Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 104
Перейти на страницу:

Pelagię zdziwiło, że wyznawcy Manujły nie wyrazili chęci towarzyszenia swemu bożyszczu w ostatniej drodze, tylko ruszyli dalej, do Ziemi Świętej.

Dolinin skomentował to tak:

– Niewdzięczne zajęcie być prorokiem. Zdechłeś i wszyscy mają cię w nosie.

– Przeciwnie, wydaje mi się, że ów człowiek, cokolwiek o nim sądzić, swoje osiągnął – ujęła się za Manujłą i jego trzódką siostra. – Słowo przeżyło proroka i tak powinno być. Manujły nie ma, a „znajdy" ze swej drogi nie zboczyły. Przy okazji, dlaczego oni tak na siebie mówią?

– Powiadają, że Manujła „znalazł" ich wśród ludzi – wyjaśnił Dolinin. – Wydobył ze smrodu i brudu, przyoblókł w białe szaty i obdarował niebieską wstęgą, symbolem nadchodzącego królestwa Bożego.

Mają całą filozofię, tyle że dosyć prymitywną. Jakieś strzępy poprzekręcanego Starego Testamentu. Chrystusa i ewangelie odrzucają, ponieważ pragną być Żydami. Powtarzam: wszystko to jest niezwykle mgliste i nieokreślone. O ile mi wiadomo, Manujła nie za bardzo troszczył się o swoich świeżo upieczonych „Żydów". Zawróci w głowie jakiejś prostej duszy i idzie sobie dalej, a te nieboraki same sobie dopowiadają, co mają robić i jak żyć. Tu ma pani zapewne rację. Śmierć Manujły mało co zmieni... Ach, siostrzyczko... – Twarz śledczego stwardniała. – Takie to teraz czasy. Łowcy dusz wyruszyli na wielkie polowanie. A im dalej, tym będą liczniejsi, tym obfitsze będzie ich żniwo. Pamięta pani, jak to jest u Mateusza? „I wiele fałszywych proroków powstanie, i wielu zwiodą".

– „A iż się rozmnoży nieprawość, oziębnie miłość wiela" – dokończyła przekaz apostoła Pelagia. Dolinin zadrżał i popatrzył dziwnie na mniszkę, zupełnie jakby słyszał te słowa po raz pierwszy albo jakby nigdy przedtem nie zastanawiał się nad nimi.

– Bóg z nią, z miłością – powiedział ponuro. – Byle tylko dusze uchronić przed łowcami.

„Bez miłości?" – chciała zapytać Pelagia, ale powstrzymała się, bo nie był to właściwy moment na abstrakcyjne dyskusje. Pomyślała jednak w duchu: zdaje się, że w sferze uczuciowej życia śledczegoreformatora nie wszystko się układa. Ciekawe, czy jest żonaty?

Głośno podjęła jednak inny wątek.

– Czy to dobrze, że wszystkich pan wypuszcza?

– Niechaj płyną. W pierwszym porcie wsiądzie na „Jesiotra" kilku agentów policji kryminalnej; wydałem polecenie telegraficznie. Nie wykluczam, że i Ostrołyżeński wychynie z jakiejś dziury. Parowiec to nie spiżarnia, wszystkich kątów się nie przepatrzy. No, a jeśli nasza wersja jest całkowicie błędna i pan Szklane Oko nie ma tu nic do rzeczy...

– Jak to „nic do rzeczy"? – rzuciła się Pelagia. – Gdzie się zatem podział?

– Załóżmy, że został zabity. I wrzucony do wody. Może za dużo zobaczył. Takie przypadki nie są rzadkie... Jeśli więc zabójcą nie jest Ostrołyżeński, tylko ktoś inny, to po moim odejściu ów osobnik uspokoi się, nie będzie tak czujny. Agenci mają instrukcje, by zwracać szczególną uwagę na tych, którzy zejdą ze statku, nie dopłynąwszy tam, dokąd wykupili bilet. I w ogóle na każdy podejrzany drobiazg. Do Carycyna droga jeszcze daleka. Jeśli zabójca jest na parowcu, zdążymy go aresztować.

Pelagia, pod wrażeniem przezorności śledczego, zamilkła.

– A ja tymczasem przejadę się do Stroganowki i z powrotem – ciągnął Sergiusz Siergiejewicz. – Sprawdzę, co to za jeden ten Szełuchin. Możliwe też, że i stamtąd wysupła się jakaś niteczka.

I nagle, bez jakiegokolwiek wstępu i zająknienia, tym samym rzeczowym tonem dodał:

– Miła siostrzyczko, mam do pani prośbę. Dziwną i może zaskakującą. Ale jakoś sądzę, że nie będzie się pani oburzać, a jeśli będę miał szczęście, to się pani zgodzi... – Odkaszlnąl i wypalił: – Czy nie zechciałaby pani dotrzymać mi towarzystwa?

– W jakim sensie? – nie zrozumiała mniszka.

– W sensie wspólnej podróży do Stroganowki. – I szybko, póki rozmówczyni nie powiedziała „nie", zaczął tłumaczyć. – Choć ów Manujła wyrzekł się ojczystej wiary, to przecież była to dusza ochrzczona. Wieźć ciało bez osoby duchownej za bardzo nie wypada. Dadzą mi do towarzystwa jakiegoś skwaszonego zakonnika. Z panią byłoby nieporównanie przyjemniej... – Tu Sergiusz Siergiejewicz połapał się, że ostatnia uwaga zabrzmiała zbyt lekkomyślnie, i pospieszył to naprawić. – Ale przede wszystkim rozumniej. Sama pani mówiła, że bywała w tej głuszy. Pomoże mi pani znaleźć wspólny język z tamtejszymi mieszkańcami...

– Nie byłam w Stroganowce, tylko w Staricy, a to stamtąd pół setki wiorst.

– Nieważne, w każdym razie znane są pani tamtejsze obyczaje. Poza tym miejscowi mniej będą bać się mniszki niż przyjezdnego dostojnika... Wydało mi się także, iż los tego, pożal się Boże, proroka nie był pani obojętny. Zmówi pani po drodze choć modlitwę za jego zbłąkaną duszę... No co?

I tak popatrzył w oczy, że Pelagia, która już dobierała słowa, by uprzejmie odmówić, zawahała się. Wiedziała doskonale, że kusi ją szatan próżności. Było absolutnie jasne, w czym tkwi przyczyna „zaskakującej prośby" Sergiusza Siergiejewicza. Mistrz śledztwa docenił jej przenikliwość, jej bystrość i ma nadzieję na pomoc w dochodzeniu.

Inny powód, pospolicie grzesznej natury, osobie o duchownym powołaniu nie przyszedł nawet na myśl. Ale wystarczyło szatana próżności.

Nie oparła się pokusie słaba dusza.

Sama jestem sobie winna, pomyślała zaróżowiona z zadowolenia Pelagia. Trzeba było milczeć i nie narzucać się ze swymi wnioskami. A teraz to byłoby nawet dziwne, gdyby opuściła Sergiusza Siergiejewicza przed końcem dochodzenia.

– Proszę się tylko zgodzić – poprosił cicho Dolinin, widząc jej niepewność. – Z jego przewielebnością sam porozmawiam.

– Nie – westchnęła Pelagia. – To już lepiej ja.

O Boskim Oblubieńcu

Do niełatwej rozmowy przygotowała się gruntownie. Zamierzała poprowadzić ją w ulubiony przez Mitrofaniusza męski sposób, to jest bez jakichkolwiek emocji, opierając się wyłącznie na logice.

Argumentów związanych z korzyścią dla śledztwa nie podnosiła w ogóle. Największy nacisk położyła na niebezpieczeństwo, jakie mogła nieść ze sobą zaplanowana przez Dolinina ekspedycja.

– Jeśli potwierdzi się, że sekciarski prorok pochodzi z naszej eparchii, to dopiero Konstanty Pietrewicz będzie miał prezent – mówiła. – Wszak napiszą o tym we wszystkich gazetach i na pewno wspomną o Zawołżu. W Synodzie zaś powiedzą: powinszować zawołżskiemu archijerejowi, który taką żmiję wyhodował w swoim gnieździe. Wasza sytuacja i bez tego jest niepewna.

– Do tronu biskupiego nie przyrosłem – nachmurzył się Mitrofaniusz.

– Wiem. To jednak nie o was chodzi, tylko o nas. Kogo oberprokurator przyśle nam na wasze miejsce? To pewne, że jakiegoś swego ulubieńca. Zaciekłego inkwizytora. Nadejdzie koniec zwołżskiej zgody i spokoju.

Potem obszernie udowadniała, jak istotne jest, żeby przy identyfikacji, obok ważnego petersburskiego urzędnika, była obecna ona – człowiek bliski Mitrofaniuszowi. W najgorszym razie będzie mogła w porę go uprzedzić o niekorzystnym obrocie sprawy. Biorąc jednak pod uwagę, że jej stosunki z panem Dolininem nabrały cech przyjacielskich, niewykluczone, że uda jej się wpłynąć na treść i ton relacji, jaką śledczy wyśle do Petersburga.

Władyka wysłuchał z uwagą swoją duchową córkę. Pokiwał głową, uznając słuszność argumentów. Potem na długo zamilkł, a kiedy otworzył usta, zaczął mówić o czymś zupełnie innym.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)