Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Merise pozostała opanowana i nieporuszona. Dopiero po długiej chwili westchnęła, po czym odparła:
— Nie wiem, Cadsuane. Saidar to spokojny ocean, który zabierze cię tam, dokąd się zechcesz udać, wystarczy znać jego prądy i pozwalać im się unosić. A saidin... Saidin jest w porównaniu z saidarem lawiną parzących kamieni. Przypomina załamujące się lodowe góry. Jahar wydaje mi się... czystszy niż wtedy, gdy połączyłam się z nim po raz pierwszy, jednakże w panującym chaosie można ukryć wszystko. Wszystko!
Cadsuane pokiwała głową. Nie była przekonana, czy spodziewała się innego wytłumaczenia. Czemuż niby miała otrzymać jednoznaczną odpowiedź na któreś z dwóch najważniejszych na świecie pytań, skoro nie potrafiła znaleźć wyjaśnienia szeregu innych dużo prostszych kwestii? Patrzyła na dziedziniec. Drewniane ostrze Lana zatrzymało się, choć tym razem nie z trzaskiem, lecz ledwie muskając gardło Jahara. Następnie — potężniejszy od swego przeciwnika — Lan znów spokojnie wrócił do swojej podstawowej, oczekującej pozycji. Nethan ponownie powstał, Jahar zaś po raz kolejny odprawił go machnięciem ręki, po czym gniewnie uniósł ćwiczebny miecz i przybrał waleczną postawę. Trzeci Strażnik Merise, mężczyzna imieniem Bassane — niski, szeroki w barach Cairhienianin o opalonej, niemal równie ciemnej jak Jahara cerze — roześmiał się i rzucił nieuprzejmy komentarz na temat przesadnie ambitnych osobników, którzy potykają się o własne ostrza. Tomas i Damer wymienili spojrzenia i potrząsnęli głowami, mężczyźni w tym wieku zwykle bowiem już na długo wcześniej dali sobie spokój z szyderstwami. Znów rozległy się odgłosy drewna uderzającego o drewno.
Pozostali czterej Strażnicy nie stanowili jedynych widzów zmagań Lana i Jahara na dziedzińcu. Uwagę Cadsuane przyciągnęła siedząca na czerwonej ławce szczupła dziewczyna o ciemnych włosach splecionych w długi warkocz, która z niepokojem przyglądała się walczącym. Na jej widok Cadsuane zmarszczyła brwi. Ta młódka musiałaby zamachać pierścieniem w kształcie Wielkiego Węża przed nosami ludzi, ażeby im udowodnić, że mają do czynienia z Aes Sedai, którą rzeczywiście była, nawet jeśli tylko formalnie. Beldeine wciąż wyglądała jak dziecko, gdyż miała naprawdę młodą twarz, natomiast Nynaeve rzeczywiście była młodziutka. Teraz kręciła się na ławce, prawie się z niej zrywając. Czasami poruszała ustami, jakby milcząco wykrzykując słowa zachęty, innym razem wykonywała rękoma gesty, którymi pokazywała Lanowi skuteczniejszy sposób posługiwania się mieczem. Nynaeve była istotą nieco frywolną i pełną namiętności, na szczęście dzięki swej rozwadze rzadko te cechy demonstrowała. Nie tylko Min zatem oddała serce jakiemuś mężczyźnie i straciła dla niego głowę. Zgodnie ze zwyczajami dawnego Malkier, Nynaeve miała na czole wymalowaną czerwoną kropkę symbolizującą małżeństwo z Lanem, mimo iż Żółte rzadko poślubiały swoich Strażników. Nie tylko zresztą Żółte. Naprawdę bardzo niewiele sióstr wychodziło za mąż. W dodatku Lan nie był Strażnikiem Nynaeve, chociaż oboje udawali, że łączy ich więź. Nie wspominali o osobie, do której Lan w istocie należał, unikali imienia tej kobiety i zachowywali się czasem jak złodzieje umykający w noc.
Bardziej interesująca i niepokojąca wydała się Cadsuane biżuteria, którą nosiła Nynaeve: długi, złoty naszyjnik, cienki, złoty pas, a także dopasowane do nich bransoletki i pierścienie. A jej suknię z żółtymi wstawkami zdobiły jaskrawoczerwone, zielone i niebieskie klejnoty. Na lewej ręce Nynaeve nosiła również jeden dodatkowy przedmiot — złote pierścionki przymocowane spłaszczonymi łańcuszkami do złotej bransoletki. Był to angreal, znacznie potężniejszy niż ozdoba w kształcie dzierzby, którą miała we włosach Cadsuane. Inne ozdoby Nynaeve przypominały jej własne i prawdopodobnie zostały wykonane mniej więcej w tym samym czasie; te ter’angreale pochodziły z okresu Pęknięcia Świata, z czasów, gdy Aes Sedai zaczynały zyskiwać wrogów, szczególnie wśród umiejących przenosić Moc mężczyzn. Dziwna wydawała się teraz myśl, że tych mężczyzn również określano mianem Aes Sedai. Tak jakby Cadsuane spotkała nagle osobnika przeciwnej płci, który nosi jej imię!
Pytanie... Jej poranek najwyraźniej wypełniały pytania, a słońce wszak nie wspięło się jeszcze nawet do połowy osiąganej w południe wysokości... Pytanie zatem brzmiało, czy młodziutka Nynaeve nosi tę biżuterię z powodu chłopca nazwiskiem al’Thor, czy też z powodu Asha’manów? A może z jej powodu, z powodu Cadsuane Melaidhrin? Nynaeve manifestowała swoją lojalność wobec Randa, młodzieńca pochodzącego z tej samej wioski, choć nie zapominała także o ostrożności. Nie była zatem głupia i doskonale wiedziała, co robi. Póki jednak Cadsuane nie znajdzie odpowiedzi na nurtujące ją kwestie, nie może zaufać tej dziewczynie; byłoby to zbyt niebezpieczne. Kłopot w tym, że ostatnimi czasy wiele pomysłów wydawało się groźnymi.
— Jahar staje się silniejszy — oświadczyła niespodziewanie Merise. Cadsuane uniosła brwi i zerknęła na swoją Zieloną towarzyszkę. Silniejszy? Wilgotna koszula tego młodego człowieka przylgnęła mu już do pleców, podczas gdy Lan nawet nie zdążył się jeszcze spocić. Po chwili jednak zrozumiała, co ma na myśli jej rozmówczyni. Merise nie chodziło o zwyczajną siłę, lecz o kompetencję w posługiwaniu się Mocą. Tym niemniej Cadsuane zmarszczyła pytająco czoło. „Kiedy ostatnim razem pozwoliłam sobie na ujawnienie takich emocji?” — zadumała się. Może wtedy, tak wiele lat temu, na Czarnych Wzgórzach, gdy zaczęła zdobywać ozdoby, które obecnie nosiła. — Najpierw sądziłam, że ten sposób treningu Asha’manów, to ciągłe wymuszanie i przymuszanie, nauczy go wykorzystania pełnej siły w Mocy — ciągnęła Merise tonem wyjaśnienia, patrząc z niezadowoloną miną na dwóch osobników wymachujących ćwiczebnymi mieczami. Właściwie nie, Merise patrzyła z niezadowoleniem tylko na Jahara. O jej frustracji świadczyło zresztą jedynie lekkie zmrużenie oczu. — W Shadar Logoth pomyślałam, że chyba po prostu sobie to wyobraziłam. Trzy albo cztery dni temu byłam na wpół przekonana, że coś mi się pomyliło. Teraz jednak jestem pewna, że mam rację. Jeżeli mężczyźni zyskują siłę zrywami, trudno coś powiedzieć o ostatecznej sile, którą Jahar może zdobyć.
Merise naturalnie nie posunęłaby się do zwerbalizowania prawdziwego problemu, który ją dręczył. A przecież w gruncie rzeczy obawiała się, że Jahar stanie się silniejszy od niej. Wypowiedzenie takich słów wydawało się jednak wręcz niewiarygodne i chociaż Merise chyba już się przyzwyczaiła do niemożliwych do pomyślenia czynów — większość sióstr wszak zemdlałaby na samą myśl o więzi z mężczyzną umiejącym przenosić Moc — na pewno nie czułaby się dobrze, rozprawiając o nich na głos. Cadsuane miała ochotę na absolutnie szczerą rozmowę, jednak nie naciskała i postanowiła zachować neutralny ton. O Światłości, jakżeż nienawidziła tej wymuszonej delikatności.
— Wygląda na zadowolonego, Merise.
Strażnicy Merise zawsze wyglądali na zadowolonych. Najwyraźniej kobieta dobrze ich traktowała.