KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Co to za semafor? - Tylko to w tym koszmarnym przesłaniu zainteresowało Fandorina.
Zadawanie pytań w obecności najjaśniejszego pana jest czynem niedopuszczalnym, jednak cesarz nie tylko odniósł się łaskawie do wołającego o pomstę do nieba naruszenia zasad etykiety, ale też ze swoją zwykłą grzecznością odpowiedział sam:
- Stary, świetlny. Został ustawiony na dachu jeszcze za czasów mojego pradziada, a za panowania dziada wyposażono go w światło elektryczne, aby mógł działać nocą oraz przy pochmurnej pogodzie. Semaforem można przesłać dowolne sygnały świetlne, dostrzegalne praktycznie z każdego punktu miasta.
Zamiast wiernopoddańczo podziękować cesarzowi za łaskawe wyjaśnienie, Fandorin jedynie w zamyśleniu pokiwał głową i uściślił:
- „Orłow” to, jak przypuszczani, t-ten sam diament, którym ozdobiono cesarskie berło?
- Tak - potwierdził krótko najjaśniejszy pan. - Ten sam, kupiony przez hrabiego Orłowa w Amsterdamie w tysiąc siedemset siedemdziesiątym trzecim roku na zlecenie Katarzyny Wielkiej.
- Niemożliwe, zupełnie niewyobrażalne - uciął Symeon Aleksandrowicz. - O żadnej wymianie nie może być mowy. To przecież relikwia!
- Niemożliwe - zgodził się Kirył Aleksandrowicz. - Za pięć dni nastąpi uroczyste wyniesienie regaliów cesarskich, a dwa dni później - koronacja. Bez berła ceremonia nie dojdzie do skutku. Każda suma pieniędzy - niech będzie, ale „Orłowa” nie oddamy w żadnym wypadku.
Wszyscy, jakby się zmówili, zwrócili się ku Gieorgijowi Aleksandrowiczowi, którego zdanie - zdanie ojca - miało tutaj specjalną wagę.
I wielki książę okazał się godny swojego tytułu i pozycji. W jego oczach pojawiły się łzy, ręka nieświadomie rozpięła ciasny kołnierzyk, ale głos jego wysokości pozostał twardy.
- Niemożliwe. Życie jednego z wielkich książąt, nawet... mojego syna - tu głos Gieorgija Aleksandrowicza mimo wszystko zadrżał - nie może stanąć ponad interesem państwa i Korony.
Oto co nazywam cesarską wielkością - to szczyt osiągalny jedynie dla tych, których wybrał i pomazał sam Bóg. Socjaliści i liberałowie piszą w swoich gazetkach i ulotkach, że dom imperatora pławi się w przepychu. To nie przepych, to świecąca aureola rosyjskiej państwowości, a każdy członek rodźmy cesarskiej gotowy jest w imię Rosji oddać w ofierze własne życie - i życie tych, których kocha.
Pokój zatańczył mi przed oczyma, pobłyskując tęczowo; zamrugałem powiekami, strzepując z rzęs łzy.
- A jeśli zastąpić diament atrapą? - rozległ się z kąta głos pułkownika Karnowicza. - Można sporządzić taką kopię, że nikt się nie pozna.
- W tak krótkim czasie przygotowanie fałszywego kamienia jest niemożliwe - odpowiedział mu Fandorin. - W dodatku Lind pisze, że ma własnego jubilera.
Kirył Aleksandrowicz wzruszył ramionami.
- Jednego nie rozumiem: dlaczego jest mu potrzebny właśnie „Orłow”? Przecież ten kamień nie ma nawet ceny rynkowej. Znany jest na całym świecie, sprzedaż nie wchodzi w rachubę!
- Niezupełnie, wasza wysokość - sprzeciwił się pułkownik. - Można go pociąć na trzy, cztery wielkie diamenty i kilkadziesiąt małych, średnich i drobniutkich.
- Za ile to wszystko można sprzedać?
Karnowicz pokiwał głową, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Trochę się na tym znam - rzekł Fandorin. - Trzy wielkie diamenty, takie po pięćdziesiąt karatów, mogą kosztować przykładowo po pół miliona rubli w złocie każdy. Drobne... no, załóżmy, jeszcze z pół miliona.
- Dwa miliony? - Twarz cesarza rozjaśniła się. - Ależ nie poskąpimy za naszego kochanego Miszkę takiej sumy!
Fandorin westchnął.
- Najjaśniejszy panie, sprawa zupełnie nie dotyczy pieniędzy. Znam metodę Linda. To szantaż, i to na z-znacznie większą skalę, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie chodzi tu o życie jednego z jedenastu kuzynów waszego majestatu. Lind dokonuje zamachu na samą koronację, doskonale rozumiejąc, że bez „Orłowa” ceremonia jest niemożliwa. A życie chłopczyka to jedynie środek n-nacisku. Sens zagrożenia tkwi nie tyle w zabójstwie wielkiego księcia, ile w zerwaniu koronacji. Lind zhańbi Rosję i dynastię Romanowów na całym świecie, podrzucając części ciała chłopczyka w najbardziej ludnych miejscach.
Wszystkim obecnym, ze mną włącznie, wyrwał się jęk przerażenia, a Fandorin bezlitośnie kontynuował:
- Rzekliście, wasza wysokość, że na całym świecie nie z-znajdzie się kupiec na „Orłowa”. Tymczasem kupiec już się znalazł, i to taki, który nie może odmówić. Jest nim dom Romanowów. W gruncie rzeczy będziecie musieli wykupić u Linda nie wielkiego księcia, tylko diament „Orłow”, w dodatku po cenie, którą wyznaczy sprzedawca, jako że stawką w tej grze jest prestiż cesarstwa. Boję się, że to będzie kosztowało więcej niż dwa miliony. Znacznie, znacznie więcej. Lecz, co najgorsze, na tym nie koniec. - Fandorin ze smutkiem opuścił głowę i zobaczyłem, że zaciska pięści. - Zapłacicie za ocalenie kamienia i powrót wielkiego księcia, ale Lind nie odda chłopczyka żywego. To nie leży w jego obyczajach...
Zapadła złowieszcza cisza, lecz tylko na kilka sekund, ponieważ Paweł Gieorgijewicz, dotąd cicho siedzący w odległym końcu stołu, nagle zakrył twarz dłońmi i zapłakał.
- Pauli, weź się w garść - rzekł surowo Kirył Aleksandrowicz. - A wy, Fandorin, przestańcie nas straszyć. Lepiej opowiedzcie o Lindzie.
* * *
- To najbardziej niebezpieczny przestępca na świecie - rozpoczął swoją opowieść Fandorin. - Nie wiem, d-dlaczego nazywają go doktorem. Być może dlatego, że posiada wiedzę w najbardziej zaskakujących dziedzinach. Na przykład włada wieloma językami. Możliwe, że i rosyjskim - to by mnie nie zdziwiło.
O Lindzie mamy b-bardzo mało wiarygodnych świadectw. Zapewne jest stosunkowo młody, ponieważ jeszcze dziesięć lat temu nikt o nim nie słyszał. Skąd pochodzi - nie wiadomo. Najprawdopodobniej jest Amerykaninem, ponieważ swoich pierwszych przestępstw, które przyniosły mu sławę bezczelnego i b-bezlitosnego złoczyńcy, dokonał w Stanach Zjednoczonych. Rozpoczął od napadów na banki i wagony pocztowe, a później m-mistrzowsko opanował szantaż, wymuszenia i uprowadzania ludzi.
Fandorin mówił, patrząc w stół, jakby w polerowanej powierzchni widział jakieś obrazy z przeszłości, dostępne jedynie jego wzrokowi.