Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 130
Перейти на страницу:

— Tylko nie pomyl się i nie wsadź tam swojego pióra! — zawołał Skylitzes. Biurokrata odpowiedział sprośnym gestem.

Gorgidas nawet jeszcze nie dotknął Spasi. Trwająca wokół orgia nie budziła w nim żadnego pożądania ani wesołości. Zimnym okiem lekarza mimowolnie zauważał wszystkie ruchy ciał, łączących się i rozdzielających, słyszał westchnienia i posapywania przerywane od czasu do czasu jękami rozkoszy lub wybuchami dzikiego śmiechu.

Czuł na sobie wzrok Spasi.

— Nie podobam ci się — powiedziała. Nie brzmiało to jak pytanie.

— Nie, to dlatego, że… — zaczął, ale przerwał mu ochrypły wrzask Olbiopa.

Khamorth spoczywał oparty na łokciu, czekając aż jego ulubiony przyrząd przyjmie znowu odpowiednią formę.

— Bez jaj twarzo-kobiety? — zawołał urągliwie. — Po co ja dać ci kobieta? Ty nic z ona nie robić.

Pomimo żaru bijącego od ogniska, Gorgidas czuł jak płoną mu policzki. Zdał sobie sprawę, że będzie musiał spróbować. W oczach Spasi dojrzał ciche współczucie, gdy objął ją ramieniem i przyciągnął jej twarz do swojej. Była dla niego miła; może to w czymś mu pomoże.

Sam dotyk jej ust, małych i delikatnych był dla niego dziwny, a dotyk jej pełnych, jędrnych piersi zdawał się go rozpraszać. Przyzwyczaił się do innego rodzaju uścisku, gdzie obie strony były jednakowo twarde. Niezręcznie, świadom tego, że wciąż jest obserwowany, pomógł jej ściągnąć bluzkę i spódnicę. Jego własne ubranie ześliznęło się bez trudu. Ciało Greka było szczupłe, żylaste i silniejsze niż się wydawało. Miał już czterdzieści jeden lat, ale ono wyglądało tak samo, jak dwadzieścia lat temu i tak jak będzie wyglądało za następnych dwadzieścia. Całując Spasie, popchnął ją delikatnie, tak by położyli się na sienniku. Jej wargi były przyjemne, tak jak i ciepło jej ciała, lecz on pozostał nie pobudzony.

Viridoviks zahuczał, wskazał ręką na Goudelesa i krzyknął do Olbiopa:

— Popatrz no przyjacielu! Nazwałeś go Srebrnoustym dziś po południu. Zobacz jak zdobywa nowe imię — nomada i Gal dopingowali Goudelesa.

Przez moment Gorgidas miał nadzieję, że to właśnie publiczność mu przeszkadzała, ale nie udało mu się niczego osiągnąć, nawet gdy ich uwaga została skierowana na coś innego.

— Przepraszam cię bardzo — powiedział cicho do Spasi. — Tu nie chodzi o ciebie.

— Więc może potrafię ci pomóc? Jesteś łaskawy dla obcej ci kobiety, której w dodatku nigdy więcej nie zobaczysz. To zasługuje na jakąś nagrodę.

Zaskoczony Grek zaczął kręcić głową, ale nagle przerwał.

— Może i potrafisz — powiedział, dotykając jej karku. Być może była to znajomość pieszczoty, ale bez względu na to, co stało się przyczyną, niemal krzyknął, gdy poczuł, że na nią reaguje. Podniósł jej twarz, odsuwając ją od siebie. Z uśmiechem, odwróciła się zapraszająco na plecy.

— Chodź — wyszeptała, prawie westchnęła.

Wkrótce oddech Spasi stał się szybki i krótki, jej usta szukały jego, oplotła go mocno ramionami, starając się przyciągnąć go jeszcze bliżej. Roześmiał się cicho do siebie, gdy ona drżała pod nim w ekstazie. Przybył na step, żeby zerwać z przeszłością, ale chyba nie myślał wcale o tej stronie swego życia.

Mimo że tego dokonał, wciąż wydawało mu się to czymś dziwacznym, perwersyjnym; czymś, do czego nie miał zamiaru się przyzwyczajać. A ponieważ nie był tak naprawdę podniecony, mógł kochać się niemal bez końca, podczas gdy jego kompani dawno już opadli z sił. Na wpół otwarte usta Spasi, oczy zamglone z rozkoszy… Teraz Olbiop, Viridoviks i Arigh podziwiali wytrzymałość Greka. Kiedy wreszcie i on dotarł do końca, Khamorth podszedł do niego i poklepał po spoconych plecach.

— Ja mylić — powiedział, co było dowodem uznania w oczach zarozumiałego nomady.

Rozpustna zabawa trwała do późnej nocy, a partnerzy zmieniali się jak w kalejdoskopie. Ustaliwszy już swoją wartość — nawet jeśli w fałszywej monecie, pomyślał — Gorgidas czuł się uprawniony do tego, by nie brać udziału w orgii, a Spasia nie chciała nikogo innego. Leżąc obok siebie, rozmawiali cicho o jego podróżach i jej życiu na wsi, aż sen zmorzył ich oboje.

Ostatnią rzeczą, którą powiedziała było:

— Mam nadzieję, że dasz mi syna — to skutecznie otrzeźwiło Greka, ale jedyną odpowiedzią na jego natarczywe pytania było chrapanie. Przysunął się do niej bliżej i sam zaraz odpłynął.

Następnego ranka Olbiop obudził wszystkich głośnymi jękami. Trzymając się mocno za głowę, tak jakby bał się, że zaraz mu odpadnie, Khamorth odepchnął na bok skórzaną zasłonę, i wciąż nagi, chwiejnym krokiem podszedł do studni. Gorgidas słyszał, jak klnie na skrzypiący kołowrót, wyciągając wiadro wody. Wylał ją na swą obolałą głowę, podczas gdy inny Khamorth naśmiewał się z jego opłakanego stanu.

Nomada powrócił wreszcie do wnętrza świątyni, cały ociekając wodą. Była to jego pierwsza kąpiel od bardzo długiego czasu; mimo niej śmierdział okropnie końmi i wieloletnim potem. Na myśl o śniadaniu wstrząsnął nim dreszcz obrzydzenia, ale nie pogardził bukłakiem kavassu.

Spasia odgrzewała dla Gorgidasa łapę królika. Ubrana, znowu wydawała się kimś obcym. Grek pogrzebał w swoim bagażu, żałując swojej przezorności, która kazała mu schować rzeczy mniej potrzebne na samo dno. W końcu dotarł do małego drewnianego pudełka ze sproszkowaną farbą, z wizerunkiem Phosa na wieczku. Spasia próbowała odmówić:

— Dałeś z siebie bardzo dużo ostatniej nocy. To wystarczy.

— To była uczciwa wymiana — odparł. — Weź to jako dowód wdzięczności za poszerzenie moich horyzontów, jeśli za nic innego.

Spojrzała na niego nie rozumiejąc, ale on niczego nie wyjaśnił. W końcu przyjęła podarunek, mrucząc pod nosem słowa podzięki. Wokół nich żegnali się także inni.

— Nie kochanie, nie możesz z nami jechać. To była znajomość tylko na jedną noc — cierpliwie powtarzał Viridoviks, aż w końcu dotarło to do Evanthi.

Gal już nie raz musiał opuszczać zrozpaczoną kobietę, ale nigdy się wtedy nie spieszył. Pomimo całej bezwzględności, jaką przejawiał na polu bitwy, pomimo upodobania, jakie znajdował w każdego rodzaju walce, nie był okrutnym człowiekiem.

Tak jak reszta podróżników, Gorgidas zarzucił swoje bagaże na konia, upewniając się czy wszystkie wiązania dobrze trzymają. Zadowolony z przeglądu wskoczył na siodło wybranego na ten dzień konia. Skylitzes machnął ręką i otoczeni przez oddział z Pristy i nomadów Olbiopa posłowie wyjechali z wioski. Wychudzony, brązowy pies biegł za nimi, dopóki jeden z Khamorthów nie udał, że chce go stratować. Zwierzę uciekło, oglądając się bojaźliwie do tylu. Odległość pochłaniała ludzi, budynki, ulice, a w końcu całą wioskę.

Nomadzi nie pozostali z nimi długo — stado czekało na ich powrót. Olbiop, Agathios Psoes i jego żołnierze docinali sobie nawzajem, Olbiop najwyraźniej chełpił się swymi nocnymi wyczynami.

— A potem są ten jeden — powiedział, kciukiem wskazując na Gorgidasa. — On pieprzyć dobrze, ale bez jaj człowiek.

— A niech cię kruki rozdziobią — wymamrotał Grek, ale w swoim języku. Tak czy siak, Olbiop nie zwrócił na to uwagi.

— Ty uważać teraz, Psoes. My złapać bez straż wasze… jak wy mówić? — posły, my zabić.

— Wracaj skąd przyszedłeś — odparł podoficer, tym samym żartobliwym tonem, ale obaj wiedzieli, że może któregoś dnia nie będą już żartować. Z ostatnim pozdrowieniem, Obiop i jego ludzie zawrócili na południe.

— Jedźmy — powiedział Skylitzes.

— Chwileczkę. — Gorgidas zeskoczył na ziemię i zdjął swój bagaż z konia, który wykorzystując krótką przerwę, zaczynał już szczypać trawę. Wszyscy przyglądali mu się z ciekawością, gdy grzebał w torbie. Kiedy znalazł w końcu brzytwę, wyrzucił ją daleko w step. Dosiadł wierzchowca i skinął lekko głową.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)