Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 137
Перейти на страницу:

— Odesłano, ale ściągnięto z powrotem.

John Candotti stał na podjeździe, szczerząc do niego zęby. W długich kościstych rękach trzymał jakieś tekturowe pudło. W świetle późnego popołudnia jego wystający spod na pół łysej czaszki rzymski nos rzucał ostry cień niby zegar słoneczny.

— Co z tobą? Czy muszę zostać papieżem, żebyś mnie zaprosił do środka?

Sandoz oparł łokcie na parapecie; jego pozbawione nerwów, długie palce zwisały z okna jak pędy bluszczu sta’aka.

— Właź na górę — westchnął z teatralną rezygnacją. — Drzwi są otwarte.

— Wielki El Kahuna mówi mi, że szukasz asystenta i dopiero co przeprowadziłeś rozmowę kwalifikacyjną z Ojcem Świętym!

— zawołał John, wspinając się po schodach i garbiąc w drzwiach, które Emilio, niższy od niego o głowę i ramiona, uważał dotąd za wysokie. — Miłe mieszkanko, Sandoz. I takie schludne.

— Dzięki, że zwróciłeś na to uwagę — rzekł Emilio, a jego angielski nagle zabrzmiał bardziej jak w ustach mieszkańca Long Island niż Puerto Rico. Pochylił się nad stolikiem, zakładając protezy. — A teraz pewnie chlaśniesz mnie brzytwą i wlejesz do rany trochę soku cytrynowego?

— Billy Crystal. Princess Bride — zgadł natychmiast John, kładąc pudło w kącie pokoju. — Człowieku, brakuje ci nowego materiału. Czy obejrzałeś którąś z tych komedii, które ci polecałem?

Tak. Podobała mi się ta holenderska, East ofEdam. Najlepsza. No Sign of Life też była dobra. W tych nowszych nie łapię dowcipu. W każdym razie — zawołał z oburzeniem — niby skąd mogłem wiedzieć, że to papież?! Jakieś wapniaki zjawiają się pod moim domem…

— Gdybyś posłuchał moich rad — powiedział John tonem rozdrażnionego ojca duchownego kleryków — połapałbyś się w tych żartach i rozpoznałbyś tego pieprzonego papieża! — Sandoz zignorował go, podobnie jak ignorował czterdziestoletnią dziurę w swojej znajomości historii współczesnej. Z początku był zbyt słaby i chory, a teraz po prostu miał to wszystko w nosie. — Czy do ciebie w ogóle dociera, jak ważny jest sam fakt, że Gelazy nas odwiedził? Mówiłem ci, że już czas, byś się trochę zainteresował tym, co dzieje się naokoło! Ale czy ty mnie kiedykolwiek posłuchałeś? Nigdy!

I nawet teraz mnie nie słuchasz, zdał sobie sprawę John, obserwując go. W ciągu ostatnich dwu miesięcy Emilio zrobił znaczne postępy w samodzielnym zakładaniu protez, ale ta czynność wciąż wymagała od niego sporej koncentracji.

—…a Giuliani po prostu sobie stoi i patrzy, jak ja ładuję się w gówno! — mruczał pod nosem Sandoz, wpychając po kolei ręce w otwarte protezy, a później kołysząc wychudzonymi przedramionami, żeby dźwignie zaskoczyły. Rozległo się ciche furkotanie, kiedy płaskie uchwyty i elektroniczne czujniki zacisnęły się na jego palcach, przegubach i przedramionach. Wyprostował się. — Marzę o tym, żeby pewnego dnia przyłoić temu skurczybykowi.

— Powodzenia — powiedział John. — Osobiście uważam, że Kubańczycy mają większą szansę na zwycięstwo w mistrzostwach świata.

Usiedli przy stole — Sandoz na krześle tuż przy kuchni, a John naprzeciwko, tam, gdzie siedział papież — i zaczęli się przerzucać kawałkami dialogów z East ofEdain, Back Streets i filmów ze starą Mimi Jensen. John rozglądał się po pokoju — rozgrzebane łóżko, skarpetki na podłodze, brudne naczynia w zlewie — a potem przyjrzał się podejrzliwie rozczochranemu i nie ogolonemu Sandozowi. Emilio zwykle dbał o swój wygląd; czarnosrebrne włosy miał wyszczotkowane, brodę konkwistadora krótko przystrzyżoną, ubranie bez najmniejszej plamki. John spodziewał się, że jego nowe mieszkanie będzie idealnie wysprzątane.

— Każde duchowe oświecenie zaczyna się od schludnie posłanego łóżka — wyrecytował Candotti, rozkładając ramiona, aby wskazać na bałagan w całym pokoju. Zmarszczył brwi. — Wyglądasz okropnie. Kiedy ostatnio spałeś?

— Z piętnaście minut temu. Potem przyszedł jakiś upierdliwy kumpel i wyrwał mnie ze snu. Chcesz kawy czy czegoś innego?

Wstał i poszedł do kuchni, otworzył kredens i wyjął puszkę z kawą, stojąc plecami do Johna i udając, że jest bardzo zajęty.

— Nie. Usiądź. Nie zmieniaj tematu. Kiedy naprawdę spałeś, zanim przyszedłem?

— Pamięć jest zawodna. — Sandoz odłożył puszkę z kawą, trzasnął drzwiczkami kredensu i wrócił, by ponownie opaść na krzesło. — Nie matkuj mi, John. Nie znoszę tego.

— Giuliani mówił, że te ręce wciąż cię piekielnie bolą — powiedział John, nie zrażony uwagą Emilia. — Nie rozumiem. Przecież są już wyleczone! — zawołał, wskazując na nie oskarżycielskim gestem. — Dlaczego wciąż bolą?

— Z tego, co mi mówili, wynika, że martwe nerwy wyprowadzają mój system nerwowy z równowagi — odpowiedział Sandoz z jadowitym ożywieniem. — Mój mózg jest trochę wkurwiony, bo od dawna nie miał wiadomości od moich rąk. Myśli, że mogą mieć jakieś kłopoty, więc zwraca mi uwagę na tę sytuację, a robi to zupełnie tak samo jak upierdliwy kumpel! — Popatrzył przez chwilę przez okno, aby się uspokoić, a potem zerknął na Johna, który był przyzwyczajony do takich wybuchów i nie robiły na nim wrażenia. — Wybacz mi, stary. Ten ból mnie wykańcza, rozumiesz? Przychodzi i mija, ale czasami…

John odczekał chwilę, a potem skończył za niego zdanie:

— Czasami boisz się, że już nigdy nie minie.

Emilio nie przytaknął, ale i nie zaprzeczył.

— Zbawcza moc cierpienia jest, przynajmniej z mojego doświadczenia, bardzo przesadzona.

— Tak, dla mnie to też zbyt franciszkańskie — zgodził się John. Emilio roześmiał się, a John wiedział, że jeśli rozśmieszy Sandoza, ma już połowę roboty za sobą. — Jak długo tym razem? — zapytał.

Sandoz zbył to pytanie wzruszeniem ramion i odwrócił wzrok.

— Jak pracuję, jest lepiej. Skoncentrowanie się na czymś zwykle pomaga. — Zerknął na Johna. — Teraz jest okay.

— Tyle że masz wszystkiego dość. Dobra. Pozwolę ci trochę odpocząć. — Trzasnął rękami o uda i wstał, ale zamiast wyjść, podszedł do analizatora dźwięku ustawionego pod szczytową ścianą, naprzeciw schodów. Zaciekawiony, obejrzał go uważnie, a potem rzucił zdawkowo: — Po prostu chciałem spotkać się z moim nowym szefem… chyba że już zatrudniłeś papieża?

Sandoz zamknął oczy i obrócił się na krześle, żeby spojrzeć na Johna przez ramię.

— Że niby co?

John odwrócił się, szczerząc zęby, ale uśmiech zamarł, kiedy zobaczył twarz Emilia.

— Powiedziałeś, że chcesz kogoś, kto mówi po węgiersku. I po angielsku albo po łacinie. Albo po hiszpańsku. Moja łacina jest całkiem kiepska — dodał, tracąc odwagę. — Ale jestem równy gość. No i cały należę do ciebie. Jeśli mnie chcesz, Żartujesz — powiedział Emilio bezbarwnym tonem. — John, nie ładuj mi kitu.

— Masz do wyboru szesnaście języków, a używasz slangu?

— Słuchaj, Emilio, nie jestem lingwistą, ale radzę sobie nieźle z systemami i szybko się uczę. Rodzice mojej mamy pochodzili z Budapesztu. Babcia Toth opiekowała się mną po szkole. Po węgiersku mówię lepiej niż po angielsku. W ojczyźnie babcia była poetką i…

Sandoz kręcił głową, nie wiedząc, czy się śmiać, czy płakać.

— John, John. Nie musisz mnie przekonywać. Tylko… — Tylko że tak mu Candottiego brakowało. Tylko że tak potrzebował pomocy, a nie mógł się przemóc, by o nią poprosić, tak mu było potrzebne towarzystwo kogoś bliskiego, a bał się nowych przyjaźni. Ojciec John Candotti, kapłan, który potrafił wybaczać, usłyszał wszystko, a jednak ani nim nie pogardzał, ani się nad nim nie litował. Głos Emilia był miłosiernie spokojny, kiedy w końcu znalazł właściwe słowo. — Byłem pewny, że to jakaś pułapka.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)