Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 173 174 175 176 177 178 179 180 181 ... 236
Перейти на страницу:

Zastygła w fotelu i przez długą chwilę siedziała niemal nieruchomo, spokojnie popijając wino, podczas gdy skonsternowana Pevara gapiła się na nią bez słowa. Potrafiła tylko patrzeć. Żadnym swoim stwierdzeniem Tarna nie udowodniła, że nie należy do Czarnych Ajah, jednak zaufanie Pevary do niej bynajmniej nie wzrosło. No cóż, Pevara właściwie uważała, że istnieje mnóstwo ważniejszych spraw niż kwestia Czarnych Ajah, a ona była przecież Zasiadającą, nie zaś siostrzanym odpowiednikiem psa myśliwskiego, którego wyznaczono do polowania na Czarne. Musiała myśleć o Białej Wieży i o Aes Sedai, które przebywały poza Wieżą. A także o przyszłości.

Zanurzyła palce w haftowanym woreczku przy pasie i wyciągnęła zeń cienką rurkę, w którą wciśnięto zwinięty w rulon niewielki skrawek papieru. Odnosiła wrażenie, że papierek za chwilę rozjarzy się ognistymi literami. Do tej pory Pevara pozostawała jedną z dwóch kobiet w Wieży, które znały treść zapisaną na tym skrawku. A teraz, mimo iż już go wyjęła, nadal się wahała, czy go wręczyć Tarnie. W końcu wszakże podała go Opiekunce.

— Dostałam ten tekst od jednego z naszych agentów przebywających w Cairhien, ale wysłała go Toveine Gazal.

Na wzmiankę o Toveine Tarna nieoczekiwanie popatrzyła Pevarze w twarz, potem zaczęła czytać. Jej kamienne oblicze nie drgnęło, a kiedy skończyła, zwinęła papier w rulon i wsunęła go z powrotem do cienkiej rurki.

— To niczego nie zmienia — oznajmiła stanowczo. Jej ton wciąż pozostawał lodowaty. — Co najwyżej narzuca konieczność pośpiechu.

— Przeciwnie — odcięła się Pevara z westchnieniem. — To zmienia wszystko. Zmienia cały świat.

23

Ozdoby

Powietrze w pokoju było cieplejsze niż na zewnątrz jedynie na tyle, że grube szyby pomalowanych na czerwono okien z kwaterami od wewnętrznej strony pokryły się parą. Tym niemniej Cadsuane stała przy oknie i wyglądała na dwór, jakby zupełnie wyraźnie widziała posępny krajobraz, zresztą widziała wszystko, co chciała widzieć. Za jej oknem kręcili się tylko nieszczęśni ludzie opatuleni w płaszcze i skrywający twarze pod kapeluszami. Jedynie nieforemne spódnice lub workowate spodnie odróżniały od siebie mężczyzn i kobiety. Wszyscy z trudem brodzili przez otaczające dwór błotniste pole, czasami ktoś się pochylał i brał w dłoń garść ziemi. Już niedługo będą mogli zacząć orać i nawozić, na razie wszakże nic poza ich inspekcją nie sugerowało nadciągającej wiosny. Konary drzew w rozciągającym się za polami lesie wciąż były czarne i bezlistne, prezentując się ponuro na tle osobliwie spranej szarości porannego nieba. Przyzwoita warstwa śniegu nieco ożywiłaby okolicę, tyle że tutaj sypało minimalnie i rzadko, a spadły jednego dnia śnieg, następnego topniał. Cadsuane jednakże nie potrafiła wskazać zbyt wiele miejsc, które lepiej nadawałyby się dla jej celów, szczególnie że Grzbiet Świata znajdował się zaledwie nieco ponad dzień szybkiej jazdy stąd na wschód. Komu przyszłoby do głowy penetrować przygraniczne tereny Łzy? Czy jednak przekonanie młokosa do pozostania tutaj nie poszło jej zbyt łatwo? Westchnąwszy, odwróciła się od okna, czując poruszenie złotych ozdób, które wisiały w jej włosach: maleńkich księżyców, gwiazdek, ptaków i rybek. Ostatnio była aż za bardzo świadoma ich istnienia. Świadoma? Też coś! Zastanawiała się, czy nie powinna zacząć pozostawiać ich na włosach na noc, na czas snu.

Salon był duży, lecz — jak cała rezydencja — nie przedstawiał się zbytnio dekoracyjnie; jego ściany pomalowano na czerwono i przyozdobiono gzymsami z rzeźbionego drewna. Meble były nieco jaskrawe, choć nie tknięte złoceniami. W pomieszczeniu znajdowały się także dwa ładnie wykonane, wydłużone kominki z gładkiego kamienia, o rusztach z twardego, kutego żelaza, skonstruowanych raczej w sposób zapewniający długie użytkowanie niż w celu uzyskania ładnego wyglądu. Tak jak nalegała Cadsuane, ogień w paleniskach płonął słabo, płomienie migotały nisko na częściowo strawionych szczapach, dając ciepło, które wystarczało zaledwie na ogrzanie rąk, ona zaś nie potrzebowała więcej. Gdyby pozwoliła, Algarin otoczyłby ją gorącem i zasypał służącymi, oddając jej prawie wszystkich, których nadal zatrudniał. Był pomniejszym Lordem Prowincji i nie sposób go nazwać człowiekiem bogatym, wydawał się wszakże uczciwy i w przeciwieństwie do wielu innych spłacał wszystkie swoje długi w terminie.

Pozbawione ozdób drzwi do korytarza otworzyły się nagle ze skrzypnięciem. Większość służących Algarina stanowili ludzie niemal równie wiekowi jak on sam i chociaż stale sprzątali i odkurzali, w licznych lampach stał olej, knoty nie były odpowiednio przycięte, a zawiasów drzwi od dawna najprawdopodobniej nie oliwiono.

W drzwiach pojawiła się Verin, ciągle ubrana w podróżny strój, czyli prostą, brązową, wełnianą suknię z rozciętymi spódnicami i narzucony na ramiona płaszcz. Przez moment kobieta tkwiła w progu i przygładzała upstrzone siwizną włosy. Mina na kwadratowej twarzy tej niewysokiej i przytęgawej siostry sugerowała irytację.

— No cóż, przedstawicielki Ludu Morza dotarły do Łzy, Cadsuane — odezwała się wreszcie, potrząsając głową. — Nie podjechałam pod sam Kamień, słyszałam jednak, że Wysoki Lord Astoril przestał narzekać na doskwierający mu ból stawów i zebrał swoje wojska. Podobno przebywa w twierdzy wraz z Darlinem. Kto by pomyślał, że Astoril zupełnie zmieni front i stanie z Darlinem po jednej stronie? Ulice miasta pełne są zbrojnych, choć większość się stale upija, a potem bije między sobą, no chyba że walczą z Atha’an Miere. W Łzie przebywa obecnie tyleż samo przedstawicieli Ludu Morza, co innych nacji. Przemieszali się. Harine była przerażona. Uciekła na swój statek natychmiast, kiedy zdołała wynająć łódź. Spodziewa się nominacji na Mistrzynię Statków, dzięki czemu przywróci spokój. Nikt nie ma wątpliwości, że Nesta din Reas nie żyje.

Cadsuane chętnie pozwoliła paplać tej korpulentnej, małej kobietce. Verin nie była wcale taką roztargnioną osóbką, jaką udawała. Niektóre Brązowe rzeczywiście niemal potykały się o własne stopy, Verin wszakże należała raczej do tych, które jedynie stwarzają wokół siebie pozory rozkojarzenia i tylko udają całkowite skupienie na własnych badaniach. Prawdopodobnie sądziła, że Cadsuane akceptuje jej zachowanie i swoje zdanie wyrażała bez wahania. Z kolei fakty, które pomijała, i opinie, które zachowywała dla siebie, również często okazywały się wiele mówiące. Zresztą Cadsuane wiedziała, że bynajmniej nie rozgryzła Verin i tak naprawdę nie mogła być jej pewna. Zbyt wielu zresztą rzeczy na tym świecie nie była pewna i owa niepewność nieco jej doskwierała.

Min niestety jawnie podsłuchiwała pod drzwiami. A młodziutka Min niewiele miała w sobie cierpliwości.

— Mówiłam Harine, że nie będzie łatwo — wtrąciła, wpadając do pokoju. — Ostrzegałam ją, że za umowę z Randem spotka ją kara. Natychmiast, gdy zostanie Mistrzynią Statków, a nie potrafię powiedzieć, czy będzie to za dziesięć dni, czy też dopiero za dziesięć lat... — Min była smukła, ładna, wysoka, w botkach na czerwonych obcasach, z ciemnymi lokami opadającymi na ramiona. Miała niski kobiecy głos, nosiła wszakże czerwony chłopięcy kaftan i niebieskie spodnie. Kaftan przyozdobiono wprawdzie haftowanymi, kolorowymi kwiatami na klapach i w górnej części rękawów, spodnie zaś miały pasy na zewnętrznej stronie, niemniej jednak wciąż pozostawały tylko spodniami i kaftanem.

1 ... 173 174 175 176 177 178 179 180 181 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)