Margrethe jest osłodą mojego życia, a również dobrze wychowaną dorosłą osobą. Nie straciła oddechu, nie próbowała się ze mną sprzeczać, ani też nie powiedziała: „O nie!” lub: „Nie wierzę w to!” Usłyszawszy moje słowa, znieruchomiała, odczekała chwilę, po czym oznajmiła:
— Nie rozumiem.
— Ja też tego nie rozumiem — odparłem. — Coś się wydarzyło podczas mojego przejścia przez ten dół z ogniem. Świat uległ zmianie. Ten statek… — wskazałem na pobliską gródź — … nie jest statkiem, na którym płynąłem uprzednio. Ludzie mówią na mnie „Graham”… podczas gdy dobrze wiem, że nazywam się Alexander Hergensheimer. Nie chodzi jednak tylko o mnie i o ten statek. Cały świat się zmienił. Odmienna historia, odmienne kraje. Nie ma tu sterowców.
— Alec, co to takiego sterowiec?
— Hmm. Lata w górze, jak balon. Właściwie to jest balon, ale leci bardzo szybko, ponad sto węzłów.
Zastanowiła się nad tym trzeźwo.
— Wydaje mi się, że bałabym się nim lecieć.
— Nie ma powodu. To najlepszy sposób podróżowania. Przyleciałem tu sterowcem „Graf von Zeppelin”, należącym do North American Airlines. W tym świecie jednak nie ma sterowców. Ten fakt ostatecznie przekonał mnie, że znajduję się w innym świecie i nie jest to tylko skomplikowany dowcip, który ktoś mi spłatał. Transport powietrzny jest tak ważnym elementem ekonomii świata, który znam, że jego brak zmienia właściwie wszystko. Na przykład… Słuchaj, czy ty mi wierzysz?
Odpowiedziała powoli i z namysłem:
— Wierzę, że mówisz prawdę taką, jak ją widzisz. Ja jednak widzę ją zupełnie inaczej.
— Wiem. Dlatego to takie trudne… Słuchaj, jeśli się nie pośpieszysz, spóźnisz się na kolację, prawda?
— To nieważne.
— Nie, to jest ważne. Nie możesz chodzić głodna tylko dlatego, że popełniłem głupi błąd i zraniłem twoje uczucia. A jeśli ja nie przyjdę, Inga wyśle kogoś celem sprawdzenia, czy jestem chory, czy śpię, czy coś tam jeszcze. Widziałem, jak robiła to, gdy ktoś z gości nie przyszedł do stołu. Margrethe, moja kochana! Pragnąłem ci to powiedzieć, czekałem, aby ci to powiedzieć i chciałem ci to powiedzieć, a teraz mogę i muszę to uczynić. Nie mogę jednak tego zrobić w ciągu pięciu minut na stojąco. Kiedy pościelisz już łóżka na noc, czy będziesz mogła poświęcić trochę czasu, aby mnie wysłuchać?
— Alec, zawsze poświęcę dla ciebie tyle czasu, ile tylko będziesz chciał.
— Dobrze. Zejdź na kolację! Ja też się pokażę, przynajmniej na chwilę, żeby Inga się nie czepiała i spotkamy się tutaj, gdy pościelisz łóżka. Pasuje?
Zamyśliła się głęboko.
— Dobrze, Alec. Czy pocałujesz mnie jeszcze?
W ten sposób przekonałem się, że mi uwierzyła. Lub przynajmniej chciała uwierzyć. Przestałem się martwić. Zjadłem nawet całą kolację, chociaż nazbyt pośpiesznie.
Czekała już na mnie, gdy wróciłem. Kiedy wszedłem do kabiny, wstała z miejsca. Wziąłem ją w ramiona, cmoknąłem w nos, następnie złapałem za łokcie i posadziłem na koi. Następnie sam usiadłem na jedynym krześle w kabinie.
— Najdroższa, czy myślisz, że zwariowałem?
— Alec, nie wiem, co mam myszleć (tak jest, powiedziała „myszleć”. W rzadkich chwilach, pod wpływem nagłych emocji, Margrethe traciła zdolność wymowy miękkich spółgłosek. Poza tym jej akcent był znacznie lepszy od mojego akcentu z Midwestu, szorstkiego jak zardzewiała piła).
— Wiem o tym — zgodziłem się. — Miałem ten sam problem. Można na to patrzeć tylko na dwa sposoby. Albo jak na coś niewiarygodnego, co zmieniło cały mój świat, zdarzyło się w chwili, gdy przechodziłem przez ogień. Albo też jestem szalony, jak kot po walerianie. Spędziłem całe dni na sprawdzaniu faktów i… świat rzeczywiście się zmienił. Nie chodzi tylko o sterowce. Nie ma kajzera Wilhelma IV, a na jego miejscu jest jakiś głupi prezydent nazwiskiem Schmidt. Jest jeszcze masa podobnych rzeczy.
— Nie powiedziałabym, że Herr Schmidt jest „głupi”. Jest całkiem niezły jak na niemieckiego prezydenta.
— W tym rzecz, kochanie. Dla mnie każdy prezydent Niemiec wydaje się głupi, ponieważ w moim świecie Niemcy są jedną z ostatnich absolutnych monarchii w świecie zachodnim. Nawet car nie dysponuje taką władzą.
— To właśnie chciałam ci powiedzieć, Alec. Nie ma ani kajzera, ani cara. Wielki Książę Moskiewski jest monarchą konstytucyjnym i nie rości już sobie praw do zwierzchnictwa nad pozostałymi krajami słowiańskimi.
— Margrethe, oboje mówimy to samo. Świat, w którym się wychowałem, zniknął. Muszę teraz poznać nowy świat, który nie jest całkowicie odmienny. Geografia chyba się nie zmieniła, także część historii. Wygląda na to, że oba światy były identyczne niemal do początku dwudziestego stulecia. Powiedzmy od roku 1890. Około stu lat temu wydarzyło się coś dziwnego, co spowodowało oddzielenie obu światów od siebie… a około dwunastu dni temu coś równie dziwnego przytrafiło się mnie i zostałem przeniesiony do tego świata. — Uśmiechnąłem się do niej. — Nie żałuję tego jednak. Wiesz dlaczego? Ponieważ spotkałem tutaj ciebie!
— Dziękuję ci. Dla mnie też jest ważne, że ty tu jesteś.
— A zatem wierzysz mi. Również ja zostałem zmuszony do uwierzenia w to. Przestałem już właściwie się tym przejmować. Martwi mnie tylko jedno. Co się stało z Alecem Grahamem? Czy zajął moje miejsce w moim świecie? A jeśli nie, to co?
Nie odpowiedziała mi od razu, a kiedy to uczyniła, jej odpowiedź wydawała się nie na temat:
— Alec, czy zechciałbyś zdjąć spodnie?
— Co powiedziałaś, Margrethe?
— Proszę cię. Nie żartuję, ani nie staram się cię uwieść. Muszę coś zobaczyć. Proszę cię, ściągnij spodnie.