Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 180 181 182 183 184 185 186 187 188 ... 236
Перейти на страницу:

W oknach znowu rozjarzyła się błyskawica, która skojarzyła się Randowi z Cadsuane. Nigdy nie wiadomo, gdzie któraś z nich uderzy.

„Alivia ją wykończy” — szepnął mu w głowie Lews Therin. „Ta kobieta pragnie naszej śmierci. Alivia ją usunie, jeśli tylko jej rozkażesz”.

„Nie chcę zabijać Cadsuane” — odpowiedział al’Thor w myślach nieżyjącemu mężczyźnie. „Nie mogę sobie pozwolić na zabicie jej”.

Lews Therin wiedział o tym równie dobrze jak sam Rand, tym niemniej wyszeptał mu tę propozycję w ucho. Od Shadar Logoth wydawał się nieco mniej szalony, przynajmniej od czasu do czasu. A może to raczej stopień szaleństwa Randa obecnie niebezpiecznie wzrósł? Ostatecznie codziennie gawędził w swojej głowie z nieżyjącym człowiekiem, a nie jest to chyba typowe postępowanie ludzi zdrowych na umyśle.

— Musisz coś zrobić — oświadczyła mu cicho Min, składając ręce na piersiach. — Z poświaty Logaina, mocniejszej niż kiedykolwiek, wynika, że ten mężczyzna wciąż mówi o sławie. Może po cichu nadal się uważa za prawdziwego Smoka Odrodzonego. Dostrzegłam też coś... mrocznego... w wizjach związanych z Lordem Davramem. Jeśli Bashere zwróci się przeciwko tobie albo umrze... Słyszałam, jak jeden z żołnierzy mówił, że Lord Dobraine o mało nie umarł. Utrata nawet jednego z nich stanowiłaby potężny cios. A utrata wszystkich trzech mogłaby cię kosztować cały rok... zdrowienia.

— Skoro coś widziałaś, na pewno się to zdarzy. Zrobię, co w mojej mocy, Min, nie martw się jednak o sprawy, na które nie mamy wpływu.

Posłała mu jedno z tych swoich typowo kobiecych spojrzeń, tym razem sugerując wzrokiem, że Rand znowu zamierza się kłócić.

Na odgłos stukania w drzwi al’Thor podniósł głowę, a Min zmieniła pozycję. Rand podejrzewał, że dziewczyna wysunęła właśnie z rękawa nóż do rzucania i ukryła go pod nadgarstkiem. Min nosiła przy sobie więcej noży niż Thom Merrilin. Czy też Mat. W głowie zawirowały mu kolory, niemal układając się w... w co? W mężczyznę na siedzeniu woźnicy? Tak czy owak, mężczyzna ów nie miał tej twarzy, która czasem ukazywała się Randowi w myślach, poza tym obraz zniknął po chwili, jego znikaniu zaś nie towarzyszyły zawroty głowy, które zazwyczaj odczuwał na widok tamtej twarzy.

— Wejść — polecił, wstając.

Weszła Elza. Natychmiast rozłożyła w eleganckim dygnięciu ciemnozielone spódnice, następnie zaś utkwiła jasne oczy w obliczu Randa. Była kobietą niebrzydką i chłodno, niczym kotka, z siebie zadowoloną. Ledwie zdawała się zauważać Min. Ze wszystkich sióstr, które złożyły mu przysięgę, Elza wyglądała na najbardziej chętną. Hm, właściwie ona jedna wyglądała na szczerze chętną, a przy tym bezinteresowną. Inne miały swoje powody do złożenia przysięgi, swoje wytłumaczenia, natomiast Verin i siostry, które poszły go szukać pod Studniami Dumai, tak naprawdę w kontakcie z ta’veren nie mogły postąpić inaczej. Nie miały wyboru... Elza zaś — mimo swego zewnętrznego chłodu — wydawała się płonąć wewnętrzną pasją i po prostu pragnęła, by al’Thor miał swój udział w Tarmon Gai’don.

— Mówiłeś, że mam ci dać znać, kiedy przyjdzie ogir — oznajmiła, nie spuszczając oczu z jego twarzy.

— Loial! — zawołała wesoło Min i popędziła do drzwi. Wsuwając na powrót nóż w rękaw, przebiegła obok Elzy, która na widok ostrza aż zamrugała powiekami. — Wiesz, Loialu — krzyczała — mogłabym zabić Randa za to, że pozwolił ci odejść do swojego pokoju, zanim się z tobą spotkałam!

Więź powiedziała mu, że Min wcale nie miała na myśli tego, co wykrzyczała.

— Dziękuję ci — powiedział al’Thor Elzie, wsłuchując się w docierające z salonu odgłosy radości: lekkiego śmiechu Min i ogirowej wesołości Loiala, gromkiej niczym śmiech samej ziemi.

Przez niebo tymczasem przetoczył się kolejny grzmot.

Być może uczucia tej Aes Sedai „rozciągały się” aż do pragnienia poznania szczegółów rozmowy Randa z Loialem, ponieważ Elza zacisnęła wargi i zawahała się, zanim wykonała powtórne dygnięcie i opuściła jego sypialnię. Krótka cisza w salonie obwieściła jej przejście przez pomieszczenie obok, a nowe odgłosy radości — jej zniknięcie. Dopiero wówczas al’Thor objął Moc. Nikt nigdy nie powinien widzieć, jak ją przenosi.

W ciało Randa wtargnął nagle ogień — gorętszy niż słońce, a jednocześnie tak zimny, że najpaskudniejsza zamieć zdawała się przy nim wiosennym deszczykiem, cała zaś wirująca wściekłość, która swą siłą znacząco umniejszała szalejącą na zewnątrz burzę, mogła zetrzeć na proch mężczyznę przy byle chwili nieuwagi. Sięganie po saidina równało się wojnie o przeżycie. Jednakże zielone gzymsy stały się nagle bardziej zielone, czarny kolor kaftana al’Thora mocno się pogłębił, a złoto jego haftu nabrało wyrazistości. Rand dostrzegał teraz wyraźnie słoje na drewnianych słupkach łóżka wyrzeźbionych w kształt winorośli i widział blade znaki pozostawione przez rzemieślnika szlifującego drewno tak wiele lat temu. Dzięki saidinowi al’Thor poczuł, że wcześniej, bez niego, był półślepy i odrętwiały. Odczuwał też dziesiątki innych emocji.

„Czysty” — szepnął Lews Therin. „Znów czysty i niewinny”.

Właśnie! Skaza, która znaczyła męską połówkę Mocy od czasu Pęknięcia Świata, teraz zniknęła. Jej brak nie był wprawdzie jednoznaczny z brakiem nudności, które niestety znowu podniosły się falą w ciele al’Thora. Rand poczuł gwałtowne pragnienie pochylenia się nad podłogą i zwymiotowania na nią. Przez chwilę odnosił wrażenie, że sypialnia wiruje i dla zachowania równowagi musiał położyć rękę na najbliższym słupku łóżka. Nie miał pojęcia, dlaczego wciąż tak źle się czuje, skoro skaza zniknęła. Lews Therin albo również tego nie wiedział, albo nie chciał mu tej kwestii wyjaśnić. Tym niemniej mdłości stanowiły przyczynę, dla której Rand — jeśli nie musiał — nie zamierzał nikomu pokazywać, jak dzierży saidina. Może Elza rzeczywiście pragnęła, ażeby dożył do Ostatniej Bitwy, jednak zbyt wiele innych osób chciało zobaczyć jego upadek. I nie wszystkie z tych osób były Sprzymierzeńcami Ciemności...

W tym momencie słabości al’Thora po saidina sięgnął także Lews Therin. Rand dosłownie czuł, jak nieżyjący mężczyzna chciwie wyciąga ręce, próbując pochwycić Moc. Czy odepchnięcie go przyszło mu trudniej niż przedtem? Od Shadar Logoth Lews Therin wydawał się w jakiś sposób mocniej z nim związany, stanowił solidniejszą część jego osoby. Fakt ten zresztą nie miał szczególnego znaczenia, gdyż al’Thor nie zamierzał z Lewsem walczyć. Musiał po prostu przetrwać. Wziął potężny wdech, po czym, ignorując uporczywe nudności, wielkimi krokami ruszył do salonu. Towarzyszył mu trzask kolejnego grzmotu za oknem.

1 ... 180 181 182 183 184 185 186 187 188 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)