Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 183 184 185 186 187 188 189 190 191 ... 197
Перейти на страницу:

— ...mówię ci, że nic nie poczułem — mówił Gedwyn. — On nie żyje!

Ale Dashiva właśnie zobaczył Randa u szczytu schodów.

Jedynym ostrzeżeniem, jakie otrzymał, był nagły grymas, który wykrzywił twarz Dashivy. Tamten przeniósł, Rand zaś nie mając czasu do namysłu, zaczął tkać sploty — i podobnie jak wiek razy wcześniej, nie miał pojęcia, co to będzie. Najwyraźniej coś wydobytego z głębin pamięci Lewsa Therina; nawet nie był do końca pewien, czy sam stworzył splot, czy też Lews Therin wyrwał mu saidina — Powietrze, Ogień i Ziemia oplotły go w jednej chwili. I wtedy uderzył w niego ogień, który wytrysnął z dłoni Dashivy, strzaskał pobliski marmur, a nim cisnął w głąb korytarza — Rand przeleciał kilka kroków, koziołkując i obracając się w swym ochronnym kokonie.

Ta osłona była w stanie wytrzymać wszystko prócz samego ognia. Ale jednocześnie nie przepuszczała powietrza. Rand zaraz więc uwolnił splot i dysząc ciężko, sunął po posadzce, a tymczasem echo eksplozji wciąż jeszcze tłukło się po korytarzach, pył wisiał w powietrzu, toczyły się ostatnie fragmenty rozłupanego marmuru. Nim jego ciało zatrzymało się, przeniósł Ogień i Powietrze, ale splecione zupełnie inaczej niż w przypadku Kokonu Światła. Z lewej dłoni wyskoczyły nici czerwieni — rozwidlając się, kiedy przecinały stający im na drodze kamień, popełzły do miejsca, gdzie stał Dashiva ze wspólnikami. Po jego lewej stronie wytrysnął strumień ognistych kul, kul Ognia splecionego z Powietrzem, tak szybko, że nie nadążał ich liczyć, które wypalały sobie drogę przez kamień, zanim eksplodowały w komnacie. Ciągły ogłuszający ryk sprawiał, że Pałac drżał w posadach.

W jednej chwili był już na nogach i biegł z powrotem w kierunku apartamentów Ailil. Człowiek, który zaatakował, a potem czekał w jednym miejscu na reakcję, sam się prosił o śmierć. Wprawdzie sam gotów był umrzeć, ale jeszcze nie teraz. Wykrzywiając wargi w bezdźwięcznym grymasie, przemknął przez następny korytarz, potem zbiegł po wąskich schodach dla służby i dotarł na niższe piętro.

Zachowując jak najdalej posuniętą ostrożność, zmierzał do miejsca, gdzie wcześniej widział Dashiyę, śmiertelne sploty drżały gotowe do natychmiastowego uwolnienia, gdy któryś bodaj przed nim mignął.

„Powinienem był pozabijać ich na samym początku” — dyszał Lews Therin. — „Trzeba było zabić ich wszystkich!”

Rand pozwolił mu się wściekać.

Wielka komnata wyglądała jak skąpana w ogniu. Z draperii zostały tylko poczerniałe strzępy strawione przez płomienie, w ścianach i na posadzce widniały szerokie na krok, wypalone bruzdy. Schody, po których Rand chciał parę chwil temu zejść, w połowie drogi ziały dziesięciostopową szczeliną. Po trzech mężczyznach nie zostało śladu. Płomienie nie mogły przecież bez reszty pochłonąć ich ciał. Zostałyby jakieś szczątki.

Służący w czarnym kaftanie ostrożnie wysunął głowę przez maleńkie drzwiczki znajdujące się obok schodów w przeciwległej ścianie komnaty. Zobaczył Randa, oczy uciekły mu w głąb czaszki i runął nieprzytomny na ziemię. Inna służąca zerknęła z prześwitu korytarza, w jednej chwili zebrała spódnice i uciekła tam, skąd przyszła, wrzeszcząc co sił w płucach, że Smok Odrodzony morduje wszystkich w Pałacu.

Rand skrzywił się i po chwili opuścił komnatę. Łatwo przerażał ludzi, którzy nie stanowili dlań żadnego zagrożenia. Bardzo dobrze umiał niszczyć.

„Niszczyć czy zostać zniszczonym...” — zaśmiał się Lews Therin. — „Co za różnica, kiedy i jedno, i drugie jest twoim dziełem?”

Gdzieś w Pałacu jakiś mężczyzna przeniósł dość Mocy, by utworzyć bramę. Dashiva i jego wspólnicy uciekali? Czy zastawili zasadzkę, zakładając, że tak pomyśli?

Wędrował po korytarzach Pałacu, nie starając się już dłużej ukrywać. Inaczej niż wszyscy pozostali. Kilkoro służby uciekło z krzykiem na jego widok. W swych poszukiwaniach przemierzał korytarz za korytarzem, gotów w każdej chwili eksplodować przepełniającym go saidinem, pełen ognia i lodu równie żądnych unicestwienia go jak wcześniej Dashiva, oblepiony od środka skazą, która wdzierała się do jego duszy. Nie potrzebował już szaleńczego śmiechu i zawodzeń Lewsa Therina, przepełniała go własna żądza mordu.

Przed sobą dostrzegł przez moment skrawek czarnego kaftana, a z ręki, która uniosła się sama, trysnął ogień. Wybuch rozerwał róg korytarza. Rand zneutralizował splot, ale go nie wypuścił. Czy udało mu się go zabić?

— Mój Lordzie Smoku — krzyknął ktoś zza obróconego w gruz muru — to ja, Narishma! I Flinn!

— Nie poznałem was — skłamał Rand. — Chodźcie tutaj!

— Coś mi się wydaje, że może krew jeszcze za bardzo wrze w tobie — odpowiedział głos Flinna. — Może powinniśmy poczekać, aż wszyscy trochę ostygniemy.

— Tak — powiedział powoli Rand. Czy naprawdę próbował zabić Narishmę? Nie bardzo mógł całą winą obciążać Lewsa Therina. — Tak, być może tak będzie najlepiej. Przynajmniej przez czas jakiś. — Odpowiedzi nie było. Czy usłyszał oddalający się tupot butów? Zmusił się do opuszczenia dłoni i ruszył w przeciwną stronę.

Przez całe godziny przeszukiwał jeszcze Pałac i nie znalazł nawet śladu po Dashivie oraz jego wspólnikach. Korytarze, wielkie komnaty, nawet kuchnie były całkowicie opustoszałe. Nie znalazł nikogo i niczego się nie dowiedział. Po chwili zrozumiał, że nauczył się jednej rzeczy. Zaufanie było niczym nóż o rękojeści tnącej jak ostrze.

A potem odnalazł ból.

Maleńkie pomieszczenie o kamiennych ścianach mieściło się w podziemiach Pałacu Słońca. Było w nim ciepło mimo braku kominka, to jednak Min czuła przenikający ją chłód. Trzy pozłacane lampy na drewnianym stoliczku dawały dość światła. Już dawno temu Rand powiedział jej, że z tego miejsca wydobędzie ją zawsze, nawet gdyby cały Pałac obrócił się w gruzy. Obiecał to, wcale nie żartując.

Piastując koronę Illian na podołku, spoglądała na Randa. Patrzyła na niego, a on przyglądał się Fedwinowi. Jej dłonie mimowolnie zacisnęły się na koronie, ale natychmiast rozwarła palce pokłute maleńkimi mieczami, ukrytymi wśród liści wawrzynu. Dziwne, że korona i berło ocalały, podczas gdy Tron Smoka zmienił się w stos złotych drzazg przemieszanych z gruzem. Obok krzesła, na którym siedziała, leżał duży skórzany tobołek — o który opierał się miecz Randa, w pochwie, przytroczony do pasa — zawierający wszystko, co oprócz wymienionych rzeczy udało mu się ocalić z ruiny. W większości były to dość dziwne rzeczy, gdyby ją kto pytał o zdanie.

„Ty bezmózga idiotko” — pomyślała. — „Nawet jeśli nie będziesz myśleć o tym, co ci się nie podoba, nie sprawisz w ten sposób, aby te rzeczy zniknęły”.

Rand siedział ze skrzyżowanymi nogami na kamiennej podłodze, w podartym kaftanie, wciąż pokryty pyłem i z licznymi skaleczeniami. Jego twarz przypominała oblicze posągu. Zdawał się obserwować Fedwina nieruchomym zupełnie spojrzeniem. Chłopak również siedział na podłodze, z rozrzuconymi nogami. Wysunąwszy język, całkowicie pochłonięty był budową wieży z drewnianych klocków. Min z trudem przełknęła ślinę.

Wciąż pamiętała swoje przerażenie, gdy zdała sobie sprawę, że „strzegący” jej chłopiec znienacka cofnął się w rozwoju umysłowym do stadium małego dziecka. Smutek również jeszcze jej nie opuścił — Światłości, był tylko chłopcem! To nie jest w porządku! — miała jednak nadzieję, że Rand wciąż oddziela go tarczą. Nie było łatwo nakłonić Fedwina, by zajął się zabawą tymi drewnianymi klockami, miast wyrywać Mocą kamienie ze ścian, z których chciał zbudować „wielką wieżę, gdzie ona będzie bezpieczna”. A potem musiała siedzieć, strzegąc jego, póki Rand nie wrócił. Och Światłości, jak bardzo chciało jej się płakać. Nad Randem nawet bardziej niż nad Fedwinem.

1 ... 183 184 185 186 187 188 189 190 191 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)