Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 253
Перейти на страницу:

— Rzeczywiście — przyznał Jules Verne Durand. — Dodam tylko szybko, że mieszkańcy Urnuda i Tro, czyli po waszemu Diaspu, sprzymierzyli się i są wrogami tych z Fthosa, czyli…

— Quatora — odparł Lodoghir. — Nic innego nie zostało.

Przez ten czas przesunąłem się do miejsca, z którego mogłem spojrzeć Julesowi Verne Durandowi w oczy, i właśnie doświadczałem tego samego zdumienia, które przed chwilą obserwowałem u innych: zdumienia najpierw różnicami, potem podobieństwem, i znowu różnicami między Laterryjczykami i Arbryjczykami. Najlepsze porównanie, jakie przychodzi mi do głowy, to wrodzony defekt, który delikatnie zakłóca naturalną geometrię twarzy, nie deformując jej jednak i nie upośledzając jej funkcji. Natomiast świadomości, że mam przed sobą istotę przybyłą z innego kosmosu, nie da się z niczym porównać.

— A wy, Laterryjczycy?

— Część popiera Fthozyjczyków. Ale nie wszyscy.

— Rozumiem, że ty jesteś lojalny wobec osi Urnud/Tro — ciągnął Lodoghir. — W przeciwnym razie by cię tu nie przysyłano.

— Przysłano mnie, bo najlepiej znam orthyjski. Jestem lingwistą. Lingwistą niższej rangi, dlatego na samym początku, kiedy uważaliśmy orthyjski za mało ważny język mniejszości, kazano mi go studiować. Nie są pewni mojej lojalności i, jak widać, mają ku temu powody. Orhan, jak się słusznie domyśliliście, jest moim strażnikiem. Nadzorcą. — Zh’vaern spojrzał na Arsibalta. — Przejrzeliście mnie. Właściwie nie powinienem się dziwić, ale jestem ciekawy, jak wam się to udało?

Arsibalt spojrzał na mnie.

— Wczoraj spróbowałem twojego jedzenia — odparłem. — Przeszło przez mój układ trawienny nienaruszone.

— Naturalnie: twoje enzymy nie weszły z nim w reakcję… Jestem pod wrażeniem.

Ignetha Foral otrząsnęła się w końcu na tyle, żeby włączyć się do rozmowy:

— W imieniu Rady Najwyższej witam cię i przepraszam za niestosowne zachowanie naszych młodych…

— Daruj sobie — przerwał jej Laterryjczyk. — To przecież typowy pyerd. Nie mamy na to czasu. Moja misja, zlecona przez dowództwo wywiadu wojskowego osi Urnud/Tro, miała na celu ustalenie, czy legenda o inkanterach jest oparta na faktach. Oś Urnud/Tro, którą oni sami nazywają Piedestałem, boi się potwierdzenia tych obaw, do tego stopnia, że rozważają uderzenie wyprzedzające. Dlatego w poprzednie dni zadawałem pytania, które mogły się wam wydać nietaktowne.

— Jak się tu dostaliście? — zainteresował się Paphlagon.

— Nasi komandosi opanowali koncent matarrhitów. Potrafimy zrzucać na waszą planetę małe kapsuły, niewykrywalne dla waszych instrumentów. Niewielki oddział wojska w asyście kilku cywilnych specjalistów, do których i ja się zaliczam, zajął koncent. Trzymamy w nim prawdziwych matarrhitów w areszcie domowym. Są cali i zdrowi, ale nie ma z nimi kontaktu.

— To bardzo agresywne posunięcie! — zauważyła Ignetha Foral.

— Z pewnością tak to wygląda z punktu widzenia osoby nieprzyzwyczajonej do kontaktów z innymi wariantami świata, pochodzącymi z różnych kosmosów. Piedestał robi tak od stuleci i z czasem zrobił się bezczelny. Kiedy nasi naukowcy natrafili na matarrhitów, ktoś zwrócił uwagę, że ich styl ubierania się umożliwiłby nam podszycie się pod nich i infiltrację konwoksu. Na zgodę dowództwa nie trzeba było długo czekać.

— W jaki sposób podróżujecie między kosmosami? — zapytał Paphlagon.

— Mamy mało czasu, a ja nie jestem teorem. — Jules Verne Durand spojrzał na suur Moyrę. — Na pewno słyszałaś o koncepcji grawitacji, wywodzącej się jeszcze z czasu Zwiastunów. My nazywamy ją ogólną teorią względności, a jej podstawowe założenie jest takie, że masa, równoważna z resztą energii, może zakrzywiać czasoprzestrzeń…

— To geometrodynamika! — powiedziała suur Moyra.

— Jeżeli znajdziemy rozwiązanie równań geometrodynamicznych w szczególnym przypadku wszechświata wprowadzonego w ruch obrotowy, można wykazać, że statek kosmiczny, poruszający się z odpowiednio dużą prędkością i znajdujący się dostatecznie daleko…

— Cofnie się w czasie — dokończył Paphlagon. — My również znamy te wyniki, zawsze jednak traktowaliśmy je co najwyżej jako ciekawostkę.

— Na Laterre uzyskał je niejaki Gödel, będący kimś w rodzaju saunta. Przyjaźnił się z innym sauntem, który wcześniej odkrył geometrodynamikę. Można by o nich powiedzieć, że byli fraa z jednego matemu. Ale rzeczywiście, dla nas również była to tylko ciekawostka, nic więcej. Przede wszystkim nie od razu stało się jasne, że nasz kosmos wiruje…

— A jeśli nie wiruje, wynik jest bezużyteczny — powiedział Paphlagon.

— W tym samym instytucie pracowało jednak więcej sauntów i jeden ich zespół wymyślił statek napędzany bombami atomowymi, wystarczająco szybki, żeby pozwolił zweryfikować tę teorię.

— Rozumiem… Laterre zbudowało statek…

— Nie! Wcale nie!

— Arbre też nie — wtrącił Lio. — Chociaż pomysły przecież mieliśmy takie same.

— Co innego Urnud — ciągnął Jules Verne Durand. — Znali tam geometrodynamikę, znali rozwiązanie równań dla wirującego wszechświata, mieli dowody kosmograficzne na to, że ich kosmos rzeczywiście wiruje, no i znali ideę statku z napędem atomowym. Tyle że, zamiast ograniczać się do samej idei, naprawdę zbudowali trochę takich statków. Posunęli się dalej niż inni, ponieważ między zebranymi w dwóch wrogich blokach krajami wybuchła straszliwa wojna, która wkrótce zakaziła przestrzeń międzyplanetarną. Cały ich układ słoneczny stał się teatrem wojennym. Ostatnia, największa z tych jednostek nosiła nazwę Daban Urnud, czyli „Drugi Urnud”. Miała przewieźć kolonistów do sąsiedniego układu gwiezdnego, odległego zaledwie o ćwierć roku świetlnego. Na pokładzie wybuchł jednak bunt, zmieniło się dowództwo i statek znalazł się pod kontrolą ludzi naprawdę rozumiejących teorykę, o której ja umiem tylko opowiadać. Postanowili zmienić kurs i udać się w przeszłość Urnuda, żeby tam cofnąć decyzje, które doprowadziły do wybuchu wojny. U celu podróży znaleźli się jednak nie na starym Urnudzie, lecz w zupełnie innym kosmosie, na orbicie przypominającej Urnud planety…

— Tro — domyślił się Arsibalt.

— Tak. W ten sposób wszechświat broni się przed naruszeniem zasady przyczynowości. Każda próba naruszenia reguł przyczynowo-skutkowych, na przykład cofnięcie się w czasie, żeby zabić własnego dziadka…

— Sprawia, że trafiamy do innej, odrębnej dziedziny przyczynowej? — spytał Lodoghir. — To niesamowite!

Laterryjczyk pokiwał głową.

— Trafiamy do nowej Historii. — Spojrzał na fraa Jaada. — W ten sposób w obu Historiach, starej i nowej, zależności przyczynowo-skutkowe pozostają nienaruszone.

— Wygląda na to, że im się spodobało — zauważył Lodoghir.

— Kiedy tak mówisz, można odnieść wrażenie, że przyszło im to łatwo i szybko — odparł Jules Verne Durand po chwili zastanowienia. — Tymczasem Pierwsze Zstąpienie, czyli odkrycie Tro przez Urnudczyków, dzieli od Czwartego, który teraz przeżywamy, szmat czasu. Samo Zstąpienie trwało wtedy półtora stulecia. Tro legło w gruzach.

— To straszne! — zaniepokoił się Lodoghir. — Czy Urnudczycy naprawdę są tacy wredni?

— Nie, ale to był ich pierwszy raz. Ani Urnudczycy, ani Troanie nie rozumieli problematyki polikosmicznej tak dobrze jak wy, Arbryjczycy. Wszystko było dla nich nowe, zaskakujące, a zatem także przerażające. Urnudczycy zbyt szybko zaangażowali się w troańską politykę i nastąpił ciąg katastrofalnych wydarzeń, niemal bez wyjątku zawinionych przez Troan. Skończyło się na tym, że przebudowali Daban Urnuda, znaleźli na nim miejsce dla przedstawicieli obu ras i razem wyruszyli w drugą podróż międzykosmiczną. Na Laterre trafili pięćdziesiąt lat po śmierci Gödela.

1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)