Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 76
Перейти на страницу:

Olbrzymie gady jakby wiedziały, iż w okolicy istnieje tylko to jedno przejście, zdawały się czatować na powracającą ofiarę. Kilka pokrytych łuskami niby pancerzem łbów widać było na wodzie tuż przy samej ścieżce.

“Głodne muszą być bestie” — pomyślał Tomek, mocniej ściskając w garści kij.

W pewnym miejscu ścieżka znacznie zniżała się ku bagnisku i tworzyła wyrwę o ostro ściętym brzegu. Tędy zapewne krokodyle wychodziły z bagna. Gdy Tomek zbliżył się do zdradliwego przejścia, spostrzegł tam gada, do połowy wynurzonego z bagniska. Przystanął na chwilę niezdecydowany. Tutaj właśnie ścieżka tworzyła jakby stopień u stóp trzymetrowej wysokości ostro ściętego urwiska. Wspinanie się ku gęstwinie dżungli było bardzo ryzykowne. Gdyby ziemia osunęła się spod stóp Tomka, stoczyłby się wprost w bagno, gdzie czyhała śmierć. Obawiał się również czekać na samorzutne zejście bestii z drogi, ponieważ więcej gadów zwabionych jego widokiem mogło pojawić się na brzegu. Po krótkim namyśle Tomek ruszył w kierunku krokodyla. Ten wlepił w chłopca wzrok, bacząc na każdy jego ruch i zaczął wolno cofać się do wody. Aby nie przedłużać niebezpiecznej sytuacji, Tomek podbiegł do bestii i uderzył ją kijem w łeb. Krokodyl wykonał błyskawiczny ruch. Gruba gałąź trzasnęła jak zapałka w jego paszczy, na szczęście Tomek zdążył przeskoczyć zdradliwe miejsce i szybko biegł ku myśliwskiemu domkowi.

* * *

— Gdzieś ty się zawieruszył?! — zawołał Wilmowski, ujrzawszy pędzącego syna.

— Ejże, brachu, co tak biegniesz, jakby goniło cię co najmniej jakieś święte byczysko — wtórował bosman. — Tylko patrzeć, jak nas zaproszą do maharadży, a ty szwendasz się nie wiadomo gdzie!

Tomek wskoczył na werandę. Poufale klepnął bosmana w plecy, siadł na trzcinowym fotelu i odezwał się:

— Byłem na małym rekonesansie w dżungli. Maharadża stworzył tutaj prawdziwy rezerwat dla wszelkiej zwierzyny. Nad jeziorem widziałem flamingi, w bagnisku zaś roi się od krokodyli i to bardzo zgłodniałych. Spotkałem też jelenia aksis i bawołu arni, nie mówiąc już o różnorodnym ptactwie.

— Ho, ho, jeśli tak, to nie dziwię się, że wracałeś pędem z tej wycieczki, skoro byłeś na tyle nieroztropny, by wałęsać się po dżungli bez broni — skarcił go ojciec. — Czy zapomniałeś, ile to osób napadniętych przez tygrysy ginie corocznie w Indiach?

— Wcale nie zapomniałem, ojcze, lecz to ty właśnie nauczyłeś mnie nie bać się dzikich zwierząt — odparł Tomek.

— Dobrze, dobrze, lecz nie narażaj się niepotrzebnie na niebezpieczeństwo. Ubieraj się teraz szybko!

— Zaraz będę gotów — zawołał Tomek i zniknął w głębi domu.

Wielki radżput zjawił się w pawilonie myśliwskim pod koniec śniadania. Wkrótce podróżnicy razem z uprzejmym przewodnikiem wyruszyli na audiencję do maharadży. Z dala widoczna fasada pałacu, zbudowanego z czerwonego piaskowca, górowała nad drzewami parku. Tuż przed wspaniałą budowlą znajdował się rozległy dziedziniec. Tomek mimo woli krzyknął z podziwu, gdy ujrzał na nim trzydzieści słoni ustawionych w długi szereg. Każde zwierzę nosiło na tylnej nodze metalową obręcz z uchwytem do zaczepiania łańcucha, którego drugi koniec przymocowany był do niskiego, grubego słupa wbitego w ziemię.

Słonie dopełniały swej porannej toalety. Gromada mahutów żywo krzątała się wokół “królów dżungli”. Jedni popędzali woły zaprzęgnięte do kołowrotów, czerpiących w skórzane wory wodę ze studni, inni podrzucali słoniom siano, siekane warzywa i owoce bądź też szorowali zwierzęta ryżowymi szczotkami osadzonymi na długich drągach. Słonie pomagały im gorliwie w oblewaniu wodą swych olbrzymich cielsk. Wciągały ją w trąby z dużych cebrów, a potem wydmuchiwały niby z prysznicu na siebie. Niektóre kładły sobie trąbami wiązki siana na głowie, by osłonić się przed palącymi promieniami słońca, bądź obsypywały się piachem [58].

Radżput zadowolony z wrażenia, jakie wywarły słonie maharadży na białych podróżnikach, rzekł:

— Wszystkie słonie maharadży należą do odmiany kumiria [59]. Szlachetni sahibowie będą mieli okazję do zaobserwowania ich niezwykłych zalet łowieckich podczas polowania na tygrysy.

— Jak wspaniale prezentuje się ten pierwszy w szeregu słoń! — zawołał Tomek przyglądając się największemu okazowi, posiadającemu tylko jeden kieł.

— To jest właśnie przewodnik stada, a zarazem i święte zwierzę. Dosiada go jedynie maharadża podczas procesji religijnych bądź na dorocznych łowach na tygrysy — wyjaśnił Hindus.

— Nietrudno domyślić się, iż to wyjątkowo piękne zwierzę przewodzi stadu — powiedział Tomek. — Chyba w walce postradało jeden ze swoich cennych kłów?

Wielki radżput zmarszczył brwi; spojrzał na podróżników przenikliwym wzrokiem i dopiero upewniwszy się, iż w twarzach ich nie maluje się nic więcej prócz podziwu, odpowiedział:

— Nie wiesz zapewne, sahibie, że większość samic słonia indyjskiego w ogóle kłów nie posiada. Zdarza się również, że u niektórych samców rozwija się tylko jeden kieł; jeżeli to jest prawy, wtedy Hindusi uważają takiego słonia za boskie zwierzę.

— Nie wiedziałem tego. W każdym razie słoń ten naprawdę wygląda na królewskiego rumaka — przyznał Tomek.

Hindus rozchmurzył się; przyjaźniejszym wzrokiem obrzucił białego młodzieńca, po czym zbliżył się do niego i ściszonym głosem poinformował:

— Widzę szczerość i... prawość w twej twarzy. Pamiętaj szlachetny sahibie, iż tylko zarozumialec lub człowiek małej wiedzy wyśmiewa się z obyczajów innych ludzi. W myśl hinduskiej religii słoń jest symbolem najwyższej mądrości, buddyści [60] natomiast czczą białego słonia, który przecież jest nie lada rzadkością, jako jedno z wcieleń Buddy. Stąd właśnie pochodzi kult tego zwierzęcia w Syjamie. Może przydadzą ci się te wiadomości w krajach opanowanych przez buddyzm.

— Dziękuję za życzliwą radę, chociaż nie mamy zamiaru udawać się w głąb Azji. Wprost z Indii niebawem wracamy do Europy, dokąd wzywają nas pilne osobiste sprawy — odpowiedział Tomek.

— Skąd możesz wiedzieć, sahibie, co ci los przeznaczył? — szepnął Hindus. — Człowiek jest jak liść niesiony przez wiatr, z tą tylko różnicą, że wiatr zastępuje dlań nieomylne księgi przeznaczenia. Nie wiesz więc, co może się stać za chwilę, ani też, czy wkrótce nie wyruszysz w kierunku zupełnie przeciwnym zamierzonemu.

Tomek uderzony dwuznacznością jego słów chciał poprosić o jaśniejszą wypowiedź, lecz przeszkodził mu bosman, pokazując słoniątko, które odrzuciwszy na bok swą małą trąbę, usiłowało chwycić paszczą wymię matki. Na tym też intrygująca rozmowa urwała się, ponieważ radżput poprowadził ich teraz wprost do pałacu.

Wnętrze budynku tchnęło przepychem spotykanym tylko na Wschodzie. Krużganki i komnaty miały mozaikowe posadzki, marmurowe obramowania okien były ażurowo rzeźbione w przepiękne wzory, a ściany i sufity pokryte freskami i arabeskami. W mieszkalnych pomieszczeniach pałacu ciszę przerywał szmer wody z fontann wytryskujących z marmurowych sadzawek; nęciły baseny kąpielowe, wypełnione pachnącą wodą i otoczone palmami.

Maharadża Alwaru oczekiwał na gości w dużej sali o inkrustowanych ścianach, na których widniały wyrzeźbione kwiaty i głowy dzikich zwierząt z oczami ze szlachetnych kamieni. Z boku, w oryginalnym gaju egzotycznych palm, znajdowała się alabastrowa sadzawka, a w niej, na małej wysepce, czaiła się wykuta z czarnego marmuru pantera, z której paszczy, oczu i uszu tryskała perląca się, pachnąca woda.

Nasi podróżnicy przystanęli u wejścia, wtedy kroczący na przedzie wielki radżput zaanonsował ich:

вернуться

58

Słonie chętnie obsypują się za pomocą trąby piaskiem, aby uchronić się przed owadami i pasożytami lub też dla ochrony przed silnymi promieniami słońca.

вернуться

59

Hindusi odróżniają na podstawie kształtu i zdolności zwierzęcia trzy “odmiany” słoni: kumiria, dwasala i mierga. Kumiria jest najdoskonalszym słoniem indyjskim.

вернуться

60

Założycielem religii buddyjskiej był Gautama Budda, szlachcic z Nepalu. W samotności poszukiwał prawdy, którą miał jakoby osiągnąć niespodzianie w jedną noc. Wtedy udał się do Benares (czczonego odtąd również przez buddystów), gdzie jako Budda zaczął głosić swoją wiarę. Buddyzm przeobraził świat wschodni. Chociaż wygasł w Indiach, zaczął krzewić się w Afganistanie, Centralnej Azji, Syjamie (Tajlandii), na Jawie, w Chinach, Japonii oraz w Mongolii i południowej Syberii.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)