Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 104
Перейти на страницу:

- Podsumowując: co w końcu w-wiem o tym człowieku? Zdeklarowany antyfeminista. W jego otoczeniu nigdy nie ma k-kobiet - ani kochanek, ani towarzyszek. Szajka Linda to wyłącznie mężczyźni. Jeśli ktoś woli, to męski klub. Doktor jest jakby pozbawiony ludzkich słabostek, dlatego trafić na jego ślad jeszcze nikomu się nie udało. Podwładni są mu wierni jak psy, a to w grupach przestępczych zdarza się niesłychanie rzadko. Dwukrotnie złapałem ludzi doktora żywych i w obu wypadkach niczego nie osiągnąłem. Jednego skazano na dożywotnią katorgę, drugi targnął się na własne życie, ale żaden nie wydał prowodyra... Wpływy Linda w międzynarodowych kręgach przestępczych są zaiste nieograniczone, a jego autorytet ogromny. Kiedy potrzebuje specjalisty w jakiejkolwiek profesji - najemnego zabójcy, nożownika, hipnotyzera, włamywacza - najlepsi mistrzowie przestępczych nauk uważają za honor udzielić mu pomocy. Sądzę, że doktor jest b-bajecznie bogaty. Jedynie w ciągu tego krótkiego czasu, kiedy się nim interesuję - a to ciut więcej niż półtora roku - i to tylko w sprawach, o których mi wiadomo, w jego ręce wpadło nie mniej niż dziesięć milionów.

- Franków? - spytał z zainteresowaniem Gieorgij Aleksandrowicz.

- Miałem na myśli d-dolary. To około dwudziestu milionów rubli.

- Dwadzieścia milionów! - Jego wysokość aż się żachnął. - A mnie skarb wydaje żałosne dwieście tysięcy rocznie! To przecież sto razy mniej! I on, łajdak, jeszcze śmie żądać ode mnie pieniędzy!

- Nie od ciebie, wujku Dżordżi - zauważył sucho najjaśniejszy pan. - Ode mnie. „Orłow” jest własnością Korony.

- Niki, Dżordżi! - krzyknął Kirył Aleksandrowicz. - Niech pan mówi dalej, Fandorin.

- Miałem dwa spotkania z doktorem Lindem - rzekł Erast Piotrowicz i zamilkł.

W pokoju zapadła cisza. Tylko zaskrzypiało krzesło pod pułkownikiem Karnowiczem, który wysunął się do przodu.

- Prawdę mówiąc, nie wiem, czy można to nazwać spotkaniami, ponieważ nie widzieliśmy swoich twarzy. Ja byłem w przebraniu i ucharakteryzowany, Lind - w masce... Zawarliśmy znajomość półtora roku temu w Nowym Jorku. Być może rosyjskie gazety pisały o porwaniu dwunastoletniego syna milionera Barwooda. W Ameryce ta historia nie schodziła z pierwszych stron gazet p-przez cały miesiąc... Mister Barwood poprosił mnie o pośrednictwo w przekazaniu okupu. Zażądałem od porywaczy, żeby najpierw pokazali mi jeńca. Lind sam zaprowadził mnie do s-sekretnego pokoju. Doktor miał czarną maskę, zakrywającą prawie całą twarz, długi płaszcz i kapelusz. Dlatego zauważyłem jedynie, że jest średniego wzrostu i ma wąsy - zresztą możliwe, że doklejone. Nie wymówił przy mnie ani jednego słowa, tak że jego g-głosu także nie słyszałem. - Fandorin ścisnął usta, jakby walcząc ze wspomnieniem. - Chłopczyk siedział w pokoju żywy, z zaklejonymi ustami. Lind pozwolił mi do niego podejść, a potem wyprowadził mnie na korytarz, zamknął drzwi na trzy zamki i wręczył mi klucze. Zgodnie z wcześniejszą umową, przekazałem mu okup - pierścień Kleopatry o wartości półtora miliona dolarów - i przygotowałem się do walki, ponieważ ich było siedmiu, a ja jeden. Ale Lind uważnie obejrzał pierścień przez lupę, skinął i oddalił się w eskorcie swoich ludzi. Długo otwierałem zamki, ponieważ okazało się, że trudniej jest je otworzyć niż zamknąć, a kiedy w końcu dotarłem do pokoju, Barwood junior już nie żył.

Erast Piotrowicz znowu zacisnął usta. Wszyscy cierpliwie czekali, aż zapanuje nad sobą - najjaśniejsze osoby są wyrozumiałe dla zwykłych śmiertelników, nieposiadających ich ponadludzkiego opanowania.

- Nie od razu zrozumiałem, dlaczego chłopczyk się nie rusza i nisko opuścił głowę. Dopiero kiedy podszedłem całkiem blisko, zobaczyłem, że wprost w serce wbito mu cieniutki sztylet! Nie w-wierzyłem własnym oczom. Przecież uprzednio, spodziewając się podstępu, dokładnie obejrzałem pomieszczenie w poszukiwaniu zamaskowanego wejścia albo tajnych drzwi i niczego podejrzanego nie zauważyłem. Tylko poniewczasie przypomniałem sobie, jak Lind, przepuszczając mnie przodem, zatrzymał się przy krześle - na sekundę, nie dłużej. Ale jemu wystarczyła i ta sekunda. Co za dokładność ciosu, co za bezlitosne wyrachowanie!

Wydawało mi się, że w głosie Fandorina, oprócz goryczy i wściekłej, niestłumionej przez upływ czasu złości, dźwięczy mimowolny podziw dla sprytu i sprawności szatańskiego doktora.

- Odtąd porzuciłem wszystkie pozostałe s-sprawy, postanawiając do końca rozliczyć się z Lindem. Nie skrywam, największą rolę w tej decyzji odegrały urażona miłość własna i piętno odciśnięte na mojej reputacji przez tę historię. Ale nie tylko samolubność mnie do tego skłoniła... - Fandorin zmarszczył wysokie czoło. - Tego człowieka należy zatrzymać, ponieważ jest rzeczywistym geniuszem zła, obdarzonym wielką fantazją i bezgraniczną ambicją. Czasami wydaje mi się, że postawił sobie za cel zdobyć sławę największego przestępcy wszech czasów, a k-konkurentów na tym polu ma wielu. Czułem, że wcześniej czy później przygotuje jakąś aferę na skalę państwową, lub nawet międzynarodową. I d-dokładnie do tego właśnie doszło...

Znowu zamilkł.

- Siadajcie, Eraście Piotrowiczu - poprosił Kirył Aleksandrowicz, a ja zrozumiałem, że słowa Fandorina wywarły na jego wysokości przychylne wrażenie. Przesłuchanie zamieniło się w rozmowę. - Proszę opowiedzieć, jak pan ścigał doktora Linda.

- Najpierw p-przewróciłem do góry nogami cały Nowy Jork, ale osiągnąłem jedynie tyle, że doktor przeniósł się z Nowego do Starego Świata. Nie będę zamęczał najjaśniejszego pana i waszych wysokości opisem swoich poszukiwań, ale po pół roku udało mi się odkryć siedzibę Linda w Londynie. I zobaczyłem doktora po raz drugi - dokładniej biorąc, jego cień, uciekający przed prześladowcami t-tunelem londyńskiego metra i ostrzeliwujący się z przerażającą celnością. Doktor dwoma wystrzałami położył trupem konstabli ze Scotland Yardu, a trzecią kulą o mało i mnie nie wyprawił na tamten świat. - Fandorin uniósł znad czoła kosmyk czarnych włosów i można było dostrzec bliznę, przecinająca wąską białą linią jego skroń. - Drobiazg, zadrapanie po stycznej, ale na minutę straciłem przytomność, a w tym czasie Lind umknął pościgowi... Stąpałem mu po piętach, przenosząc się z kraju do kraju, i ciągle trochę się spóźniałem. A w Rzymie, jakieś pół roku temu, doktor przepadł jak kamień w wodę. Dopiero przed dwoma tygodniami dowiedziałem się z pewnego źródła, że sławny warszawski bandyta Blizna pochwalił się w wąskim kręgu znajomych, jakoby sam doktor Lind zaprosił go do Moskwy na jakiś wielki skok. Będąc rosyjskim poddanym, Penderecki dobrze znał świat przestępczy Moskwy - i ten z Chitrowki, i ten z Suchariewki. Widać właśnie z tego powodu był potrzebny Lindowi, który nigdy wcześniej nie działał w Rosji. Cały czas łamałem sobie głowę, co w patriarchalnej Moskwie zwróciło uwagę doktora. Teraz to już jasne...

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)