Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 182 183 184 185 186 187 188 189 190 ... 296
Перейти на страницу:

Nie zaczął krwawić, bo przygotował się na atak, ale cios zadany był z ogromną siłą i odrzucił go w kierunku morza.

Zabójca pojawił się nad nim sekundę później z toporem w dłoniach. Perrin odparował cios młotem, upadając, lecz siła ciosu była ponownie tak wielka, że odrzuciło go w głąb oceanu.

Wyobraził sobie, że woda opada. Fale zaczęły odpływać, kłębiąc się i bulgocąc, jak gdyby nadszedł silny wiatr. Perrin wyprostował się, wylądowawszy na popękanym, skalistym dnie zatoki. Obok morska woda utworzyła wysoką na czterdzieści stóp ścianę.

Zabójca pojawił się nieopodal. Ciężko dyszał, zmęczony intensywnością walki.

Dobrze. Zmęczenie Perrina objawiło się paleniem w mięśniach.

– Jestem rad, że jesteś – odezwał się Zabójca, podnosząc miecz na wysokość ramion, a jego tarcza zniknęła. – Kiedy pojawiłem się, by zabić Smoka, miałem nadzieję, że się w to wtrącisz.

– Kim ty jesteś, Luc? – zapytał Perrin, zachowując czujność. Przemieścił się w bok, naprzeciwko mając stojącego w kręgu kamieni Zabójcę i ścianę wody. – Kim ty naprawdę jesteś?

Zabójca przesunął się w bok, mówiąc:

– Widziałem go. Czarnego, Wielkiego Pana, jak nazywają go niektórzy. Obie nazwy są grubiańskie, niemal obraźliwie. Są nieporozumieniem.

– Czy naprawdę myślisz, że on cię wynagrodzi? – splunął Perrin. – Jak możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, że kiedy zrobisz to, czego od ciebie oczekuje, pozbędzie się ciebie, podobnie jak wielu innych?

Zabójca zaśmiał się.

– Czy pozbył się Przeklętych, kiedy przegrali i zostali uwięzieni wraz z nim w Sztolni? Mógł ich wszystkich zabić i skazać ich dusze na wieczną mękę. Czy to zrobił?

Perrin nie odpowiedział.

– Czarny nie pozbywa się użytecznych narzędzi – rzekł Zabójca. – Jeśli go zawiedziesz, ukarze cię, ale nie pozbędzie się ciebie. Jest niczym dobra żona z motkami przędzy i potłuczonym czajniczkiem do herbaty, ukrytymi na dnie koszyka, która czeka na odpowiedni moment, by sprawić, aby rzeczy te były jeszcze użyteczne. Popełniasz błąd, Aybaro. Zwykły człowiek byłby w stanie zabić narzędzie, które odnosi sukcesy, bojąc się, że kiedyś mu ono zagrozi. Ale Czarny tak nie postępuje. On mnie nagrodzi.

Perrin otworzył usta, by mu odpowiedzieć, lecz Zabójca przemieścił się. Znalazł się tuż przed nim, chcąc zaatakować. Sądził, że Perrin stracił czujność. On jednak zniknął i Zabójca uderzył tylko powietrze. Perrin przemieścił się, stając po przeciwnej stronie wroga. Wokół jego stóp przemykały małe stworzonka morskie z licznymi odnóżami, zdumione nagłym brakiem wody. Coś wielkiego i ciemnego płynęło poprzez cienistą wodę za plecami Zabójcy.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – odezwał się Perrin. – Kim jesteś?

– Jestem odważny – odparł Zabójca. – I jestem zmęczony baniem się. W tym życiu są drapieżcy i są ofiary. Często sami drapieżcy stają się czyjąś ofiarą. Jedynym wyjściem, by przetrwać, jest zająć w tym łańcuchu wyższą pozycję i stać się łowcą.

– Dlatego zabijasz wilki?

Na ustach Zabójcy pojawił się niebezpieczny uśmieszek. Jego twarz skrywał cień.

Burzowe chmury nad ich głowami i wysokie ściany wody sprawiały, że na dnie morza było mroczno – choć dziwne światło wilczego snu oblewało to miejsce, nawet jeśli nieco przyćmione.

– Wilki i ludzie są najdoskonalszymi łowcami na świecie – oznajmił cicho Zabójca. – Zabij ich, a wzniesiesz się ponad nich. Nie wszyscy z nas mieli przywilej dorastania w wygodnym domu z paleniskiem i śmiejącym się rodzeństwem.

Perrin i Zabójca okrążali się, to niknąc, to wyłaniając się z cienia, a rozbłyski piorunów migotały w wodzie.

– Gdybyś znał moje życie – rzekł Zabójca – wyłbyś. Brak nadziei, udręka… Wreszcie znalazłem swą drogę. Moja siła. W tym miejscu to ja jestem królem.

Skoczył w przestrzeń, przyjmując kształt zamazanej plamy. Perrin przygotował się do wyprowadzenia ciosu, ale Zabójca nie wyciągnął miecza. Runął na Perrina i obaj wpadli w morskie odmęty. Woda wokół nich skłębiła się i zabulgotała.

Ciemność. Perrin stworzył światło, które sprawiło, że skały pod ich stopami jarzyły się delikatnym blaskiem. Zabójca jedną ręką ściągnął swój płaszcz i, kołysząc się, zmierzał ku Perrinowi poprzez ciemną wodę. Jego miecz sprawiał, że w wodzie pojawiały się pęcherzyki, ale Zabójca poruszał się tak szybko jak w powietrzu. Perrin jęknął, a z ust wydostały się bąbelki. Próbował to zablokować, lecz jego ręce poruszały się bardzo powoli.

W tym momencie bezruchu Perrin próbował wyobrazić sobie, że woda go nie powstrzymuje, lecz jego umysł odrzucił tę myśl. To nie było naturalne. Nie mogło być.

W desperacji, bo miecz Zabójcy był bliski wbicia się w jego ciało, Perrin zamroził wodę wokół nich. Powstały lód uderzył go, lecz jednocześnie Zabójca zawahał się, a Perrin miał chwilę do namysłu. Jego płaszcz zniknął, tak więc nie mógł zabrać Zabójcy ze sobą.

Perrin przemieścił się. Wylądował na skalistej plaży u podnóża stromego wzgórza, na wpół rozłupanego siłą morza. Upadł, podpierając się rękami i kolanami. Dyszał. Z brody ściekała mu woda. Czuł, że jego umysł jest otępiały. Miał kłopoty z wyobrażeniem sobie, że woda spływa z jego ciała, tak by na powrót był suchy.

„Co się dzieje?” – pomyślał, drżąc. Wokół niego szalał sztorm, zrywając korę z pni drzew i łamiąc gałęzie. Perrin był tak bardzo zmęczony. Wyczerpany. Jak długo już nie spał? W realnym świecie minęły tygodnie, ale tutaj to nie były tygodnie, nieprawdaż? To…

Morze zagotowało się i pofalowało. Perrin odwrócił się. Dobył młota i podniósł go, na wypadek, gdyby miał stanąć twarzą w twarz z Zabójcą.

Woda nadal się kłębiła, lecz nic się z niej nie wyłoniło. Nagle wzgórze za jego plecami rozpadło się na dwie części. Perrin poczuł, jak w barki uderza go coś ciężkiego.

Chyba dostał cios pięścią. Upadł na kolana. Obróciwszy się, ujrzał wzgórze podzielone na pół, zaś po drugiej stronie stał Zabójca, napinający łuk do kolejnego strzału.

Zdesperowany Perrin przemieścił się, z opóźnieniem poczuwszy, jak ból przeszywa mu bok, a potem całe ciało.

– Twierdzę, że bitwy się toczą – rzekł Mandevwin – a nas na polu walki nie ma.

– Bitwy zawsze gdzieś się rozgrywają – odparł Vanin, opierając się o ścianę magazynu znajdującego się w Tar Valon. Faile słuchała ich nieuważnie. – My też mieliśmy w nich swój udział. Ja z kolei twierdzę, że to dobrze, iż uniknęliśmy właśnie tej.

– Ludzie umierają – zaprotestował Mandevwin. – To nie jest zwykła batalia, Vanin. To Tarmon Gai’don!

– Co oznacza, że nikt nam nie zapłaci – zauważył Vanin.

Mandevwin aż się zadławił.

– Płacenie… za udział w Ostatniej Bitwie… Ty niegodziwcze! Ta bitwa to walka o życie!

Faile uśmiechnęła się, przeglądając księgi rachunkowe zaopatrzenia. Dwóch żołnierzy z Legionu Czerwonej Ręki stało leniwie przy drzwiach, podczas gdy służący noszący znak Płomienia Tar Valon ładowali karawanę Faile. Za nimi górowała nad miastem Biała Wieża.

Najpierw to przekomarzanie się denerwowało ją, ale sposób, w jaki Vanin nabijał się z innych, przypomniał jej Gilbera, jednego z kwatermistrzów jej ojca z Saldaei.

– Teraz, Mandevwin – rzekł Vanin – mówisz tak, jakbyś był najemnikiem! Co by było, gdyby usłyszał cię lord Mat?

– Lord Mat stanie do walki – odrzekł Mandevwin.

– Jeśli on musi, to znaczy, że my już nie. Popatrz, to zaopatrzenie wojska jest ważne, prawda? A ktoś musi go strzec, nieprawdaż? I dlatego tu jesteśmy.

1 ... 182 183 184 185 186 187 188 189 190 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)