Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Ona się tego nauczyła – oznajmiła sul’dam, mając na myśli swoja nową damane – obserwując sploty Aes Sedai. – Sul’dam, Catrona, omal nie zadławiła się słowami „Aes Sedai”. Mat nie winił jej za to. Te słowa mogło być trudno wymówić.
Mat nieszczególnie przypatrywał się damane i jej tatuażom na policzkach, które przedstawiały kwitnące gałęzie i biegły od tyłu głowy, przypominając dłonie podtrzymujące twarz. To za sprawą Mata ją pochwycono. Było to lepsze niż pozwolenie, by walczyła dla Cienia, nieprawdaż?
„Krew i krwawe popioły” – pomyślał Mat. – „Zrobisz dobrą robotę, przekonując Tuon, by nie używała damane, Matrimie Cauthonie. Pochwycenie takiej własnoręcznie…”
Było niepokojące, jak szybko Sharanka przywykła do swej niewoli. Sul’dam zwróciły na to uwagę. Krótki moment walki, a potem całkowita uległość. Spodziewały się, że wyćwiczenie nowo pochwyconej damane zabierze miesiące, lecz ta tutaj był gotowa w przeciągu paru godzin. Catrona promieniała, jak gdyby osobiście była odpowiedzialna za usposobienie Sharanki.
Ta dziura była godna uwagi. Mat stał dokładnie na jej skraju, spoglądając w dół na świat, przeliczając chorągwie i szwadrony, i notując to sobie w głowie. Mat zastanowił się, jak zachowywałby się Classen Bayor, gdyby dysponował jednym z takich oddziałów? Być może bitwa pod Kolesarem potoczyłaby się innym torem. On z pewnością nigdy nie utraciłby kawalerii.
Siły Mata kontynuowały odpieranie armii Cienia przy wschodniej granicy Kandoru, ale Mat nie był zadowolony z obecnej sytuacji. Pułapka zastawiona przez Bryne’a była subtelna i trudna do dostrzeżenia, niczym żółty pająk, który przycupnął na płatku rośliny. To Mat wiedział. Tylko geniusz wojskowy mógł doprowadzić armię do tak trudnego położenia w taki sposób, by tego wcale nie zauważono. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem.
Mat stracił tylu ludzi, że wolał nawet nie liczyć poległych. Jego ludzie zostali przyparci do rzeki, a Demandred – poza wrzaskami, wzywającymi Smoka Odrodzonego – wciąż testował siły Mata, próbując znaleźć ich słaby punkt, już to wysyłając ciężką jazdę, już to nasilając ataki ze strony sharańskich łuczników i Trolloków. W konsekwencji Mat musiał mieć oko na poczynania Demandreda, tak by odeprzeć napaści na czas.
Wkrótce miała nastać noc. Czyżby Cień się wycofał? Trolloki mogły walczyć w ciemnościach, ale Sharanie najprawdopodobniej nie. Mat wydał kolejne rozkazy, a posłańcy pogalopowali przez bramy, by je dostarczyć. Odpowiedź od oddziałów stacjonujących na dole przyszła po kilku chwilach.
– Tak szybko… – zdumiał się Mat.
– To zmieni świat – rzekł generał Galgan. – Posłańcy mogą natychmiast przynosić odpowiedzi; dowódcy obserwować bitwy i planować już za chwilę.
Mat chrząknął na znak zgody.
– Ale założę się, że zanim dostaniemy obiad ze stołówki, minie cały wieczór.
Galgan jakby się uśmiechnął. Wyglądało to tak, jakby głaz pękł na pół.
– Powiedz mi, generale – powiedziała Tuon. – Jak oceniasz zdolności naszego małżonka?
– Nie wiem, gdzie go znalazłaś, Wasza Wysokość, lecz jest on diamentem wysokiej próby. Przez ostatnie godziny obserwowałem, jak ratował siły Białej Wieży. Przy całym swoim… niekonwencjonalnym stylu jest dowódcą o rzadko spotykanym talencie wojskowym.
Tuon nie uśmiechnęła się, lecz Mat poznał po jej oczach, że jest zadowolona. To były ładne oczy. I właściwie, gdy Galgan nie zachowywał się opryskliwie, to miejsce byłoby całkiem przyjemne.
– Dzięki – powiedział pod nosem do Galgana, kiedy obaj pochylili się nad otworem w podłodze, by przyjrzeć się polu bitwy.
– Uważam się za człowieka prawdomównego, mój książę – odparł Galgan, pocierając podbródek palcem o zrogowaciałej skórze. – Będziesz dobrze służył Kryształowemu Tronowi. Byłoby wstydem zbyt wcześnie ujrzeć cię zamordowanym skrytobójczo. Bądź pewien, że pierwsi zamachowcy, których na ciebie naślę, będą niedoświadczeni, tak więc możliwe, że powstrzymasz ich bez trudu.
Mat poczuł, jak usta same otwierają mu się ze zdumienia. Galgan wypowiedział te słowa z absolutną szczerością, niemal sympatią. Jak gdyby robił Matowi grzeczność, usiłując go zabić!
– Trolloki – Mat wskazał na grupę bestii widocznych na dole, w dali – wkrótce się wycofają.
– Zgadzam się – odrzekł Galgan.
Mat potarł podbródek.
– Musimy zobaczyć, co robi z nimi Demandred. Jestem przekonany, że Sharanie mogą nocą próbować przemycić do naszego obozu swoje marath’damane. Wykazują zdumiewające oddanie temu celowi. Albo cholernie lekceważą swój instynkt przetrwania.
Aes Sedai i sul’dam nie były szczególnie nieśmiałe, lecz na pewno ostrożne. Sharańscy przenoszący tacy nie byli, zwłaszcza mężczyźni.
– Niech damane oświetlą rzekę – zarządził Mat. – Obóz ma być pilnie strzeżony. Rozmieścimy w nim grupę damane, tak by można było wykryć przenoszenie, jeśli nastąpi. Niech nikt nie przenosi, nawet gdyby chodziło tylko o zapalenie jakiegoś cholernego świecznika.
– Aes Sedai… to się może nie spodobać – rzekł Galgan. Jemu także z trudem przychodziło używanie określenia Aes Sedai. Zaczęto go używać zamiast marath’damane na rozkaz Mata, choć spodziewał się, że Tuon się temu sprzeciwi. Ale tak się nie stało.
Zrozumienie tej kobiety będzie nie lada wyzwaniem, naturalnie jeśli oboje przetrwają to cholerne zamieszanie.
Tylee weszła do pokoju. Wysoka, o twarzy naznaczonej bliznami, ciemnoskóra kobieta poruszała się z godnością żołnierza pozostającego w służbie przez długie lata. Padła przed Tuon twarzą do ziemi. Miała zakrwawione odzienie i powyginaną zbroję. Jej legion został dzisiaj pobity, ona sama czuła się zaś najprawdopodobniej niczym dywanik, którym zajęła się gospodyni domowa.
– Niepokoję się o nasze pozycje. – Mat odwrócił się i kucnął, patrząc przez otwór na dół. Tak jak przewidywał, Trolloki zaczęły się wycofywać.
– W jakim sensie? – chciał wiedzieć Galgan.
– Wykorzystaliśmy naszych przenoszących, doprowadzając ich do kresu sił – powiedział Mat. – Teraz jesteśmy przyparci do rzeki. To bardzo niedogodna pozycja, by bronić się przez dłuższy czas, zwłaszcza przed tak wielką armią. Jeśli nasi wrogowie otworzą Bramy i nocą przeprowadzą przez nie część sharańskiej armii ku rzece, zniszczą nas.
– Wiem, co masz na myśli – odparł Galgan, potrząsając głową. – Biorąc pod uwagę ich siłę, będą się z nami ścierać, aż zupełnie osłabniemy. Wtedy zacisną wokół nas pętlę.
Mat spojrzał na Galgana.
– Sądzę, że czas, byśmy opuścili tę pozycję.
– Tak, to wydaje się jedynym rozsądnym posunięciem. Dlaczego nie mielibyśmy wybrać bardziej korzystnego dla nas pola walki? Czy twoi przyjaciele z Białej Wieży zgodzą się wycofać?
– Przekonajmy się – odrzekł Mat, wstając. – Posłałem kogoś po Egwene i Zasiadające.
– One nie przybędą – powiedziała Tuon. – Aes Sedai nie spotkają się z nami tutaj. Wątpię, by Amyrlin zaakceptowała moją obecność w jej obozie, a przynajmniej nie z ochroną, której wymagam.
– Pięknie. – Mat machnął ręką w kierunku bramy w podłodze, którą właśnie zamykała damane. – Cóż, użyjemy bramy i będziemy przez nią rozmawiali niczym przez drzwi.
Tuon nie sprzeciwiła się, tak więc Mat wysłał wiadomość przez posłańców. Pomysł wymagał pewnych przygotowań, ale Egwene chyba się spodobał. Tuon zajęła sobie czas oczekiwania, rozkazując, by przesunięto jej tron na drugi koniec pomieszczenia – Mat nie miał pojęcia dlaczego. Potem Tuon zaczęła się drażnić z Min.