Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 177 178 179 180 181 182 183 184 185 ... 236
Перейти на страницу:

— Wcale nie, jest wściekły na... — Dotknęła swoich skroni, jakby macała liczne uczucia, które docierały do niej poprzez więź. Naprawdę była zdenerwowana! — Choć może nie wściekły, a raczej rozżalony. — Sięgnęła do zielonego woreczka przy skórzanym pasku i wyjęła małą, emaliowaną szpilkę w postaci osobliwej, wijącej się figurki w kolorach czerwieni i złota. Figurka przypominała węża, tyle że z nogami i lwią grzywą. — Nie wiem, gdzie ją zdobył młody al’Thor, w każdym razie wręczył ją Jaharowi. Najwyraźniej dla Asha’manów ta szpila jest czymś w rodzaju naszego szala. Musiałam mu ją oczywiście zabrać. Jahar pozostaje wciąż na etapie, w którym dopiero uczy się akceptować moje polecenia. Odebranie tego przedmiotu bardzo nim wszakże wstrząsnęło... Czy powinnam mu go oddać? W jakimś sensie otrzymałby wtedy szpilę z mojej ręki.

Cadsuane coraz bardziej marszczyła czoło i powoli przestawała już panować nad swoją miną. Czyżby Merise pytała ją o radę w sprawie jednego ze swoich Strażników?! No cóż, wprawdzie Cadsuane sama zagaiła na ten temat, lecz ów stopień zażyłości był po prostu... niespotykany i niemożliwy do pomyślenia. Też coś!

— Jestem pewna, że cokolwiek zdecydujesz, twoja decyzja będzie właściwa.

Po tym stwierdzeniu rzuciła ostatnie spojrzenie na Nynaeve i odeszła, pozostawiając samą sobie wysoką Merise, która wciąż gładziła kciukiem emaliowaną szpilkę i z uniesionymi brwiami wpatrywała się w dziedziniec. Lan właśnie po raz nie wiadomo już który pokonał Jahara, tym niemniej młody człowiek znów się prostował, zachęcając przeciwnika do kolejnego pchnięcia. Cadsuane nie była właściwie zainteresowana potencjalną decyzją swojej Zielonej rozmówczyni w sprawie szpilki, jednak z tej pogawędki nauczyła się pewnej rzeczy, która jej się bardzo nie spodobała. Do tej pory granice między Aes Sedai i Strażnikami zawsze wydawały jej się jasne jak słońce. Aes Sedai rozkazywały, Strażnicy zaś wypełniali ich polecenia. Ale jeśli Merise — akurat ona, ta Zielona, która zawsze twardą ręką rządziła swoimi Strażnikami — wahała się w związku z czymś tak drobnym jak szpilka do kołnierza... Widać z tego, że trzeba wyznaczyć nowe granice w kontaktach ze Strażnikami, przynajmniej z tymi, którzy posiadali zdolność przenoszenia Mocy. Nie ma co marzyć, że siostry przestaną się wiązać z umiejącymi przenosić Strażnikami. Beldeine stanowiła jawny dowód na to, że tak się nie zdarzy. Ludzie wszak nigdy się nie zmieniają, chociaż świat wokół nich stale się zmienia — z niepokojącą regularnością. Trzeba się z tym faktem pogodzić i tyle. Nie warto się denerwować sprawami, na które nie ma się wpływu. A od czasu do czasu, przy odrobinie szczęścia, można wpłynąć jedynie na kierunek zmian, tyle że zazwyczaj jeśli jedną zmianę powstrzymasz, doprowadzisz do innej lub ją wręcz wywołasz...

Zgodnie z oczekiwaniem Cadsuane drzwi do pokojów młodego Randa al’Thora były strzeżone. Siedziała przy nich oczywiście Alivia, zajmując ławkę po jednej stronie wejścia, w cierpliwej pozie, z rękoma ułożonymi na podołku. Ta jasnowłosa Seanchanka sama sobie wyznaczyła rolę obrończyni młodzieńca. Była wdzięczna Randowi za uwolnienie jej od kołnierza damane, tym niemniej najwyraźniej chodziło tu o coś więcej. Min nie lubiła Alivii i powodem jej niechęci nie była jedynie zwyczajna zazdrość, gdyż Seanchanka niewiele wiedziała o związkach mężczyzn z kobietami. Istniał jednakże między nią i al’Thorem jakiś związek, który ujawniał się w spojrzeniach — jej zdeterminowanych, jego pełnych nadziei. W ten układ trudno było uwierzyć, Cadsuane wszakże nie zamierzała go lekceważyć, zwłaszcza póki nie pozna jego szczegółów. Alivia obrzuciła ją teraz ostrym spojrzeniem błękitnych oczu. Patrzyła z szacunkiem, ale i ostrożnie, choć na szczęście bez wrogości. Seanchanka łatwo i szybko radziła sobie z osobami, które uważała za wrogów młodego Randa.

Na straży trwała tu też druga kobieta. Mimo iż była wzrostu Alivii, te dwie nie mogły się chyba bardziej od siebie różnić i to nie tylko dlatego, że Elza miała brązowe oczy i gładkie, wiecznie młode oblicze Aes Sedai, natomiast Alivia — drobne zmarszczki w kącikach oczu i nitki bieli we włosach. Elza, natychmiast gdy zobaczyła Cadsuane, skoczyła na równe nogi i podbiegła do drzwi, owijając się szczelniej szalem.

— Nie jest sam — oświadczyła lodowatym głosem.

— Chcesz powiedzieć, że stajesz mi na drodze? — odwarknęła Cadsuane z identycznym chłodem w głosie.

Zielona Andoranka powinna się w tym momencie usunąć. Wszak była znacznie od niej słabsza we władaniu Mocą, toteż nawet nie powinna się zawahać, a cóż dopiero czekać na jawny rozkaz. Tym niemniej Elza trwała twardo w miejscu i niechęć jej spojrzenia jeszcze bardziej się pogłębiała.

Sytuacja stała się kłopotliwa. Pięć innych przebywających w rezydencji sióstr przysięgało Randowi, te zaś, które pozostawały lojalne Elaidzie, gapiły się zazwyczaj na Cadsuane w taki sposób, jakby jawnie ją podejrzewały o złe zamiary wobec niego. I tu pojawiało się oczywiste pytanie, dlaczego Verin jej nie podejrzewała. W każdym razie, do tej pory tylko jedna Elza usiłowała ją utrzymać z dala od al’Thora. Nastawienie kobiety trąciło zazdrością, która nie miała zresztą najmniejszego sensu. Elza chyba wszak nie wierzyła, że bardziej od Cadsuane pasowałaby na doradczynię Randa, a gdyby kiedykolwiek choć zasugerowała, że pragnie tego młodzieńca — jako mężczyzny czy też jako Strażnika — Min z pewnością zareagowałaby atakiem szału. Min bacznie obserwowała wszystkie swoje potencjalne rywalki. Cadsuane miała teraz ochotę zazgrzytać zębami, na szczęście nie należała do osób w tak widoczny sposób okazujących swoje uczucia.

Akurat w chwili, kiedy zamierzała polecić Elzie ustąpienie jej z drogi, Alivia wychyliła się ze swego miejsca.

— On po nią posłał, Elzo — oświadczyła, powoli cedząc słowa. — Zdenerwuje się, jeśli jej do niego nie wpuścimy. Wścieknie się na nas, nie na nią. Wpuść ją.

Elza zerknęła na Seanchankę spod oka, po czym wydęła w pogardzie wargi. Alivia była od niej silniejsza, jeśli szło o władanie Mocą — dokładnie rzecz ujmując, Alivia była znacznie silniejsza nawet od Cadsuane — jednakże Elza uważała ją za kłamczuchę i w dodatku dzikuskę. Ciemnowłosa Elza ledwie zdawała się przyjmować fakt, że Alivia była wcześniej damane, nie mówiąc o pozostałych szczegółach jej historii. Tym niemniej jej posłuchała — obrzuciła spojrzeniem najpierw Cadsuane, potem drzwi, w końcu poprawiła szal. Najwidoczniej nie chciała, aby Rand się zdenerwował. W każdym razie nie na nią.

— Sprawdzę, czy na ciebie czeka — oznajmiła ponuro. — Przetrzymaj ją tutaj — poleciła Alivii ostrzejszym tonem, następnie zaś obróciła się do drzwi i lekko zastukała. Z wnętrza dał się słyszeć męski głos, więc Elza lekko uchyliła drzwi i prześlizgnęła się przez szczelinę, pociągając je za sobą.

— Będziesz jej musiała wybaczyć — stwierdziła Alivia z tym denerwująco powolnym, miękkim akcentem Seanchan. — Sądzę, że powodem takiego zachowania jest jedynie zbyt poważne podejście do złożonej przysięgi. Nie przyzwyczaiła się jeszcze do służenia komukolwiek.

— Aes Sedai dotrzymują słowa — odparła cierpko Cadsuane. Rozmawiając z Seanchanką, odnosiła wrażenie, że sama przemawia szybkim, szorstkim językiem Cairhienian! — My, Aes Sedai musimy dotrzymywać słowa.

— Myślę, że ty tak. Jak wiesz, ja również. Jestem mu coś winna, więc spełniam jego polecenia...

Cadsuane zastanowiła się nad tym osobliwym komentarzem, stanowiącym równocześnie wyraźny wstęp do dłuższej rozmowy, zanim jednak mogła podjąć temat lub zadać jakieś pytanie, z pokoju al’Thora wyszła Elza. Za nią kroczył Algarin, mężczyzna o rzadkich, siwych włosach i starannie przyciętej, białej brodzie. Ukłonił się Cadsuane z uśmiechem, który pogłębił zmarszczki na jego twarzy. Nosił prosty kaftan z ciemnej wełny, wyraźnie uszyty przed wieloma laty, gdyż teraz wisiał na jego ciele zbyt luźno. Cadsuane nie miała pojęcia, po co mężczyzna odwiedzał młodego Randa.

1 ... 177 178 179 180 181 182 183 184 185 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)