Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 130
Перейти на страницу:

Pomnijcie więc, że aż do tej chwili nasze stosunki były niczym nie zmąconym zwierciadłem spokoju; z pewnością powinniśmy dalej cieszyć się nim wzajemnie. Wiem dobrze, iż w przeciwnym wypadku wasz los nigdy nie będzie już bezpieczny. Bo zrozumienie, w sposób najbardziej odpowiedni ofiarowane najbliższym naszemu sercu przyjaciołom, zrozumienie, które oczywiście nigdy nie odwraca się od tych, którym jest przeznaczone, nie może ulegać złym i zgubnym wpływom nieznanych jeszcze upadków fortuny.

Ukłonił się nisko Khamorthom. Ci oddali ukłon, wciąż oszołomieni jego elokwencją.

— Co to wszystko miało znaczyć? — zapytał Gorgidasa Viridoviks.

— Nie zabijajcie nas.

— Aa… — powiedział Celt zadowolony. — Tak właśnie myślałem, że o tym mówi ten gębacz, ale nie byłem do końca pewny.

— Nie przejmuj się; oni też wcale nie są tego pewni.

Napuszona videssańska szkoła krasomówstwa, gubiąca niemal sens w sztuczkach retorycznych, zawsze deprymowała Gorgidasa. Przyzwyczajony był do bardziej oszczędnego i czystego stylu. Szczytem videssańskiej elokwencji było mówienie godzinami — o niczym.

Ostatecznie jednak, przemowa Goudelesa odniosła zamierzony skutek — Khamorthci wzięli za dobrą monetę każdą z kwiecistych fraz biurokraty.

— Ha, Srebrnousty! — mówił Olbiop do Goudelesa. — Wy jechać z nami do wioski, jeść, spać, być zadowolone.

Pochylił się od przodu i złożył pocałunek na policzku Videssańczyka. Ten przyjął to z kamienną twarzą, ale gdy tylko Olbiop odwrócił się, by wydać rozkazy podwładnym, gryzipiórek posłał swoim towarzyszom ponure spojrzenie.

— Sztuka dyplomacji wymaga poświęceń, które nigdy mi nie przyszły do głowy — wymamrotał żałośnie. — Czy oni nigdy się nie kąpią?

Ukradkiem potarł policzek, a potem kilkakrotnie wycierał dłoń o ubranie.

Większość Khamorthów wróciła do stada. Kilku zostało z Olbiopem, by eskortować posłów.

— Chodź ze mną, ty — powiedział dowódca pasterzy. Agathios Psoes spojrzał pytająco na Sky-litzesa, który skinął głową.

— Jak to możliwe, że ci barbarzyńcy mieszkają w wioskach? — zapytał Gorgidas, gdy Olbiop był już w bezpiecznej odległości. — Myślałem, że wszyscy są koczownikami; podążają za stadem.

Skylitzes wzruszył ramionami.

— Kiedyś, gdy Videssos panował nie tylko w Prista, zakładano kolonie farmerów na stepie. Część z nich przetrwała i potomkowie tych pierwszych rolników służą dzisiaj nomadom. W swoim czasie wymrą zapewne do końca, albo sami staną się koczownikami. Większość zapomniała już o Phosie.

Dotarli do wioski tuż przed zachodem słońca. Olbiop prowadził prosto przez przylegające do niej zaniedbane pola, z wyniosłą obojętnością tratując młode, zielone kiełki pszenicy. Gorgidas zauważył, że inne pola były traktowane w podobny sposób i zastanawiał się, skąd mieszkańcy mieli tyle ziarna, by utrzymać się przy życiu.

Na skraju wioski przywitały ich ujadające wściekle psy. Wcześniej minęli już rozsypujące się budynki, co świadczyło o tym, że osada była kiedyś znacznie większa. Jeden z Khamorthów strzelił w kierunku najgłośniej szczekającego psa. Strzała musnęła łapę zwierzęcia, które uciekło ze skowytem, podczas gdy towarzysze niefortunnego strzelca łajali go głośno.

— Szydzą z niego, bo nie trafił — wyjaśnił Skylitzes, uprzedzając pytanie Gorgidasa.

— Naczelnik! — wrzasnął Olbiop po videssańsku, jadąc po zarośniętej trawą głównej ulicy. Potem nastąpiła długa wiązanka przekleństw w jego własnym języku.

Starszy mężczyzna w prostym, szarym ubraniu, wyszedł z jednego z zaniedbanych domostw. Pozostali mieszkańcy woleli zostać w ukryciu, nauczeni wieloletnim, przykrym doświadczeniem. Naczelnik padł na kolana przed Olbiopem, tak jak obywatel Imperium uczyniłby przed Thorisinem Gavrasem. Skylitzes zacisnął usta, widząc ten hołd oddany barbarzyńcy bez żadnego tytułu, ale nic nie powiedział.

— My potrzebować jedzenie, miejsce do spać. Jak wy mówić? Ochrona przed zimno — rozkazał Olbiop, wyliczając wszystko na palcach. Potem przeszedł na swój język. Zadawał jakieś pytania Psoesowi, a ten tylko przytakiwał. Gorgidas postanowił nauczyć się języka nomadów; zbyt wiele tracił, zdając się tylko na tłumaczenie przyjaciół.

Psoes chichotał pod nosem.

— Zupełnie jakbyście mieli zardzewieć od spania pod gołym niebem. No, to bawcie się teraz dobrze, chłopcy.

Naczelnik szybko wydał polecenia swoim ludziom, którzy zabrali się do rozbijania obozu na środku wioski. Popędzani przez swego dowódcę, pasterze Olbiopa dołączyli do nich. Sam wódz pozostał ze swoimi gośćmi.

Naczelnik pokłonił się Videssańczykom.

— Panowie będą łaskawi jechać za mną.

Jego videssański był lekko zniekształcony przez akcent języka Khamorthów, a słownictwo archaiczne; wioska dawno już nie miała styczności z żywym językiem Imperium.

Budynek, do którego ich zaprowadził, był kiedyś świątynią. Drewniana iglica wciąż tkwiła na szczycie dachu, choć złota kula Phosa dawno już od niej odpadła. Sam dach połatany był słomą, płaty darni zatykały dziury w ścianach, zbudowanych z grubo ciosanego miejscowego kamienia. Nie było tam też drzwi — w wejściu wisiała skórzana zasłona.

— To jest nasz dom gościnny. Zsiadźcie panowie z koni i wejdźcie do środka — powiedział naczelnik, nie rozumiejąc wahania niektórych ze swych gości. — Zajmiemy się też waszymi wierzchowcami. Możecie rozpalić ognisko, tak duże jak sobie tylko życzycie; mamy mnóstwo opału. Ja idę przygotować dla was wiktuały i inne ee… wygody. Ilu was będzie? — policzył dwukrotnie. — Sześciu, tak? No dobrze — westchnął.

— Za twą gościnność będziemy ci szczerze wdzięczni — powiedział uprzejmie Goudeles, z widoczną ulgą zsiadając z konia. — Gdybyśmy potrzebowali jakiejś drobnej przysługi, jak mamy się do ciebie zwracać?

Naczelnik rzucił mu zaniepokojone spojrzenie. Owszem, przyzwyczajony był do obelg i gróźb, ale jakie niebezpieczeństwo kryło się za tymi gładkimi słówkami? Nie znajdując żadnej odpowiedzi, przedstawił się niechętnie:

— Nazywają mnie Plinthas.

— Świetnie, drogi Plinthasie. Raz jeszcze, serdeczne dzięki. Zupełnie już zdezorientowany wieśniak odprowadził ich konie.

— Na Phosa, co za paskudne imię! — wykrzyknął Goudeles, gdy tylko ich gospodarz sobie poszedł. — Zobaczmy, co my tu mamy — wyglądało na to, że spodziewa się najgorszego.

Niegdysiejsza świątynia pachniała pleśnią; goście musieli tu hyc naprawdę rzadkością. Ławki, które otaczały kiedyś centralne miejsce kultu, zniknęły dawno temu. Na równinach drzewo było zbyt cenne, by leżeć bezużytecznie w opuszczonym budynku. Ołtarz także pozostał już tylko odległym wspomnieniem. W miejscu tego świętego stołu wykopano teraz dołek na ognisko. Skylitzes miał rację, pomyślał Gorgidas. Nie została tu nawet pamięć po Phosie.

Videssański oficer wyciągnął z woreczka krzesiwo i zręcznie rozpalił ogień. Podróżni wyciągnęli się na twardej glinianej podłodze. Goudeles westchnął z rozkoszą. Jako najgorszy jeździec w całym towarzystwie, był też najbardziej obolały. Jego delikatne dłonie nie były już poobcierane, ale pokryte pęcherzami.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)