Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 176 177 178 179 180 181 182 183 184 ... 296
Перейти на страницу:

– Mówiłem już, że wysłałem im posiłki. Po prostu nie spodziewałem się, że Sharanie poślą tak wielkie siły. Ale miałem wszystko pod kontrolą. Rozkazałem, by legion seanchańskiej kawalerii przegrupował nasze siły; byli odpowiedzialni za rozprawę z tymi Sharanami. Mieli znaleźć się nad rzeką. Nie spodziewałem się, że przybędą za późno!

– Tak – powiedziała Egwene, a głos jej stwardniał. – Ci ludzie, tysiące ludzi, zostało zgniecionych przez Trolloki i Sharanów, nie mając żadnej szansy ucieczki. Zgubiłeś ich i to bez żadnego wyraźnego powodu.

– Musiałem wyprowadzić Aes Sedai! – odparł Bryne. – Są naszym najcenniejszym skarbem. Wybacz, Matko, ale mówiłaś to samo!

– Aes Sedai mogły poczekać – odezwała się Saerin. – Byłam tam. Tak, chciałyśmy się ewakuować… mocno na nas nacierano… ale utrzymywałyśmy się na swych pozycjach i mogłyśmy się utrzymać nawet dłużej.

– Pozostawiłeś tysiące dobrych ludzi na śmierć, generale Bryne. A wiesz, co jest w tym najgorsze? To było niepotrzebne. W okolicach brodu pozostawiłeś Seanchan. To oni mieli odmienić losy tej bitwy. Czekali na rozkaz do ataku. Ale rozkaz nigdy nie nadszedł, nieprawdaż, generale? Opuściłeś ich, tak jak i naszą kawalerię.

– Ale ja nakazałem im atak. Ostatecznie ruszyli do boju, prawda? Wysłałem posłańca… Ja… Ja…

– Nie. Gdyby nie Mat Cauthon, Seanchanie wciąż czekaliby na brzegu rzeki, generale! – Egwene odwróciła się od niego.

– Egwene. – Gawyn ujął ją za ramię. – O czym ty mówisz? Tylko dlatego…

Bryne uniósł rękę do czoła. Potem osłabł, jak gdyby nogi ugięły się pod nim.

– Nie wiem, co się ze mną dzieje – wyszeptał głucho. – Popełniam błędy, Matko. Powtarzam sobie, że są to pomyłki tego rodzaju, z których można się podnieść. Potem popełniam kolejny błąd i coraz trudniej go naprawić.

– Jesteś po prostu zmęczony – powiedział Gawyn głosem pełnym bólu. – Wszyscy jesteśmy.

– Nie – odrzekł Bryne cicho. – Nie, to coś więcej. Byłem zmęczony już wcześniej. Jest tak, jakby… moje instynkty nagle zawodziły. Wydaję rozkazy, a potem widzę jakieś luki, jakieś problemy. Ja…

– Przymus – powiedziała Egwene, czując, jak przenika ją zimny dreszcz. – Zostałeś do tego zmuszony. Atakują naszych najlepszych dowódców.

Kilkanaście kobiet obecnych w pokoju sięgnęło do Źródła.

– Jak to możliwe? – zaprotestował Gawyn. – Egwene, siostry pilnują obozu, bacząc na sygnały przenoszenia!

– Nie wiem, jak to się stało – odparła Egwene. – Być może cały proceder rozpoczęto już wiele miesięcy temu, nim zaczęła się bitwa. – Zwróciła się do Zasiadających. – Wysuwam propozycję, by Komnata zdjęła z Garetha Bryne’a ciężar bycia dowódcą armii. Decyzja należy do was, Zasiadające.

– Światłości! – zakrzyknęła Yukiri. – My… Światłości!

– Tak musi się stać – rzekła Doesine. – To było sprytne posunięcie, sposób, by zniszczyć naszą armię i byśmy my nie zauważyły, że jesteśmy wciągnięte w pułapkę. Powinnyśmy były to dostrzec… Główni dowódcy powinni byli być lepiej strzeżeni.

– Światłości! – odezwała się Faiselle. – Musimy zawiadomić lorda Mandragoran i Thakan’dar! To także może ich dotyczyć – próba zniszczenia naszych czterech frontów bitewnych jednym skoordynowanym atakiem.

– Dopilnuję, by to zrobiono – obiecała Saerin, ruszając w kierunku wejścia do namiotu. – Póki co, zgadzam się z Matką. Bryne musi ustąpić ze stanowiska.

Jedna po drugiej, Zasiadające kiwały głowami. To nie było formalne głosowanie Komnaty, ale decyzja była wiążąca. Gareth Bryne usiadł przy stole. Biedny człowiek. Bez wątpienia był wstrząśnięty i zmartwiony.

Nieoczekiwanie uśmiechnął się.

– Generale? – zapytała Egwene.

– Dziękuję – odrzekł Bryne, wyglądając na spokojniejszego.

– Za co?

– Obawiałem się, że tracę rozum, Matko. Wiedziałem, co narobiłem… Przeze mnie zginęły tysiące ludzi… Ale to nie ja. To nie byłem ja.

– Egwene – rzekł Gawyn. Dobrze ukrywał swój ból. – Jeśli Bryne został zmuszony, by wystawić nas na niebezpieczeństwo, musimy natychmiast zmienić naczelne dowództwo.

– Przyprowadźcie moich dowódców – powiedział Bryne. – Przekażę im kontrolę nad armią.

– A jeśli i oni ulegli presji? – zapytała Doesine.

– Tak mogło być – przyznała Egwene. – To mi pachnie jednym z Przeklętych, może Moghedien. Lordzie Bryne, jeśli miałbyś zawieść w kolejnej walce, Moghedien wiedziałaby, że podlegli ci dowódcy przejęliby kontrolę nad armią. Oni także mogliby mieć zaburzone widzenie sytuacji.

Doesine potrząsnęła głową.

– Komu możemy zaufać? Każdy mężczyzna i kobieta, któremu powierzymy dowództwo, może doświadczyć Przymusu.

– Być może same będziemy musiały objąć dowództwo – rzekła Faiselle. – Łatwiej jest wywrzeć zgubny wpływ na normalnego człowieka niż na siostrę, która wyczuje przenoszenie i obecność kobiety, która potrafi to robić. Nam łatwiej pozostać nietkniętymi.

– Ale która z nas ma wiedzę o taktyce walki? – zapytała Ferane. – Uważam, że potrafię nadzorować wykonanie planów wojennych, ale nie umiem ich tworzyć.

– I tak będziemy skuteczniejsze niż ktoś, kto może ulec presji – zauważyła Faiselle.

– Nie – sprzeciwiła się Egwene, opierając się na ramieniu Gawyna.

– Zatem co zrobimy? – spytał Gawin.

Egwene zacisnęła zęby. Co zrobią? Znała tylko jednego człowieka, który na pewno nie został poddany Przymusowi, a przynajmniej nie przez Moghedien. Człowieka, który był odporny na efekty działania saidara i saidina.

– Będziemy musieli oddać naszą armię pod dowództwo Matrima Cauthona – powiedziała. – Niech Światłość nad nami czuwa.

32

Żółty pająk na płatkach kwiatów.

Damane otworzyły bramę w podłodze dla Mata. Widać było przez nią pole bitwy.

Mat potarł podbródek, wciąż pod wrażeniem, choć używał tych bram przez co najmniej godzinę, niwelując pułapkę, w którą Bryne poprowadził armię Egwene. Wcześniej posłał dodatkowe chorągwie seanchańskiej kawalerii, by wzmocnić obie flanki armii stacjonującej nad rzeką oraz damane, których zadaniem było przeciwstawić się sharańskim przenoszącym i powstrzymać powódź Trolloków nacierających na obrońców.

Oczywiście, lepiej byłoby samemu zjawić się na polu bitwy. Może powinien to zrobić i walczyć własnoręcznie. Mat zerknął na Tuon, która siedziała na tronie – masywnym, wysokim na blisko dziesięć stóp tronie – ustawionym po jednej stronie budynku dowództwa. Tuon skierowała na niego zmrużone oczy, jak gdyby próbojąc zajrzeć prosto w jego myśli.

„Ona jest Aes Sedai” – powiedział sobie Mat. – „Nie, nie umie przenosić… jeszcze się tego nie nauczyła. Ale, do licha, jest jedną z nich. A ja ją poślubiłem”.

Było w niej jednak coś niesamowitego. Mat czuł dreszcz za każdym razem, gdy wydawała rozkazy; robiła to tak naturalnie. Elayne i Nynaeve mogły się tego od niej uczyć. Tuon wyglądała bardzo ładnie na tym tronie. Mat dłużej zatrzymał na niej wzrok i zarobił za to groźne spojrzenie, co było naprawdę nie w porządku. Jeśli mężczyzna nie mógł się pogapić na swą żonę, to komu miałoby być wolno to robić?

Mat odwrócił się ku polu bitwy.

– Fajna sztuczka – powiedział, pochylając się, by wcisnąć w dziurę rękę. Znajdowali się wysoko. Jeśli spadnie, zanuci jeszcze trzy wersy „Nie mogę ujrzeć jej kostek u nóg”, nim uderzy o ziemię. Może jeszcze zdąży zaintonować refren.

1 ... 176 177 178 179 180 181 182 183 184 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)