Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 179 180 181 182 183 184 185 186 187 ... 236
Перейти на страницу:

— Mój Vitalien również nadchodzi — dorzuciła Sarene. — Sądzę, że zjawi się tutaj za kilka godzin.

Elza opuściła ręce, chociaż pozostała sztywno wyprostowana i nadal przeszywała obie siostry przepełnionym furią wzrokiem.

— Mój Fearil także niedługo do nas dotrze — szepnęła.

Fearil był jej jedynym Strażnikiem. Podobno kiedyś się pobrali, a Zielone, które wychodziły za mąż za Strażników, rzadko wiązały się równocześnie z innymi.

Cadsuane zastanowiła się, czy Elza podzieliłaby się tą informacją z nią i Randem, gdyby inne Aes Sedai ich nie powiadomiły.

— Nie spodziewałem się ich tak szybko — zauważył al’Thor cicho, lecz zimnym jak stal głosem. — Nie powinienem był wszakże mieć nadziei, że zdarzenia na mnie poczekają, prawda, Cadsuane?

— Zdarzenia nigdy na nikogo nie czekają — przyznała, wstając.

Erian wzdrygnęła się, jak gdyby dopiero ją dostrzegła, mimo iż Cadsuane była pewna, że jej oblicze pozostaje równie obojętne jak twarz młodego Randa. Powody, dla których ci Strażnicy opuścili Cairhien i osoby, które z nimi Podróżowały, zapewne stanowiły wystarczająco duży kłopot, tym niemniej Cadsuane uprzytomniła sobie, że otrzymała właśnie kolejną odpowiedź od chłopca i bardzo starannie będzie musiała rozważyć, jak mu w tej kwestii doradzić. Czasami odpowiedzi sprawiały większe problemy niż pytania.

24

Burza narasta

Było późne popołudnie, toteż przez okna sypialni Randa powinny wpadać ukośnie promienie słońca, niestety na zewnątrz zacinał ostro deszcz, więc w pomieszczeniu zapalono wszystkie lampy, które miały rozproszyć zapadające ciemności. Grzmoty z trzaskiem uderzały w szyby okien. Burza była gwałtowna i nadchodziła od Muru Smoka szybciej niż pędzący koń, przynosząc z sobą chłód niemal wystarczający dla opadów śniegu. Zresztą krople spadające na dom były na wpół zmrożonymi drobinkami gradu. A mimo płonących w kominku drewnianych kłód do pokoju wdzierało się zimno.

Al’Thor leżał na łóżku, z obutymi stopami ułożonymi jedna na drugiej na dekoracyjnej kapie i wpatrując się w baldachim, usiłował zebrać myśli. Potrafił zlekceważyć panującą na dworze burzę, trudniej jednak mu było zapomnieć o Min, która tuliła się do jego ramienia. Dziewczyna wcale nie starała się go rozproszyć, tym niemniej bezwiednie go rozpraszała. Co miał z nią zrobić? Z nią, z Elayne i z Aviendhą? Z tej odległości od Caemlyn obecność dwóch ostatnich wyczuwał w głowie jedynie niewyraźnie. Przynajmniej zakładał, że obie nadal przebywają w Caemlyn... Przyjmowanie jakichkolwiek założeń było w przypadku tych dwóch kobiet raczej niebezpieczne. Tak naprawdę bowiem w tym momencie Rand wiedział jedynie, że obie żyją i miał ogólne poczucie kierunku, w którym się znajdowały. Min przyciskała się całym ciałem do jego boku, a dzięki więzi czuł dziewczynę tak mocno wewnątrz swojego umysłu, jakby wtargnęła tam w sensie fizycznym. Czy było już za późno na zapewnienie jej bezpieczeństwa? Jej, a także Elayne i Aviendzie?

„Co każe ci sądzić, że potrafisz komukolwiek zapewnić bezpieczeństwo?” — zaszemrał mu w głowie Lews Therin. Ten nieżyjący szaleniec stał się już starym przyjacielem al’Thora. „Wszyscy umrą. Miej po prostu nadzieję, że nie ty ich pozabijasz”. Nie był to mile widziany przyjaciel, jedynie taki, od którego Rand nie umiał się uwolnić. Przestał się już bać, że zabije Min, Elayne czy Aviendhę — nie bardziej niż bał się, że sam popadnie w szaleństwo... Dokładniej mówiąc, nie bał się raczej, że oszaleje... jeszcze bardziej... Wszak skoro przemawiał w jego umyśle nieżyjący mężczyzna, którego mglistą sylwetkę w dodatku czasami niemal rozpoznawał. Czy ośmieliłby się zapytać swoją doradczynię Cadsuane o którąś z tych kwestii? „Nie ufaj nikomu” — wtrącił Lews Therin, po czym uśmiechnął się z lekką drwiną. „Nie ufaj nawet mnie”.

Nagle Min bez ostrzeżenia dźgnęła go palcami w żebra — tak mocno, że aż chrząknął.

— Popadasz w melancholię, pasterzu — mruknęła. — Jeśli znowu się o mnie martwisz, przysięgam, że będę... — Min potrafiła używać rozmaitych tonów głosu, a każdy pasował do innych emocji przenoszonych przez więź. Teraz al’Thor wyczuł w niej znów słabą irytację, choć tym razem zabarwioną troską. Czasami dziewczyna straszliwie się na niego wściekała i odnosił wrażenie, że zaraz wyrządzi mu jakąś krzywdę. Innymi razy jej pomruki wydawały mu się zabawne albo wręcz przyprawiały go o śmiech, a jej nieznaczne gardłowe mruczenie rozgrzałoby mu krew w żyłach nawet bez więzi. — Nic z tego... w tej chwili — oznajmiła mu ostrzegawczo, zanim zdołał poruszyć ułożoną na jej plecach ręką, po czym zsunęła się z łóżka, wstała i zaczęła wygładzać haftowany kaftan, posyłając równocześnie swemu mężczyźnie dezaprobujące spojrzenie. Odkąd połączyła go z sobą więzią, jeszcze doskonalej potrafiła mu czytać w myślach, chociaż i wcześniej przychodziło jej to całkiem łatwo. — Co z nimi zrobisz, Randzie? Co zamierza Cadsuane?

W oknach rozjarzyła się błyskawica i w pokoju zrobiło się prawie tak jasno, że można by wyłączyć lampy. Sekundę później dał się słyszeć odgłos grzmotu.

— Min, ani razu jeszcze nie miałem okazji się dowiedzieć, co Cadsuane zamierza zrobić, zanim tego nie zrobiła. W czym dzisiejszy dzień miałby się różnić od poprzednich?

Gruby, wypełniony pierzem materac przesunął się pod nim, gdy mężczyzna spuścił nogi i usiadł naprzeciwko dziewczyny. O mało bezmyślnie nie przycisnął dłoni do starych ran w boku. Na szczęście powstrzymał się i zaczął zapinać guziki kaftana. Na wpół uzdrowione i niemożliwe do całkowitego uzdrowienia — te dwie zachodzące na siebie rany bolały go od czasu Shadar Logoth. A może po prostu był tylko bardziej świadom ich rwania, ich palącego gorąca? Może czuł jedynie odmienność tego mniejszego niż dłoń obszaru na swoim boku od reszty swojego ciała? A miał wszak nadzieję, że dzięki zniknięciu Shadar Logoth jedna z jego ran zacznie się goić. Może jednak nie upłynęło jeszcze dość czasu i dlatego nie dostrzegał żadnej różnicy. Min uderzyła go oczywiście w drugi bok (zawsze pamiętała o jego ranie i nigdy jej nie dotykała, choć reszty jego ciała bynajmniej nie traktowała w tak delikatny sposób), toteż sądził, że potrafił ukryć przed nią swój ból. Uznał, że nie ma sensu dodawać jej zmartwień. Docierająca do niego przez więź troska w jej oczach i w jej myślach powinna dotyczyć co najwyżej Cadsuane. Albo innych osób.

Dwór i wszystkie dalsze budynki były obecnie zatłoczone. Nieuniknione wydawało się, że — prędzej czy później — ktoś spróbuje wykorzystać pozostawionych w Cairhien Strażników. Ich Aes Sedai nie wykrzykiwały głośno, że ruszyli na poszukiwanie Smoka Odrodzonego, jednak nikt też nie trzymał żadnych informacji w tajemnicy. Mimo to Rand nigdy nie podejrzewał, że przybędą wraz z nimi tacy ludzie... A zjawił się Davram Bashere z setką konnych swojej lekkiej saldaeańskiej kawalerii, mężczyzn, którzy zeskakiwali z koni w wietrznej ulewie i marudzili z powodu zrujnowanych siodeł. No i ponad pół tuzina odzianych w czarne kaftany Asha’manów, którzy z jakiegoś powodu wcale się nie chronili przed ulewnym deszczem. Przyjechali wprawdzie z Bashere’em, lecz wyraźnie stanowili osobną grupkę. Zawsze trzymali się na lekki dystans i otaczała ich atmosfera czujnej ostrożności. W dodatku jednym z Asha’manów okazał się Logain Ablar. Sam Logain Ablar! Asha’man z Mieczem i Smokiem na kołnierzu! Obaj, Bashere i Logain, pragnęli natychmiast porozmawiać z Randem, każdy wszakże prywatnie i na osobności, a zwłaszcza nie w obecności drugiego. Tyle że — spodziewani czy niespodziewani — nie należeli wcale do najbardziej zaskakujących gości. Wcześniej al’Thor sądził, że osiem Aes Sedai to bardziej przyjaciółki Cadsuane, teraz jednak mógłby przysiąc, że Cadsuane na ich widok zareagowała zdumieniem dorównującym jego zdziwieniu. Uznał to zachowanie za osobliwe, jak zresztą niemal wszystko, co się wiązało z Asha’manami! Asha’mani nie wydawali się więźniami, nie byli też na pewno przedstawicielami straży... tym niemniej Logain wyraźnie nie miał ochoty niczego wyjaśniać w obecności Bashere’a, a Bashere jawnie starał się nie dopuścić, by Logain jako pierwszy pomówił z Randem sam na sam. W chwili obecnej wszyscy nowo przybyli osuszyli się już i rozeszli do swoich kwater, pozostawiając al’Thorowi tę tajemnicę, którą właśnie usiłował rozwiązać. Tyle że z powodu bliskości Min nie bardzo mógł się skupić. Co zamierzała zrobić Cadsuane? No cóż, usiłował poprosić ją o radę. Niestety, ostatnie wydarzenia wyprzedziły ich oboje. Decyzja została podjęta, niezależnie od zdania, jakie miała na ten temat Cadsuane.

1 ... 179 180 181 182 183 184 185 186 187 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)