Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 174 175 176 177 178 179 180 181 182 ... 296
Перейти на страницу:

Włócznie sprawiały się doskonale. Gdyby zostali otoczeni, włócznicy mogli obracać się w wszystkie strony i walczyć. Trolloki mogłyby zostać zmuszone do walki w szykach, ale oddziały Ituralde – właściwie wykorzystane – mogły przełamać ich linie. Kiedy szyki Trolloków zostałyby złamane, Aielowie zabiliby bestie z przyjemnością.

Za włócznikami Ituralde ustawił piechotę z glewiami i halabardami. Stworom czasem udawało się przełamać szyki włóczników, spychając broń na bok albo zwalając żołnierzy na ziemię ciężarem swoich ciał. Wtedy pomiędzy włócznikami pojawiali się walczący z glewiami, atakując Trolloki z pierwszych linii. To dawało piechocie czas na wycofanie się i przegrupowanie, a następna fala żołnierzy – piechota z włóczniami – pojawiała się gotowa do walki.

Póki co ta strategia działała. Ituralde miał tuzin stosujących ją oddziałów, które nocą stawiały czoła Trollokom. Walczyli defensywnie, robiąc, co w ich mocy, by zatrzymać nadciągającą falę wroga. Bestie rzuciły się na włóczników, starając się ich rozbić, ale każda grupa żołnierzy walczyła niezależnie. Ituralde nie martwił się, że niektóre Trolloki zdołają się wymsknąć jego żołnierzom, jako że od razu zajmą się nimi Aielowie.

Ituralde trzymał ręce mocno splecione za plecami, tak by powstrzymać ich drżenie. Nic już nie było takie samo po Maradonie. Wyciągnął z tego lekcję, ale drogo za nią zapłacił.

„Niech licho porwie mój ból głowy” – pomyślał. – „I Trolloki także”.

Trzykrotnie był już bliski wydania swej armii rozkazu rozpoczęcia szturmu generalnego i porzucenia czworoboków. Wyobrażał sobie swoich żołnierzy szlachtujących i mordujących. Żadnego zwlekania. Pragnął krwi.

Za każdym razem jednak powstrzymywał się. Nie byli tutaj dla krwi, byli po to, by utrzymać pozycje. Dać Randowi czas, którego potrzebował, przebywając w jaskini. O to właśnie chodziło… nieprawdaż? Dlaczego w ostatnim czasie tak trudno mu było pamiętać o tym?

Na ludzi Ituralde spadła kolejna fala strzał. Myrddraale usytuowały Trolloki na szczytach zboczy znajdujących się nad przesmykiem, w miejscach, w któryś niegdyś stali łucznicy Ituralde. Dostanie się tam musiało być nie lada przedsięwzięciem; zbocza były bardzo strome. Jak wiele Trolloków musiało spaść i zabić się, próbując się tam dostać. Bez względu na to, że Trolloki nie były dobrymi łucznikami, nie musiały być, strzelając w zwarte szeregi.

Halabardnicy unieśli tarcze. W tym momencie nie mogli walczyć, ale mieli broń w pogotowiu. Deszcz strzał narastał, przecinając nocne, wypełnione mgłą powietrze. Nad głowami walczących rozległ się grzmot, ale Poszukiwaczki Wiatru były gotowe, by odeprzeć burzę. Twierdziły, że przez kilkanaście chwil armia będzie musiała znieść silną nawałnicę. W pewnym momencie zaczął padać grad wielkości ludzkiej pięści i trwało to koło minuty. Następnie Poszukiwaczki Wiatru odzyskały kontrolę nad pogodą.

Jeśli coś takiego miałoby czekać armię, gdyby Poszukiwaczki Wiatru nie użyły swej Czary, Ituralde był naprawdę szczęśliwy, że może na nie liczyć. Czarny nie dbał o to, ile Trolloków straci, zsyłając śnieżycę, trąbę powietrzną czy tornado, byleby tylko zabić walczących z nimi ludzi.

– Gromadzą się u wejścia do przesmyku, by ruszyć kolejną falą! – ryknął ktoś pośród nocy. Inne głosy potwierdziły to. Ituralde usiłował dostrzec coś przez mgłę, w czym pomogło mu światło ognisk. Trolloki faktycznie się przegrupowywały.

– Wycofaj siódmy i dziewiąty oddział piechoty – rozkazał. – Walczą już zbyt długo. Niech czwarty i piąty oddział rezerwy zajmą pozycje na skrzydłach. Przygotujcie się na większy ostrzał. I… – Przerwał, zmarszczywszy brwi. Co robiły Trolloki? Wycofywały się dalej, niż się tego spodziewał, znikając w ciemnościach przesmyku. To niemożliwe, żeby dokonywały odwrotu.

Z wejścia do przesmyku wyślizgnęła się kolejna fala wrogów. Myrddraale. Setki po setkach Myrddraali. Białe płaszcze nie poruszały się na przekór wiejącemu wiatrowi. Twarze bez oczu, usta wygięte w szyderczym uśmiechu, czarne miecze. Bestie poruszały się niczym węgorze, w sposób kręty i elegancki.

Nie dano armii Ituralde czasu na wydanie rozkazów, na odpowiedź. Myrddraale ruszyły na obrońców, prześlizgując się pomiędzy włóczniami, zadając śmiertelne ciosy mieczami.

– Aielowie! – ryknął Ituralde. – Sprowadźcie Aielów! Wszystkich, a także przenoszących! Wszystkich, poza tymi, którzy strzegą Szczeliny Zagłady! Ruszajcie się!

Posłańcy rozbiegli się. Ituralde patrzył z przerażeniem. Armia Myrddraali. Światłości, to było jak koszmar senny!

Siódmy oddział piechoty ugiął się pod atakiem i został zdziesiątkowany. Ituralde otworzył usta, by rozkazać oddziałowi rezerwowemu – temu, który bronił swych pozycji – przybyć z pomocą. Potrzebował kawalerii do odciążenia piechoty.

Nie miał wielu kawalerzystów; uważał, że jeźdźcy będą bardziej potrzebni na innych frontach walki. Ale jednak dysponował pewną siłą kawalerii. Tutaj byliby niezbędni.

Chociaż…

Zamknął oczy. O Światłości, jak bardzo był wyczerpany. Myślenie sprawiało mu trudność.

„Wycofaj się, zanim zaatakujesz” – zdawał się mówić do niego jakiś głos. – „Wycofaj się do Aielów i tam się zatrzymaj”.

– Wycofaj… – wyszeptał Ituralde. – Wycofaj…

Dlaczego przychodziły mu do głowy uporczywe myśli, by to zrobić?

„Kapitanie Tihera” – usiłował wyszeptać Ituralde. – „Powierzam ci dowództwo”.

Słowa nie padły. Coś nie dawało mu otworzyć ust.

Słyszał krzyki ludzi. Co się działo? Tuziny ludzi mogły zginąć, walcząc z pojedynczym Myrddraalem. Pod Maradonem Ituralde stracił całą kompanię łuczników – stu ludzi – zabitych przez dwa Pomory, które nocą wślizgnęły się do miasta. Jego oddziały defensywne zostały utworzone, by walczyć z Trollokami, powstrzymywać je i zabijać.

Pomory uderzą w te oddziały i zgniotą je niczym jajka. Nikt nie robił tego, co winno być uczynione.

– Lordzie Ituralde? – odezwał się kapitan Tihera. – Lordzie, co rzekłeś przed chwilą? Jeśli się wycofają, Trolloki ich otoczą. Muszą bronić swoich pozycji.

Usta Ituralde otworzyły się, by wydać rozkaz odwrotu.

– Wycofaj…

Wilki.

Wilki pojawiły się we mgle na podobieństwo cieni. Skoczyły na Myrddraale, warcząc. Ituralde zaczął się odwracać, bo oto na szczyt skalnego występu wspiął się człowiek w futrze.

Tihera cofał się, wzywając straże. Przybysz skoczył na Ituralde i zepchnął go ze szczytu skały.

Ituralde nie bronił się. Kimkolwiek był ten człowiek, Ituralde był mu wdzięczny. Upadając, czuł, iż zwyciężył. Nie wydał rozkazu do odwrotu.

Upadł na ziemię dość blisko od skały. Zabrało mu tchu. Wilki delikatnie ujęły jego ręce w pyski i odciągnęły go w ciemność jako że powoli osuwał się nieświadomość.

Egwene siedziała w obozie, podczas gdy nadal toczyła się bitwa przy granicy Kandoru.

Jej armia odepchnęła Trolloki.

Seanchanie walczyli z jej żołnierzami ramię w ramię.

Egwene trzymała w ręku filiżankę z herbatą.

Światłości, jakże to było irytujące. Była Amyrlin. Ale zupełnie straciła siły.

Wciąż nie znaleziono Garetha Bryne’a, ale to nie było niczym nieoczekiwanym. Gdzieś zniknął. Silviana szukała go i wkrótce miała dać znać.

Aes Sedai zajęły się transportowaniem rannych do Mayene. Słońce znajdowało się już nisko, niczym powieka, która sama się zamyka. Trzymając filiżankę, Egwene czuła, że drżą jej dłonie. Wciąż słyszała odgłosy bitwy. Wyglądało na to, że Trolloki będą walczyły nocą, ścierając na proch armię ludzi nad rzeką.

1 ... 174 175 176 177 178 179 180 181 182 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)