Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 186 187 188 189 190 191 192 193 194 ... 197
Перейти на страницу:

— Przybywam z wiadomością dla Proroka od Smoka Odrodzonego — oznajmił. Kiedy żaden z mężczyzn nawet nie drgnął, dodał: — Jestem Perrin Aybara. Prorok mnie zna. — Balwer wcześniej przestrzegł go przed ryzykiem, jakie niosło wymienianie prawdziwego imienia Masemy, albo określanie Randa inaczej jak tylko mianem Lorda Smoka Odrodzonego. A nie przybył tutaj przecież po to, by wzniecać rozruchy.

Twierdzenie o znajomości z Masemą chyba wzbudziły jakąś iskierkę zainteresowania w oczach strażników. Paru wymieniło spojrzenia zdziczałych oczu, a potem jeden wszedł do środka. Pozostali zaś patrzyli na niego, jakby mieli przed sobą barda co najmniej. Nie minęło dużo czasu, a przed dom wyszła kobieta. Przystojna, o skroniach przyprószonych siwizną, w sukni z niebieskiej wełny z wysokim karczkiem, dobrze skrojonej, choć pozbawionej jakichkolwiek ozdób, mogła nawet być właścicielką tego domu. Masemą tych, którzy oferowali mu gościnę, nie wyrzucał na ulicę, aczkolwiek ich służący lub pomocnicy na farmach zazwyczaj kończyli w szeregach jednej z band, by „szerzyć chwałę Smoka Odrodzonego”.

— Jeśli pozwolisz, panie Aybara — powiedziała spokojnie kobieta — zaprowadzę ciebie i twoich towarzyszy do Proroka Lorda Smoka, oby Światłość opromieniła jego imię. — Może i wydawała się spokojna, jednak przerażenie wyraźnie znać było w zapachu.

Perrin kazał Nealdowi oraz obu Strażnikom zająć się końmi do ich powrotu i wraz z pozostałymi wszedł za kobietą do środka. Ciemne wnętrze domostwa oświetlały nieliczne lampy, było w nim niewiele cieplej niźli na dworze. Nawet Mądre wydawały się przygnębione panującą w nim atmosferą. Nie pachniały strachem wprawdzie, ale, podobnie jak Aes Sedai, czymś do niego zbliżonym, od Grady’ego zaś i Elyasa biła woń czujności, włosów zjeżonych na karku i uszu płasko przylegających do czaszki. Co dziwne, Aram aż pałał zapałem. Perrin ufał tylko, że tamten nie wyciągnie miecza, kiedy spuści go na chwilę z oka.

Wielki, wyłożony dywanem pokój, do którego wprowadziła ich kobieta, z ogniami płonącymi w kominkach na przeciwległych ścianach, równie dobrze mógł być gabinetem jakiegoś generała, ponieważ wszystkie stoły i połowę krzeseł zaścielały mapy oraz rozmaite papiery, upał zaś panował w nim tak przemożny, że Perrin odrzucił poły płaszcza, żałując, że włożył tego dnia aż dwie koszule. Jednak jego spojrzenie — niczym opiłki żelaza przyciągane przez magnetyt — natychmiast przykuła sylwetka Masemy, stojącego pośrodku pomieszczenia. Smagły, posępny mężczyzna z ogoloną głową i bladą trójkątną blizną na policzku, w wymiętym szarym kaftanie i butach z popękanej skóry. Głęboko osadzone oczy płonęły czarnym ogniem, zapach zaś... Jedynym słowem, które mogło określić ten zapach — twardy niczym stal i ostry jak klinga, drżący od dzikiej intensywności — jedynym, jakie się Perrinowi nasuwało, było szaleństwo. To właśnie temu człowiekowi Rand chciał założyć kaganiec?

— A więc to ty — warknął Masemą. — Nie sądziłem, że odważysz się tu pokazać. Wiem, do czego zmierzasz! Hari ostrzegł mnie dobry tydzień temu, a od tego czasu otrzymywałem nieprzerwanie informacje. — W kącie pokoju poruszył się jakiś człowiek, o wydatnym nosie i zmrużonych oczach, Perrin zaś złajał się wewnętrznie za to, że nie dostrzegł go wcześniej. Hari miał na sobie kaftan z zielonego jedwabiu, znacznie lepszy od ubrania, które nosił wówczas, gdy się wypierał obcinania innym uszu. Tamten zatarł dłonie i wyszczerzył się paskudnie na Perrina, jednak nie odzywał się słowem, Masemą zaś ciągnął dalej. Z każdym słowem jego przemowa była coraz gorętsza, i to wcale nie z gniewu, tylko jakby z pragnienia, by każda sylaba wypaliła się ogniem w ciele słuchacza. — Wiem o twoich mordercach, którzy przeszli pod sztandar Lorda Smoka. Wiem, że próbujesz wykroić sobie własne królestwo! Tak, wiem o Manetheren! Znam twoje ambicje! Twoją żądzę chwały! Odwróciłeś się plecami do!...

Nagle oczy Masemy wyszły z orbit i po raz pierwszy w jego woni pojawił się ton gniewu. Z gardła Hariego wydobył się zdławiony odgłos, on sam zaś próbował chyba wtopić się w ścianę. Seonid oraz Masuri odrzuciły kaptury i odsłoniły oblicza, chłodne, spokojne, po których wszakże każdy, kto choć raz w życiu widział podobne, mógł z łatwością rozpoznać Aes Sedai. Perrin zastanawiał się, czy ujmują Moc. Gotów byłby się założyć, że Mądre tak właśnie postąpiły. Edarra i Carelle w milczeniu rozglądały się czujnie na wszystkie strony, a pomijając niewzruszone twarze, jeśli kiedykolwiek widział kogoś gotowego do walki, były to właśnie one. A skoro już o tym mowa, to Grady sprawiał takie wrażenie, jakby gotowość otuliła go szczelnie niczym czarny kaftan, niewykluczone, że on również obejmował Moc. Elyas stał oparty o ścianę przy drzwiach, z pozoru równie opanowany jak siostry, roztaczał wokół siebie woń wilka chętnego w każdej chwili skoczyć do gardła. Aram zaś stał, patrząc na Masemę z otwartymi ustami! Światłości!

— A więc to też prawda! — warknął Masema i strużka śliny pociekła mu z ust. — Wszędzie wokół krążą wstrętne plotki, kalające święte imię Lorda Smoka, a ty ośmielasz się pokazywać z tymi... tymi!...

— Zaprzysięgły lojalność Lordowi Smokowi, Masema — wszedł tamtemu w słowo Perrin. — Służą mu! A czy ty mu służysz? Wysłał mnie po to, bym położył kres zabijaniu. I żebym sprowadził cię do niego. — Nikt nie zaproponował mu krzesła, więc zrzucił z jednego stos papierów i usiadł. Żałował, że pozostali nie zechcą postąpić podobnie, krzyczenie na kogoś w pozycji siedzącej zdawało się bowiem znacznie trudniejsze.

Hari patrzył na niego wytrzeszczonymi oczyma, Masema zaś właściwie cały się trząsł. Ponieważ usiadł bez pozwolenia? Aha. No, tak.

— Zrezygnowałem z imienia, które nadali mi ludzie — oznajmił chłodno Masema. — Jestem po prostu Prorokiem Lorda Smoka, niech Światłość opromienia jego imię i niech świat odda mu należną cześć. — Z tonu jego głosu można było wnosić, że zarówno Światłość, jak i świat gorzko pożałują, jeśli tego nie uczynią. — Tu zostało jeszcze wiele do zrobienia. Ogromna praca. Na wezwanie Lorda Smoka każdy musi stawić się posłusznie, ale zimą podróż zawsze jest uciążliwa. Kilkutygodniowa zwłoka nie sprawi większej różnicy.

— Dzisiaj już możesz być w Cairhien — oznajmił Perrin. — Kiedy tylko Lord Smok z tobą porozmawia, będziesz mógł wrócić w ten sam sposób. — O ile Rand pozwoli mu wrócić.

Słysząc to, Masema aż się skręcił. Obnażył zęby, spojrzał płonącym wzrokiem na Aes Sedai.

— Jakieś dzieło Mocy? Nie pozwolę, by dotykano mnie Mocą! To bluźnierstwo, gdy parają się nią śmiertelnicy!

Perrin omal nie wytrzeszczył oczu.

— Smok Odrodzony potrafi przenosić, człowieku!

— Błogosławiony Lord Smok nie jest takim samym śmiertelnikiem, jak inni ludzie, Aybara! — warknął Masema. — On jest Światłością wcieloną! Podporządkuję się jego wezwaniu, ale nie pozwolę się unurzać w plugastwie będącym dziełem tych kobiet!

Perrin osunął się w krzesło i westchnął. Jeśli tego człowieka tak bardzo drażnią Aes Sedai, to co zrobi, gdy się dowie, że Grady i Neald również mogą przenosić? Przez chwilę bawił się pomysłem, by zwyczajnie walnąć Masemę w głowę i... Ale korytarzem wciąż przechodzili jacyś ludzie, którzy zerkali do środka. Wystarczy, że jeden tylko krzyknie, a cała Abila zamieni się w rzeźnię.

1 ... 186 187 188 189 190 191 192 193 194 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)