Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Aviendha walczyła dalej, starając się wydać jakiś głos, jakikolwiek dźwięk, który zaalarmowałby Cadsuane. Na próżno. Wisiała mocno związana w powietrzu, w ciemnościach, a Cadsuane nie patrzyła w jej kierunku.
– Znaleźliście coś? – zapytała Cadsuane.
– Nie, Aes Sedai.
– Porozmawiam ze strażnikami. Musimy być czujni. Jeśli draghkary… albo, co gorsza, Myrddraale… zdołałyby przeniknąć do obozu, mogłyby zabić tuziny, nim odkryto by ich obecność.
Cadsuane odwróciła się, by odejść. Aviendha potrząsnęła głową, czując w oczach łzy frustracji. Pomoc była tak blisko!
Aiel, który rozmawiał z Cadsuane, cofnął się w cień i podszedł do Aviendhy. W rozbłysku pioruna dostrzegła uśmiech na twarzy mężczyzny, który wciąż utrzymywał ją w więzach.
Aiel stojący naprzeciwko niej wyciągnął zza paska sztylet, następnie podszedł ku niej. Obserwowała bezradnie, jak nóż sięga ku jej szyi.
Wyczuła przenoszenie.
Więzy ją krępujące nagle zniknęły i upadła na ziemię. Schwyciła rękę mężczyzny, w której trzymał broń. Oczy Aiela rozszerzyły się. Choć sięgnęła do Źródła powodowana naturalnym, szaleńczym instynktem, jej ręce już były w ruchu. Wykręciła nadgarstek napastnika, łamiąc mu kości w miejscu, gdzie dłoń stykała się z przedramieniem. Drugą ręką schwyciła nóż, po czym wraziła go w oko mężczyzny. Ten zawył z bólu.
Krzyk urwał się. Aiel padł do jej stóp, zaś Aviendha spojrzała z przerażeniem na drugiego z nich – tego, który trzymał ją w więzach. Leżał martwy na ziemi.
Ciężko dysząc, Aviendha dotarła do ścieżki i natknęła się na Cadsuane.
– To nic trudnego: zatrzymać bicie serca mężczyzny – oświadczyła Cadsuane, zakładając ręce na piersi. Wyglądała na nieusatysfakcjonowaną. – Coś podobnego do Uzdrawiania, lecz dającego przeciwny efekt. Być może to zły uczynek, lecz nigdy jakoś nie sprawdziłam, czy byłoby to gorsze niż spalenie kogoś na popiół.
– Jak? – zapytała Aviendha. – Jak rozpoznałaś, kim oni byli?
– Nie jestem na wpół wyszkoloną dzikuską – odrzekła Cadsuane. – Chętnie od razu bym ich zabiła, ale musiałam mieć pewność, nim zaczęłam działać. Kiedy jeden z nich zagroził ci nożem, już wiedziałam.
Aviendha starała się uspokoić bicie serca miarowymi oddechami.
– I, oczywiście, pozostawał jeszcze ten drugi – dodała Cadsuane. – Ten, który przenosił. Jak wielu mężczyzn Aielów umie tego dokonać? Czy to anomalia, czy może twoi ludzie to ukrywali?
– Co? Nie! Nie robimy tego. Nie robiliśmy. – Aviendha nie była pewna, co powinny zrobić teraz, gdy Źródło zostało oczyszczone. Oczywiście, zaprzestaną wysyłania pojedynczych ludzi, by walczyli z Czarnym.
– Jesteś pewna? – zapytała beznamiętnym głosem Cadsuane.
– Tak!
– Szkoda. To mogłoby być dla nas dobrodziejstwo. Nie dziwiłoby mnie to po tym, jak dowiedziałam się o tych Poszukiwaczkach Wiatru. A więc byli to niekoniecznie utalentowani Sprzymierzeńcy Ciemności, a jeden z nich ukrywał swe zdolności do przenoszenia? Co tu robili dzisiejszej nocy?
– Byli zwykłymi Sprzymierzeńcami Ciemności – powiedziała cicho Aviendha, przyglądając się ciałom. Czerwone zasłony. Mężczyźni, który potrafili przenosić, mieli spiłowane zęby, ale ci dwaj tutaj… nie. Co to oznaczało?
– Musimy ostrzec cały obóz – mówiła dalej Aviendha. – Możliwe, że ci trzej po prostu weszli do obozu, nie budząc podejrzeń. Wielu strażników z Mokradeł unika kontaktów z Aielami, zakładając, że my wszyscy służymy Car’a’carnowi.
Dla wielu mieszkańców Mokradeł Aiel był Aielem. Głupcy. Choć… prawdę rzekłszy, Aviendha musiała przyznać, że jej pierwszą reakcją, gdy zobaczyła Aielów, była myśl, by traktować ich jak sprzymierzeńców. Co się zatem stało? Nie dalej jak dwa lata temu, gdyby złapała grasującego w obozie nieznanego algai’d’siswai, zaatakowałaby go.
Aviendha nadal przyglądała się ciałom Aielów i ich broni – każdy z nich miał nóż, włócznię i łuk. I tyle. Jednakże czuła, że coś przegapiła.
– Kobieta, która przenosiła – powiedziała nagle, patrząc w górę. – To kobieta używająca Jedynej Mocy zwróciła moją uwagę, Aes Sedai. Czy to byłaś ty?
– Nie przenosiłam, dopóki nie zabiłam tych mężczyzn – odrzekła Cadsuane, marszcząc brwi.
Aviendha pozostała w tyle, zdecydowana przeszukać obóz. Co jeszcze znajdzie? Mądre, które służyły Cieniowi? Cadsuane ponownie zmarszczyła brwi, podczas gdy Aviendha nadal przeszukiwała teren. Minęła namiot Darlina, na zewnątrz którego zgromadzili się przy lampach żołnierze. Na płótnach namiotów tańczyły cienie. Minęła milczących żołnierzy wędrujących ścieżkami w małych grupkach. Nieśli pochodnie, wpatrując się w ciemność. Aviendha słyszała, jak oficerowie z Tairen mówili, że to miłe – choć raz nie martwić się o to, że strażnicy mogą zasnąć na warcie. Przy błyskawicach, bliskich dźwiękach bębnów Trolloków, nagłych najazdach Pomiotu Cienia, którzy próbowali przedostać się do obozu… żołnierze wiedzieli, że muszą być czujni. W zimnym powietrzu czuć było zapach dymu, zaś z obozu Trolloków dolatywała woń zgnilizny.
Aviendha w końcu porzuciła poszukiwania i wróciła tą samą drogą, natykając się na rozmawiającą z żołnierzami Cadsuane. Już miała do nich podejść, gdy jej wzrok padł na zacienione miejsce nieopodal i poczuła, jak jej zmysły się uaktywniają. „W tej plamie ciemności ktoś przenosi”.
Natychmiast zaczęła tkać tarczę. Ktoś ukryty w mroku tkał splot Ognia i Powietrza, skierowany ku Cadsuane. Aviendha porzuciła swój splot i zamiast tego cięła Duchem, przecinając splot wroga, dokładnie w chwili, gdy został uwolniony.
Usłyszała przekleństwo i w jej stronę pomknął splot Ognia. Pochyliła się i splot przemknął nad jej głową, sycząc w powietrzu. Fala gorąca przeminęła. Jej wróg wyłonił się z cienia – sploty, których używała, by się ukryć, teraz zniknęły – i Aviendha ujrzała kobietę, z którą już kiedyś walczyła. Jej twarz była brzydka jak pysk Trolloka.
Kobieta rzuciła się pomiędzy namioty, a ziemia pod nią rozstąpiła się. Takiego splotu Aviendha nie wykonywała. Sekundę później uciekająca jak gdyby pofałdowała się i zniknęła.
Aviendha stała, zachowując ostrożność. Potem obróciła się ku Cadsuane, która do niej podeszła.
– Dziękuję – rzekła powściągliwie Cadsuane. – Za zniszczenie tego splotu.
– Jak sądzę, jesteśmy kwita – powiedziała Aviendha.
– Kwita? Nie, jeszcze przez przynajmniej kilkaset lat, dziecko. Przyznaję, że jestem wdzięczna za twą interwencję. – Zmarszczyła brwi. – Zniknęła.
– Robiła to już wcześniej.
– Metoda Podróżowania, której nie znamy – powiedziała zafrasowana Cadsuane.
– Jak to zrobiła? Może pomógł ter’angreal? To…
Z pierwszych szeregów wojska wystrzeliło czerwone światło. Trolloki atakowały. W tym samym momencie Aviendha wyczuła przenoszenie w różnych częściach obozu.
Jedno, drugie, trzecie… Obróciła się, starając się ustalić miejsce, w którym odbyło się przenoszenie. Naliczyła pięć możliwych lokalizacji.
– Przenoszący – rzuciła ostro Cadsuane. – Całe ich tuziny.
– Tuziny? Wyczuwam pięć przenoszących.
– Większość z przenoszących to mężczyźni, głupie dziecko. Chodź, zbierz innych!
Aviendha ruszyła pędem, krzycząc na alarm. Potem pomówi z Cadsuane na temat wydawania jej rozkazów. Może. „Pomówić” z Cadsuane często oznaczało pozostanie z poczuciem, że się jest kompletnym głupcem. Aviendha pobiegła do tej części obozu, w której stacjonowali Aielowie. Dotarła w samą porę, by ujrzeć, jak Amys i Sorilea wyciągały szale, wpatrując się w niebo. Z namiotu obok wyłonił się Flinn, mrugając zaczerwienionymi oczami.