Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 180 181 182 183 184 185 186 187 188 ... 197
Перейти на страницу:

Min zmarszczyła brwi. Jemu zostawiały wybór? Mądre niezmiernie rzadko zostawiały w czyjejkolwiek gestii wybór, którego mogły same dokonać. Sorilea nigdy tak nie postępowała. Żylasta Mądra obojętnie otuliła szalem ramiona i obserwowała Randa, jakby cała sprawa nie miała żadnego znaczenia. Łypnęła jednak w stronę Min pojedynczym spojrzeniem niebieskiego lodu i nagle Min zrozumiała, że jeśli powie teraz niewłaściwe słowo, to z całą pewnością stara obedrze ją ze skóry. Nie była to kwestia wizji. Po prostu znała już Sorileę lepiej, niżby sobie życzyła.

Z determinacją skoncentrowała uwagę na obrazach, które pojawiały się i znikały wokół zebranych kobiet. Nie było to łatwe, bo stały blisko siebie, i nie miała pewności, która wizja odnosi się do której kobiety. Dobre i to, że przynależności aury mogła zawsze być pewna. Światłości, żeby tylko potrafiła zrozumieć chociaż część z tego, co widziała!

Rand przyjął deklarację Sorilei chłodno, przynajmniej tak się z pozoru wydawało. Powoli zatarł dłonie, z namysłem wbił wzrok w czaple, którymi ozdobione były jego przedramiona, przyjrzał się kolejno każdej Aes Sedai. Na koniec skupił wzrok na Erian.

— Dlaczego? — zapytał ją delikatnie. — Zabiłem dwóch twoich Strażników. Dlaczego? — Min skrzywiła się. Rand krył w sobie różne oblicza, rzadko jednak bywał delikatny. A Erian była jedną z tych kilku, które biły go częściej niż raz.

Blada Illianka wyprostowała się. Obrazy zatańczyły wokół niej, aury rozbłyskały i znikały. Min niczego nie potrafiła odczytać. Erian o umazanej twarzy, ze splątanymi długimi czarnymi włosami, jakoś zdołała zebrać w sobie powagę Aes Sedai i spojrzała zimno w jego oczy. Odpowiedziała mu jednak prosto i bezpośrednio. — Źle uczyniłyśmy, porywając cię. Długo się nad tym zastanawiałam. Musimy stoczyć Ostatnią Bitwę, w której powinieneś spodziewać się naszej pomocy. Jeśli nie przyjmiesz mojej, zrozumiem, ale jeśli mi pozwolisz, pomogę, jak tylko będę w stanie.

Rand popatrzył na nią spojrzeniem bez wyrazu.

Każdej po kolei zadawał to samo pytanie złożone z pojedynczego słowa, a ich odpowiedzi były tak różne, jak stojące przed nim kobiety.

— Zielone są Bitewnymi Ajah — odrzekła dumnie Beldeine. Mimo smug na policzkach i ciemnych kręgów pod oczyma, naprawdę wyglądała jak Królowa Bitwy. Ale dla saldaeańskich kobiet było to chyba drugą naturą. — Kiedy pójdziesz walczyć w Tarmon Gai’don, Zielone muszą być tam z tobą. Ja też będę walczyć, jeśli mi pozwolisz. — Światłości, ona chyba miała zamiar związać Asha’mana więzią Strażnika! Jak?... Nie, teraz było to nieważne.

— To, co zrobiłyśmy, wydawało się w swoim czasie jedynym logicznym rozwiązaniem. — Zaznaczona lekkim napięciem chłodna niewzruszoność Sarene zamieniła się w otwarte zmartwienie, pokręciła głową. — Powiedziałam to w charakterze wyjaśnienia, nie usprawiedliwienia. Okoliczności się zmieniły. Dla ciebie logiczne może się wydawać postępowanie... — Wciągnęła wyraźnie drżący oddech. Obrazy i aury; burzliwy romans, ze wszystkich możliwych rzeczy! Ta kobieta była czystym lodem, jakkolwiek nie była piękna. I cóż za pożytek z wiedzy, że jakiemuś mężczyźnie uda się ją stopić! — Sprowadzające się do odesłania nas z powrotem w niewolę — ciągnęła dalej — albo nawet stracenia nas. Jeśli o mnie chodzi, logika dyktuje, abym ci służyła.

Nesune przekrzywiła głowę, a jej prawie czarne oczy zdawały się chłonąć każdy okruch jego wyglądu. Jedna czerwono-zielona aura mówiła o sławie i chwale. Ponad jej głową pojawił się ogromny budynek, a po chwili zniknął. Biblioteka, którą założy.

— Chciałam cię badać — powiedziała po prostu. — Nie bardzo mogę to robić, dźwigając głazy lub kopiąc dziury. Przy tych zajęciach zostaje jednak dużo czasu na myślenie, służba u ciebie zdaje mi się stosowną zapłatą za wszystko, czego się dowiem. — Rand zamrugał, słysząc te słowa, ale poza tym wyraz jego twarzy nie uległ zmianie.

Najbardziej jednak zaskakującej odpowiedzi udzieliła Elza, i to raczej sposób był zaskakujący niźli same słowa. Uklękła, a potem uniosła wzrok i spojrzała na Randa zapalczywymi oczami. Jej cała twarz zdawała się aż promienieć żarliwością. Aury rozbłysły, otoczyły ją kaskady obrazów, z których wszelako nic nie wynikało.

— Jesteś Smokiem Odrodzonym — powiedziała bez tchu. — Musisz dożyć do Ostatniej Bitwy. A ja muszę ci w tym pomóc! Zrobię wszystko, co konieczne! — I padła twarzą na posadzkę, przyciskając usta do wypolerowanych kamieni przed jego butami. Nawet Sorilea wyglądała na wstrząśniętą, Sarene zaś dosłownie opadła szczęka. Morr zagapił się, ale natychmiast powrócił do kręcenia guzikiem. Min zdało się, że zachichotał nerwowo, omalże niesłyszalnie.

Rand zawrócił na pięcie i pokonał połowę drogi do Tronu Smoka, gdzie na jego haftowanym złotem czerwonym kaftanie spoczywały berło i korona Illian. Wyraz jego twarzy pozostawał tak nieodgadniony, że Min chciała natychmiast doń podbiec, nie dbając już, kto ich obserwuje, ale zamiast tego dalej patrzyła na Aes Sedai. I na Sorileę. Wokół tej białowłosej jędzy nie zobaczyła jeszcze nigdy nic użytecznego.

Nagle Rand odwrócił się i podszedł do szeregu kobiet tak szybko, że Beldeine i Sarene aż się cofnęły o krok.

— A czy zgodzicie się, by was zamykano w jakiejś skrzyni? — Jego głos aż zgrzytał, odgłosem jednego zamarzniętego kamienia pocieranego o drugi. — Zamykano na cały dzień w skrzyni, a przedtem bito, bito przed zamknięciem i również potem, kiedy będziecie wypuszczane? — To właśnie mu zrobiły.

— Tak! — jęknęła Elza z ustami przyciśniętymi do posadzki.

— Cokolwiek muszę zrobić, zrobię!

— Jeśli tego żądasz — zdołała wykrztusić trzęsącym się głosem Erian, a pozostałe, z obliczami zdjętymi grozą, po kolei kiwały głowami.

Min patrzyła zadziwiona, zaciskając pięści w kieszeniach kaftana. To, że pomyślał o zrewanżowaniu się im w ten sam sposób, wydawało się jak najbardziej naturalne, ale ona musiała mu jakoś przeszkodzić. Znała go lepiej niż on znał sam siebie, wiedziała, w jakich okolicznościach jest twardy jak żelazo, a kiedy łatwo go zranić, niezależnie od jego zapalczywych zaprzeczeń. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Ale co tu zrobić? Furia wykrzywiła mu twarz, kręcił głową w taki sposób, w jaki to zawsze czynił, gdy kłócił się z tym wewnętrznym głosem. Otwarcie wymamrotał tylko jedno słowo, które zrozumiała. Ta’veren. Sorilea wciąż stała bez ruchu, przypatrując mu się równie uważnie jak Nesune. Wyglądało na to, że nawet groźba zamknięcia w skrzyni nie potrafiła wstrząsnąć Brązową siostrą. Z wyjątkiem Elzy, która wciąż łkała i całowała posadzkę, pozostałe miały puste spojrzenia, jakby już widziały się związane w pół i zamknięte, jak on niegdyś.

Wśród wszystkich tych obrazów, które wirowały wokół Randa i kobiet, nagle jedna aura rozbłysła szczególnie jaskrawo, błękitna i żółta, nakrapiana zielenią, i objęła wszystkich. I Min wiedziała, co ona oznacza. Westchnęła, na poły z zaskoczenia, na poły z ulgi.

— One wszystkie będą ci służyć, Rand, każda na swój sposób — powiedziała pośpiesznie. — Widziałam to. — Sorilea będzie mu służyć? Nagle Min zwątpiła w to, co właściwie może znaczyć określenie „na swój sposób”. Słowa te całkowicie bezwiednie wyrwały się z jej ust, ale przecież w swych wizjach nie zawsze wiedziała, co same słowa oznaczają. Służyć jednak będą, to było pewne.

Furia zniknęła z twarzy Randa, zaczął się spokojnie przyglądać Aes Sedai. Parę zerkało na Min spod uniesionych brwi, najwyraźniej zdumione, że te kilka słów mogło wywrzeć taki skutek, reszta jednak nie odrywała wzroku od Randa, ledwie oddychając. Nawet Elza uniosła głowę, by nań spojrzeć. Sorilea obrzuciła Min przelotnym spojrzeniem i nieznacznie skinęła głową. Z aprobatą, jak sądziła Min. A więc stara kobieta tylko udawała, że nie obchodzi jej, jak wszystko się skończy?

1 ... 180 181 182 183 184 185 186 187 188 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)