Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 137
Перейти на страницу:

Przyszło mu do głowy, że misterność tej intrygi jest zbyt wielka, by nie wymyślił jej sam resztar. Tak, to jego subtelna wrażliwość… A właściwie kto pierwszy wpadł na pomysł, by wymienić Sandoza na Jholaę? Ta myśl lekko nim wstrząsnęła. Czyżby Hlavin Kitheri sterował nim od samego początku, prowadząc do owej nieszczęsnej umowy? Supaari zachwiał się i oparł o mur, próbując odtworzyć negocjacje, prowadzone w języku równie ozdobnym i wykwintnym co pałac resztara, w obecności poetów i śpiewaków, którzy towarzyszyli Hlavinowi na jego lubieżnym wygnaniu i którzy tak znakomicie udawali najszczerszą radość z tego, że kupiec zostanie wywyższony. Kto zyskał?, zapytał się w duchu i zatrzymał pośrodku ulicy, nie zwracając uwagi na przechodniów. Kto na tym zyskał? Hlavin. Jego bracia. Ich znajomi. Hlavin musiał wiedzieć, że Jholaa jest za stara. To on przekonał Dheraiego i Bhansaara, jakie to będzie zabawne, jeśli darjańska linia zostanie unicestwiona już w niemowlęctwie przez samego jej założyciela…

Zgnębiony poczuciem głębokiego poniżenia, Supaari powstrzymał zbierające w nim mdłości i nagle, przełykając gorycz utraconych iluzji, uświadomił sobie z dziwną pewnością, że mdłości wcale nie były czymś normalnym dla gatunku Sandoza. Tak, pomyślał, zawsze starałem się być uprzejmym, zawsze chciałem zadowolić innych. Ja sam ściągnąłem na siebie pogardę Hlavina Kitheriego, a uczyniłem to równie nieświadomie, jak Sandoz ściągnął na siebie…

Kto za to zapłaci?, zapytał się w duchu. Poczuł, jak wzbiera w nim wściekłość, wypierając wstyd, i pomyślał z gorzką ironią, że właśnie użył niezbyt szczęśliwego wyrażenia kupieckiego.

Kipiąc ze złości, zawrócił do legowiska Kitherich, z głową pełną mrocznych planów krwawej zemsty, wyzwań, pojedynków ha ‘aran. Lecz wiedział, że dla takich jak on nie ma ratunku. Cóż z tego, że poczeka do rana i wobec świadków obnaży dwulicowość Kitheriego? Ohydna intryga stanie się po prostu publicznym dowcipem, z którego wszyscy będą się śmiać już otwarcie. Cóż z tego, że ocali dziecku życie? Narazi je na ośmieszenie później, kiedy kontrakt małżeński zostanie zawarty tylko po to, aby go zerwać. Jego żywa, cudowna i czarująca córka skończy tak jak jej matka: jako rekwizyt w wymyślnej komedii, wykorzystany do poniżenia jej ojca ku uciesze szlachetnie urodzonych panów.

To nie jest sprawa osobista, pomyślał, zwalniając kroku na widok zabudowań pałacu Kitheriego. Tu nie chodzi o mnie. Tu chodzi o kategorię, do której należę i która ma robić to, co do niej należy. Potrzebują nas tam, gdzie jesteśmy. Trzeciacy, kupcy. Runowie. Żywimy ich, ubieramy i chronimy. Zaspokajamy ich potrzeby, ich żądze, ich zachcianki. Jesteśmy fundamentem ich pałacu i nie chcą pozwolić na to, by ruszyć z niego choć jeden kamień, w obawie że cała budowla runie im na głowy.

Oparł się o mur, patrząc na otoczony palisadą pałac rodziny, która panowała nad Inbrokarem od wielu pokoleń, i w końcu sięgnął do owego chłodnego, znajomego miejsca w swoim sercu, gdzie zwykle podejmował decyzje — bez złości i bez złudzeń.

Wiedział dobrze, kiedy z Inbrokaru wypływają barki, udające się w górę rzeki Pon. Rozważył umowę, którą zawarł, i uznał, że nie splamił swojego kupieckiego honoru. Dotrzymał zobowiązań. Nic nie jest im winny.

Zabiorę to, co moje, i odejdę, pomyślał.

— Mówiąc szczerze, Hlavinie, więcej się po nim spodziewałem — powiedział Ira’il Vro do resztara Galatny.

Powiadomieni przez donosicieli, obserwowali powrót Supaariego z miasta, a potem przenieśli się do narożnej wieży, by patrzyć, jak kupiec rozmawia z ruriską mamką na małym dziedzińcu i odchodzi razem z nią i dzieckiem. Ira’il zerknął na Hląvina Kitheriego, ale spojrzenie resztara było spokojne.

— Musisz być bardzo rozczarowany… — dodał niepewnym tonem.

Pociągnął ostrożnie nosem, aby odetchnąć zapachem Kitheriego. Nie wyczuł gniewu, ale odwrócił się do okna wieży, chcąc ukryć zmieszanie. Wystarczyło podnieść nieco oczy, aby zobaczyć skarbiec i prowincjonalny urząd podatkowy, państwowe archiwa i biblioteki, arenę usytuowaną tuż obok sądu, łaźnie, ambasady, strzeliste kamienne słupy inkrustowane srebrzystymi urządzeniami nadawczymi, wyrastające z zabudowań komendy głównej. Znał już dobrze wszystkie punkty orientacyjne i podziwiał panoramę miasta: ów ponadczasowy festiwal stabilności i niezmiennej równowagi…

Równowagi! Tego właśnie mu brakowało w stosunkach z resztarem Kitherim. Hlavin był trzeciakiem, a Ira’il pierworodnym, ale rodzina Kitherich przewyższała rangą wszystkie inne rodziny w księstwie Inbrokaru, więc zwrócenie się do resztara po imieniu czy zadecydowanie, kto ma prawo do użycia zaimka osobowego, było zawsze sprawą delikatną i niezbyt bezpieczną. Nie mając przy boku ruńskiego specjalisty od protokołu, Ira’il wciąż się obawiał, że popełni jakiś niewybaczalny błąd.

Co gorsza, Ira’il nie miał pojęcia, dlaczego resztar wybrał właśnie jego, by mu towarzyszył w podróży z Gayjuru do Inbrokaru, kiedy z powodu narodzin dziecka jego córki zezwolono mu opuścić miejsce zwyczajowego wygnania. Ira’il był tak wielkim miłośnikiem niezwykłej poezji resztara, że wyrzekł się własnej rodziny i przekazał ojcowiznę Vry w ręce młodszego brata, by przyłączyć się do błyskotliwej społeczności Pałacu Galatny. Lecz nie on jeden tak postąpił, a był miernym śpiewakiem, który znał się na poezji w takim stopniu, by wiedzieć, że jego własna twórczość nigdy nie wzniesie się ponad poziom wyświechtanego naśladownictwa. Hlavin Kitheri przypominał sobie o jego istnieniu tylko wtedy, gdy Ira’il wyjąkał jakąś żałośnie oczywistą pochwałę użytej przez resztara metafory albo sfałszował w chórze. Ira’il zadowalał się więc prawem zasiadania gdzieś na skraju świty resztara, czując się uhonorowany samym faktem przebywania w towarzystwie tak znakomitych artystów. W końcu ktoś musi być słuchaczem.

Aż nagle, całkiem niespodziewanie, Hlavin Kitheri wydobył Ira’ila Vrę z cienia mierności i zaprosił go, by mu towarzyszył podczas ceremonii inaugurujących nową, darjańską linię rodową, na której zaistnienie resztar łaskawie się zgodził.

— Och, musisz tam być — nalegał resztar, kiedy Ira’il wyjąkał, że nie jest tego godny — aby wraz ze mną radować się pointą dowcipu! Obiecuję ci, że będziesz jedyną osobą prócz mnie, która zrozumie, na czym to wszystko polega.

Ira’il mógł się tylko łudzić, że resztarowi miłe jest jego towarzystwo, co wydawało mu się dziwne, ale i niezwykle pochlebne.

Zresztą w tym niespodziewanym wyjeździe wszystko było dziwne. Przybywając po raz pierwszy do Inbrokaru, Ira’il zdumiał się na widok pałacu Kitheriego — tu, w samym środku stolicy. Jego architektura robiła wrażenie, ale w środku panował dziwny spokój, a przestronne komnaty, cieniste kolumnady i dziedzińce były prawie puste; mieszkała tu tylko rodzina Kitherich i służba domowa. Ira’il spodziewał się czegoś bardziej wyniosłego, czegoś bardziej żywego i barwnego. W końcu było to serce jego kultury… Odwrócił się od miasta i spojrzał w dół, na kuchenny dziedziniec i bramę dla Runów, przez którą właśnie wyszedł Supaari.

— Ktoś mógłby oczekiwać wspaniałego pojedynku — powiedział, mając nadzieję, że resztar wybaczy mu uprzednią bezpośrednią formę. — Ten domokrążca mógł wyzwać Dheraiego. Byłbyś sekundantem.

— Myślę, że to zrobił — rzekł pogodnie resztar.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)