Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
nosem i ruszył w długą drogę do Pokoju Wspólnego. Miał resztę popołudnia dla
siebie, nie niepokojony przez nikogo, więc może zrobić to, co planował już od
wczoraj. Czyli "uzupełnić" prezent dla Snape'a o dźwięki i słowa. A żeby to zrobić, będzie potrzebował dużo skupienia, chociaż i tak wciąż się wahał i nie był pewien,
czy da radę. Ale skoro już się przed nim masturbował podczas jego urodzin, to nie
powinno to być takie trudne. Przynajmniej miał taką nadzieję.
***
Harry po raz dziesiąty już przybliżył ukrytą w dłoniach, błyszczącą figurkę do ust i
wyszeptał:
- Jęcz dla mnie.
Teraz już się tak nie rumienił, kiedy z figurki zaczęły dobiegać jego zduszone,
przeciągłe jęki i ciężkie, pełne przyjemności sapanie. Na początku, tuż po nagraniu,
kiedy po raz pierwszy to odsłuchał, miał wrażenie, że jego twarz jest tak czerwona, iż
niemal paruje. Dziwaczne było słuchanie swoich własnych jęków, które wydawał
podczas masturbacji. Dziwaczne, a jednocześnie całkiem... ekscytujące. Chyba już
zaczynał rozumieć, dlaczego Snape aż tak bardzo to lubił. A teraz zawsze będzie
mógł tego słuchać. I może nawet, może nawet... Nie, nie pomyśli o tym, o czym
chciał pomyśleć, bo zaczyna się coraz bardziej podniecać. Znowu.
Jęki i sapanie osiągnęły już najwyższy poziom, przeradzając się w ochrypłe
pokrzykiwania. Harry oblizał wargi, zamykając oczy i przypominając sobie dokładnie
to uczucie, kiedy już prawie, już prawie...
O tak, teraz. Długi, zachrypnięty krzyk. Tak jakby umierał z przyjemności i ostatkiem
tchu próbował przekazać światu, jak mu dobrze. Nawet nie wiedział, że tak brzmi...
Jego penis drgnął, ale Harry rozkazał mu leżeć spokojnie. Ponieważ teraz, teraz, po
tym ciężkim, urywanym sapaniu, po tym łapczywym łapaniu powietrza i ostatnich
rytmicznych pomrukach pulsującej przyjemności, teraz miało nadejść
najważniejsze...
Cichy, ochrypły, ale zadziwiająco dobrze słyszalny szept:
"Dobranoc, Severusie..."
Uśmiechnął się do siebie. Doskonała robota. Ha, Severus nawet się nie spodziewa...!
Harry wziął małe pudełeczko w zielono-srebrne płatki śniegu i ostrożnie ułożył figurkę
na znajdującej się w środku atłasowej poduszeczce. Zamknął je i przy pomocy magii
owinął srebrną wstążka. Sięgnął po leżącą obok kartkę z wygrawerowaną na niej
podobizną lwa i węża. Otworzył ją ostrożnie i zapatrzył się w znajdujący się w środku
tekst. Bardzo długo myślał nad tym, co napisać. Chyba nawet dłużej niż zajęła mu
masturbacja. Wszystko, co wymyślił, wydawało mu się albo zbyt sentymentalne, albo
zbyt ckliwe, albo po prostu głupie.
"Chce być z tobą", "Zawsze będziesz w moim sercu", "Nie potrafię bez ciebie żyć"...
Nie, nie i jeszcze raz nie! To wszystko było do niczego. Potrzebował czegoś,
czegoś... Potrzebował czegoś, co poczuje.
I w końcu, po godzinie czy dwóch intensywnego wpatrywania się w widniejących na
kartce lwa i węża, przenikających się wzajemnie, łączących ze sobą w jedność,
zatapiających w sobie... złapał pióro i nakreślił to, co spłynęło prosto z jego serca.
Severusie...
Nie mogę z tym walczyć, nie mogę od tego uciec, mogę jedynie spędzić swoje życie,
zatracając się w tobie. I wciąż potrzebuję więcej ciebie.
Na pamiątkę naszych pierwszych wspólnych Świąt,
Twój Harry
***
Kiedy obudził się następnego dnia, słońce stało już wysoko na niebie. Był tak
zmęczony poprzednią nieprzespaną nocą, że teraz, kiedy nie było nikogo, kto by go
obudził, spał tyle, ile tylko mógł. I przegapił śniadanie. Na szczęście zapewne któryś
ze skrzatów zostawił mu kilka tostów na stoliku nocnym obok łóżka. Jego poranny
nastrój był jeszcze lepszy niż wczoraj. Ponieważ dzisiejszy dzień był tym, na który tak
bardzo czekał. Dzisiaj... spędzi Wigilię ze Snape'em!
Zaraz po skonsumowaniu posiłku, przypomniał sobie o tym, że zaplanował napisać
list do Lupina. Miał teraz wystarczająco dużo czasu. Złapał pióro i pergamin i
nakreślił kilka typowych słów, że u niego wszystko w porządku, że dobrze się uczy, a
Dumbledore pilnuje go jak oka w głowie. I wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Dyrektor pewnie zataja przed nim pewne fakty, ale może Lupin... może on powie mu
cokolwiek o tym, co dzieje się na zewnątrz? Jest przecież członkiem Zakonu
Feniksa. Na pewno wie więcej, niż to, co mówi mu Dumbledore. Pomyślał jeszcze
przez chwilę, po czym zdecydował się i zadał kilka pytań, które wydawały mu się
wystarczająco niewinne, aby Lupin nie pomyślał o tym, że Harry chce od niego
wyciągnąć jakieś tajne informacje. "Zastanawia mnie, jak radzisz sobie ze swoją
pracą dla Zakonu? Czy wszystko jest w porządku? Dochodzą do nas dziwne plotki.
Podobno Voldemort rośnie w siłę, wiesz coś o tym? Czy powinniśmy się
przygotowywać do konfrontacji?" i kilka w podobnym stylu, zręcznie wplatając je w
opisy swojego zwykłego życia w Hogwarcie.
Zadowolony z rezultatu zalakował kopertę i wybrał się do sowiarni. Hedwiga
niezwykle się ucieszyła z możliwości wyrwania się z zamku i wyfrunęła przez okno od
razu, kiedy tylko otrzymała kopertę, a Harry nie musiał zachęcać jej nawet obietnicą
sowich przysmaków.
Przez kilka godzin siedział w dormitorium, leniuchując i czytając książkę, którą
podarował mu Ron. Nikt go nie niepokoił. Nawet nie wiedział, ilu uczniów zostało na
święta w Hogwarcie i szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go to. Nareszcie miał
spokój i mógł sobie odpocząć. Co prawda, czekała na niego sterta zadań domowych,
których nauczyciele nie omieszkali zadać im w ostatni dzień zajęć, ale na razie
postanowił się nimi nie przejmować i w ogóle o nich nie myśleć. Teraz inne rzeczy
były o wiele ważniejsze. Na przykład Snape.
Na obiad postanowił jednak zejść, na wypadek, gdyby nauczyciele zaczęli
zastanawiać się, gdzie podział się ich Złoty Chłopiec. I kiedy tylko przekroczył próg
Wielkiej Sali, doznał wielkiego zaskoczenia. Nie zobaczył Snape'a, ale nie było to
wielkie zaskoczenie. Przy stole nauczycielskim, przy którym zgromadzono
wszystkich uczniów i nauczycieli, którzy postanowili zostać na święta w Hogwarcie,
siedziała Luna. I Tonks. Naprzeciw siebie. A oprócz nich pięcioro młodych
Ślizgonów, czterech Puchonów w różnym wieku i dwóch Krukonów wyglądających na
pierwszorocznych. Z Gryffindoru nie było nikogo. Harry zamrugał i ruszył w kierunku
końca sali. Dumbledore powitał go uprzejmym skinieniem głowy, a Luna uśmiechnęła
się do niego promiennie. Harry usiadł pomiędzy Krukonem i Puchonem i uprzejmie
przywitał się z każdym z nauczycieli. Oprócz Tonks, Dumbledore'a i profesor
McGonagal , na święta pozostała także profesor Sprout, profesor Sinistra, Hagrid i
profesor Flitwick. No i Snape. Dla Harry'ego równie dobrze wszyscy pozostali
mogliby zniknąć. To było trochę nie w porządku wobec Luny i Tonks, ale to przecież
nie o świętach z nimi marzył przez kilka ostatnich tygodni.
A więc Luna i Tonks także miały ten sam plan, co Harry i Snape. Na to wyglądało.
Szczególnie, kiedy tak miło się do siebie uśmiechały. Harry zagryzł wargę i zabrał się
za ziemniaki z sosem czosnkowym.
Niewiele rozmawiali. Dumbledore opowiadał coś profesor Sprout, a Hagrid przez cały
czas uśmiechał się do Harry'ego i dopytywał, kiedy dokładnie go odwiedzi. Harry
obiecał, że następnego dnia. Planował iść jeszcze później, ale przecież nie mógł aż