Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Taim wydał taki rozkaz — oświadczył Logain chłodno. Nie czuł się zbyt przyjemnie, zmuszony się tłumaczyć w obecności całej trójki. Nagła błyskawica nieopodal domu na moment rozświetliła mrok i rzuciła złowieszcze cienie na jego twarz, która teraz przypominała ponurą maskę ciemności. — Założyłem, że otrzymał go od ciebie. — Przesunął spojrzenie nieznacznie w kierunku Bashere’a i zacisnął wargi. — Taim robi bardzo wiele rzeczy, które ludzie uznają za twoje polecenia — kontynuował z niechęcią w głosie — chociaż ma własne plany. Flinn, Narishma i Manfor znajdują się na liście dezerterów, jak zresztą wszyscy Asha’mani, których przywiodłeś z sobą. A sam Taim trzyma się w towarzystwie dwudziestu czy trzydziestu mężczyzn, z których nie spuszcza wzroku i których potajemnie szkoli. Każdy noszący Smoka osobnik należy do tej grupy... rzecz jasna, oprócz mnie. Niezależnie od tego, co już uczyniłeś, nadeszła pora zwrócić wzrok na Czarną Wieżę. Zanim Taim dokona w niej gorszego rozłamu, niż ten, do którego doszło w Białej Wieży. Jeśli bowiem go dokona, okaże się, że większość przenoszących Moc mężczyzn jest lojalna wobec niego, a nie wobec ciebie. Asha’mani go znają, ciebie natomiast większość nie widziała na oczy.
Poirytowany Rand spuścił rękawy i bezradnie opadł na krzesło. Jego dokonania najwyraźniej nie miały dla Logaina najmniejszego znaczenia. Ten człowiek wiedział, że saidin jest czysty, jednak nie potrafił uwierzyć, że oczyścił go Rand czy jakiś inny mężczyzna. Czyżby sądził, że Stwórca po trzech tysiącach lat ich cierpienia postanowił wyciągnąć ku nim miłosierną rękę? A przecież Stwórca skonstruował jedynie świat, a później zostawił rodzaj ludzki samemu sobie, pozwolił ludziom zrobić z tym światem, co zechcą. Mogli zmienić go w niebo lub w... Szczelinę Zagłady. Stwórca powołał do życia wiele takich światów, każdemu z nich przypatrywał się przez chwilę, następnie zaś ruszał dalej i materializował kolejne ze swych nieskończonych marzeń. Ogrodnik też nie płacze po każdym zwiędłym kwiecie.
W tym momencie Randowi przemknęło przez głowę, że są to chyba refleksje Lewsa Therina. On sam, o ile dobrze pamiętał, nigdy nie myślał w taki sposób ani o Stwórcy, ani o niczym podobnie abstrakcyjnym. A może wyczuwał Lewsa Therina kiwającego głową z aprobatą i słuchającego wypowiedzi jeszcze kogoś innego. Tym niemniej on sam na pewno nie dumał o takich kwestiach przed pojawieniem się Lewsa Therina. Ile pozostało między nimi dwoma wolnej przestrzeni?
— Taim będzie musiał poczekać — oświadczył straszliwie znużonym tonem. Jak długo może czekać Taim? Zaskoczyła go niespodziewana cisza, Lews Therin nie krzyczał, nie wściekał się na niego i nie kazał mu natychmiast zabić tego człowieka... Szkoda, że Rand nie poczuł się dzięki tej ciszy nieco swobodniej. — A ty, Bashere? Przyszedłeś tu sprawdzić, czy Logain dotarł do mnie cały i zdrów, czy też chciałeś mnie poinformować, że ktoś zadźgał Dobraine’a? A może także masz dla mnie jakieś pilne zadanie?
Bashere uniósł brwi, słysząc ton al’Thora, po czym zacisnął szczęki i zerknął na Logaina, w końcu wszakże prychnął tak krewko, że aż mu się zatrzęsły gęste wąsiska.
— Mój namiot przeszukało dwóch mężczyzn — odparł, odstawiając puchar z winem na rzeźbiony niebieski stół stojący pod ścianą. — Jeden z nich przyniósł z sobą notatkę napisaną... moim pismem. Mógłbym przysiąc, że napisałem ją sam. Gdybym oczywiście nie znał prawdy... Notatka owa zawierała polecenie wyniesienia z mojego namiotu „pewnych przedmiotów”. Loial twierdzi, że jeden z ludzi, którzy pchnęli nożem Dobraine’a, miał przy sobie identyczną notatkę napisaną z pozoru ręką Dobraine’a. Nawet ślepiec po chwili zastanowienia odkryłby, czego mogli szukać. Dobraine i ja jesteśmy wszak najbardziej prawdopodobnymi kandydatami spośród wszystkich osób, którym mógłbyś powierzyć ochronę pieczęci. Masz trzy i mówisz, że wszystkie są pęknięte. Może Cień wie, gdzie znajduje się ostatnia.
Podczas opowieści Saldaeańczyka ogir odwrócił się nagle od kominka, potem uszy stanęły mu sztywno, w końcu wybuchł:
— To poważna sprawa, Randzie! Jeśli ktoś porozbija wszystkie pieczęcie nałożone na Szyb stanowiący więzienie Czarnego albo chociaż jedną jeszcze czy dwie... Wtedy Czarny może się uwolnić. Nawet ty nie dasz rady się z nim zmierzyć! Och, wiem, że Proroctwa mówią inaczej, ale może niezbyt dokładnie rozumiemy ich wymowę.
Nawet Logain popatrzył na nich z zainteresowaniem. Obserwował al’Thora z uwagą, jakby mierzył jego szanse przeciwko Czarnemu.
Rand odchylił się na krześle, starając się nie pokazywać po sobie zmęczenia. Pieczęcie nałożone na więzienie Czarnego to jedna rzecz, a próba dokonania podziału wśród Asha’manów przez Taima to zupełnie inna. Czy siódma pieczęć już pękła? Czy Cień zrobił pierwsze kroki zmierzające do Ostatniej Bitwy?
— Kiedyś mi coś powiedziałeś, Bashere — odezwał się. — Że jeśli twój wróg podsuwa ci dwa cele...
— ...uderz w trzeci — natychmiast dokończył Davram Bashere, a al’Thor kiwnął głową. I tak już się zdecydował.
Grzmot przetoczył się gdzieś niedaleko. Od huku aż się zatrzęsły okna z kwaterami. Burza się nasilała.
— Nie mogę walczyć równocześnie z Cieniem i Seanchanami. Do tych ostatnich wysyłam więc was trzech. Spróbujecie uzyskać rozejm.
Bashere i Logain wydawali się kompletnie ogłuszeni. Przez długi moment panowała cisza. Potem mężczyźni zaczęli się sprzeczać, mówiąc jeden przez drugiego. Loial wyglądał, jakby za chwilę miał zemdleć.
Elza wierciła się, słuchając sprawozdania Fearila na temat zdarzeń w Cairhien, do których doszło, odkąd opuściła miasto. To nie zgrzytliwy głos własnego Strażnika ją zirytował. Elza nienawidziła błyskawic i żałowała, że nie potrafi utworzyć bariery przeciwko tym gwałtownym wybuchom światła, tak jak stawiała ją przeciwko podsłuchowi. Nikt nie uważał jej pragnienia prywatności za dziwne, ponieważ spędziła ostatnie dwadzieścia lat na przekonywaniu wszystkich wokół, że wyszła za tego jasnowłosego człowieka za mąż. Wbrew swemu ostremu głosowi Fearil wyglądał na mężczyznę, którego wiele kobiet chętnie by poślubiło — był wysoki, szczupły i całkiem przystojny. Jego wąskie, nieco zacięte usta dodawały mu jedynie uroku. Niektórzy oczywiście — gdyby się nad tym zastanowili — mogliby uznać za szczególny fakt, że Elza nigdy nie miała jednocześnie więcej niż jednego Strażnika. Wprawdzie trudno było znaleźć mężczyznę z kwalifikacjami, jakich wymagała, może jednak powinna się zacząć rozglądać...