Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
Emman znów zagapił się w dal, łącząc punkty w głowie.
— Paphlagon też był setnikiem z Edhara, prawda? — zapytał.
— Tak. I właśnie tam zainteresował się tą sprawą. Pewnie natrafił na walające się gdzieś rękopisy Clathranda.
— Dwudziesty siódmy wiek… Czyli prace Clathranda zostały podane do wiadomości świata matemowego w dwa tysiące siedemsetnym roku?
Skinąłem głową.
— Zaledwie osiem dekad przed… — Emman zawiesił głos i zerknął na mnie niepewnie.
— Przed Trzecią Łupieżą.
W messalanie Lodoghir domagał się wyjaśnień i dopiero Moyrze udało się go uspokoić:
— Główne założenie protyzmu jest takie, że cnoöny zmieniają nas, zmieniają w sensie jak najbardziej dosłownym, fizycznym: pod ich wpływem nasza tkanka nerwowa zaczyna inaczej funkcjonować. Jednakże działa to tylko w jedną stronę: żadne procesy zachodzące w naszej tkance nerwowej nie sprawią, że cztery stanie się liczbą pierwszą. Clathrand zmierzał do tego, że nasza przeszłość ma wpływ na teraźniejszość, ale cokolwiek zrobimy dzisiaj, nie zmienimy przeszłości. W ten sposób dochodzimy do całkiem trywialnego wytłumaczenia faktu, który wynika z tych diagramów i na pierwszy rzut oka może się wydawać tajemniczy: czystości i niezmienności cnoönów.
Zgodnie z przewidywaniami Arsibalta rozmowa przerodziła się w wykład o bańkach, które od dawna służyły teorom do ilustrowania przepływu wiedzy i związków przyczynowo-skutkowych.
— No dobrze — powiedział w końcu Zh’vaern. — Zgadzam się z Teorematem Clathranda: wszystkie te SGA: Włóczęga, Knot i tak dalej mogą być izomorficzne z pewnym układem obiektów w czasoprzestrzeni, które oddziałują na siebie nawzajem za pośrednictwem informacji rozchodzącej się z prędkością światła. Ale co w praktyce wynika z Teorematu? Czy on naprawdę twierdzi, że miejsce cnoönów jest w przeszłości, a my tylko o nich pamiętamy i możemy je sobie jakoś przypominać?
— Możemy je postrzegać, nie przypominać sobie — poprawił go Paphlagon. — Kosmograf, który widzi eksplozję gwiazdy, obserwuje ją dzisiaj, chociaż wie, że w rzeczywistości nastąpiła tysiące lat wcześniej, a dane po prostu dopiero teraz dotarły do obiektywu jego teleskopu.
— W porządku. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.
Zaangażowanie Zh’vaerna w dialog było czymś niezwykłym. Spojrzeliśmy z Emmanem po sobie: czyżby matarrhita szykował się do powiedzenia czegoś konkretnego?
— Po apercie w dwa tysiące siedemsetnym teorowie próbowali robić różne z Teorematem Clathranda — podjęła Moyra. — Stosowali rozmaite podejścia, uzależnione od preferowanej koncepcji czasu i stosunku do metateoryki. Na przykład…
— Późno już — przerwała jej Ignetha Foral. — Nie pora na wyliczanie przykładów.
Zmroziła w ten sposób cały messalan, ale kiedy wydawało się już, że wieczorna dyskusja dobiegła końca, Zh’vaern wypalił:
— Czy to ma coś wspólnego z Trzecią Łupieżą?
Cisza, jaka tym razem zapadła, trwała o wiele dłużej. Co innego, kiedy my z Emmanem szeptaliśmy o tym w kuchni, chociaż nawet wtedy czułem się z tym bardzo niezręcznie. Ale poruszając ten temat na messalu(!) z udziałem (i pod obserwacją) sekularów, Zh’vaern dalece przekroczył granice katastrofalnej bezczelności. Sugestia, że deklaranci byli w jakikolwiek sposób odpowiedzialni za Trzecią Łupież — to była zwyczajna nieuprzejmość, w sam raz, żeby zepsuć kolację. Ale podsuwanie takich pomysłów wysoko postawionym sekularom było lekkomyślnością graniczącą ze zdradą.
Głęboki śmiech fraa Jaada, który wreszcie zmącił ciszę, zabrzmiał tak basowo, że głośnik ledwie był go w stanie przenieść.
— Zh’vaern naruszył tabu! — zauważył Jaad.
— Nie rozumiem, dlaczego ten temat miałby być zakazany — odparł bez odrobiny zakłopotania Zh’vaern.
— Jak się powodziło matarrhitom podczas Trzeciej Łupieży? — zagadnął Jaad.
— Zgodnie z ówczesną ikonografią jako deolatrzy nie mieliśmy nic wspólnego z inkanterami i retorami i zostaliśmy…
— Oczyszczeni z zarzutów, które wam postawiono? — Suur Asquin w tym właśnie momencie postanowiła zarzucić uprzejmość.
— Ewakuowaliśmy się na wyspę na dalekim południu, nieopodal bieguna — ciągnął Zh’vaern. — Żywiliśmy się roślinami i owadami, polowaliśmy na ptaki… Tam narodziła się nasza kuchnia, która wielu z was wydaje się obrzydliwa. Kiedy jemy, każdy kęs przypomina nam o Trzeciej Łupieży.
Z głośnika dobiegło szuranie, pokasływanie i szczęk sztućców — pierwszy raz od czasu, gdy matarrhita wyturlał na stół tę wielką cuchnącą bombę. I natychmiast wszystko popsuł, odbijając Jaadowi piłeczkę:
— A wam jak poszło? Edhar był jednym z Nieskalanych, prawda?
Znowu wszyscy się spięli. Clathrand pochodził z Edhara, a Zh’vaern, który teoretyzował, że swoją pracą przysłużył się inkanterom, nagle zwracał uwagę na fakt, że matem Jaada w tajemniczy sposób opierał się Łupieży przez całe siedem dekad.
— Coś fantastycznego! — wykrzyknął Emman. — Może być jeszcze gorzej?
— Cieszę się, że mnie tam nie ma — przyznała Tris.
— Arsibalt pewnie właśnie umiera — dodałem.
Naszą uwagę zwróciło jakieś szuranie w głębi kuchni: Orhan, posługacz Zh’vaerna, stał tam przez cały czas, nie odzywając się ani słowem. Łatwo było o nim zapomnieć, kiedy nie widzieliśmy jego twarzy.
— Dopiero niedawno przybyłeś na konwoks, fraa Zh’vaernie — powiedziała suur Asquin. — Dlatego wybaczamy ci, że nie wiedziałeś o tym, co w ostatnich tygodniach stało się powszechnie znanym faktem: w Trzech Nieskalanych znajdują się składowiska odpadów radioaktywnych. Najprawdopodobniej zapewniło im to ochronę ze strony państwa sekularnego.
Jeżeli była to dla Zh’vaerna nowina, to chyba nie uznał jej za szczególnie ważną.
— W ten sposób nigdzie nie dojdziemy — wtrąciła Ignetha Foral. — Drepczemy w miejscu. Celem konwoksu, a więc także i tego messalu, jest praca; nie chodzi o to, żeby się zaprzyjaźniać czy prowadzić uprzejme pogawędki. Polityka państwa sekularnego, jak je nazywacie, wobec świata matemowego jest ustalona i nie zmieni się na skutek czyjegoś faux pas przy deserze. Nie wiem, czy wiecie, ale w tej chwili powszechną uwagę przykuwa Wypalacz Światów, przynajmniej tam, gdzie ja pracuję.
— O czym chciałaby pani jutro porozmawiać, pani sekretarz? — zapytała suur Asquin. Nie musiałem widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, jak bardzo ubodła ją ta riposta.
— Chcę się dowiedzieć, kim lub czym są Geometrzy. Skąd pochodzą. Jak się tu dostali. Jeżeli dążąc do odpowiedzi na te pytania, będziemy musieli pół nocy dyskutować o metateoryce polikosmicznej, proszę bardzo. Skupmy się jednak na sprawach najistotniejszych.
Odrodzenie: Wydarzenie historyczne oddzielające Starą Epokę Matemową od Epoki Praksis, datowane w przybliżeniu na rok –500. Otworzyły się wówczas bramy matemów i deklaranci rozproszyli się po Saeculum. W Odrodzeniu nastąpił rozkwit kultury, rozwinęła się teoryka i szybko postępowała eksploracja świata.