Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 137
Перейти на страницу:

Kupiec milczał.

Trochę niepokojące to milczenie. Najdonioślejszy opadł na poduszkę, żałując, że nie wysłał do kupcajakiegoś urzędnika z tą wiadomością.

— A więc ceremonia odbędzie się jutro rano, czy tak, Najdonioślejszy? — zapytał w końcu Supaari.

Moi przodkowie musieli to robić, pomyślał Najdonioślejszy, mimowolnie wzruszony. Musieli poświęcać własne dzieci, aby oczyścić ród z nawracającej choroby, złych cech, odstępstwa od fenotypu.

— To niezbędne — powiedział na głos z przekonaniem. — Zabij jedno mało ważne dziecko dzisiaj, a uchronisz przyszłe pokolenia od cierpień. Musimy mieć na względzie większe dobro.

— Naturalnie temu domokrążcy brakuje i pochodzenia, i dyscypliny, które ukształtowały przeznaczonych od urodzenia do panowania. — Może — zasugerował z niezwykłą, jak na niego, delikatnością — może wolałbyś, żebym ja… Kupiec wstrzymał oddech i podniósł się.

— Nie. Dziękuję, Najdonioślejszy — powiedział z lekką nutą nieodwołalności i powoli skierował na niego spojrzenie.

Znakomicie skalkulowana groźba, uznał w duchu Najdonioślejszy z pewnym zaskoczeniem, znacząca, że tego osobnika nie można obrazić bezkarnie, ale zręcznie złagodzona pełnym uległości tonem, gdy Supaari po chwili dodał:

— Jest to, być może, cena, jaką ktoś płaci za próbę osiągnięcia czegoś nowego.

— Tak — zgodził się Ljaat-sa Kitheri. — Dokładnie moja myśl, choć ta kupiecka frazeologia nie jest zbyt szczęśliwa. A więc jutro.

Kupiec przyjął napomnienie z wdziękiem, ale opuścił komnatę Najdonioślejszego bez obowiązującego ukłonu pożegnalnego. To było jego jedyne potknięcie. I być może świadome, pomyślał Najdonioślejszy z odrobiną szacunku.

Mogę za to podziękować Sandozowi, myślał z goryczą Supaari, zmierzając krętymi korytarzami do swojej kwatery w zachodnim pawilonie pałacu Kitherich. Ze ściśniętym gardłem, powstrzymując się od wycia, padł na gniazdo do spania i leżał tam, pogrążony w rozpaczy. Jak mogło do tego dojść? Wszystko, co posiadał — bogactwo, dom, interesy, przyjaciele — wszystko za jedno niemowlę z wykręconą stopą. Wszystko przez tego Sandoza, który nic nie stracił, pomyślał ze złością. To był zły interes od samego początku.

A przecież, dopóki Najdonioślejszy nie oznajmił mu tej katastrofalnej wieści, Supaari był przekonany, że nie popełnił ani jednego błędu. Był ostrożny i rozsądny; decyzje, które podejmował przez ostatnie trzy lata, uważał za najlepsze. Runowie z wioski Kashan byli jego klientami: miał obowiązek pośredniczyć w ich handlu, nawet jeśli wymagało to robienia interesów z tymi pozbawionymi ogonów cudzoziemcami z H’earth. A kto był oczywistym odbiorcą ich egzotycznych towarów? Resztar Galatny, Hlavin Kitheri, dobrze znany ze swojej zachłanności na wszystko, co egzotyczne i niepowtarzalne. Może powinienem pozostać z tymi cudzoziemcami w Kashanie, zapytywał sam siebie. Nie, to niemożliwe! Prowadził rozległe interesy, miał zobowiązania wobec innych wiejskich korporacji.

Nawet wówczas, kiedy cudzoziemcy nauczyli Runów hodować żywność, kiedy władze wykryły nielegalne rozmnażanie się na południu i kiedy wybuchły zamieszki — nawet wtedy Supaari miał jeszcze swobodę wyboru, zanim wszystko pogrążyło się w chaosie. Cudzoziemcy byli tu całkowicie obcy, nie wiedzieli, że to, co robią, jest złe. Zamiast pozwolić, by tych dwóch, którzy ocaleli, osądzono za wywołanie buntu, Supaari zaproponował im zrobienie hasta ‘akali. W dodatku jeden z nich prawie natychmiast po tym umarł, co było złym znakiem. Może powinienem najpierw poznać ich nieco lepiej, pomyślał teraz z goryczą. No tak, ale przecież chciał zapewnić im jakiś legalny status, zanim znajdą się w rękach władz i zostaną uśmierceni. Skąd mógł wiedzieć, że będą tak bardzo krwawić?

Kiedy Sandoz wyzdrowiał, Supaari zrobił wszystko, co w jego mocy, by wciągnąć tego małego tłumacza w życie swojego handlowego przedsiębiorstwa. Namawiał go, by przebywał w magazynach i biurach, zachęcał do zainteresowania się codziennymi sprawami handlowymi. Sandoz był jednak wciąż przygnębiony. W końcu, zrobiwszy wszystko, co mógł zrobić, nie łamiąc zasad uprzejmości, Supaari zdobył się na grubiaństwo, zapytując Sandoza wprost, o co mu chodzi.

— Panie, twój niegodny gość jest samotny — odpowiedział Sandoz, wzruszając ramionami w sposób, który zdawał się oznaczać rezygnację.

A może akceptację? Obojętność? Trudno było się zorientować, co oznaczają takie gesty. Lecz już w chwilę później cudzoziemiec dodał uległym tonem, jakby chciał zatrzeć wrażenie skargi:

— O panie, jesteś dla mnie bardziej niż łaskawy, a twoja gościnność bez zarzutu. Ten ktoś bezużyteczny jest ci nieskończenie wdzięczny.

Tęskni za innymi ze swojego gatunku, pojął wreszcie Supaari i zaczął się zastanawiać, kogo ci cudzoziemcy bardziej przypominają, Runów czy Jana’atów. Serdeczność Runów była szczera, ale elastyczna; obejmowała każdego, kto był blisko, ale wygasała niepostrzeżenie, kiedy ktoś się oddalał. A jednak czuli się szczęśliwi tylko w stadzie. Och, tak, samice jakoś znosiły samotność i pracowały wśród obcych, ale samce musiały mieć rodzinę, dzieci. Bez krewniaków i przyjaciół po prostu przestawały jeść i zdychały. Rzadko do tego dochodziło, ale się zdarzało.

— Sandoz, czy wzdychasz za żoną? — zapytał Supaari, decydując się na taką otwartość ze strachu, że i ten cudzoziemiec może umrzeć w jego domu.

— Panie, twój wdzięczny gość żyje w „celibacie” — odpowiedział Sandoz, używając cudzoziemskiego słowa i patrząc w bok, a po chwili wyjaśnił: — Tacy ludzie jak ten ktoś niegodny nie mogą mieć żon.

— Ach tak! Więc twój gatunek jest podobny do Jana’atów, u których tylko pierwsze i drugie dziecko może mieć żonę i potomstwo — powiedział Supaari z ulgą. — Ja też jestem… w celibacie. Jesteś trzeciakiem, tak jak ja?

— Nie, panie. Jestem drugim dzieckiem. Wśród takich, jak twój gość, każdy może się parzyć i mieć potomstwo, nawet piąte czy szóste dziecko.

Piąte? Szóste? Supaariego ogarnęło zdumienie. Jak mogą pozwolić sobie na tyle potomstwa? Czasami czuł, że rozumie zaledwie jedną dwunastą z tego, czego dowiadywał się o tych cudzoziemcach.

— Skoro jesteś drugi, to dlaczego nie bierzesz sobie żony?

Ten ktoś niegodny postanowił nie brać sobie żony, panie. To u nas niezwykły wybór, podobnie jak wśród was. Tacy jak twój gość opuszczają rodzinę, w której się urodzili, nie wiążą się z żadną inną osobą i nie mają dzieci. W ten sposób możemy kochać wszystkich bez wyjątku i im służyć.

Supaari był wstrząśnięty, dowiadując się czegoś takiego o tym małym cudzoziemcu, którym się zaopiekował.

— Więc jesteś sługą wszystkich?

Tak, panie, byłem nim, kiedy przebywałem wśród swoich. Ale teraz nie ma już twoich, którym mógłbyś służyć, pomyślał Supaari. Opadł na poduszki, pozwalając, by stygły resztki dania, które spożywał, i pomyślał tęsknie o dniach, w których jego najbardziej kłopotliwym problemem było przewidywanie, jaki będzie kirt w nadchodzącej porze roku.

— Sandoz, jaki jest twój cel? — zapytał, usiłując zyskać pewność. — Po co tutaj przybyłeś?

— Panie, przybyłem tu, aby poznać język. Żeby nauczyć się pieśni twojego ludu.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)