Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 197
Перейти на страницу:

W końcu Rand przemówił:

— Możecie złożyć mi przysięgę lojalności, tak jak Kiruna i pozostałe. W przeciwnym razie wrócicie do miejsca, gdzie trzymają was Mądre, gdziekolwiek by to było. Nic mniej. — Mimo lekkiej nuty rozkazu w głosie, miał taką minę, jakby on również nie dbał już o całą sprawę, zaplótł ramiona na piersiach, w oczach lśniła niecierpliwość. Przysięga, której się od nich domagał, wylała się z ich ust potokami słów.

Min nie spodziewała się żadnych oporów z ich strony, przynajmniej po tym, co dostrzegła w wizji, ale rezultat nawet ją zaskoczył — Elza podniosła się na klęczki, a pozostałe opadły na kolana. Nierównym chórem pięć kolejnych Aes Sedai przysięgło na Światłość i swoją nadzieję zbawienia, że będą wiernie służyć Smokowi Odrodzonemu do chwili, aż Ostatnia Bitwa rozpocznie się i skończy. Nesune wymawiała słowa, jakby zastanawiając się nad każdym z osobna, Sarene, jakby konstatowała aksjomaty logiki, Elza z szerokim triumfalnym uśmiechem, wszystkie jednak przysięgły. Jak wiele Aes Sedai zgromadzi się w końcu wokół niego?

Odebrawszy przysięgę, Rand z pozoru stracił zainteresowanie.

— Znajdźcie im jakieś rzeczy i umieśćcie wraz z pozostałymi „uczennicami” — nieobecnym głosem poinformował Sorileę. Na czoło wypełzł mu mars, ale to nie ona ani Aes Sedai były jego przyczyną. — Jak myślicie, ile was w końcu będzie? — Min omalże usłyszała w jego słowach echo własnych myśli.

— Tyle, ile będzie trzeba — sucho odparła Sorilea. — Sądzę, że przybędą kolejne. — Klasnęła w dłonie i wykonała nieznaczny gest, a wszystkie pięć sióstr poderwało się niczym jedna. Tylko Nesune wyglądała na zaskoczoną skwapliwością, z jaką usłuchały. Sorilea uśmiechnęła się, był to, jak na Aiela, uśmiech pełen bezmiernej satysfakcji, i Min nie sądziła, by wywołało go posłuszeństwo tych kobiet.

Rand kiwnął głową i odwrócił się. Zaczynał się znowu przechadzać i gniewać na Elayne. Min na powrót usiadła na krześle, żałując, że nie ma pod ręką jednej z książek pana Fela. Mogłaby ją czytać albo cisnąć w Randa. A najlepiej, jedna książka pana Fela do czytania, druga do rzucania w Randa.

Sorilea wyprowadziła z komnaty odziane w czerń siostry, na koniec zatrzymała się, trzymając jedną dłonią skrzydło drzwi, i spojrzała na Randa, który właśnie, oddalając się od niej, szedł w stronę tronu.

— Ta kobieta, Cadsuane Melaidhrin, będzie dziś znowu pod tym dachem — powiedziała ostatecznie do jego pleców. — Moim zdaniem, ona uważa, że się jej boisz, Randzie al’Thor, bo tak unikasz jej obecności.

Przez dłuższą chwilę Rand stał wpatrzony w tron. Albo może w przestrzeń poza nim. Nagle cały zadrżał i pokonał szybko dystans dzielący go od Korony Mieczy. Już miał ją włożyć na głowę, ale zawahał się i odłożył z powrotem. Wdział kaftan, najwyraźniej postanawiając zostawić koronę i berło tam, gdzie leżały.

— Mam zamiar przekonać się, o co chodzi Cadsuane — oznajmił. — Przecież nie przychodzi do Pałacu codziennie tylko dlatego, że lubi brnąć w śniegach. Pójdziesz ze mną, Min? Może będziesz miała wizję.

Skoczyła na równe nogi szybciej niźli poprzednio którakolwiek z Aes Sedai. Wizyta u Cadsuane z pewnością będzie równie miła jak odwiedziny Sorilei, ale teraz wszystko wydało się jej lepsze niż to siedzenie w samotności. Poza tym może rzeczywiście będzie miała wizję. Fedwin ruszył za nią i Randem, a w jego oczach zastygł pełen czujności wyraz.

Sześć Panien czekających na wysokim, sklepionym łukami korytarzu natychmiast poderwało się, ale nie poszły za nimi. Somara była jedyną, którą Min znała; obdarzyła ją przelotnym uśmiechem, Randowi zaś poświęciła pełne dezaprobaty spojrzenie. Pozostałe patrzyły z nie skrywaną wściekłością. Panny zaakceptowały jego wyjaśnienie, dlaczego nie zabrał ich ze sobą, że przede wszystkim chodziło mu o to, by obserwatorzy wciąż wierzyli, że pozostaje w Cairhien, ciągle jednak chciały wiedzieć, dlaczego nie posłał po nie później, a na to pytanie Rand nie umiał znaleźć przekonującej odpowiedzi. Teraz mruknął coś pod nosem i przyśpieszył kroku, tak że Min musiała dobrze wyciągać nogi, aby za nim nadążyć.

— Uważnie obserwuj Cadsuane, Min — powiedział. — I ty też, Morr. Ona najwyraźniej ma w zanadrzu typową dla Aes Sedai intrygę, żebym jednak sczezł, jeśli wiem jaką. Nie mam zielonego pojęcia. Musi...

I nagle Min wydało się, że od tyłu uderzyła ją kamienna ściana, że słyszy wycie i szczęk broni. A potem Rand ją odwrócił — leżała na posadzce? — patrząc na nią, i po raz pierwszy odkąd pamiętała, w tych jego niebieskich jak niebo o poranku oczach zobaczyła strach. Zniknął dopiero, gdy usiadła, kaszląc. Powietrze było pełne pyłu! A potem zobaczyła korytarz.

Pod drzwiami komnat Randa nie było już śladu po Pannach. Samych drzwi zresztą też nie było, podobnie jak większej części ściany, przy czym w przeciwległej ział prawie równie wielki otwór o poszarpanych brzegach. Mimo wszechobecnego pyłu wyraźnie widziała wnętrze apartamentów, ich pozostałości. Wszędzie spoczywały masywne zwały gruzu, a do wnętrza przez wyrwę w suficie zaglądało niebo. Płatki śniegu spływały w dół, prosto w płomienie tańczące pośród tego obrazu zniszczenia. Jeden z masywnych słupków baldachimu łoża sterczał, płonąc, z kupy rozbitego kamienia, ona zaś zrozumiała, że z miejsca, gdzie się znajduje, widzi wszystko na przestrzał, aż do stromych wież za zasłoną śniegu. Jakby gigantyczny młot uderzył w Pałac Słońca. Gdyby byli w środku, zamiast wędrować na poszukiwanie Cadsuane... Min zadrżała.

— Co?... — zaczęła niepewnie, potem zrezygnowała z tego pytania. Każdy głupiec mógł zobaczyć, co się stało. — Kto? — zapytała.

Obsypani pyłem, z potarganymi włosami i w podartych kaftanach, obaj mężczyźni wyglądali tak, jakby tarzali się wśród ruin korytarza i niewykluczone, iż podmuch eksplozji rzeczywiście cisnął nimi. W każdym razie oszacowała, że byli dobre dziesięć kroków dalej od drzwi, niż kiedy widziała ich ostatni raz. Od miejsca, gdzie były drzwi. W oddali podniosły się niespokojne krzyki, niosąc się echem po korytarzach. Żaden z mężczyzn jej nie odpowiedział.

— Czy mogę ci zaufać, Morr? — zapytał Rand.

Fedwin otwarcie spojrzał mu w oczy.

— Choćby zależało od tego twoje życie, mój Lordzie Smoku — odparł po prostu.

— I tak właśnie jest, powierzam ci moje życie — powiedział Rand. Palcami musnął policzek Min, a potem się wyprostował. — Strzeż jej do ostatniej kropli krwi, Morr. — Jego głos był twardy niczym stal. I ponury jak sama śmierć. — Jeśli wciąż są w Pałacu, wyczują, kiedy będziesz próbował otworzyć bramę, i uderzą, zanim zdążysz skończyć. Nie przenoś więc, chyba że będziesz absolutnie musiał, jednak bądź gotów. Zabierz ją na dół do pomieszczeń służby i zabij każdego, kto będzie chciał ją porwać. Każdego lub wszystko, cokolwiek by to było!

Po raz ostatni na nią spojrzał — och, Światłości, w każdej innej sytuacji pomyślałaby, że gotowa jest umrzeć ze szczęścia na widok tego spojrzenia w jego oczach! — a potem odwrócił się i pobiegł, oddalając od sceny zniszczenia. Zostawił ją. Kimkolwiek był zamachowiec, na pewno będzie go ścigał.

Morr poklepał ją po ramieniu dłonią pokrytą grubą warstwą pyłu i uśmiechnął się.

1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)