miał

spokój i mógł sobie odpocząć. Co prawda, czekała na niego sterta zadań domowych,

których nauczyciele nie omieszkali zadać im w ostatni dzień zajęć, ale na razie

postanowił się nimi nie przejmować i w ogóle o nich nie myśleć. Teraz inne rzeczy

były o wiele ważniejsze. Na przykład Snape.

Na obiad postanowił jednak zejść, na wypadek, gdyby nauczyciele zaczęli

zastanawiać się, gdzie podział się ich Złoty Chłopiec. I kiedy tylko przekroczył próg

Wielkiej Sali, doznał wielkiego zaskoczenia. Nie zobaczył Snape'a, ale nie było to

wielkie zaskoczenie. Przy stole nauczycielskim, przy którym zgromadzono

wszystkich uczniów i nauczycieli, którzy postanowili zostać na święta w Hogwarcie,

siedziała Luna. I Tonks. Naprzeciw siebie. A oprócz nich pięcioro młodych

Ślizgonów, czterech Puchonów w różnym wieku i dwóch Krukonów wyglądających na

pierwszorocznych. Z Gryffindoru nie było nikogo. Harry zamrugał i ruszył w kierunku

końca sali. Dumbledore powitał go uprzejmym skinieniem głowy, a Luna uśmiechnęła

się do niego promiennie. Harry usiadł pomiędzy Krukonem i Puchonem i uprzejmie

przywitał się z każdym z nauczycieli. Oprócz Tonks, Dumbledore'a i profesor

McGonagal , na święta pozostała także profesor Sprout, profesor Sinistra, Hagrid i

profesor Flitwick. No i Snape. Dla Harry'ego równie dobrze wszyscy pozostali

mogliby zniknąć. To było trochę nie w porządku wobec Luny i Tonks, ale to przecież

nie o świętach z nimi marzył przez kilka ostatnich tygodni.

A więc Luna i Tonks także miały ten sam plan, co Harry i Snape. Na to wyglądało.

Szczególnie, kiedy tak miło się do siebie uśmiechały. Harry zagryzł wargę i zabrał się

za ziemniaki z sosem czosnkowym.

Niewiele rozmawiali. Dumbledore opowiadał coś profesor Sprout, a Hagrid przez cały

czas uśmiechał się do Harry'ego i dopytywał, kiedy dokładnie go odwiedzi. Harry

obiecał, że następnego dnia. Planował iść jeszcze później, ale przecież nie mógł aż

1 ... 190 191 192 193 194 195 196 197 198 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)