Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 186 187 188 189 190 191 192 193 194 ... 236
Перейти на страницу:

— Dobrze, już dobrze — przerwał mu Perrin, nie umiejąc powstrzymać własnego zniecierpliwienia.

W ogóle go nie obchodziło, czy Arganda musi ustawić dziesięciu czy stu mężczyzn do ochrony skarbca swojej królowej. Własna sakiewka Aybary była najmniejsza z tych trzech, a włożył do niej wszak całe złoto i srebro, jakie zdołał znaleźć. Zarzuciwszy płaszcz na ramiona, zabrał wszystkie sakiewki i ruszył do wyjścia. Minął Pierwszego Kapitana i wyszedł na szary świt.

Ze wstrętem odkrył, że w obozowisku nie pachnie najlepiej, chociaż nie była to niczyja wina i nic nie można było poradzić na zastałe powietrze. Wielu mężczyzn z Dwu Rzek sypiało obecnie pod namiotami, raczej pod płóciennymi, połatanymi, jasnobrązowymi niż pod takimi jak jego — w czerwone pasy — w każdym mieściło się jednakże bez problemów ośmiu czy dziesięciu ludzi. Przed wieloma namiotami stały niedopasowane halabardy ich mieszkańców, inni mężczyźni zaś przykryli ściany od zewnątrz wiecznie zielonymi gałęźmi, zmieniając swe tymczasowe siedziby w ciepłe, małe chatki. Namioty i szałasy tworzyły kręte — w najlepszym razie — rzędy, które bez wątpienia nie przypominały sztywnych linii, jakie Perrin widział w częściach obozu zamieszkanych przez Ghealdan i Mayenian, całość nadal wszakże wyglądała trochę jak wioska ze ścieżkami i alejkami, na których śnieg udeptano aż do nagiej, zmarzniętej ziemi. Schludnie ułożone kamienne kręgi otaczały każde z palenisk, przy których grupki ludzi stały (z powodu chłodu w płaszczach i kapturach), czekając na poranny posiłek.

Również Perrin przyszedł tu dzisiejszego ranka właśnie ze względu na zawartość czarnych, żelaznych rondli. Wielu mężczyzn polowało, jednak na okolicznych terenach zwierzyny było z każdym dniem coraz mniej. Wyprawiali się też na poszukiwanie wiewiórczych zapasów żołędzi, które mielili i dodawali do owsianki, z racji późnej zimy znajdowali wszakże przede wszystkim jedynie stare i wyschnięte. Ta kwaśna mieszanina tylko do pewnego stopnia zresztą napełniała im żołądki, nie była też smaczna, więc jedynie człowiek naprawdę głodny miał ochotę ją przełknąć. Większość twarzy, które dostrzegał Aybara, niecierpliwie skupiała się na rondlach. Ostatnie z wozów przejeżdżały z klekotem przez szczelinę w kręgu zaostrzonych palików otaczających obóz. Cairhieniańscy woźnice opatulali się aż po same uszy i garbili na siedzeniach, nieruchomi niczym worki z ciemnej wełny. Cały towar, który przywoziły wozy, składowano pośrodku obozu. Puste, jeden za drugim, wozy odjeżdżały ku pobliskiemu lasowi, przechylając się w koleinach utworzonych przez poprzednie pojazdy.

Perrin wzbudził niejakie poruszenie, pojawiając się wraz z Berelain i niemal depczącym mu po piętach Argandą, chociaż wyraźnie głodni ludzie z Dwu Rzek nieszczególnie się akurat nimi zainteresowali. Och, kilku nieznacznie kiwnęło głowami w jego kierunku, jeden czy drugi błazen wykonał nawet pobieżny ukłon, jednak większość nadal starała się nie podnosić wzroku, gdy Berelain była w pobliżu. Głupcy! Durnie o skamieniałych mózgach! Znajdowało się tu także sporo innych osób zebranych w niewielkiej odległości od namiotu w czerwone pasy i tłoczących się na alejkach między pozostałymi namiotami. Jakiś żołnierz mayenieński w szarym płaszczu, lecz bez zbroi, przybiegł z białą klaczą Berelain. Kłaniał się i pochylał, równocześnie usiłując przytrzymać strzemię swojej pani. Annoura dosiadała już gładkiej klaczy, bardzo ciemnej, zwłaszcza przez kontrast z klaczą Berelain. Aes Sedai nosiła płaszcz z kapturem, z którego wyłaniały się przyozdobione paciorkami warkocze opadające jej aż na piersi. Ledwie zdawała się zauważać kobietę, której miała doradzać. Siedząc z wyprostowanymi plecami, nie przestawała się wpatrywać w niskie namioty Aielów, gdzie nie poruszało się nic z wyjątkiem drżących smużek dymu, wznoszących się z rzadkich otworów kominowych. Zupełnie inaczej niż obojętna taraboniańska siostra zachował się natomiast jednooki Gallenne w czerwonym hełmie, pancerzu i skórzanej przepasce na oku, który widząc Berelain, natychmiast wykrzyczał rozkaz, a wówczas cała pięćdziesiątka członków Skrzydlatej Gwardii wyprostowała się sztywno i zastygła w tej posągowej postawie z ustawionymi pionowo przy bokach długimi lancami, zakończonymi stalowymi czubeczkami i przyozdobionymi czerwonymi wstążkami. Kiedy zaś Pierwsza z Mayene dosiadła klaczy, Gallenne wyszczekał kolejny rozkaz, po którym żołnierze równocześnie przylgnęli do końskich grzbietów tak nisko, że wydawali się stanowić z nimi jedność.

Arganda przybrał marsową minę, gniewnym spojrzeniem obrzucił najpierw namioty Shaido Aiel, a następnie Mayenian, po czym ruszył do miejsca, gdzie czekało wielu ghealdańskich lansjerów w lśniących zbrojach i zielonych, stożkowych hełmach. Powiedział coś cicho dowodzącemu lansjerami szczupłemu mężczyźnie imieniem Kireyin, którego Perrin podejrzewał o szlachetne urodzenie, sądząc po hardym spojrzeniu, jakim ów człowiek błyskał zza prętów srebrzystego hełmu. Arganda był tak niski, że Kireyin musiał się zgarbić, jeśli chciał posłuchać, co tamten ma mu do powiedzenia i ten przymus jeszcze bardziej zmroził rysy twarzy wysokiego osobnika. Jeden ze stojących za Kireyinem mężczyzn dzierżył zamiast lancy z cienkimi zielonymi wstążkami drzewce z czerwonym sztandarem, na którym widniał symbol Ghealdan, czyli trzy sześcioramienne Srebrne Gwiazdy, jeden zaś przedstawiciel Skrzydlatej Gwardii niósł niebieski sztandar ze Złotym Jastrzębiem Mayene.

Był tu także Aram, chociaż trzymał się z dala i nie wyglądał na gotowego do jazdy. Opatulony płaszczem w odcieniu zgniłej zieleni, z mieczem umieszczonym na plecach w taki sposób, że rękojeść wystawała nad ramię, dawny Druciarz dzielił zazdrosne nachmurzone spojrzenia między Mayenian i Ghealdan. Na widok Perrina marsowa mina mężczyzny zmieniła się w ponurą i Aram pospiesznie odszedł, przepychając się między oczekującymi na śniadanie ludźmi z Dwu Rzek. Ani razu nie zatrzymał się, aby przeprosić człowieka, na którego wpadł. Ostatnimi czasy stawał się coraz bardziej drażliwy, toteż stale się denerwował na wszystkich poza Aybarą, pokrzykując na nich warkliwie i jawnie z nich drwiąc. Powodem jego zniecierpliwienia było siedzenie w miejscu i przedłużające się czekanie. Wczoraj o mało nie pobił się z dwoma Ghealdanami. Kiedy zostali rozdzieleni, żaden z tych trzech nie potrafił podać powodów kłótni — podobno Aram zarzucił obu Ghealdanom brak szacunku, a oni jemu złośliwość, pogardę i wieczne krytykanctwo. Z tego też względu były Druciarz zostawał dzisiejszego ranka w obozowisku. W So Habor sytuacja będzie prawdopodobnie wystarczająco napięta i trudna — i bez mężczyzny prowokującego do bitki, ilekroć Perrin się odwróci.

— Pilnuj Arama — oświadczył szeptem Aybara, kiedy Dannil przyprowadził jego gniadosza. — I nie spuszczaj wzroku z Argandy — dorzucił, wpychając sakiewki do wiszących po bokach siodła sakw, których rzemienie mocno zaciągnął i zapiął. Z jednej strony włożył sakiewkę z wkładem Berelain, która niemal idealnie zrównoważyła dwie pozostałe — jego i Argandy. No cóż, Pierwsza z Mayene potrafiła skłaniać do hojnych datków, choć jej ludzie tak samo głodowali jak wszyscy inni. — Arganda wygląda mi na gotowego popełnić jakiś głupi błąd.

Gdy Perrin chwycił wodze Stayera, wierzchowiec brykał nieco i odrzucał głowę, jednak pod mocną, lecz delikatną ręką swego pana zwierzę szybko się uspokoiło.

Dannil otarł swoje przywodzące na myśl kły wąsiska poczerwieniałym od zimna kłykciem, po czym przypatrzył się Pierwszemu Kapitanowi z ukosa. W końcu westchnął, a z jego ust wydobył się wielki kłąb pary.

1 ... 186 187 188 189 190 191 192 193 194 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)