Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Mamrocąc do siebie, Aviendha ruszyła przez obóz. Prawdopodobnie natknie się na jedną z Poszukiwaczek Wiatru. Zmieniały się na przemian w grupie zajmującej się Czarą Wiatrów, której zadaniem było utrzymywanie nawałnicy w zatoce. Wykonywały to zadanie, znajdując się na szczycie północnej ściany doliny, dobrze strzeżonej przez znaczne siły Ludu Morza. Aby Poszukiwaczki Wiatru mogły się zmieniać, trzeba było wciąż utrzymywać bramy. Kiedy nie były na służbie, stacjonowały wraz z resztą armii w obozie. Aviendha bez końca powtarzała im, że tutaj, w dolinie, nie wolno im przenosić z błahych powodów. Po tych wszystkich latach, podczas których Poszukiwaczki nie pozwalały Aes Sedai zobaczyć, jak używały swoich mocy, można było pomyśleć, że będą pilniej się strzegły!
Jeśli Aviendha złapałaby którąś z nich na używaniu Jedynej Mocy do podgrzewania herbaty, wysłałaby delikwentkę na szkolenie do Sorilei.
Aviendha zamarła. Przenoszenie nie miało miejsca w żadnym z niewielkich namiotów, które zajmowały Poszukiwaczki Wiatru.
Czyżby wyczuła atak? Władcy Strachu albo Przeklęci prawdopodobnie przyjęli, że w obozie pełnym Aes Sedai, Poszukiwaczek Wiatru i Mądrych nikt nie zauważy maleńkiego przenoszenia w tym czy innym miejscu. Aviendha natychmiast przykucnęła obok pobliskiego namiotu, starając się unikać światła padającego z latarni zawieszonej na żerdzi. Przenoszenie nastąpiło znowu, bardzo delikatne. Aviendha przysunęła się bliżej.
„Jeśli okaże się, że ktoś podgrzewa wodę na kąpiel…”
Przeczołgała się po twardej ziemi pomiędzy namiotami. Zdjęła buty, po czym wyciągnęła sztylet. Nie mogła ryzykować objęcia do Źródła, by się nie ujawnić.
W obozie nie wszyscy jeszcze spali. Żołnierze, którzy nie byli na służbie, mieli problem ze snem. Zwłaszcza dotyczyło to włóczników, włączając w to Panny. Skarżyli się na koszmary.
Aviendha cicho podążyła do przodu, prześlizgując się między namiotami i unikając tych, w których paliło się światło. To miejsce niszczyło wszystkich, toteż nie była zaskoczona, słysząc o złych snach. Jak można było spać spokojnie, znajdując się tak blisko siedziby Czarnego?
Logicznie rzecz biorąc, Aviendha wiedziała, iż Czarny nie znajduje się w pobliżu, w każdym razie nie w dokładnym znaczeniu tego słowa. Czarny nie mieszkał w Sztolni; egzystował poza Wzorem, wewnątrz swego więzienia. Jednakże obozowanie u stóp góry, na której znajdowało się wejście do Szczeliny Zagłady, było niczym spanie w momencie, gdy przy twoim łóżku stoi morderca, trzymający nóż w ręku i kontemplujący kolor twoich włosów.
„Tam” – pomyślała, zwalniając. Przenoszenie ustało, ale Aviendha była już blisko.
Ataki draghkarów i zagrożenie faktem, że Myrddraale mogłyby wślizgnąć się do obozu nocą, spowodowały, że dowódcy obozowi porozrzucali oficerów po całym obozie, w namiotach, na których nie było widocznego znaku świadczącego, czy stacjonuje w nim dowódca, czy zwykły żołnierz piechoty. Aviendha jednakże wiedziała, że ten namiot należy do Darlina Sisnery.
Darlin piastował oficjalne stanowisko dowódcy pola bitwy, teraz, kiedy Ituralde nie mógł pełnić swej funkcji. Nie był generałem, ale taireńska armia była odpowiedzialna ze defensywę. Obrońcy Kamienia byli elitarnymi oddziałami. Ich dowódca, Tihera, uchodził za dobrego taktyka, a Darlin potrafił słuchać sugestii. Tihera nie należał do najwybitniejszych dowódców, lecz był mądrym człowiekiem. Teraz, gdy zabrakło Ituralde, on, Darlin i Rhuarc obmyślali nowe plany bitewne.
W ciemności Aviendha o mały włos nie zauważyła znajdujących się przed nią postaci kucających przy namiocie Darlina. W milczeniu gestykulowali. Nie widziała ich wyraźnie, nawet ich odzienia. Uniosła nóż, a potem niebo przecięła błyskawica, dzięki czemu mogła wyraźniej dostrzec jednego z nich. Człowiek ten nosił welon. Aiel.
„Również zauważyli intruza” – pomyślała, podchodząc do nich i podnosząc rękę w geście oznaczającym, by jej nie atakowali.
– W pobliżu wyczułam przenoszenie i nie sądzę, żeby przenosił ktoś z naszych – wyszeptała. – Co zobaczyliście?
Trzej mężczyźni wpatrywali się w nią, jak gdyby oszołomieni. Aviendha nadal niezbyt wyraźnie widziała ich twarze.
Potem ją zaatakowali.
Aviendha zaklęła, odskakując w tył. Nieznajomi wyciągnęli broń, a jeden z nich rzucił nożem w jej kierunku. Aiel – Sprzymierzeniec Ciemności? Poczuła się jak głupiec.
Powinna była to przewidzieć.
Sięgnęła do Źródła. Jeśli Władca Strachu – kobieta była w pobliżu, wyczuje jej działanie, ale nie było na to rady. Musiała sobie poradzić z tą trójką.
Jednakże kiedy sięgała po Jedyną Moc, coś pojawiło się pomiędzy nią a Źródłem. Tarcza ze splotami, których Aviendha nie mogła dostrzec.
Jeden z tych mężczyzn potrafił przenosić. Reakcja Aviendhy była instynktowna. Opanowała panikę i wysiłki, by sięgnąć do Źródła i rzuciła się na wroga. Powstrzymała jego próbę zaatakowania jej włócznią – ignorując ból, który poczuła, gdy grot ześlizgnął się po jej żebrach – i pociągnęła Aiela do przodu, wrażając nóż w jego szyję.
Jeden z pozostałych Aielów przeklął, a Aviendha poczuła, jak oplątują ją sploty Powietrza, czyniąc niezdolną do mówienia i poruszania się. Krew wsiąkała w jej ubranie i ściekała po zranionym boku. Mężczyzna, którego ugodziła nożem, złapał z trudem oddech i upadł na ziemię, umierając. Pozostali dwaj Aielowie nie ruszyli się, by mu pomóc.
Jeden ze Sprzymierzeńców Ciemności postąpił do przodu. Był gibki, niemal niewidoczny w ciemnościach. Ujął twarz Aviendhy i przyglądał się jej, następnie machnął ręką na drugiego Aiela. Obok nich pojawiło się bardzo delikatne światło, powalając im lepiej ją zobaczyć – a Aviendha mogła im się lepiej przyjrzeć. Nosili czerwone zasłony, a jeden z Aielów opuścił swoją, by walczyć. Dlaczego? Co to miało oznaczać? Żaden Aiel, którego znała, tak nie postępował. Czy ci byli Shaido? Czy przyłączyli się do Cienia?
Jeden z mężczyzn wykonał kilka gestów. Rozmawiał z drugim za pomocą rąk. Nie była to mowa Panien Włóczni, ale coś do niej podobnego. Drugi Aiel skinął głową.
Aviendha walczyła z krępującymi ją więzami. Siłą woli ścierała się z tarczą, próbując zniwelować knebel, blokujący jej usta. Aiel stojący po prawej stronie – wyższy, ten, który najprawdopodobniej ustanowił tarczę – chrząknął. Aviendha czuła się tak, jakby drapała zamknięte drzwi, za którymi znajdowały się światło, ciepło i moc. Drzwi nie ustępowały nawet na cal.
Wysoki Aiel popatrzył na nią zmrużonymi oczami. Sprawił, że światło, które się pojawiło, zniknęło, pogrążając ich w ciemnościach. Aviendha usłyszała, jak Aiel sięga po włócznię.
W pobliżu dały się słyszeć czyjeś kroki. Mężczyźni z czerwonymi zasłonami usłyszeli je i odwrócili się; Aviendha wpatrywała się intensywnie w ciemność, ale nie rozpoznała nadchodzącej osoby.
Mężczyźni znieruchomieli.
– Co to jest? – zapytał kobiecy głos. Cadsuane. Nadeszła z latarnią w ręku.
Aviendha szarpała się w więzach. Aielowie trzymali ją w cieniu, a Cadsuane nie zdawała sobie sprawy z jej obecności. Widziała tylko jednego z Aielów, który stał bliżej ścieżki.
Wysunął się z ciemności. On także opuścił zasłonę.
– Wydawało mi się, że usłyszałem coś w pobliżu namiotów, Aes Sedai – powiedział. Miał dziwny akcent, z lekkimi naleciałościami. Mieszkaniec Mokradeł nie wychwyciłby jednak różnic.
„Oni nie są Aielami” – pomyślała Aviendha. Gorączkowo zastanawiała się nad tą kwestią. Aiel, który nie był Aielem? Mężczyźni, którzy potrafili przenosić?
„Ludzie, których wysłaliśmy” – zdała sobie sprawę z przerażeniem. Mężczyzn, których odkryto pomiędzy Aielami i którzy mieli zdolności do przenoszenia, wysłano, by zabili Czarnego. Sami docierali do Ugoru. Nikt jednak nie wiedział, co się z nimi potem stało.