Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 236
Перейти на страницу:

Min stała pośrodku pokoju, trzymając jedną rękę Loiala w obu swoich, a i tak nie obejmowała jej w pełni. Zadarła głowę i uśmiechała się do gościa. Loial był istotą ogromną, czubek jego głowy od otynkowanego sufitu dzieliła zaledwie niewiele więcej niż stopa. Miał na sobie świeży kaftan z granatowej wełny, kończący się nad miejscem, w którym luźne spodnie wsuwały się w wysokie do kolan buty, tym razem jednak jego kieszenie nie wydymały się od kanciastych kształtów książek. Oczy stworzenia — wielkości filiżanek do herbaty — rozjaśniły się na widok Randa, a szeroki uśmiech na wielkich ustach wręcz rozdzielił mu twarz na dwoje. Zakończone pędzelkami uszy, sterczące wśród kudłatych włosów, zadrżały z przyjemności.

— Pan Algarin ma dla ogirów pokoje gościnne, Randzie — zagrzmiał głosem przypominającym niskie dudnienie. — Potrafisz to sobie wyobrazić? Ma ich aż sześć! Nikt ich oczywiście nie używał od jakiegoś czasu, są jednak co tydzień wietrzone, bynajmniej więc nie cuchną stęchlizną. Pościele zaś dostałem z bardzo dobrego lnu. A już się obawiałem, że będę musiał przemęczyć noc na małym, ludzkim łóżku. Hm... Nie pozostaniemy tu długo, prawda? — Długie uszy nieco mu w tym momencie opadły, potem zaczęły nerwowo drgać. — Sądzę, że nie powinniśmy zbyt długo tutaj zostawać. Chodzi mi o to, że mógłbym przywyknąć do myśli o prawdziwym łóżku, a jeśli mam ci towarzyszyć, lepiej się do takich wygód nie przyzwyczajać... To znaczy... No cóż, dobrze wiesz, o co mi chodzi...

— Wiem — odparł cicho al’Thor. Miał ochotę się roześmiać z konsternacji ogira. Ostatnio zbyt rzadko się chyba śmiał. Utkał sieć przeciwpodsłuchową przy ścianach pomieszczenia, a następnie ją związał, dzięki czemu mógł wypuścić saidina. Ostatnie ślady mdłości od razu zaczęły opuszczać jego żołądek. Zwykle umiał kontrolować napływające nudności, choć z wysiłkiem, po co jednak miał się torturować, skoro nie musiał. — Czy któraś z twoich książek zamokła?

Loial najbardziej się zawsze troszczył o książki.

Nagle Randa uderzyła myśl, która przemknęła mu przez głowę już przed chwilą, gdy prządł sieć. Zastanawiał się, co powiedziałby Lews Therin. Tego rodzaju pytania ogarniały go wręcz za często, frazy używane przez nieżyjącego mężczyznę zapadały mu w umysł, a wspomnienia tamtego mieszały się z jego. A przecież był Randem al’Thorem, a nie Lewsem Therinem Telamonem! Stawiał ochronę przeciwko podsłuchowi i wiązał splot, a nie „tkał sieć i związywał ją”. Tyle że jedno zdanie przychodziło mu na myśl równie łatwo jak drugie.

— Moje Eseje Willima Manechesa zawilgotniały — powiedział Loial zdegustowanym tonem, ocierając przy tym górną wargę palcem grubości serdelka. Niedbale się ogolił czy też zapuszczał wąsy pod szerokim nosem? — Stronice na pewno się poplamiły. Nie powinienem być tak nieostrożny wobec książek. Mój notes również zamókł. Na szczęście atrament się nie rozpuścił. Nadal można odczytać wszystkie słowa, chociaż teraz muszę zdobyć dla niego jakieś etui, które ochroni... — Powoli jego twarz nabierała ponurej, marsowej miny, koniuszki długich brwi niemal dotykały policzków. — Wyglądasz na zmęczonego, Randzie. Min, on wygląda na zmęczonego.

— Bo zbyt wiele pracuje i działa, choć w chwili obecnej wypoczywa — odparła obronnym tonem dziewczyna, a al’Thor lekko się uśmiechnął. Min zawsze go będzie broniła, nawet przed jego przyjaciółmi. — Odpoczywasz, pasterzu, nieprawdaż? — dodała, wypuszczając z rąk ogromną dłoń Loiala i kładąc pięści na biodrach. — Usiądź sobie i odpocznij. Och, i ty, Loialu, usiądź... Błagam. Jeśli jeszcze przez jakiś czas będę tak zadzierać głowę, chwyci mnie skurcz karku.

Ogir obrzucił pełnym powątpiewania spojrzeniem jedno z krzeseł o prostym oparciu i zachichotał. Odgłos, który wydobył się z jego gardła, przypominał stłumione ryczenie byka. Krzesło wydawało się dla niego zdecydowanie zbyt małe, jakby przeznaczono je dla ogirskiego dziecka.

— „Pasterzu”... Nie masz pojęcia, Min, jak przyjemnie mi słyszeć, że nazywasz go pasterzem. — Ostrożnie usiadł. Proste, rzeźbione krzesło zaskrzypiało pod jego ciężarem. Siedział tak nisko, że ugięte kolana sięgały mu aż do połowy brzucha. — Przepraszam, Randzie, jednak to jest takie zabawne, a nie słyszałem wielu śmiesznych tekstów w ostatnich miesiącach. — Krzesło wytrzymało. Ogir łypnął na drzwi, po czym dodał nieco ciszej: — Karldin nie cierpi na nadmiar poczucia humoru.

— Możesz mówić swobodnie — zapewnił go al’Thor. — Jesteśmy bezpieczni za... osłoną.

O mało nie użył słowa „ochrona”. Inni zapewne nie zwróciliby na tę różnicę uwagi, jednak określenie nie było charakterystyczne dla niego, lecz dla Lewsa Therina!

Odczuwał zbyt wielkie zmęczenie, aby usiąść, podobnie jak ze znużenia nie mógł łatwo odnaleźć snu w większość nocy — z wyczerpania aż bolały go kości — więc podszedł do kominka i stanął przed nim. Z powodu wiatru wiejącego na zewnątrz i wpadającego przez komin, płomienie tańczyły na kłodach i czasami do pokoju wdzierał się mały podmuch dymu. Rand słyszał odgłos kropli deszczu bębniących w okna, grzmot chyba jednak się oddalił. Być może burza się kończyła. Rand spiął dłonie za plecami i odwrócił się od ognia.

— Co powiedzieliby Starsi, Loialu?

Zamiast odpowiedzieć wprost, ogir spojrzał na Min, jakby szukał u niej zachęty czy też wsparcia. Dziewczyna, usadowiona na krawędzi niebieskiego fotela z nogami skrzyżowanymi w kolanach, uśmiechnęła się do niego i kiwnęła mu głową, więc Loial westchnął ciężko. Tym razem dźwięk skojarzył się al’Thorowi z odgłosem wiatru tłukącego się w głębokich pieczarach.

— Wraz z Karldinem odwiedziliśmy wszystkie stedding, Randzie. Wszystkie z wyjątkiem Stedding Shangtai, ma się rozumieć. Nie mógłbym tam pójść, jednak zostawiałem wiadomość wszędzie, dokąd zachodziliśmy, a Daiting wszak leży niedaleko od Shangtai. Ktoś przekaże im informację. W Shangtai zbiera się Wielkie Zgromadzenie. Spotkanie przyciągnie tłumy, zostaje bowiem zwołane po raz pierwszy od tysiąca lat, po raz pierwszy od Wojny Stu Lat, w której walczyliście wy, ludzie. No i teraz przyszła kolej na Shangtai. Muszą sądzić, że dzieje się coś naprawdę bardzo istotnego, ponieważ... Chociaż mnie osobiście nikt nie podał powodów, dla których zbiera się Wielkie Zgromadzenie. W ogóle nie informują o Zgromadzeniu ogirów, którzy nie mają jeszcze brody — szepnął, dotykając rzadkiej szczeciny na szerokim podbródku. Wyraźnie nie mógł się doczekać dorosłości.

Loial liczył sobie obecnie dziewięćdziesiąt lat i jak na ogira był wciąż chłopcem.

— Starsi? — spytał cierpliwie Rand.

Rozmowa z Loialem, tak jak z każdym ogirem, wymagała ogromnej cierpliwości. Te stworzenia nie postrzegały przecież czasu w sposób typowy dla istot ludzkich. Który człowiek na przykład zastanawiałby się, na kogo przyszła teraz kolej — teraz, po tysiącu lat?! A Loial jawnie miał ochotę opowiedzieć o wszystkim bardzo szczegółowo, skoro nadarzyła się okazja.

W tej chwili znów mu nieco zadrżały uszy, a on sam posłał Min kolejne spojrzenie, za które dostał następny zachęcający uśmiech.

— No cóż, jak wspomniałem — podjął powoli — odwiedziłem wszystkie stedding z wyjątkiem Shangtai. Karldin nie wchodził do środka. Wolał spać każdej nocy pod krzakiem, niż dać się choćby na minutę odciąć od Źródła. — Al’Thor nie skomentował tego stwierdzenia, jednak sam Loial podniósł z kolan ręce i rozłożył je, pokazując dłonie. — Docieram do sedna, Randzie, docieram. Tak czy owak, zrobiłem, co mogłem, nie wiem wszakże, czy to wystarczy. Mieszkańcy stedding w Ziemiach Granicznych kazali mi wrócić do domu i zostawić sprawy osobnikom starszym i mądrzejszym ode mnie. Tak samo potraktowali mnie ogirowie w Shadoon i Mardoon, położonych w górach na Wybrzeżu Cienia. Inne stedding zgodziły się chronić Bram. Nie sądzę, aby rzeczywiście uwierzyli, że grozi im jakieś niebezpieczeństwo, tym niemniej zgodzili się, więc wiemy, że wystawią straże. I jestem pewien, że ktoś powiadomi Shangtai. Starszym z Shangtai nigdy się nie podobało, że Brama znajduje się na zewnątrz stedding. Chyba ze sto razy słyszałem, jak Starszy Haman wzmiankował o grożącym z tego powodu niebezpieczeństwie. Wierzę, że będą jej pilnować.

1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)