Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Nie bardzo rozumiem, po co jesteśmy potrzebni właśnie tu. Powinienem pomagać Talmanesowi prowadzić Legion, a ty powinieneś strzec lorda Mata…
Faile nieomal wiedziała, jaki miał być koniec tej wypowiedzi: „Ty powinieneś strzec lorda Mata przed Seanchanami”.
Żołnierze bez zdziwienia przyjęli zniknięcie Mata, a potem jego pojawienie się z Seanchanami. Najwyraźniej spodziewali się takiego zachowania po „lordzie” Matrimie Cauthonie. Faile miała oddział złożony z pięćdziesięciu najlepszych żołnierzy Legionu Czerwonej Ręki, włączając w to kapitana Mandevwina, porucznika Sandipa i kilkunastu wojskowych, których rekomendował Talmanes. Żaden z nich nie znał prawdziwego powodu, dla którego strzegli Rogu Valere.
Gdyby była w stanie, Faile pomnożyłaby liczbę ludzi w oddziale razy dziesięć. Ale pięćdziesięciu i tak mogłoby wzbudzić podejrzenia. Wszyscy oni byli najlepszymi ludźmi z Legionu, niektórzy być może nawet dowodzili. Musiało tak być.
„Nie udajemy się daleko” – pomyślała Faile, sprawdzając następną stronę księgi rachunkowej. Musiała sprawiać wrażenie, że myśli o zaopatrzeniu. – „Dlaczego tak się martwię?”
Jej zadaniem było tylko dostarczenie Rogu na Pole Merriloru, teraz, kiedy Cauthon wreszcie powrócił. Jak do tej pory Faile bezpiecznie przeprowadziła trzy konwoje, których strzegli ci sami ludzie, toteż jej obecne zadanie nie powinno budzić podejrzeń.
Faile wybrała ludzi z Legionu bardzo uważnie. W opinii większości byli najemnikami, a więc najmniej ważnymi – i najmniej godnymi zaufania – oddziałami w armii. Jakkolwiek miała do Mata pewne zastrzeżenia – może i nie znała go dobrze, choć to, co opowiadał Perrin, wystarczyło – ale potrafił on wzbudzić lojalność w swoich ludziach. Ci, którzy do niego przylgnęli, byli do niego podobni. Nieszczególnie lubili mieć jakieś obowiązki, przedkładając hazard i picie nad robienie czegoś pożytecznego, ale przyciśnięci do muru walczyli jak prawdziwi mężczyźni.
W Merrilorze Cauthon miałby dobry powód, by spotkać się z Mandevwinem i jego ludźmi. Będzie to odpowiedni moment, by Faile mogła mu wręczyć Róg. Oczywiście, będzie miała ze sobą kilku członków Cha Faile jako strażników. Potrzebowała ochrony ze strony ludzi, którym na pewno mogła ufać.
Nieopodal Laras – przysadzista mistrzyni kuchni Tar Valon – wyszła ze składów, kiwając palcem na kilka służących. Potem podeszła do Faile, a za nią podążała szczupła, utykająca dziewczyna, która niosła rozwalającą się skrzynkę.
– Coś dla ciebie, pani. – Laras wskazała na skrzynię. – Sama Amyrlin po namyśle dołożyła to do załadunku. Coś dla jej przyjaciela z rodzinnej miejscowości?
– To tabaka Matrima Cauthona – skrzywiła się Faile. – Kiedy dowiedział się, że Amyrlin ma zapas tych liści jeszcze z Dwu Rzek, postanowił je kupić.
– Tabaka w czasach takich jak te? – Laras potrząsnęła głową i wytarła ręce w fartuch. – Pamiętam tego chłopaka. Było takich paru młodzieniaszków, którzy wiecznie kręcili się wokół kuchni niczym bezpańskie psy w poszukiwaniu jedzenia. Ktoś powinien znaleźć mu jakieś sensowne zajęcie.
– Zajmiemy się tym – odrzekła Faile, podczas gdy służąca Laras umieściła skrzynkę na wozie. Mrugnęła, gdy skrzynka wydała z siebie głuchy odgłos, po czym otrzepała ręce.
Laras skinęła głową i powróciła do składów. Faile dotknęła skrzyni. Filozofowie twierdzili, że Wzór nie ma poczucia humoru. Wzór i Koło po prostu były; o nic nie dbały i nie brały niczyjej strony. Jednakże Faile nie mogła pozbyć się uczucia, że Stwórca uśmiecha się do niej. Faile opuściła dom z głową pełną zuchwałych marzeń. Stawiała sobie za cel śmiałe zadanie, jakim było odnalezienie Rogu. Życie sprawiło, że porzuciła te plany i powróciła w rodzinne strony. Dorosła i zaczęła zajmować się tym, co naprawdę ważne. A teraz… teraz Wzór, z niemal przypadkową obojętnością, rzucił Róg Valere w jej ręce.
Zdjęła rękę ze skrzyni i ostentacyjnie nie otworzyła jej. Miała do niej klucz, dostarczony jej osobno, i chciała sprawdzić, czy Róg rzeczywiście się tam znajduje. Ale nie teraz. Musi być pewna, że jest sama i całkowicie bezpieczna.
Wspięła się na wóz i umieściła stopy na skrzynce.
– Wciąż mi się to nie podoba – mówił stojący obok magazynu Mandevwin.
– Tobie nic się nie podoba – odparł Vanin. – Robota, którą wykonujemy, jest użyteczna. Żołnierze muszą jeść.
– Jak sądzę, to prawda.
– Tak jest! – rozległ się czyjś głos. Harnan, jeden z Legionu Czerwonej Ręki, przyłączył się do nich. Żaden z tej trójki nie pomógł służącym w załadunku wozów. – Jedzenie jest czymś wspaniałym – stwierdził Harnan. – A jeśli ktoś jest ekspertem w tej dziedzinie, to jesteś nim ty, Vanin.
Harnan był mężczyzną o mocnej budowie, z szeroką twarzą i jastrzębiem wytatuowanym na policzku. Talmanes zaprzysiągł go, nazywając go jedynym ocalałym weteranem rzezi w Ebou Dar i walki w Hinderstap – czymkolwiek by te wydarzenia były.
– A teraz to mnie rani, Harnan – odrzekł Vanin. – To mnie bardzo rani.
– Wątpię – rzekł Harnan ze śmiechem. – Aby cię mocno zranić, broń najpierw musiałaby przebić się przez warstwy tłuszczu i dopiero potem dosięgłaby mięśni. Nie jestem pewien, czy miecze Trolloków są na to dostatecznie długie!
Mandevwin zaśmiał się i cała trójka odeszła. Faile przebiegła wzrokiem ostatnie strony ksiąg, po czym zeszła z wozu i zawołała Setalle Anan. Kobieta pełniła rolę jej pomocnicy przy organizacji transportu. Opuszczając wóz, Faile zauważyła jednak, że nie cała trójka odeszła. Właściwie uczynili to jedynie Harnan i Mandevwin. Postawny Vanin wciąż stał, odwrócony tyłem. Faile dostrzegła go i zatrzymała się.
Vanin natychmiast ruszył za pozostałą dwójką. Czyżby ją obserwował?
– Faile! Faile! Aravine mówi, że skończyła sprawdzanie listy załadunkowej. Możemy ruszać, Faile.
Na wóz ochoczo wspiął się Olver. Nalegał na przyłączenie się do konwoju, a członkowie Legionu Czerwonej Ręki przekonali ją, by na to zezwoliła. Nawet Setalle zasugerowała, że zabranie go byłoby mądrą decyzją. Najwyraźniej obawiano się, że Olver ruszy sam do walki, jeśli nie będą go mieli stale na oku. Faile niechętnie powierzyła mu parę zadań.
– Dobrze więc – rzekła Faile, z powrotem wsiadając na wóz. – Jak sądzę, możemy jechać.
Wozy ruszyły. Całą podróż po opuszczeniu miasta Faile spędziła, próbując nie patrzeć na skrzynkę. Starała się nawet o niej nie myśleć, ale to tylko spowodowało, że zaczynała myśleć o innej jakże ważnej kwestii. Perrin. Widziała go przez krótki czas podczas podróży z zaopatrzeniem do Andoru. Powiadomił ją, że być może czeka go ważne zadanie, ale niechętnie o nim mówił.
A teraz zniknął. Jako zarządcę na swe miejsce mianował Tama, przeszedł przez bramę prowadzącą do Shayol Ghul i zniknął. Faile rozpytywała o niego ludzi, którzy tam byli, ale nikt nie widział Perrina od czasu jego rozmowy z Randem.
„Wszystko z nim będzie dobrze, nieprawdaż?” Faile byłą córką i żoną żołnierza; wiedziała, że nie należy się martwić zbyt wiele. Ale nikt nie potrafi nie martwić się choć trochę. Perrin zasugerował, że to ona ma być strażniczką Rogu.
Zastanawiała się, czy nie zrobił tego, by trzymać żonę z dala od pola bitwy. Nie przeszkadzałoby jej to bardzo, gdyby tak rzeczywiście było, choć nigdy by tego Perrinowi nie powiedziała. W rzeczywistości, jeden raz, gdy wszystko zostało już powiedziane i zrobione, Faile zaznaczyła, że poczuła się obrażona i obserwowała reakcję Perrina. Powinien był wiedzieć, że nie będzie siedzieć i pieścić się, nawet jeśli sugerowało to jej prawdziwe imię.