Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 183 184 185 186 187 188 189 190 191 ... 236
Перейти на страницу:

— Nie jest to pytanie tego rodzaju, które można zadać każdej siostrze, Cadsuane. I niewiele Aes Sedai by mi na takie odpowiedziało. A moja opinia? Cóż, najpierw sądziłam, że może po prostu polubili Merise i Corele. I biedną Daigian. — Na moment przybrała współczującą minę. Doskonale znała ból, który targał Daigian z powodu jej straty. Znała go aż nazbyt dobrze każda siostra, która straciła swego pierwszego Strażnika. — Chodzi jednak o to, że obie, Toveine i Gabrelle, są bez wątpienia z Logainem. Myślę, że Gabrelle z nim sypia. Jeśli są między nimi wszystkimi więzi, utworzyli je mężczyźni.

— A zatem mamy do czynienia z absolutnym zwrotem sytuacji — mruknęła Cadsuane, wpatrując się w swoją herbatę. Niektórzy twierdzą, że zwroty o sto osiemdziesiąt stopni są uczciwe, tyle że Cadsuane nigdy nie wierzyła w uczciwą walkę. Albo się walczy, albo nie, a walka nie bywa raczej grą, uczciwą czy też nieuczciwą. Sprawiedliwość i uczciwa gra jest dla ludzi stojących bezpiecznie na boku i gadających, podczas gdy inni się wykrwawiają. Niestety, sama niewiele mogła zrobić poza szukaniem sposobu zrównoważenia wydarzeń. A równowaga bynajmniej nie była synonimem sprawiedliwości. Jednym słowem, sytuacja paskudnie się pogarszała. — Cieszę się, że mnie przynajmniej ostrzegłaś, zanim będę musiała stawić czoło Toveine i pozostałym, teraz chcę jednak, żebyś wróciła do Cairhien. Jutro wcześnie rano.

— Nic nie mogłam zrobić, Cadsuane — powiedziała z goryczą w głosie Samitsu. — Połowa ludzi, którym wydawałam rozkazy, zaczęła przed ich wypełnianiem wypytywać Sashalle o każdą kwestię, druga połowa natomiast mówiła mi prosto w twarz, że Sashalle już im poleciła coś innego. Lord Bashere namówił ją do uwolnienia Strażników — nie mam pojęcia, jak się w ogóle o nich dowiedział — a ona nakłoniła do tego Sorileę. Wierz mi, w żaden sposób nie mogłam powstrzymać rozwoju wypadków. Sorilea zachowywała się tak, jak gdybym się właśnie zrzekła dowództwa! Sama niczego nie pojmuje, mnie zaś dała do zrozumienia, że jestem dla niej po prostu kompletną idiotką. Mój powrót tam nie ma żadnego sensu, chyba że polecisz mi chodzić za Sashalle i jej służyć...

— Polecę ci, żebyś się jej po prostu przyglądała, Samitsu. Tylko tyle, nic więcej. Chcę wiedzieć, co robi jedna z tych sióstr, które wybrały drogę Wyznawców Smoka, w czasie, gdy ani ja, ani Mądre nie zaglądamy im przez ramię, stojąc nad nimi z rózgą w dłoni. Zawsze się wszak cechowałaś niezwykłą wnikliwością.

Cadsuane nie grzeszyła cierpliwością, w kontaktach z Żółtą siostrą musiała się jednak często na nią zdobywać. Samitsu rzeczywiście była osobą bardzo wnikliwą i inteligentną, nierzadko też wykazywała się silną wolą, a poza tym jak nikt z żyjących radziła sobie z Uzdrawianiem (przynajmniej do czasu pojawienia się Damera Flinna), choć zdarzało jej się doświadczać zadziwiających załamań i nierzadko cierpiała z powodu braku pewności siebie. Nie działały na nią groźby czy kary, znacznie więcej natomiast można z nią było osiągnąć uprzejmą zachętą, komplementem i wsparciem, którymi zresztą Cadsuane często się w kontaktach z nią posługiwała. Potrafiła zatem skłonić Samitsu do wielu rzeczy, jeśli tylko wspomniała o jej inteligencji i o wielkiej zdolności do Uzdrawiania. Tak trzeba było postępować z tą arafeliańską siostrą, która potrafiła popaść w straszliwą depresję na przykład po nieudanej próbie Uzdrowienia jakiegoś martwego człowieka. Dlatego teraz Cadsuane przypominała Żółtej o jej umiejętnościach, bystrości umysłu i pomysłowości, a kobieta w miarę rozmowy zaczynała odzyskiwać zimną krew. Oraz pewność siebie.

— Możesz być pewna, że Sashalle nie zmieni bez mojej wiedzy nawet pończoch — odparła poważnie. Po prawdzie Cadsuane mniej więcej tego się spodziewała. — Jeżeli jednak nie masz nic przeciwko temu, chciałabym ci zadać jedno czy dwa pytania. — Teraz, kiedy Samitsu odzyskała rezon, przemawiała zwyczajnym, grzecznym tonem i nie okazywała najmniejszej nieśmiałości. — Dlaczego jesteś tutaj, na najdalszym krańcu Łzy? Co planuje młody al’Thor? A może powinnam spytać, do jakiego działania ty pragniesz go skłonić?

— Rand al’Thor zamyśla coś bardzo niebezpiecznego — odrzekła jej Cadsuane.

Błyskawica rozjaśniła tereny za oknami. Niesamowicie wyglądały te jaskrawosrebrzyste widły na ciemnym niemal jak w nocy niebie. Cadsuane doskonale znała zamiary Randa. Nie wiedziała jedynie, czy powinna go powstrzymywać.

— To się musi skończyć! — zagrzmiał al’Thor. Uderzenia piorunów na niebie towarzyszyły jego wypowiedziom niczym echo. Przed tą rozmową Rand zdjął kaftan i podwinął rękawy koszuli tak wysoko, że doskonale było widać wizerunki splecionych wokół jego przedramion szkarłatno-złotych Smoków i głowy o złotych grzywach znaczące grzbiety jego rąk. Co chwilę miał ochotę stojącemu przed nim mężczyźnie przypominać głośno, kim jest. A był wszak Smokiem Odrodzonym. Jednakże palce zacisnął w pięści, starając się w ten sposób powstrzymać przed ustąpieniem namowom Lewsa Therina, który stale go zachęcał do uduszenia przeklętego Logaina Ablara. — Nie potrzebuję wojny z Białą Wieżą, a wy, przeklęci Asha’mani, cholernie dobrze wiecie, że pchacie mnie ku takiej wojnie! Nie dam się! Czy wyrażam się wystarczająco jasno?

Logain stał z rękoma zaciśniętymi na wierzchołku długiej rękojeści swego miecza. Nawet się nie wzdrygnął po słowach al’Thora. Był potężnym mężczyzną, choć niższym od Randa, i rzucał często mocnymi i pewnymi siebie spojrzeniami, które nijak nie sugerowały, że ich właściciela dopiero co zbesztano lub pociągnięto za coś do odpowiedzialności. Srebrny miecz i czerwono-złoty Smok na wysokim kołnierzu jego czarnego kaftana, który wyglądał na dopiero co wyprasowany, lśniły jasno w świetle lampy.

— Czy mówisz o uwolnieniu ich? — spytał spokojnie Logain. — Czy Aes Sedai uwolnią tych spośród naszych, których związały?

— Nie! — odparł szorstkim tonem Rand. — Co się stało, już się nie odstanie. — Merise wyglądała na niesamowicie wstrząśniętą jego propozycją uwolnienia Narishmy. Można by pomyśleć, że al’Thor poprosił ją o porzucenie jakiegoś szczeniaka przy drodze! Podejrzewał, że Flinn będzie walczył o pozostanie przy Corele równie gwałtownie, jak ona będzie walczyła o niego. Zresztą Rand żywił przekonanie, że tych dwoje łączy obecnie coś więcej niż tylko więź. No cóż, skoro niejedna Aes Sedai potrafi połączyć się więzią z mężczyzną umiejącym przenosić Moc, co powiedzieć o ładnej kobiecie, która nie radzi sobie z chromym starcem? — Zdajesz sobie chyba sprawę z kłopotliwej sytuacji, do której doprowadziłeś, co? — spytał. — Ponieważ, Logainie, jedynym mężczyzną ze zdolnością do przenoszenia Mocy, którego Elaida pragnie zachować przy życiu, jestem ja! I to tylko do zakończenia Ostatniej Bitwy. Gdy dokona się Tarmon Gai’don, ta kobieta dwukrotnie bardziej zawzięcie niż teraz zapragnie zobaczyć was wszystkich martwych i dla osiągnięcia swojego celu wykorzysta każdą dostępną jej metodę. Nie wiem, jak zareaguje druga grupa, lecz Egwene zawsze się umiała ostro targować. Może będę musiał udzielić Asha’manom reprymendy za więź z Aes Sedai, które w każdej chwili mogą zdecydować o waszej śmierci i natychmiast zrealizować swoje plany. Co się stało, to się stało, lecz obecnie trzeba przerwać to błędne koło!

Z każdym zdaniem Randa Logain sztywniał coraz bardziej, choć nie spuszczał mocnego spojrzenia z jego twarzy. Było jasne jak słońce, że Ablar kompletnie ignoruje pozostałe osoby przebywające w salonie. Min nie miała najmniejszej ochoty brać udziału w tym spotkaniu, więc poszła poczytać. Rand zupełnie nie rozumiał filozoficznych książek Herida Pela, które tak bardzo ją fascynowały. Nalegał na pozostanie Loiala, ale ogir — choć tu przebywał — zdawał się całkowicie skupiony na obserwacji płomieni w kominku, czasem jedynie zerkał na drzwi, a wówczas jego zakończone pędzelkami uszy lekko drgały. Może w takich momentach Loial się zastanawiał, czy nie wyśliznąć się niezauważenie pod osłoną burzy. Davram Bashere wyglądał przy ogirze na jeszcze niższego, niż był w rzeczywistości. Był siwym mężczyzną, o ciemnych, skośnych oczach, nosie przywodzącym na myśl dziób i gęstych wąsach opadających niemal do ust. On także nosił miecz, choć zakrzywiony i krótszy niż ostrze Logaina. Davram spędzał więcej czasu, spoglądając w swój puchar z winem niż patrząc gdziekolwiek indziej, ilekroć wszakże podnosił wzrok na Ablara, przesuwał kciukiem po rękojeści miecza. Rand sądził, że ten ruch jest nieświadomy.

1 ... 183 184 185 186 187 188 189 190 191 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)