Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
— Biedni, nieświadomi głupcy! — wykrzyknął Jesry, czym zasłużył sobie na parsknięcie śmiechem ze strony Emmana i podejrzliwe spojrzenia dwojga deklarantów.
— Po co takim ludziom przestrzeń Hemna? — Nie ustępowałem.
— Po nic. Przynajmniej do czasu, aż do ich miasta przybędą obcy z czterech różnych kosmosów jednocześnie. Napijecie się czegoś?
Kolejną drażniącą cechą Jesry’ego było to, że najlepiej pracował, kiedy się napił. Jako posługacze mieliśmy okazję popróbować w kuchni piwa i wina, które jeszcze nie wywietrzały mi dobrze mi z głowy, poprosiłem więc o wodę. Wylądowaliśmy w największej kredowni miejscowej kapituły edharskiej — to znaczy, przypuszczalnie największej. Rozpoznałem na tablicach znajome wyliczenia.
— Zagonili cię do kosmografii? — zdziwiłem się.
Jesry spojrzał na tę samą tablicę co ja. Jedna kolumna widniejącej na niej tabeli zawierała długość geograficzną, druga szerokość, a kiedy w tej drugiej dostrzegłem wpisane pięćdziesiąt jeden stopni z groszami, zorientowałem się, że mam przed sobą współrzędne Saunta Edhara.
— To dzisiejsze laboratorium — odparł. — Musieliśmy sprawdzić obliczenia itów z poprzedniej nocy. Wszystkie teleskopy na świecie, włącznie z naszym M M, jak widzisz, będą dziś wycelowane w statek Geometrów.
— Już są?
— Nie, będą za pół godziny. Coś się wydarzy — obwieścił Jesry swoim tętniącym pewnością siebie barytonem. Zauważyłem, że Emman skrzywił się i cofnął. — Coś, co pozwoli nam zobaczyć statek z innego punktu widzenia niż od dupy strony, gdzie zasłania się płytą napędową. Godzinami się na nią gapiłem.
— Skąd o tym wiesz? — zapytałem. Rzucające się w oczy podenerwowanie Emmana zaczynało mnie niepokoić.
— Nie wiem — powiedział Jesry. — Tylko się domyślam.
Emman ruchem głowy wskazał drzwi. We trzech wyszliśmy do klauzury.
— Powiem wam — zapowiedział, kiedy znaleźliśmy się poza zasięgiem słuchu całej dyskuty. — Za pół godziny sekret i tak się wyda. Ten pomysł narodził się na pewnym bardzo ważnym messalu po Nawiedzeniu Oritheny.
— Byłeś na nim? — spytałem.
— Nie, ale to z jego powodu zostałem tu ściągnięty. Mamy starego ptaszka szpiegowskiego na orbicie geosynchronicznej, ze sporym zapasem paliwa, więc możemy go do woli przesuwać w jedną albo w drugą stronę. Geometrzy chyba go nie namierzyli, a my się z nim nie komunikowaliśmy, więc nie przyszło im do głowy go zagłuszać. Dzisiaj wąską wiązką kierunkową wydaliśmy mu serię rozkazów: odpalił silniki, zmienił orbitę i wszedł na kurs kolizyjny z dwudziestościanem. Spotkają się za pół godziny.
Stopą naszkicował w żwirze statek Geometrów: toporny wielokąt w roli dwudziestościanu i odcisk pięty na jednej z krawędzi, w miejscu, gdzie znajdowała się płyta napędowa.
— Cały czas jest zwrócony do Arbre tą stroną — pożalił się, wskazując palcem u nogi płytę. — Przez co nie widzimy reszty… — Obrysował stopą dziobową część statku. — A tam trzymają najfajniejszy sprzęt. To z pewnością celowe posunięcie: tamta połowa statku jest dla nas niewidoczna jak ciemna strona księżyca, więc możemy polegać tylko na fototypie saunta Orola. — Stanął z boku rysunku i nakreślił zamaszysty łuk, mierzący w okolice dziobu statku. — Nasz ptaszek nadlatuje z tej strony. I jest piekielnie radioaktywny.
— Ptaszek?
— Tak. Ma reaktor radiotermiczny. Kiedy Geometrzy go zauważą, będą musieli wykonać manewr…
— …który pozwoli im się odgrodzić od intruza płytą napędową — dokończył Jesry. — Ona jest ich tarczą.
— Czyli będą musieli obrócić statek — przetłumaczyłem. — I wydać cały „najfajniejszy sprzęt” na pastwę naziemnych teleskopów.
— Które to teleskopy będą zwarte i gotowe.
— Myślicie, że to w ogóle wykonalne: obrócić taką masę w jakimś rozsądnym czasie? — zapytałem. — Zastanawiam się, jak duże musieliby mieć silniki…
Emman wzruszył ramionami.
— To dobre pytanie. Sama obserwacja manewru dużo nam powie. Jutro będziemy mieli masę obrazów do oglądania.
— Chyba że się wkurzą i zrzucą nam tu bombkę — zauważył Jesry, zanim zdążyłem wymyślić jakieś łagodniejsze sformułowanie tej myśli.
— To również było przedmiotem dyskusji — przyznał Emman.
— No, ja myślę! — mruknąłem.
— Gryzipiórki śpią dziś w jaskiniach i bunkrach.
— To pocieszające — powiedział Jesry.
Emman nie zauważył sarkazmu.
— A matemy z doświadczenia wiedzą, jak sobie radzić w świecie po katastrofie nuklearnej — dodał.
Obaj z Jesrym spojrzeliśmy w stronę Urwiska: zastanawialiśmy się, jak szybko możemy się dostać do wydrążonych w nim tuneli i jak głęboko zdążymy się w nich schować.
— Taki rozwój wypadków został jednak uznany za mało prawdopodobny — uspokoił nas Emman. — To, co zrobili na Ecbie, należy traktować jak poważną prowokację; można by wręcz powiedzieć: jako wypowiedzenie wojny. Musimy zareagować z całą stanowczością. Niech Geometrzy wiedzą, że nie będziemy się biernie przyglądać, jak zrzucają na nas kolejne sztaby.
— Czy ptaszek naprawdę ma się zderzyć z dwudziestościanem? — zapytałem.
— Nie, jeśli nie są na tyle głupi, żeby wejść mu w drogę. Ale przeleci dostatecznie blisko, żeby zmusić do reakcji.
— Masz ci los! — odezwał się Jesry, kiedy przetrawiliśmy wszystkie informacje, co zajęło nam dobrą minutę. — To by było tyle, jeśli chodzi o pracę dyskuty.
— Na to wygląda — zgodziłem się. — Chyba jednak napiję się tego wina.
Wzięliśmy butelkę i wyszliśmy na trawnik oddzielający klauzurę edharską od jedenastej krakerskiej. Wiedzieliśmy, w który rejon nieba patrzeć, wyciągnęliśmy się więc na wznak na trawie i czekaliśmy na koniec świata.
Zatęskniłem za Alą. Dawno o niej nie myślałem, ale to właśnie przy niej chciałbym się znaleźć, kiedy z nieba spadnie atomowy deszcz.
W przewidzianym momencie dostrzegliśmy mikroskopijny błysk światła w samym środku gwiazdozbioru, na tle którego miał się znajdować dwudziestościan — jakby między statkiem Geometrów i naszym „ptaszkiem” przeskoczyła iskra.
— Rozwalili go — stwierdził Emman.
— Bronią energetyczną — dodał Jesry takim tonem, jakby wiedział, o czym mówi.
— Dokładniej: laserem gamma — zabrzmiał obcy głos.
Usiedliśmy i zobaczyliśmy zmierzającą ku nam krępą postać opatuloną staromodnie udrapowanym zawojem. Ze zmęczenia powłóczyła nogami.
— Ostogłowy! — zawołałem. — Jak się masz?!
— Może czekając na zmasowane uderzenie odwetowe, pójdziemy na spacer?
— Chętnie.
— Ja nie — powiedział Jesry. — Idę spać. — Chyba kłamał. — Nie dla mnie dziś dyskuta.
Z całą pewnością kłamał.
— To ja też pójdę się położyć — oznajmił Emman Beldo. Umiał wyczuć, kiedy się go spławia. — Jutro czeka nas mnóstwo pracy.
— Jeśli dożyjemy — pożegnał go Jesry.
— Muszę się skontaktować z Alą — powiedziałem Lio po półgodzinnej przechadzce w milczeniu. — Szukałem jej po południu na peryklinie, ale…
— Nie przyszła — wszedł mi w słowo. — Przygotowywała się do tego.
— Masz na myśli wycelowanie teleskopów czy…
— Raczej… militarny aspekt operacji.
— Jak ona się wplątała w coś takiego?!
— Jest dobra. Ktoś ją zauważył. A jak wojsko czegoś chce, to dostaje.
— A skąd ty o tym wiesz? Też masz coś wspólnego z aspektem militarnym?
Lio nie odpowiedział. Znowu kilka minut upłynęło w ciszy.
— Parę dni temu przenieśli mnie do nowego laboratorium — powiedział w końcu. Widziałem, że długo się zbierał, żeby zrzucić to brzemię.
— Tak? Co tam robisz?
— Wygrzebali skądś starą dokumentację. Taką naprawdę starą. Przeglądamy ją, próbujemy odcyfrować, sprawdzamy stare słowa, które wyszły z użycia.
— Co to za dokumentacja?
— Rysunki techniczne, specyfikacje, instrukcje… gryzmoły na kopertach.
— Co przedstawiają?
— Oni nie chcą nam powiedzieć, nikomu nie pozwalają ogarnąć całości, ale jak tak pogadałem z innymi, potem na spotkaniu dyskuty porównaliśmy notatki, uwzględniliśmy datowanie dokumentów… Pochodzą tuż sprzed Straszliwych Wypadków. No i właściwie jesteśmy pewni, że oglądamy oryginalne plany megazabójcy.
Parsknąłem śmiechem — tak zwyczajnie, z przyzwyczajenia. O megazabójcach wspominało się wyłącznie takim samym tonem, jakim czasem mówi się o Bogu albo piekle. Tymczasem zachowanie Lio sugerowało, że nie żartuje i mówi jak najbardziej dosłownie. Zapadła długa cisza. Potrzebowałem czasu, żeby przyswoić sobie nowe fakty.
— Ale to przecież sprzeczne ze wszystkimi fundamentami naszego świata! — powiedziałem w końcu, żeby mu wytknąć, że jednak się myli. Oczywiście miałem na myśli świat po Rekonstrukcji. — Jeżeli są skłonni się do tego posunąć, to nic już nie jest rzeczywiste.
— Wielu ludzi by się z tobą zgodziło, dlatego właśnie… — Lio odetchnął. — Dlatego chcę cię prosić, żebyś dołączył do mojej dyskuty.
— Jaki jest jej cel?
— Niektórzy chcą przejść na stronę Antarktyjczyków.
— Przejść na stronę… Chcecie połączyć siły z Geometrami?!
— Z Antarktyjczykami — poprawił mnie Lio z naciskiem. — Ustalono, że zabita kobieta w kapsule była Antarktyjką.
— Na podstawie próbek krwi?
Lio skinął głową.
— Pociski w jej ciele pochodziły z kosmosu Pangei — dodał.
— Dlatego pojawiły się domysły, że Antarktyjczycy są po naszej stronie…
— I w konflikcie z Pangeańczykami.
— Chcecie zawrzeć sojusz? Deklarantów z Antarktyjczykami?
— Otóż to.
— Nieźle… Jak sobie to wyobrażacie? Jak chcecie się z nimi porozumieć, żeby państwo sekularne się o tym nie dowiedziało?
— To proste. Właściwie już załatwione — odparł Lio, ale wiedział, że taka odpowiedź mnie nie zadowoli. — W dużych teleskopach są lasery naprowadzające. Możemy je wycelować w dwudziestościan. Geometrzy zobaczą światło, a nikt nie będzie mógł go przechwycić. Chyba że stanie na drodze promienia.
Przypomniała mi się nasza rozmowa sprzed kilku miesięcy, kiedy zastanawialiśmy się, czy pomysł, że znajdujemy się pod stałą obserwacją itów, to tylko legenda, czy jednak jest w niej ziarnko prawdy. Rozejrzałem się, tak jakbym się spodziewał, że ukryte mikrofony nagle postanowiły się nam ujawnić.
— Czy itowie…
— Niektórzy wiedzą.
— Jaki dokładnie układ chcecie zawrzeć z Antarktyjczykami?
— Spory na ten temat zabierają nam dużo czasu. Za dużo. Jest paru czubków, którym się wydaje, że po prostu polecimy sobie do dwudziestościanu, zamieszkamy wśród obcych i będzie tak, jakbyśmy doświadczyli wniebowstąpienia, ale większość jest rozsądna. Nawiążemy niezależną łączność z Geometrami i… zaczniemy negocjować na własną rękę.
— To stoi w całkowitej sprzeczności z ideą Rekonstrukcji!
— A czy Rekonstrukcja wspomina coś o obcych? Albo o wielu różnych kosmosach?
Zamknąłem się. Wiedziałem, kiedy mnie plantują.
— Zresztą… — zaczął Lio.
— Zresztą Rekonstrukcja i tak traci sens, skoro postanowili odkurzyć megazabójców.
— Coraz częściej mówi się o świecie „postmatemowym”. O Drugim Odrodzeniu.
— Kto jest dopuszczony do sprawy?
— Sporo posługaczy. Paru donów.
— Jakie zakony? Które matemy?
— No… Deklaranci z Doliny Dzwoneczków uważają użycie megazabójców za niehonorowe… jeśli coś ci to pomoże.
— Gdzie się spotykacie? Taka dyskuta musi być spora…
— Jest ich kilka. Jak komórki w sieci. Porozumiewamy się.
— A ty, Lio? Czym dokładnie się zajmujesz?
— Stoję pod ścianą, pozuję na twardziela i nasłuchuję.
— Czego?
— Są wśród nas wariaci… Rozumiesz, nie takie zupełne świry, tylko tacy, którzy myślą za bardzo racjonalnie. Wiesz, o co mi chodzi? Nie mają pojęcia o taktyce, lekceważą względy ostrożności…
— I co mówią?
— Że już czas, żeby mądrzy ludzie znowu zaczęli rządzić światem. Że trzeba odebrać władzę takim osobnikom jak Niebiański Strażnik.
— Takie gadanie to prosta droga do Czwartej Łupieży!
— Niektórzy idą jeszcze dalej. Mówią: „Chcecie wojny? Śmiało. Geometrzy nas obronią”.
— To doprawdy wstrząsająca lekkomyślność.
— Dlatego ich słucham, a potem donoszę o wszystkim mojej dyskucie, która w porównaniu z tamtą wydaje się całkiem rozsądna.
— Po co Geometrzy mieliby interweniować, żeby powstrzymać Łupież?
— Przykro mi to mówić, ale ci, którzy w to wierzą, to najczęściej zatwardziali zwolennicy HŚT. Odkąd na fototypie Orola zobaczyli dowód Twierdzenia Adrakhonesa, zakładają, że Geometrzy są naszymi braćmi. Fakt, że na miejsce pierwszego lądowania wybrali Orithenę, jakby to dodatkowo potwierdzał.
— Lio? Mam pytanie…
— Mów.
— Nie udało mi się skontaktować z Alą. Jesry twierdzi, że Ala unika nas obu, bo próbuje zrobić porządek z nawiązanymi romansami, ale to do niej niepodobne. Czy ona coś wie o istnieniu waszej grupy?
— Zapoczątkowała ją.