Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 296
Перейти на страницу:

Rand odparł atak Moridina, a ze skrzyżowanych mieczy poleciały iskry. Z nich dwóch Rand zawsze był lepszym szermierzem, przez cały Wiek Legend.

Rand utracił rękę, ale dzięki Tamowi nie miało to już takiego znaczenia jak niegdyś. Był jednak ranny. To miejsce… to miejsce zmieniało rzeczy. Skały pod stopami wydawały się poruszać i Rand często się potykał. W powietrzu czuć było na przemian zapach stęchlizny i suchości, a potem wilgoci i pleśni. Czas prześlizgiwał się wokół nich jak strumień. Rand miał poczucie, że go nieomal widzi. Każdy dech trwał chwilę, podczas gdy na zewnątrz mijały godziny.

Rand ciął Moridina w ramię, sprawiając, iż jego krew trysnęła na ściany.

– Moja krew i twoja – powiedział. – Powinienem podziękować ci za tę ranę, którą mam na boku, Elan. Myślałeś, że jesteś Czarnym, nieprawdaż? Czy on ukarał cię za to?

– Tak – warknął Moridin. – Przywrócił mnie do życia. – Następnie zbliżył się, kołysząc, by zadać cios mieczem trzymanym w obu rękach. Rand cofnął się, parując cios Callandorem, ale źle ocenił spadek podłoża. Albo też podłoże zmieniło się. Rand potknął się, a cios sprawił, że opadł na jedno kolano.

Ostrze przeciw ostrzu. Rand poślizgnął się, jedną nogą muskając ciemność widniejącą za plecami, która przypominała sadzawkę czarnego inkaustu.

Wszystko stało się czarne.

Brzmiąca w oddali pieśń Ogirów koiła Elayne, która zmęczona tkwiła w siodle na szczycie wzgórza, na północy Cairhien.

Jej towarzyszki nie były w lepszym stanie. Elayne zgromadziła wszystkie Kuzynki, które potrafiły posługiwać się saidarem – nieważne, jak były słabe lub zmęczone – i uformowała dwa kręgi. W swoim kręgu miała w sumie dwanaście kobiet, lecz siła ich połączonej Mocy w tej chwili tylko trochę przerastała siłę pojedynczej Aes Sedai.

Elayne zaprzestała przenoszenia, by dać kobietom szansę na zregenerowanie się. Większa część albo skuliła się w siodłach, albo siedziała na ziemi. Przed nimi rozciągała się nierównomierna linia frontu. Armia walczyła desperacko u stóp wzgórz Cairhien przeciwko morzu Trolloków.

Zwycięstwo nad północną armią Trolloków było krótkotrwałe, jako że ludzie byli wyczerpani i groziło im niebezpieczeństwo otoczenia przez drugą armię, która nadciągnęła z południa.

– Prawie nam się udało – rzekł Arganda, stając obok Elayne i potrząsając głową. – Prawie tego dokonaliśmy.

Nosił hełm z pióropuszem, który należał do Gallenne. Elayne nie było przy tym, jak dowódca sił Mayene padł w boju.

To było frustrujące. Trolloki znajdowały się blisko. Pomimo zdrady Bashere, pomimo nieoczekiwanego nadejścia drugiej armii, prawie ich odepchnęli. Gdyby Elayne miała więcej czasu, by wyznaczyć ludziom nowe pozycje, gdyby mieli czas, by złapać moment oddechu pomiędzy pokonaniem armii północnej a stawieniem czoła południowej…

Ale to nie było możliwe. W pobliżu dumne Ogiry walczyły, by ochronić smoki, lecz z wolna je pokonywano. Pradawne istoty padały niczym drzewa, wycinane przez Trolloki. Jedna po drugiej ich pieśni milkły.

Arganda przyciskał do boku zakrwawioną rękę. Był blady i mówił z trudem. Elayne nie miała siły, by go Uzdrowić.

– Twoja Strażniczka jest szatanem na polu walki, Wasza Wysokość. Jej strzały latają niczym światło. Przysiągłbym… – Arganda potrząsnął głową. Możliwe, że nigdy już nie będzie mógł posługiwać się mieczem, nawet gdyby został Uzdrowiony.

Powinien zostać odesłany wraz z innymi rannymi… dokądś. Nie było ich jednak gdzie zabrać; przenoszące były zbyt słabe, by stawiać bramy.

Pośród ludzi Elayne nastąpił rozłam. Aielowie walczyli w grupach, Białe Płaszcze były niemal otoczone, podobnie jak Wilcza Gwardia. Ciężka jazda Legionu Smoka wciąż walczyła, ale zdrada Bashere wstrząsnęła żołnierzami.

Cały czas smoki dawały ognia. Aludra z powrotem przetransportowała je na szczyt najwyższego wzgórza, ale zaczynało brakować amunicji, zaś przenoszące nie miały sił otwierać bram do Baerlonu, by przetransportować nowe jaja smoków. Aludra wykorzystywała jako amunicję części zbroi aż do momentu, gdy zaczął się kończyć proch. Teraz wystarczało go już tylko na strzelanie od czasu do czasu.

Trolloki wkrótce wedrą się w szeregi armii Elayne i zdziesiątkują jej ludzi niczym wygłodniałe lwy. Elayne obserwowała pole bitwy, stojąc na jednym ze szczytów wzgórz, pilnowanym przez dziesięć Strażniczek. Reszta ruszyła do walki. Trolloki przedarły się przez szeregi Aielów po wschodniej stronie pozycji wojsk Elayne, tuż obok miejsca, w którym na wzgórzu znajdowały się smoki.

Bestie zaatakowały wzgórze, zabijając kilku Ogirów i rykiem obwieściły swe zwycięstwo. Obrońcy wyciągnęli miecze i ponuro stanęli do walki o wzgórze.

Elayne nie była gotowa, by pozwolić wycofać smoki. Zgromadziła Moc w kręgu; kobiety wokół niej jęknęły. Zaczerpnęła tylko odrobinę Mocy, znacznie mniej, niż pragnęła i skierowała Ogień na pierwszą falę Trolloków.

Jej splot zatoczył łuk w powietrzu, kierując się ku Pomiotowi Cienia. Elayne miała wrażenie, że usiłuje powstrzymać burzę, plując na wiatr. Pojedyncza kula Ognia uderzyła w cel.

Ziemia eksplodowała, rozrywając zbocze wzgórza, a tuziny Trolloków wystrzeliły w niebo.

Elayne ruszyła, powodując człapanie kopyt Cienia Księżyca pod nią. Arganda zaklął.

Ktoś podjechał do Elayne na wielkim czarnym koniu, wyłaniając się jak gdyby z oparów dymu. Mężczyzna był średniej budowy i miał ciemne, wijące się, spadające na ramiona włosy. Logain wyglądał na szczuplejszego niż ostatnio, gdy Elayne go widziała. Miał zapadnięte policzki, ale wciąż był przystojny.

– Logain? – zapytała zdumiona.

Asha’man wykonał gwałtowny gest. Na polu bitewnym nastąpiły eksplozje. Elayne odwróciła się i ujrzała setkę mężczyzn w czarnych płaszczach, wyłaniających się z wielkiej bramy widniejącej na wzgórzu.

– Wycofaj Ogirów – rzekł Logain. Mówił szorstkim głosem. Jego oczy wydawały się ciemniejsze niż niegdyś. – Utrzymamy to miejsce.

Elayne zamrugała, po czym skinęła na Argandę, by przekazał rozkazy. „Logain nie powinien mi wydawać rozkazów” – pomyślała z roztargnieniem. Na chwilę jednak na to pozwoliła.

Logain zawrócił konia i pogalopował na szczyt wzgórza, by popatrzeć w dół, na armię. Elayne podążyła za nim, czując się otępiała. Trolloki zaczęły padać, gdy Asha’mani przypuścili niecodzienny atak, otwierając bramy, które wydawały się jakby przywiązane do ziemi. Asha’mani pognali do przodu niczym burza, zabijając Pomiot Cienia.

Logain chrząknął.

– Jesteś w złej formie.

Elayne zmusiła swój umysł do koncentracji. Asha’mani byli tutaj.

– Czy to Rand cię przysłał?

– Sami się przysłaliśmy – odparł Logain. – Cień planował tę pułapkę od dłuższego czasu, o czym świadczą zapiski z gabinetu Taima. Właśnie zdołałem je odszyfrować. – Poparzył na nią. – Najpierw przyszliśmy do ciebie. Czarna Wieża stoi u boku Lwa z Andoru.

– Musimy ewakuować stąd moich ludzi – powiedziała Elayne, zmuszając umysł do pracy pomimo obezwładniającego zmęczenia. Jej armia potrzebowała królowej. – Na mleko matki! To nas będzie kosztować. – W trakcie tego odwrotu straci najpewniej połowę ludzi. Jednak lepiej stracić połowę niż wszystkich. – Moi żołnierze zaczną formować szyki. Czy możecie stworzyć wystarczająco dużo bram, byśmy mogli przedostać się w bezpieczne miejsce?

– To nie byłby problem – odrzekł Logain nieuważnie, patrząc w dół zbocza. Jego niewzruszona twarz zrobiłaby wrażenie na każdej Strażniczce. – Ale wtedy nastąpi rzeź. Nie mamy miejsca, by dokonać udanego odwrotu, a kiedy będziecie się wycofywali, twoje szeregi będą słabły. Ostatnie z nich ulegną wrogowi i zostaną zniszczone.

1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)