Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Серия: Videssos (pl) #3
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-893-0
- Переводчик: Janusz Ochab
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:
— Ja? — starszy centurion podrapał się po policzku, zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu wydał z siebie coś w rodzaju chichotu: — Ja bym sobie znalazł jakieś inne zajęcie.
— Naprzód, wchodźcie — poganiali nieustannie żeglarze, gdy legioniści wskakiwali na transportowce, które miały ich przewieźć przez wąską cieśninę, zwaną Cieśniną Bydła i wysadzić po jej zachodniej stronie. Jeden z bardziej rozważnych marynarzy dodał:
— Uważajcie na stopy, ofermy. W tym deszczu pomost jest cholernie śliski.
— Co ty nie powiesz — mruknął Gajusz Filipus, owinięty dokładnie w płaszcz chroniący jego zbroję przed deszczem. Marek żałował, że zamiast tutaj, w południowym porcie Kontoskalion, załadunek nie odbywa się w przystani Neorhesian, po pomocnej stronie miasta. Sztormowy wiatr wiał z południa i tutaj nie było przed nim żadnej ochrony.
Co jakiś czas dochodził Marka odgłos upadku i seria przekleństw, co oznaczało, że kolejny żołnierz stracił właśnie równowagę i runął na pokład statku. W położonych dalej dokach konie rżały nerwowo, gdy khatrisherscy i namdalajscy panowie próbowali wciągnąć je na okręt.
Senpat Sviodo wylądował niezgrabnie obok Skaurusa. Tasiemki przerzuconej przez plecy pando-ury zadzwoniły, gdy zatoczył się próbując złapać równowagę.
— Wdzięcznie niczym kot — oznajmił.
— Pijany, kulawy kot, to może i tak — powiedział Gajusz Filipus. Zupełnie nie zbity z tropu, Senpat zrobił do niego okropną minę.
Młoda żona Vaspurakanera zeskoczyła na pokład chwilę później. Nie potrzebowała ramienia, które wyciągnął, żeby ją podtrzymać — jej lądowanie było naprawdę kocie. Nevrata Sviodo — myślał Marek — była niepospolitą kobietą; z wielu powodów. Po pierwsze była piękna, śniadą pięknością Vaspurakanki o ostrych rysach. Teraz jej największy atut — faliste, kruczoczarne włosy były zupełnie przemoczone i wyprostowały się pod jasną jedwabną chustką.
Ale Nevrata była nie tylko urodziwa. Nosiła tunikę i workowate spodnie jak jej mąż, u jej pasa wisiała wąska szabla, która wyglądała na często używaną. Co więcej, byk świetnym jeźdźcem o odwadze, której mógł jej pozazdrościć niejeden mężczyzna. Nie byle kto wyjechałby po Maragha z bezpiecznej fortecy Khliat w poszukiwaniu męża i legionistów, nie mając nawet pojęcia czy jeszcze żyli — i nie byle kto potrafiłby ich znaleźć.
A jakby jeszcze tego było mało, darzyli się z Senpatem miłością, która zdawała się zawsze tak samo czysta i silna. Czasami Skaurus musiał tłumić w sobie zazdrość.
Coraz więcej kobiet wchodziło teraz na pokład razem z dziećmi. Towarzyszka Minucjusza, Ere-ne, wylądowała prawie tak zgrabnie jak Nevrata, a potem złapała swoje dwie córeczki, skaczące w jej ramiona. Helvis podała Erene trzecią dziewczynkę, która była tylko o kilka miesięcy starsza od Dostiego.
Makie zeskoczył sam, śmiejąc się gdy upadł i przeturlał się po nierównym pokładzie statku. He-lvis poszłaby w jego ślady — Marek i Nevrata podskoczyli, by ją podtrzymać.
— To było bardzo głupie — powiedziała ostro Nevrata, a jej brązowe oczy zwęziły się ze złości. Helvis zagapiła się na nią.
— A kim ty jesteś, żeby krzyczeć na mnie za taką drobnostkę? — odparła, nie przejmując się tą reprymendą. — Robiłaś rzeczy bardziej niebezpieczne niż skoki z pomostu.
Nevrata spochmurniała, smutek osiadł na jej pięknej twarzy.
— Ach, nie robiłabym tego, gdyby Phos obdarzył mnie dzieckiem — mówiła bardzo cicho. Helvis, nagle zrozumiawszy, uścisnęła ją.
— Aa, to już moje zajęcie — powiedział Senpat i przygarnął Nevrata do siebie. Miłość tańczyła w jego oczach. — Musimy cały czas ćwiczyć, aż uda nam się zrobić to dobrze, ot co.
Nevrata wbiła mu łokieć pod żebro. Wrzasnął i oddał szturchańca.
Thorisin Gavras ze swoją kochanką, Komittą Rhangawe u boku, przechadzał się wzdłuż doków, obserwując załadunek armii. Imperator wciąż martwił się Namdalajczykami Utpranda, nawet kiedy już zdecydował się zaryzykować i użyć ich w walce z Draxem. Przyglądał się każdemu wsiadającemu na okręt najemnikowi, jakby doszukiwał się zdrady w fałdach peleryny czy pod połą płaszcza.
Odprężył się nieco, gdy doszedł do legionistów. Uśmiechnął się posępnie do Marka.
— Powinienem był cię słuchać, kiedy przestrzegałeś mnie przed Draxem — powiedział, kręcąc głową. — Tutaj wszystko w porządku?
— Na to wygląda — odparł trybun, zadowolony że Gavras pamiętał. — Choć na razie wszystko robimy na łapu-capu.
— Zawsze tak jest, gdy wyruszacie. — Imperator uderzył pięścią w otwartą dłoń. — Na światło Phosa, szkoda że to nie ja płynę z wami zamiast Zigabenosa! To czekanie strasznie szarpie mi nerwy, ale nie ośmielę się opuścić miasta dopóki nie będę pewny, że Księstwo nie siądzie mi na karku. Byłoby kiepsko, gdybyśmy utknęli gdzieś w środku kraju i musieli się przedzierać z powrotem na wschód, być może tylko po to, by spotkać się z Księciem Tomond w najlepszym dla niego miejscu.
Kilka lat temu — pomyślał Marek — Thorisin runąłby na oślep na pierwszego wroga, żeby tylko się popisać. Teraz stał się bardziej ostrożny. Stolica była najważniejszym punktem Videssos i jej największym miastem. Kontrolowała wszystkie drogi lądowe i morskie i stąd też można było dotrzeć do wszystkich prowincji Imperium.
Komitta Rhangawe krzywiła się na takie rozważania.
— Mogłeś skończyć z tym wszystkim zanim się jeszcze zaczęło, gdybyś mnie tylko posłuchał — mówiła do Thorisina. — Gdybyś ukarał dla przykładu Ortaiasa Sphrantzesa, ten przeklęty Drax byłby zbyt przestraszony, żeby myśleć o rebelii. Tak samo jak wcześniej Onomagoulos, jeśli już o to chodzi.
— Cicho bądź, Komitta — warknął Imperator, nie życząc sobie, by wszyscy słuchali, jak jego ognista kochanka robi mu wymówki.
Jej oczy zaiskrzyły się niebezpiecznie. Szczupła, blada twarz miała w sobie piękno drapieżnego ptaka.
— Nie będę cicho! Nie możesz tak do mnie mówić; jestem arystokratką choć odmawiasz mi przyzwoitego ślubu.
A ty sypiasz z galijskim najemnikiem — pomyślał Marek, przerażony tą linią jej ataku. Komitta także zdawała sobie sprawę, że stąpa po niepewnym gruncie i powróciła do pierwszej skargi.
— Powinieneś był powlec Sphrantzesa na Plac Wołów i spalić go żywcem, bo na to zasługują uzurpatorzy. Ten…
Ale Thorisin usłyszał już wystarczająco dużo. Potrafił zmusić się do panowania nad sobą, gdy chodziło o sprawy państwowe, ale nie o jego własne.
— Powinienem był ci wygrzmocić ten twój krwiożerczy, arystokratyczny tyłek, jak tylko zaczęłaś te swoje „a nie mówiłam”! — ryczał Imperator. — Widziałabyś tu teraz szczęśliwego człowieka!
— Ty próżny, nie dorobiony garnku na pomyje! — wrzasnęła piskliwie Komitta i teraz zajęli się już tylko sobą, stojąc w deszczu i obrzucając się wyzwiskami, niczym sprzedawcy ryb. Żołnierze i marynarze słuchali najpierw zszokowani, u potem z coraz większym podziwem. Marek widział posiwiałego żeglarza, człowieka, który zapewne nigdy nie ustawał w wymyślaniu coraz to nowych i bardziej dosadnych przekleństw, jak ten marszczył brwi i kiwał głową, starając się zapamiętać co wymyślniejsze wyzwiska.
— Fiu, fiu! — gwizdnął Senpat Sviodo, gdy Gavras z zaciśniętymi pięściami odwrócił się na pięcie i odszedł ciężkim krokiem rozwścieczonego człowieka. — Ta pani ma szczęście, że dzieli z nim łoże. Gdyby tak nie było, odpowiedziałaby za obrazę majestatu.
— I powinna — powiedziała Helvis. Choć była Namdalajką, miała ten sam co Videssańczycy, pełen szacunku i czci stosunek do godności Imperatora. — Zupełnie nie rozumiem, dlaczego on ją toleruje.