Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 137
Перейти на страницу:

— Na nocnym niebie są też inne rzeczy — powiedziała Srokan. — Córki księżyców! Maleńkie, roziskrzone dzieciątka!

Jana’atańskie oczy nie pozwalały Jholai widzieć takich rzeczy i musiała uwierzyć niani na słowo, że to prawda, a nie jeszcze jedna głupia bajka Runów.

Było to jedyne godne zapamiętania wydarzenie z całego jej dzieciństwa.

Przez pewien czas Jholaa dzieliła osamotnienie z resztarem Kitherim, młodszym bratem Hlavinem. Jego tytuł znaczył „zapasowy” i podobnie jak Jholaa miał tylko jeden cel wżyciu: istniał, gotów przejąć dziedzictwo, gdyby obaj starsi bracia przestali istnieć. Hlavin był poza Srokan jedyną osobą, która zauważała Jholaę. Opowiadał jej bajki i śpiewał tajemne pieśni, choć był bity, jeśli przyłapał go na tym jego wychowawca. Tylko on potrafił ją rozśmieszyć, kiedy żony Dheraiego i Bhansaara zapełniły komnaty dziecięce maluchami, które pozbawiły jego i Jholaę prawa dziedziczenia w rodzie Kitherich. Tylko Hlavin potrafił zapłakać, kiedy opowiedziała mu o księżycach i wyznała, że z każdym nowo narodzonym bratankiem i siostrzeńcem czuła się coraz bardziej jak dziecko księżyca: niewidzialna dla własnego ludu, jaśniejąca w ciemności.

Dheraiemu urodził się własny resztar, a potem Bhansaarowi; prawo sukcesji rodowej zostało raz na zawsze ustalone i Hlavina wygnano do portu Gayjur, aby zabezpieczyć bratanków przed zawiedzionymi ambicjami wuja. Hlavin znalazł sposób, by jej śpiewać nawet na wygnaniu, przesyłając odbiornik radiowy, tak że mogła wysłuchać własnych słów o córkach księżyca, dosiadając fal równie niewidzialnych jak gwiazdy, pochłonięta transcendentną kantatą, którą śpiewał podczas swojej pierwszej audycji radiowej z Pałacu Galatny. Zezwolono mu na to, ponieważ nie śpiewał tradycyjnych pieśni — do czego mieli prawo jedynie urodzeni pierwsi i drudzy w kolejności — lecz coś nowego i zupełnie innego.

Koncert rozzłościł Jholaę; poczuła się tak, jakby jej coś skradziono, a nie podarowano. Kiedy muzyka ucichła, zrzuciła radio z piedestału, jakby to ono było winne.

— Gdzie jest Galatna? — zapytała, kiedy Srokan pochyliła się, aby zebrać szczątki odbiornika.

— Jest osadzona jak klejnot na górze ponad miastem Gayjur, które leży nad oceanem — powiedziała jej Srokan, a potem podniosła głowę i spojrzała na nią szeroko otwartymi niebieskimi oczami. — Tyle wody, że można stanąć na skraju i patrzyć, patrzyć tak daleko, jak sięga wzrok, ale końca tej wody nie widać!

— Kłamiesz. Nie ma czegoś takiego. Wszyscy Runowie kłamią. Gdybyście mogli, to byście nas pozabijali — powiedziała Jholaa potępiającym tonem; była już dość duża, by znać strach pana.

— Ależ to bzdury, maleńka! — zawołała Srokan z dobrodusznym zdumieniem. — Przecież Jana’atowie śpią w porze czerwonego słońca i przez całą prawdziwą noc, a nikt nie robi im krzywdy! Ta oddana służka nie kłamie swojej pani. Księżyce są prawdziwe. Ocean też jest prawdziwy! Jego woda smakuje jak sól, a jego powietrze ma woń, jakiej nie zna nikt, kto żyje w głębi lądu!

Złość była wówczas jedynym silniejszym uczuciem, które było w stanie wyrwać Jholaę z otępienia, w jakim bywała pogrążona przez całe dnie. Nienawidziła tych nieszczęsnych Runów, którzy byli jej jedynymi towarzyszami, nie znosiła tych bezwstydnych flejtuchów za to, że mogą swobodnie opuszczać pałac, bez woalu i bez straży, oglądać oceany i wdychać zapachy, których ona nigdy nie pozna. Schwyciwszy Srokan za ucho wykwintnym pazurem, zaczęła je szarpać, aż naderwała krawędź, a Runka wyznała, że sama nigdy nie widziała ani nie smakowała oceanu, tylko słyszała o nim od pomocy kuchennej pochodzącej z południa. Hlavin mógłby jej powiedzieć prawdę o oceanie, ale go utraciła więc pozwoliła, by niańka zaczęła ją głaskać drżącymi rękami, aby ukoić jej złość. Iczuła słony zapach krwi, nie oceanu.

Tej nocy, kiedy Jholaa leżała oślepiona w ciemnym, bezużytecznym świetle małego, czerwonego słońca Rakhatu, postanowiła uśmiercić Srokan za to, że rozmyślała o zamordowaniu Jana’atów we śnie. Każe też zabić jej dzieci, żeby wygasł cały ród.

Srokan była dość stara. Trzeba będzie udusić mięso, pomyślała Jholaa i zasnęła.

Właśnie dlatego nie było nikogo, kto by ostrzegł Jholaę i przygotował do tego, co stanie się po ślubie: służące bały się jej i żadna nie miała odwagi, by jej wyjaśnić, dlaczego stroją ją jak przed jakąś ceremonią państwową. Jholaa przywykła już do tego i nie była zaskoczona, kiedy zaprowadzono ją do sali pełnej olśniewająco wystrojonych urzędników i wszystkich jej krewnych, którzy nadal śpiewali, jakby jej tam nie było.

Stała spokojnie przez cały czas trwania ceremonialnych deklamacji; takie uroczystości ciągnęły się zwykle w nieskończoność i wkrótce przestało do niej docierać, o czym śpiewają. Zwróciła na to uwagę dopiero wtedy, kiedy usłyszała swoje imię, a potem rozpoznała melodię przypieczętowującą małżeństwo i zrozumiała, że właśnie została oficjalnie związana z kimś, kogo rodowego imienia nigdy przedtem nie słyszała. Z rozszerzonymi oczami, ukrytymi za inkrustowanym klejnotami złotym woalem, zaczęła się rozglądać za kimś — kimkolwiek — kogo mogłaby zapytać, czy wysyłają ją do jakiegoś innego kraju, ale zanim zdołała to uczynić, zbliżyli się do niej jej ojciec i bracia i poprowadzili na środek komnaty.

Pojawiły się jej ruńskie służebnice, a kiedy zaczęły ją rozbierać, Jholaa zapytała, co się dzieje, lecz mężczyźni tylko wybuchnęli śmiechem. Rozwścieczona i przerażona, próbowała się czymś zakryć, ale wówczas ów mężczyzna, którego imienia nawet nie zapamiętała, podszedł tak blisko, że poczuła jego zapach, zrzucił z siebie szatę i… Nawet na nią nie spojrzał, tylko stanął za nią, chwycił ją szponami za kostki u nóg i…

Opierała się jak mogła, ale jej wrzaski utonęły w okrzykach rozbawienia i zachęty. Później usłyszała, jak jej ojciec mówi z dumą do gości:

— Dziewica! Nikt nie może temu zaprzeczyć!

A jej starszy brat dorzucił:

— Walczyła jak ten dziwaczny cudzoziemiec, którego dosiadał Hlavin i jego znajomi…

Kiedy było po wszystkim, zaprowadzono ją przez odświętnie udekorowany dziedziniec do małego okratowanego pomieszczenia, gdzie siedziała oszołomiona, brocząc krwią, wysłuchując uroczystych pieśni na cześć Jholai Kitheri u Darjan, wbrew wszelkim przeciwnościom poślubionej — urodzonemu trzeciemu dziecku — kupcowi, który nigdy by nie spłodził potomka, gdyby nie cudzoziemski sługa Sandoz. A kiedy Jholaa w końcu urodziła to dziecko, jego rodowód był niepodważalny. I zrozumiała, że to jest właśnie jedyny powód, dla którego istnieje.

Wiedziała, że podobny los czeka jej córkę. Tuż po porodzie nawet nie spojrzała na noworodka, ale wyrwała rękę z uścisku położnej i zamachnęła się pazurem, pragnąc rozerwać mu gardło. Później, kiedy pojawił się jej brat Dherai, aby oznajmić, że niemowlę jest ułomne, przyjęła to obojętnie.

— Więc je zabijcie — powiedziała, pragnąc, by ktoś zabił i ją.

6. NEAPOL: wrzesień 2060

Emilio Sandoz zdołał się uspokoić po wizycie papieża dopiero po paru godzinach. Zaledwie usnął, poderwał się na łóżku, słysząc pukanie.

— Boże! Co znowu? — krzyknął, opadając z powrotem na poduszkę. Wyczerpany, zamknął oczy i zawołał: — Odejdź!

— Mam nadzieję, że rozmawiasz z Bogiem — odezwał się znajomy głos — ponieważ nie zamierzam wracać do Chicago.

— John? — Sandoz wyskoczył z łóżka i otworzył łokciami wysokie, drewniane żaluzje. — Candotti! — krzyknął, zdumiony, wychylając się przez okno mansardy. — Myślałem, że po zakończeniu przesłuchań odesłano cię do domu!

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)