Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 178 179 180 181 182 183 184 185 186 ... 253
Перейти на страницу:

— Bo to niemożliwe! — wykrzyknął fraa Lodoghir. Jego szczęki poruszały się z niewiarygodną prędkością, przeżuwając kęs jedzenia. — Wy, protyjczycy, niezawodnie usiłujecie kierować każdą dyskusją w taki sposób, aby uodpornić ją na działanie racjonalnych argumentów. Nie mogę udowodnić, że nie macie racji, tak jak nie jestem w stanie udowodnić, że Bóg nie istnieje!

Paphlagon również miał pewne talenty, których z upodobaniem używał w toczonych przez siebie sporach: teraz na przykład puścił słowa Lodoghira mimo uszu.

— Podczas plenum, jakie odbyło się przed dwoma tygodniami, razem z innymi proceńczykami przedstawiłeś pogląd, zgodnie z którym ilustracja Twierdzenia Adrakhonesa na burcie statku Geometrów jest wynikiem fałszerstwa dokonanego na fototypie saunta Orola przez niego samego lub innego deklaranta z Edhara. Czy wycofujesz to oskarżenie?

Obejrzał się przez ramię na zawieszony za jego plecami fototyp wykonany ze zdumiewająco wysoką rozdzielczością, zarejestrowany ubiegłej nocy przez największy teleskop optyczny na Arbre. Przedstawiał dwudziestościan Geometrów. Rysunek był widoczny jak na dłoni. Cały messalan został wytapetowany reprodukcjami takich fototypów. Dalsze ich kopie zaścielały stół.

— Nie ma nic złego w przedstawianiu podczas dyskusji różnych hipotez — bronił się Lodoghir. — Ta akurat okazała się błędna.

— Chyba powiedział: „Tak, wycofuję oskarżenie” — przetłumaczyła w kuchni Tris.

Oficjalnie przyszedłem do kuchni po to, żeby wrócić do swoich obowiązków, ale prawda była taka, że chciałem przekopać się przez jeszcze jedną górę fototypów. Cały konwoks brodził w nich od rana, ale na razie nikt nie miał dość.

— Tak się cieszę, że nasz gambit się powiódł — powiedział Emman, wpatrując się w ziarniste powiększenie amortyzatora statku.

— Że nas nie zesztabowali? — spytał całkiem poważnie Barb.

— Nie, że udało się nam zarejestrować obrazy. I to dzięki temu, że byliśmy sprytni.

— Cieszysz się ze względów… politycznych, tak? — upewniła się Karvall.

— Ależ tak! — wykrzyknął Emman. — Tak! Konwoks sporo kosztuje, więc Najwyżsi są zadowoleni, gdy przynosi jakieś konkretne korzyści.

— Skąd te koszty? — zdziwiła się Tris. — Przecież jemy to, co sami wyhodujemy.

Emman w końcu oderwał wzrok od fototypów. Spojrzał na Tris, jakby się spodziewał, że żartuje. Z głośnika płynął głos Paphlagona:

— Twierdzenie Adrakhonesa obowiązuje tutaj, u nas. Wygląda na to, że podobnie sprawy się mają w czterech kosmosach, z których pochodzą Geometrzy. Czy gdyby ich statek zawitał do jeszcze innego kosmosu, takiego jak nasz, ale pozbawionego istot rozumnych, tam też byłoby prawdziwe?

Lodoghir odparł:

— Nie, dopóki Geometrzy nie przybyliby tam i nie stwierdzili jego prawdziwości.

Zareagowałem, zanim Emman zdążył palnąć coś, za co później musiałby przepraszać:

— Samo śledzenie prac konwoksu przez takich ludzi jak Emman i Ignetha Foral z pewnością nie jest tanie.

— To prawda — przytaknął Emman. — Poza tym konwoks wymaga ogromnych nakładów pracy matemowej: tysiące deklarantów mozolą się dniem i nocą. A sekularowie nie lubią, kiedy czyjś wysiłek się marnuje; zwłaszcza sekularni menadżerowie.

„Menadżerowie” byli słowem fluksyjskim. Kiedy na twarzach w kuchni odmalował się brak zrozumienia, musiałem przetłumaczyć:

— Gryzipiórkom się wydaje, że skoro są w stanie prowadzić stoisko z cheeseburgami, będą też umieli pokierować konwoksem. Tłum ludzi, którzy marnują czas i nie potrafią przedstawić żadnych wyników, budzi ich niepokój.

— Rozumiem… — powiedziała bez przekonania Tris.

— Zabawne! — mruknęła Karvall i wróciła do pracy.

Emman wzniósł oczy ku niebu.

— Przyznaję, że nie jestem teorem — mówiła tymczasem w messalanie Ignetha Foral. — I muszę wam powiedzieć, że im dłużej was słucham, tym mniej rozumiem twoje stanowisko, fraa Lodoghirze. Trzy jest liczbą pierwszą: jest nią dzisiaj, było nią wczoraj, było nią przed miliardem lat, kiedy jeszcze nie istniał mózg, który mógłby o niej pomyśleć, i będzie nią jutro, nawet jeśli wcześniej wszystkie mózgi zostaną unicestwione. „Pierwszość” liczby nie ma nic wspólnego z naszymi umysłami.

— Przeciwnie — upierał się Lodoghir. — To my w naszych umysłach definiujemy liczby pierwsze.

— Każdy teor zajmujący się tymi zagadnieniami prędzej czy później dochodzi do konkluzji, że cnoöny istnieją niezależnie od tego, co akurat dzieje się lub nie dzieje w głowach ludzi — odezwał się Paphlagon. — Wynika to z zastosowania Bezmianu. Jak najprościej wytłumaczyć fakt, że teorowie pracujący niezależnie od siebie w różnych epokach, specjalizujący się w różnych dyscyplinach, pochodzący z różnych kosmosów, raz za razem uzyskują te same wyniki? Wyniki, które nie przeczą sobie nawzajem, mimo że zostały osiągnięte na drodze różnych rozumowań; wyniki, które można częstokroć rozwinąć w teorie doskonale opisujące zachowanie fizycznego wszechświata? Najprostsza odpowiedź brzmi: cnoöny istnieją naprawdę i nie pochodzą z naszej dziedziny przyczynowej.

Arsibalt został wezwany dzwonkiem do messalanu. Postanowiłem pójść za nim. Na początek zdjęliśmy ze ściany za plecami Paphlagona olbrzymi fototyp dwudziestościanu, potem Tris i Karvall pomogły nam ściągnąć okrywający ścianę materiał i odsłonić mur z ciemnoszarego łupku. Pojawił się także kubełek z kredą. Dialog przerodził się w wykład różnic między protyzmem prostym i złożonym, poproszono więc Arsibalta, żeby narysował na łupku takie same diagramy, jakie kilka tygodni wcześniej fraa Criscan szkicował w piasku na drodze na szczyt Kopca Bly’a, tłumacząc to samo zagadnienie mnie i Lio: Pociąg Towarowy, Pluton Egzekucyjny, Knot i tak dalej. Krążyłem między messalanem i kuchnią. Dla Ignethy Foral wyjaśnienia te nie były niczym nowym, ale dla niektórych innych współbiesiadników — jak najbardziej. Zwłaszcza Zh’vaern chętnie zadawał pytania. Pierwszy raz Emman rozumiał mniej niż jego dona, więc w trakcie przygotowania przybrania deseru starałem się go obserwować i podsuwać mu użyteczne tropy, gdy zauważyłem, że gubi się w wywodzie.

Kiedy wróciłem pozbierać talerze, Paphlagon wykładał ideę Knota:

— …uogólniony skierowany graf acykliczny, który nie rozróżnia tak zwanych światów teorycznych od światów zamieszkanych, czyli Arbre, Quatora i całej reszty. Pierwszy raz mamy do czynienia ze strzałkami odchodzącymi od arbryjskiej dziedziny przyczynowej i prowadzącymi do innych zamieszkanych światów.

Lodoghir nie wierzył własnym uszom.

— Sugerujesz, że Arbre może być Hylaejskim Światem Teorycznym dla jakiegoś innego świata, w którym żyją ludzie? — zapytał.

— Dla dowolnej liczby takich światów. Które z kolei same mogą być HŚT dla kolejnych.

— Jak mielibyśmy zweryfikować prawdziwość takiej hipotezy?

1 ... 178 179 180 181 182 183 184 185 186 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)