Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 104
Перейти на страницу:

– Zapewne rację miał Pobiedin, że nie powinnaś być zakonnicą – powiedział z zadumą. – Zaczekaj tylko, nie przerażaj się. Wiele dyskutowaliśmy o celu ziemskiego życia i wydaje się, że zgodziliśmy się, iż podstawowym obowiązkiem każdego człowieka wobec Boga jest odnalezienie siebie, swojej drogi, przeżycie własnego, a nie cudzego losu. Sama wszak mówiłaś, że największe nieszczęścia naszego rodzaju biorą się stąd, że na tysiąc ludzi dziewięćset dziewięćdziesięciu dziewięciu umiera bez zrozumienia siebie, przeżywszy życie, w którym zajmowali się nie swoimi sprawami. Ja także sądzę, że Bóg niczego od nas nie potrzebuje – byle tylko każdy odnalazł własną drogę i przemierzył ją do końca. Weźmy na przykład ciebie. I ja, i ty wiemy dobrze, że twoim powołaniem jest odsłanianie ludzkich tajemnic. Ty zaś, Pelagio, zajmujesz się czymś zupełnie innym. Powołanie zakonne, modlenie się do Pana za grzesznikami to rzecz wyjątkowo godna, ale czyż możemy mieć pewność, że nie bierzesz na siebie grzechu? Przeżycie nie swojego losu, odrzucenie talentu, wzgardzenie owym boskim darem to grzech najcięższy, to najsmutniejszy spośród wszystkich występków, jakich może dopuścić się człowiek wobec siebie i wobec Pana. Czy rozumiesz, o czym mówię?

– Rozumiem – odparła siostra drżącym głosem. – Chcecie powiedzieć, że nie mam powołania do służby zakonnej i że moim miejscem nie jest cela, tylko życie świeckie. Że tam będzie ze mnie więcej pożytku dla ludzi i dla Pana.

Spuściła głowę, żeby władyka nie zobaczył napływających do oczu łez. Rozmowa zbaczała w stronę kobiecych emocji, co zapowiadało płacz i błagania.

– Bardzo możliwe, władyko, że tak właśnie jest. Czyżbyście zapomnieli jednak – tutaj Pelagia podniosła głowę i popatrzyła na Mitrofaniusza mocno błyszczącymi oczyma – że do stanu zakonnego dotarłam nie poprzez pobożność i siłę duchową, ale ze skraju przepaści? Nawet nie ze skraju, tylko z samej przepaści, w którą niepowstrzymanie spadałam i gotowa już byłam...

Głos się mniszce załamał, tak że nie mogła dokończyć zdania.

Logika, niestety, zniknęła z tej rozmowy bez śladu.

– Pamiętam – odparł archijerej. – Byłaś nieszczęśliwa, byłaś w samobójczej rozpaczy.

– Ale poszczęściło mi się. Bóg zesłał was. A wy powiedzieliście: „Jedyny twój ratunek, jeśli nie chcesz zgubić na wieki swej duszy, to upodobać sobie w Boskim Oblubieńcu, który nigdy cię nie opuści, albowiem jest wieczny".

– I to pamiętam.

– Posłuchałam was. I złożyłam śluby wierności – Jemu. I cóż, mam je teraz naruszyć? Tylko dlatego, że zręcznie udaje mi się odsłaniać pospolite sekrety?

– Jezus zrozumie i wybaczy.

– On zrozumie na pewno, tyle że ja nie mogę tak z Nim postąpić. Wszak jestem Chrystusową oblubienicą i powinnam Mu służyć.

– Chrystusowi można służyć i gdzie indziej, nie gorzej niż w klasztorze. Nawet jeszcze lepiej.

– Można, ale nie z całkowitym oddaniem. Trzeba bowiem dzielić czas między sprawy ziemskie a Wieczną Miłość. – Pelagia wytarła chustką oczy i zdecydowanie, już bez jakichkolwiek łzawych nutek, dokończyła: – Obiecałam wam i powtarzam ponownie: nie będzie już żadnego dochodzenia. Zresztą tutaj moja zręczność się nie przyda. Pan Dolinin jest detektywem z Bożej łaski, nie mnie się z nim równać.

Mitrofaniusz popatrzył z niedowierzaniem na swą rudą powiernicę, westchnął ciężko, ale już się nie sprzeciwiał. Zgodził się.

Opowieść rogacza

Wieść o tym, że przewielebny pobłogosławił Pelagię na podróż, Dolinin przyjął bez spodziewanego entuzjazmu. Skinął tylko głową i niczego nie powiedział, a ponadto zadrżały mu nerwowo kąciki ust. Na pewno nie była to osoba pozbawiona dziwactw.

W drodze także utrzymywał wyraźny dystans. Nie żartował, nie nawiązywał rozmów, ograniczał się do najniezbędniejszej uprzejmości. Zupełnie jakby ktoś Sergiusza Siergiejewicza odmienił.

Mniszka była początkowo zakłopotana, obawiała się, że w jakiś sposób go obraziła, ale potem pogodziła się z tym – ponuractwo śledczego złożyła na karb jego hipochondrycznej natury.

Kiedy płynęli barką – początkowo dopływem Rzeki, a potem dopływem dopływu – Dolinin wciąż przeglądał swój notes i pisał jakieś listy albo raporty. Pelagia mu się nie naprzykrzała. Z psiej wełny robiła na drutach kamizelkę dla Mitrofaniusza, czytała zabrane na drogę Żywoty świętych niewiast czasów nowożytnych albo po prostu patrzyła na mijane brzegi. Kiedy jednak przesiadła się z barki na bryczkę, dwa pierwsze zajęcia odpadły z powodu wybojów, trzecie zaś straciło sens z racji ograniczonego pola widzenia: gdziekolwiek spojrzysz, same drzewa.

Odkąd wjechali w Las, Sergiusz Siergiejewicz przez pierwszą połowę dnia zachowywał się tak jak przedtem i utrzymywał dystans. Co prawda, od czasu do czasu obracał się w siodle, jakby sprawdzając, czy mniszka jest na miejscu, czy nie zniknęła z kozła.

Na postoju obiadowym Pelagia podeszła do byle jak zbitej skrzyni, w której spoczywał denat, i zaczęła szeptem odmawiać modlitwę. Myślała o sensie tragicznego wydarzenia, jakim jest nagła śmierć, kiedy człowiek rozstaje się z duszą w kwiecie wieku, bez przygotowania i uprzedzenia. Po co to Panu Bogu? Czyżby tylko jako przykład i pouczenie dla innych? Co w takim razie z tym, który umarł? Czy godne jest, by człowiek był jedynie pouczającym przykładem?

Tak pogrążyła się w niełatwych rozmyślaniach, że nie usłyszała kroków – zadrżała, gdy tuż przy jej uchu rozległ się głos Dolinina.

Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło, jakby nie było dwóch z górą dni milczenia, śledczy zapytał:

– No, siostro, i co pani o tym wszystkim sądzi?

– O czym?

– Przecież doskonale pani wie. – Przez twarz Sergiusza Siergiejewicza przebiegł niecierpliwy grymas. – Z pewnością stworzyła sobie pani obraz przestępstwa. Kto, jak, w jakim celu. Jest pani kobietą przenikliwą, o bystrym umyśle, z doskonałą intuicją. Na etapie dochodzenia wstępnego okazała mi pani nieocenioną pomoc. Tak więc proszę nie zatrzymywać się w połowie drogi. Proszę mówić. Hipotezy, domysły, najbardziej fantastyczne przypuszczenia – za wszystko będę wdzięczny.

Gdyby pytanie zostało zadane nie teraz, tylko przed pełną łez rozmową z Mitrofaniuszem, Pelagia niezawodnie podzieliłaby się z Sergiuszem Siergiejewiczem wszystkimi przemyśleniami. Przyznawszy się szczerze przed sobą, że w jej zgodzie na wyjazd do Stroganowki główne role odegrały próżność i grzeszna ciekawość, zakonnica jak najsurowiej zabroniła sobie rozważań o tym, gdzie podział się Szklane Oko i czy to on zabił „proroka", a jeśli on, to dlaczego – czy z nienawiści, czy dla zysku, czy też z innych pobudek.

Śledczemu odpowiedziała z pokorą, ze spuszczonymi oczyma.

– Nawet o tym nie myślałam. To nie na mój rozum. Zdaje się, że nabrał pan przekonania, iż uważam siebie za detektywa. Zapewniam pana, łaskawy panie, że to nie tak. Czy wypada czernicy wdawać się w świeckie sprawy, w dodatku tak naznaczone grzechem? Jeśli tamtego dnia nadmiernie się rozgadałam, był to skutek wstrząsu na widok martwego ciała. Pan, łaskawy panie, ma własne zajęcia, ja też. Niechaj Bóg pana prowadzi, a ja będę modliła się za powodzenie pańskich wysiłków.

Popatrzył na nią uważnie, badawczo.

Potem uśmiechnął się nagle –jasno i przyjaźnie.

– Szkoda. Podedukowalibyśmy sobie razem. A jeszcze większa szkoda, siostrzyczko, że nie pracuje pani u nas. Kobiet agentów mamy niewiele, ale każda warta jest dziesięciu mężczyzn. Pani zaś, ze swymi zdolnościami, byłaby warta setki. No dobrze, nie będę pani przeszkadzał. Zdaje się, że odmawia pani modlitwę?

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)